PPP_7924

Przyznam się, że nie miałem pierwotnie zamiaru komentowania burzy rozpętanej wokół werdyktów sędziowskich, które padły na KSW 29. Ani to przecież pierwsze „wałki” – mówiąc branżowym żargonem – w MMA, ani nawet nie pierwsze w KSW. Mniej lub bardziej krzywdzące decyzje sędziów zdarzają się w mieszanych sztukach walki często, wynikają z wielu przyczyn – ale główną jest sama dyscyplina: złożona i problematyczna. Nie jest bowiem łatwo poprawnie zważyć akcje parterowe i przyrównać je do ofensywy w stójce; nie jest łatwo ocenić pracę w klinczu i odsiać techniki wartościowe od tych pozornych. Poprawnego werdyktu nie da się osiągnąć w wyniku zsumowania ilości celnych ciosów czy innego, mniej lub bardziej skomplikowanego równania. Dlatego niezwykle ważne jest, aby system punktowy był jasny, a całość działała sprawnie.

Debiutująca w Krakowie gala KSW zbiegła się najwyraźniej z momentem przesilenia w sędziowskiej materii – z momentem, w którym mniejsze i większe zaniedbania z przeszłości skumulowały się, powodując mocne kontrowersje.

Nie mam tutaj zamiaru wałkować werdyktów w poszczególnych pojedynkach, nadmienię jedynie, że błędów było dużo – i to poważnych. Największym problemem w tej dziedzinie nie były nawet pomyłki pojedynczych punktowych na przestrzeni ocenianych rund, te są bowiem niwelowane przez poprawne werdykty pozostałej dwójki oceniającej akcję toczącą się w klatce. Taki zresztą jest powód, że tuż przy arenie walk siedzi trzech punktowych patrzących na pojedynek z różnych perspektyw. Prawdziwy problem pojawia się, kiedy następuje rozbieżność w punktowaniu tej samej rundy przez wszystkich arbitrów – a taki problem pojawił się podczas KSW 29 trzykrotnie, w tej samej formie: jeden sędzia przyznał rundę jednemu zawodnikowi, drugi drugiemu, a trzeci ocenił ją na remis. Różnic pomiędzy dwoma sędziami było więcej, jednak nie są one oczywiście tak jaskrawe, ani tak istotne jak przykłady z walk: Stus-Silva, Narkun-Reljic, czy Chalidow-Cooper.

Jest to niewątpliwie problem całości systemu punktowania, sięgający głębiej aniżeli dobór składu personalnego – na którym skupia się dziś w zasadzie cała krytyka, młotkując punktowych bez litości. Oczywiście, w dużej mierze słusznie, bo to konkretna osoba bierze na siebie ciężar oceny pojedynku, a swym podpisem przyjmuje na siebie odpowiedzialność za wystawioną notę. Warto jednak zwrócić uwagę, że w źle skonstruowanym systemie, w obrębie którego poruszają się przecież sędziowie punktowi, takie aberracje jak we wspomnianych wyżej walkach będą się powtarzać niezależnie od składu osobowego. Być może w mniejszej częstotliwości, ale jednak.

Według mnie głównym powodem tak skrajnych rozbieżności w ocenie tych samych pięciominutówek jest nie do końca sprecyzowana wartość – tak to nazwijmy – poszczególnych rund – a to w połączeniu z szeroką skalą punktacji stosowaną w KSW, co samo w sobie jest bardzo pozytywnym elementem systemu sędziowania w organizacji, sprzyja zbyt dużemu rozrzutowi na kartach sędziowskich. Widać wyraźnie, że arbitrzy bardzo swobodnie posługują się punktacją 10-10, 10-9 i 10-8; o ile jednak samo wypunktowanie rundy na remis nie jest niczym złym, tak dawanie remisu w 30% punktowanych rund jest już mocno podejrzane. Podobnie jak zbyt częsta ocena poszczególnych składowych na 10-8 – co akurat tej gali nie dotyczy, ale zdarzało się na KSW w przeszłości. Problem nie jest bowiem nowy, sam wspominałem o nim jakieś półtora roku temu przy okazji artykułu poświęconego sędziowaniu i punktowaniu walk MMA.

Samo zastosowanie pełnej skali 10 point must system nie załatwia przecież sprawy, a mam wrażenie, że na tym zakończyła się ewolucja systemu sędziowskiego Konfrontacji Sztuk Walki. Tymczasem by całość była efektywna należy   b a r d z o   d o k ł a d n i e   określić kryteria punktowe: jakie rundy powinny być oceniane na remis, a jakie na 10-9 i 10-8 – i przestrzegać ich stosowania. Inaczej wychodzi galimatias, a punktowa samowolka prowadzi do krzywdzących werdyktów.

Warto jednak nadmienić, że sytuacja wcale nie jest taka beznadziejna na jaką wygląda. KSW jako jedyna organizacja w Europie – a może nawet jedyna na świecie – regularnie organizuje zgrupowania sędziowskie, na których omawiane są najczęściej popełniane błędy, a całość systemu jest doskonalona. Sama organizacja jest także bardzo scentralizowana pod względem decyzyjnym, co powoduje, że działania naprawcze wdrażane są bardzo szybko – zwłaszcza w porównaniu do państwowych molochów, jak komisje do spraw sportu w USA… których działania poprawić praktycznie nie sposób. Doskonałym przykładem jest tutaj wczorajsza deklaracja Martina Lewandowskiego, który zapewnił, że multifunkcyjność sędziów od przyszłej gali KSW odchodzi do lamusa, i każdy z nich będzie musiał teraz wybrać rolę, jaką będzie pełnić na gali – czy będzie sędzią, trenerem, czy kimkolwiek innym. Jest to dobra i potrzebna decyzja, choć kosmetyczna – dodam. Największe błędy tej gali nie wynikały przecież z wspomnianej wielozadaniowości, a z różnic w ocenie kolejnych rund – z różnic skrajnych! To na ten element powinien być w pierwszej kolejności kładziony nacisk podczas kolejnych zebrań składu sędziowskiego.

Poprawne sędziowanie powinno być bowiem dla warszawskiej organizacji priorytetem, gdyż bezpośrednio przekłada się na wizerunek wśród fanów spoza Polski. Wielonarodowościowemu UFC nikt nie zarzuci przecież „chronienia swoich”, ale opartej głównie na znanych Polakach organizacji Kawulskiego i Lewandowskiego bardzo łatwo przypisać łatkę punktowego protekcjonizmu – co chętnie czyni choćby Jay Silva. Dlatego wyprostowanie tego elementu powinno być dla KSW sprawą wielkiej wagi. Warto również pomyśleć nad rozszerzeniem mieszanego składu sędziowskiego. Rzecz jasna sam fakt bycia obcokrajowcem nie sprawia, że sędzia ustrzeże się pomyłek, lecz z całą pewnością jest to bardzo trafna zagrywka  wizerunkowa – i z tego punktu widzenia wprowadzenie do federacji Ben’a Cartlidge’a jako arbitra było strzałem w dziesiątkę.

Sęk w tym, by takich strzałów było jak najwięcej – a nie strzałów w kolana. Jak na razie sędziowie KSW strzelają natomiast na oślep, raniąc przy okazji siebie, organizację – i co najbardziej przykre – zawodników.

1 KOMENTARZ

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.