Hammerfist Kowalkiwiecz

Redakcja MMARocks działała w trakcie KSW 24 na wszystkich możliwych frontach. W niektórych budzi to zazdrość, mi osobiście dało możliwość obejrzenia gali jak każdy fan. Już po pierwszych dwóch walkach przeczuwałem, że po gali nastąpi przypływ przepełnionych emocjami komentarzy. Nie spodziewałem się jednak takiej zmienności nastrojów wśród fanów najbardziej męskiego sportu.

Bardzo dziwi mnie wśród kibiców naiwne podejście do polskich zawodników. Przy dynamicznych zmianach kadru i barwnym komentarzu łatwo zapomnieć o tym, iż w ringu pojawia się dwoje ludzi, którzy dysponują bazowo tym samym potencjałem, co osoba, która siedzi przed telewizorem. Do ludzi, którzy latami ciężko trenują, dorabiając w nocy na bramkach, przykłada się jednak podobne  wymagania, co do postaci z „Tekkena”. Chcemy efektownych walk, wzorowego zachowania w każdej sytuacji i medialności gwiazd pro-wrestlingu.

Michał

„Przeciętniak” Michał Materla

Wszyscy widzieliśmy, jak wyglądała walka Michała Materli. W pierwszej rundzie dominacja szczecinianina była jednoznaczna. W czasie, kiedy Michał konsekwentnie pracował w parterze, Jay Silva robił głupie miny i wychodził ponownie z nieuzasadnionymi pretensjami do sędziów, zamiast spróbować chociaż raz odzyskać pozycję. W drugiej rundzie sekunda rozluźnienia Polaka zbiegła się w czasie z dynamiczną akcją u Amerykanina i walka zakończyła się zaskakującym nokautem.

Michał zdobył sympatię publiczności, między innymi pokazując swój nieokrzesany charakter. Berserkerzy to nie ministranci ze szczecińskiej parafii i wszyscy zachwycali się, kiedy „Cipek” wywołał u Mateusza Borka słynne „ojojoj”, przeklinając na antenie Polsatu. Jednak fani postanowili odsądzić go od czci, bo dochodząc do siebie przy linach, odmówił podania ręki tańczącemu z radości przeciwnikowi. A kiedy lawina ruszyła, zaczęło się na dobre – okazało się, że „Magic” gwiazdorzy, bo był u Wojewódzkiego, a nawet okrzyknięto go w paru komentarzach „przeciętniakiem”.

Osobiście uważam, że problemem jest tutaj nie zachowanie Materli, a to, iż przegrał walkę, burząc wizję fanów, poszukujących superbohatera. Ale myli się ten, kto myśli, że wygrywanie jest sprawdzonym sposobem na zdobycie fanów. Jeśli spojrzycie na zdjęcie poniżej, to pewnie już domyślacie się, co mam na myśli.

Mamed

Libertarianie a Mamed Chalidow

O atakach na Mameda Chalidowa chciałem pisać już wielokrotnie, ale wiedziałem, że jest to wysiłek daremny. Ciąg siedmiu emocjonujących zwycięstw, które sprawiły, iż tysiące osób zainteresowało się MMA z powodów sportowych, a nie tylko idąc za karierą byłego strongmana, nie dało mu żadnej protekcji przed rozgorączkowanymi atakami jaśnie znawców tego sportu.

Na forum roi się od zwolenników libertarianizmu lub jego łagodniejszych form. Blogi Korwina-Mikkego czy Michalkiewicza regularnie goszczą na łamach Cohones. Ale kiedy zawodnik decyduje sam o swojej karierze i pieniądzach, rodzi się oburzenie. Jakim prawem Mamed wybiera lepsze pieniądze i bezpieczniejszą przyszłość dla swojej rodziny? Krytykuje się go nawet za udział w reklamach, które pozwolą mu oszczędzić pieniądze na moment zakończenia kariery, niedostępny luksus na polskiej scenie mieszanych sztuk walki.

Jeśli ktoś myśli, że piszę to po to, by użalać się nad dwoma najlepszymi średnimi w Polsce, to jest w grubym błędzie. Chcę tutaj pokazać mechanizm, który sprawia, iż fani rzucają wielkimi pojęciami jak „libertarianizm” czy „sportowe zachowanie”, aby w poście obok krytykować zawodnika za podejmowanie własnych decyzji albo nazywać innego „kutasobrodym”. A co dają od siebie?

ksw

Egoizm środowiska

Malkontenci powodują, że grunt pod nogami zawodników jest niepewny. Jedna porażka może odmienić wszystko – widzieliśmy to już w przypadku Materli czy Saidova. Już wyobrażam sobie, jak wojowniczy tłumek okrzykuje „Płetwala” po ewentualnej porażce w Manchesterze przeciętniakiem, jakich wielu w UFC.

Szkoda tylko, że za tymi wysokimi wymaganiami nie idzie zazwyczaj nic od siebie. Zamiast zrzucić się ze znajomymi po 10zł na PPV, lepiej oglądać galę na streamie, a potem narzekać, że KSW boi się ryzyka związanego z zatrudnienia Okamiego. MMA Attack wypełniło większość życzeń „środowiska MMA”, a wczoraj odwołano galę MMA Attack 4 i ogłoszono powrót do freak fightów, ze względu na słabą sprzedaż biletów. Dziesiątki tysięcy zmarnowanych pieniędzy na promocję MMA. Po gali MMA Attack 3 jednak nie pisało się prawie o niczym innym, niż zażenowanie walką striptizera z kulturystą.

Zachowanie Michała nieeleganckie? Zgoda, a teraz na drugiej szali połóżcie ilość emocji, które dał nam dotychczas i zasług w promocji dobrego MMA. To samo z ostrożną walką „Gamera”, uderzeniem z główki Anzora, obecnością w MMA freaków. Przestańcie histeryzować jak piłkarze, tworzyć teorie spiskowe i szukać dziury w całym. Nieokrzesanym krytykom wydaje się, że wpisują się tak do wąskiego grona ekspertów. Chcą być jak skłonny do zdecydowanych opinii „Juras”. Ciekawe, jak Łukasz zareagowałby na oglądanie jego pracy na nielegalnym streamie czy plucie jadem na jego kolegów.

Ci z Was, którzy czują podobne zniecierpliwienie, nie są bezradni. Chciałbym żebyście świadomie uczestniczyli w tworzeniu mody na trzeźwe podejście do tego sportu, odpowiedzialność za słowa i jednolite standardy oceniania wydarzeń na scenie MMA. Zabierzcie głos, nie dajcie się zagłuszyć wiecznym malkontentom. Wy też macie wpływ na sukces polskich organizacji, siłę Polski na międzynarodowej scenie i poczucie stałego wsparcia u swoich ulubionych zawodników.

Ktoś może powiedzieć, że taki jest Internet i walczę z wiatrakami. Być może ma rację. Chcę jednak dać wyraźny znak, że granice zbyt często są przekraczane, a akceptacji upierdliwej krytyki wszystkiego i wszystkich nie ma.

zdjęcia: Konfrontacja.com

 

„To gi or not to gi” to jeden z ważniejszych dylematów w jego życiu. Zarywa noce dla walk technicznych i przekrojowych zawodników. Zainteresowany przebiegiem przygotowań na macie i otoczką biznesową. Realista, ze zrozumieniem znosi kompromisy w polskim MMA.

1 KOMENTARZ

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.