Foto: Dave Mandel/Sherdog.com
Nie sądziłem, że kiedykolwiek napiszę sekcję zwłok Fiodora. Oczywiście zdawałem sobie sprawę, że prędzej czy później pierwsza prawdziwa porażka zawędruje na konto Rosjanina, wyobrażałem sobie jednak że Emelianenko albo przegra nieznacznie na punkty, albo – po raz kolejny – w wyniku niefortunnego zdarzenia (jak łokieć Kosaki), krótko mówiąc – nic co klasyfikowałoby go do znalezienia się w tym specyficznym artykule. Zawirowana historia MMA po raz kolejny miała najwyraźniej odmienne plany, bo raz że Fiodor przegrał szybko a dwa – przegrał w sposób, który nie pozostawia mi innego wyboru aniżeli otwarcie redakcyjnego prosektorium i zagłębienie się w jeszcze ciepłe od emocji fanów „zwłoki” niedawno obalonego cara.
| Obiekt: | Fedor The Last Emperror Emelianenko |
| Rekord: | 31 – 2 – 0 (1 NC) |
| Data „zgonu”: | 26. 06. 2010. |
| Miejsce „zgonu”: | HP Pavilion, San Jose, Kalifornia, USA. |
| Czas „zgonu”: | 69-ta sekunda pierwszej rundy. |
| Przyczyna „zgonu”: | submission (triangle choke/armbar). |
| Sprawca: | Fabricio Vai Cavalo Werdum |
| Motyw: | Pragnienie przerwania dyktatury ostatniego rosyjskiego cara. |
Przebieg zdarzeń:
Emelianenko w charakterystyczny dla siebie sposób zaatakował serią chaotycznych cepów. Drugi z nich (prawy okrężny) dosięgnął szczęki Brazylijczyka, który aby wyjść cało z opresji położył się na plecy. Fiodor bez zastanowienia uchwycił nogi Werduma i przełożył je nad swoją głową próbując obejść gardę i z boku atakować uderzeniami. Fabricio szybko spróbował balachy, ta była jednak na tyle sygnalizowana, że Fiodor bez trudu zrzucił nogi rywala i kontynuował atak. Mistrz BJJ wykorzystał furiackie natarcie Rosjanina, skręcił się na plecach zapinając szczelny trójkąt. Próby ucieczki Emelianenki skwitował założeniem dźwigni na staw łokciowy jednocześnie nie zwalniając zapiętego wcześniej duszenia. Fedor nie miał innego wyjścia aniżeli po raz pierwszy w karierze klepnąć dłonią na znak poddania się.
Wnioski:
Pierwsza porażka najlepszego ciężkiego odbiła się szerokim echem wśród fanów. Pośród komentarzy można przeczytać najróżniejsze próby usprawiedliwiania rosyjskiego „niedźwiadka” ja jednak jestem zwolennikiem nazywania rzeczy po imieniu. Fiodora zgubiła zbytnia pewność siebie. Można jedynie próbować domyślać się co myślał sobie Emelianenko ślepo pakując się (po raz drugi!) między nogi dwukrotnego mistrza ADCC (2007 i 2009) – czy liczył na to, że Werdum nie zdoła na tyle szczelnie dopiąć trójkąta aby móc mu zagrozić, czy może sądził że najbliższe dwa, trzy ciosy odłączą Brazylijczykowi zasilanie tym samym uznał „problem” trójkąta za nieistotny? Tego nie wiem. Wiem natomiast, że tak nonszalanckie pchanie się do wysokiej gardy jednemu z najlepszych grapplerów w MMA musiało skończyć się poddaniem. Chwytacz tej klasy co Werdum zwyczajnie nie mógł przegapić takiej okazji. Pośród głosów podekscytowanych fanów (i antyfanów) Fedora da się usłyszeć tezy jakoby Jemelianenko z wiekiem tracił już swe największe atuty – szybkość i siłę – co sprawiło, że nie był w stanie po raz kolejny wyjść z opresji. Abstrahując od faktu że Fiodor ma zaledwie 33 lata (Lesnar 32 lata a Carwin 35 lat) nie widzę związku pomiędzy ewentualnym brakiem powyższych atutów a sobotnią porażką. Do momentu trójkąta wszystko szło po myśli Fiodora, w swoim zwyczaju – skutecznie – zaatakował i do momentu trójkąta wygrywał walkę. Gdyby nie zachował się jak amator (tak, dokładnie to napisałem – w taki sposób w triangle choke łapią się amatorzy z krótkim stażem) i po pierwszym „ostrzeżeniu” jakie zafundował mu Werdum powrócił do stójki najprawdopodobniej Fabricio nie dotrwałby do drugiej rundy.
Nie szukałbym tu usprawiedliwień dla Rosjanina w postaci jakiejś „wyjątkowo” słabszej dyspozycji. Fiodor nie pierwszy raz popełnił w walce poważny błąd. Fujita, Randleman, Hunt… z każdym z nich Fedor mógł popełniony błąd przypłacić porażką. Dlaczego zatem dopiero Werdum „dokonał niemożliwego”? Ktoś odpowie, że szczęście – to ono przez cała karierę dopisywało Rosjaninowi. Ktoś inny będzie uparcie twierdził, ze to swoista umiejętność wychodzenia z trudnych sytuacji pozwalała zwyciężać Emelianence w trudnych chwilach. A może jedno i drugie? Zaryzykuję i odpowiem, że nie. Ani jedno a ni drugie. Przeanalizujmy sławetne momenty a zauważymy ciekawa prawidłowość.
