Gonzaga.vs.CroCop.2.Weigh

(Fot. Piotr Pędziszewski / MMARocks.pl) Legendarny mistrz wysokiego kopnięcia i weteran PRIDE – Mirko Filipović (MMA 31-11-2, UFC 5-6) we wspaniałym stylu powrócił do oktagonu UFC, demolując Brazylijczyka Gabriela Gonzagę (MMA 16-10, UFC 11-9, 19. w Rankingu MMARocks.pl) w trzeciej rundzie walki wieczoru gali UFC Fight Night 64: Gonzaga vs. Cro Cop 2 w Krakowie.

Pierwsze dziesięć minut należało w pełni do zawodnika z Kraju Kawy. Gonzaga był stroną aktywniejszą i inicjującą akcję. Chorwacki kickbokser dopiero po dwóch minutach walki wyprowadził pierwszy cios. W pierwszej i drugiej rundzie obalenie „Cro Copa” nie sprawiało Brazylijczykowi najmniejszego problemu. A tak wyborny grappler, jakim jest Gonzaga również w pełni kontrolował walkę w parterze. Jednak ani próby dźwigni prostej na staw skokowy z jednoczesnym miażdżeniem łydki, czyli tzw. taktarova, ani szukanie drogi do klucza czy balachy z dosiadu nie przynosiły oczekiwanego rezultatu. Chorwat wzorowo odrobił parterowe lekcje i wyrywał zagrożoną nogę lub ręką.

Półmetek starcia Filipovic kończył z rozbitym przez łokcie Gonzagi łukiem brwiowym. Stary wyga z japońskiego PRIDE nie pozostał dłużny, fantastycznie zablokował próby obalenia i w klinczu zdewastował przeciwnika srogimi łokciami. Drugi łokieć trafił idealnie za ucho. Błędnik Gabriela Gonzagi zaczął szaleć, a sam zawodnik bezwładnie „tańczył sambę”. Mirko Filipovic kolejnymi potężnymi łokciami i ciosami młotkowymi dopełnił już tylko formalności.

Karol Dąbrowski
"Miłośnik" MMA. W roli publikującego na Rocksach od 2010 roku. Ogólnie rzecz ujmując Mieszane Sztuki Walki z regionu postsowieckiego. Tłumaczenia cyrylicy, kontrola dostaw gazu do Polski oraz pędzenie 90-cio procentowego bimbru. Na co dzień ponadnormatywny kołchoźnik, amator wódki, pierogów (niekoniecznie ruskich), kartofli, zsiadłego mleka i oddany fan Vyacheslava Datsika.