Jeszcze kilka lat temu, zanim doszło do wykupienia japońskiej Pride FC przez UFC, fani mocno spierali się która z tych organizacji jest najlepszą na świecie. Kiedy doszło do połączenia tych dwóch światów, szalone fanowskie teorie mogły zostać w końcu sprawdzone w praktyce.
Według byłego mistrza, Franka Mira który w oktagonie aż pięciokrotnie mierzył się z zawodnikami Pride FC, historia pokazała, że przynajmniej jeśli chodzi o wagę ciężką, to UFC górowała nad konkurencją z Japonii:
Latami mówiono mi, że jeśli zawodnicy z Pride przejdą do UFC to całkowicie nas rozjadą. To miał być show zawodników Pride w UFC. Trzy największe gwiazdy o jakich mówiono od samego początku to oczywiście Fedor, Nogueira o którym ja szczególnie dużo się nasłuchałem bo on miał być taką lepszą brazylijską wersją mnie. Ja byłem tanią podróbką Nogueiry. No i oczywiście Mirko „Cro Cop”.
Wszyscy poza Fedorem przeszli do UFC, ale nawet on w końcu zawalczył w USA. Nie poszło mu jednak za dobrze, w jednej z walk został zmiażdżony przez „Bigfoota” którego ja pokonałem. To dość wyraźnie pokazuje jak Fedor poradziłby sobie w wadze ciężkiej UFC.
Jeśli chodzi o pozostałą dwójkę najlepszych ciężkich Pride FC, mogę zdać relację z z pierwszej ręki jak sobie poradzili w UFC. Znokautowałem „Cro Copa” który miał doświadczenie w K-1. Walka nawet na chwilę nie trafiła do parteru a i tak go pokonałem. W przypadku Nogueiry, to jeden z moich największych sukcesów. Znokautowałem go i poddałem.
Frank Mir w sobotę podczas gali UFC Fight Night 85 w Australii, w walce z Markiem Huntem po raz kolejny będzie miał okazję udowodnić która z organizacji byłą lepsza.