2003 – Kazuyuki Fujita trafia Fedora mocnym sierpem po którym Emelianenka zatacza się na nogach, klinczuje i… ciąg dalszy znamy.
2004 – Kevin Randlema zachodzi za plecy Rosjanina wykonuje jeden z najefektowniejszych suplesów jakie miały miejsce w MMA, zajmuje boczna pozycję i… finał znamy.
2006 – Mark Hunt zapina szczelna klamrę na barku Emelianenki w efekcie czego… sam kilka chwil później przegrywa przez kimurę. Co z owej wyliczanki wynika?
Po kolei.
Fujita – posiada mocne uderzenie, mocną głowę jednak wybitnym strikerem nigdy nie był. Trafił Fiodora szczęśliwym cepem po którym pogubił się i dał Rosjaninowi dojść do siebie. Co by było gdyby zamiast Fujity naprzeciwko Rosjanina stał wtedy np. Cro Cop?
Randleman – generalnie zawodnik z małymi umiejętnościami, rzadko kiedy kończący walki. Może gdyby zamiast niego boczną kontrolę miał Ricardo Arona to Fiodor nie odwrócił by ról w tym pojedynku?
Hunt – zawodnik bez parteru jednak udało mu się zapiąć pełną americanę Jemelianence. Może gdyby zamiast Hunta wykończyć ją miał Rodrigo Nogueira to Fiodor już w 2006 by klepał?
Wiem, że to tylko gdybanie, wiem że Fedor pokonał w osobnych walkach wszystkich wyżej wymienionych zawodników (kwestia Arony pozostaje nadal sporna) jednak w powyższych przykładach można zauważyć ciekawą właściwość. Fedor popełniał – poważne należy dodać – błędy w najlepszych możliwych momentach. Nazwij to jak chcesz – szczęściem, wyczuciem… czymkolwiek. Ani Hunt, ani Randleman, ani Fujita nie byli najlepszymi zawodnikami do skończenia Fedora w sposób jaki zesłał im los… Werdum natomiast był idealnym kandydatem do wykorzystania zaistniałej sytuacji.
Spekulacje:
Zastanawiam się jak ta porażka wpłynie na Strikeforce i samego Emelianenke. Z jednej strony Fedor był głównym gwiazdorem (choć biorąc pod uwagę mizerną popularność Fedora w stanach to określenie jest mocno na wyrost) w którego zainwestowali mnóstwo pieniędzy – pieniędzy które w zaistniałej sytuacji ciężko będzie zwrócić. Z drugiej Fedor, Vadim i M-1 byli dla Scotta Cookera niczym rak, zżerający jego organizację od środka. Absurdalnie żądania finansowe, podwyższanie stawek po każdej wygranej walce – to nie rokowało dobrze dla drugiej największej organizacji MMA świata. Może więc porażka Fedora paradoksalnie będzie dla Strikeforce wybawieniem?
Dla samego Fedora ta przegrana oznacza oddanie prymatu w królewskiej kategorii zwycięzcy pojedynku Lesnar – Carwin. I wbrew temu co sugeruje Finkelstein (Fedor jest dużo mocniejszy niż Fabricio Werdum, ale to jest walka więc wszystko może się wydarzyć… Jeśli dojdzie do rewanżu, czego my nie żądamy, to jestem pewien że Fedor zwycięży tym razem – co jest ewidentna próbą pokazania, że ta porażka to przypadek i tak naprawdę Fedor jest ciągle numerem jeden) Emelianenko poza UFC nie będzie w stanie powrócić na miejsce pierwsze. Rosjanie w obecnej sytuacji nie będą też mogli stawiać tak twardych warunków jak do tej pory a więc po wygaśnięciu kontraktu ze Strikeforce przystaną na – zapewne – mniejsze apanaże z organizacji Cookera lub na – na pewno mniejsze niż proponowane w ostatnich negocjacjach – wynagrodzenie UFC. W innym wypadku Fiodor zajmie się polityką.
A co porażka Fiodora oznacza dla nas – fanów? Szczerze mówiąc to submission to chyba najlepsze co mogło się wydarzyć. Fedor bez pozycji „świętej krowy” albo przejdzie w końcu do UFC gdzie będzie miał szanse odzyskać miano „najlepszego zawodnika MMA w historii” a my obejrzymy niesamowite pojedynki (Lesnar, Velasquez, Carwin, Dos Santos…) albo będzie gwałtownie spadał na samo dno rankingów, lub szybko zakończy karierę. Dla mnie osobiście nie będzie to nawet najmniejszy powód do smutku bo jeżeli mam oglądać Rosjanina obijającego trzecioligowych rywali to wole nie oglądać go wcale.
Co prawda niniejszy artykuł poświecony jest Fiodorowi jednak kilka zdań należy również poświęcić sprawcy jednej z największych niespodzianek w historii MMA. Fabricio Werdum udowodnił, że dwukrotnym mistrzem ADCC nie zostaje się z przypadku i zaistniałą sytuacje wykorzystał wzorowo. Tak znakomicie wykończonej techniki nie widziałem dawno, i zapewne na następna przyjdzie mi jeszcze poczekać. Brawo. Czekam na rewanż, jednak nie z Fiodorem a z… Overeemem i mam nadzieje, że Cooker tym razem dotrzyma raz danego słowa!





















