
UFC będzie musiało naprawdę wystosować świetną ofertę, jeśli chce zobaczyć Islama Makhacheva ponownie w kategorii lekkiej. Dagestańczyk przyznaje dziś wprost: żałuje, że tak długo męczył się z robieniem wagi, zamiast wcześniej przejść do półśredniej.
Makhachev – były dominator wagi lekkiej – dziś jest już pełnoprawnym królem dywizji półśredniej. Pas zdobył w listopadzie na UFC 322 w Nowym Jorku, zatrzymując Jacka Dellę Maddalenę i wysyłając jasny sygnał: tu jest jego miejsce. W rozmowie z Red Corner MMA zawodnik zdradził, że jego powrót do lekkiej jest praktycznie nierealny.
W ostatniej walce nie byłem mniejszy od swojego rywala. Fizycznie wyglądaliśmy podobnie. Żałowałem wtedy, że wcześniej nie przeniosłem się do półśredniej – przez lata zmuszałem się do cięcia ogromnej ilości kilogramów.
Dziś Makhachev nie owija w bawełnę:
Musiałbym dostać naprawdę fenomenalną ofertę, żeby znowu zejść do lekkiej. Mam już swoje lata, a każde cięcie wagi kosztuje mnie zdrowie. To nie jest już takie proste jak kiedyś.
Dla 34-letniego mistrza (28–1 MMA) zwycięstwo z Australijczykiem było 16. wygraną z rzędu. Makhachev wciąż rozwija się pod okiem legendarnego Khabiba Nurmagomedova, a lista jego rywali mówi sama za siebie: Charles Oliveira, Alexander Volkanovski, Dustin Poirier, Dan Hooker. Teraz, po zdobyciu pasa półśredniej, Dagestańczyk wskoczył także na szczyt rankingu P4P UFC, zostając jego liderem.
Wygląda na to, że jeśli UFC marzy o powrocie Makhacheva do lekkiej, będzie musiało przygotować ofertę życia. A patrząc na jego obecną formę – nie ma żadnych powodów, by miał znów głodzić się dla wagi, którą już dawno przerósł.
























