UFC-155-Poster

Dana White wraz z braćmi Fertitta postanowili pożegnać mijający, 2012. rok w niebagatelny sposób. Płynące pod banderą drugiego pojedynku pomiędzy brazylijskim królem nokautu a amerykańsko-meksykańskim mistrzem obaleń – UFC 155 – powoli dobija do portu. Zwyczajowo tak duże starcie nie mogło obejść się bez dokładniejszej analizy mocnych i słabych stron obu fighterów. Zapraszam do zerknięcia przez naszą redakcyjna lupę.

Kilka dni temu, kiedy po raz pierwszy poważniej zastanowiłem się nad tym, co dzisiejszego wieczora napiszę, miałem raczej klarowny obraz zbliżającej się batalii. Nie posiadałem co prawda murowanego faworyta, lecz w mej głowie widniał dość jasno obraz sobotniej walki, w którym były mistrz odbiera utracony pas, udowadniając, że poprzednie rozstrzygnięcie było splotem niesprzyjających okoliczności. Jednak im bardziej zagłębiałem się w temat, tym bardziej, to czytelne dotąd malowidło stawało się coraz mniej jasne. Kontury rozmyte, a kolory wyblakłe. W momencie, w którym kończę to zapite łyczkiem ajerkoniaku zdanie, ostatnia w tym roku walka ozdobiona logotypem UFC jest dla mnie całkowitą niewiadomą. Co napiszę na końcu niniejszego tekstu? Sam z chęcią się o tym przekonam!

Junior Dos Santos
#1 w wadze ciężkiej; #9 p4p

                  

Cain Velasquez

#2 w wadze ciężkiej

MMA: 15-1 (11 KO/TKO, 2 sub); UFC: 9-0

bilans MMA: 10-1 (9 KO/TKO); UFC: 8-1

Santa Catarina, Brazylia

miejsce urodzenia Salinas, Kalifornia, USA

28

wiek 30

6’4” / 193 cm

wzrost

6’1” / 185 cm

77” / 196 cm zasięg

77” / 196 cm

Team Nogueira obóz

American Kickboxing Academy

Cain Velasquez (KO) ‘11
Shane Carwin (decyzja) ‘11
Fabricio Werdum (KO) ‘08
ważniejsze zwycięstwa

Antonio Silva (TKO) ‘12
Brock Lesnar (TKO) ‘11
Antonio Rodrigo Nogueira (TKO) ‘10

Joaquim Ferreira (poddanie) ‘07 ważniejsze porażki

Junior Dos Santos (KO) ‘11

Cios łamiący psychikę.

Tak oto kilkanaście miesięcy temu w analizie pierwszego pojedynku pisałem o Velasquezie w odniesieniu do walki z Cheickiem Kongo:

Oczywiście Amerykanin – mimo, iż mocno ugięły się pod nim nogi – zachował się przytomnie, szybko obalając francuza, jednak gdyby nie twarda szczęka, mogło by go to kosztować pierwszą w karierze porażkę. Wystarczy sobie przypomnieć jak precyzyjnie Junior schodził pod ciosami Gabriela Gonzagi atakując żebra, czy też obejrzeć walkę z Royem Nelsonem, gdzie przez całe trzy rundy dźgał  prostym i atakował kombinacjami, by wyobrazić sobie jak Cainowi miękną kolana, kiedy Dos Santos jednym ze swych młotków dosięgnie jego szczęki.”

Te słowa okazały się prorocze, mimo, iż w ostatnim akapicie wspomnianego tekstu jako zwycięzcę wytypowałem zawodnika American Kickboxing Academy. Po samej walce, podobnie jak wielu obserwatorów, byłem mocno zawiedziony – nie wynikiem, a jej przebiegiem. Osobiście liczyłem na dużo więcej. Chciałem przekonać się o tym, jak Brazylijczyk poradzi sobie ze stanowczym zapaśniczym naporem oraz jak upora się z kontrolą z góry. Chciałem zobaczyć jaką drogę do nóg oponenta znajdzie Velasquez, jak poradzi sobie z jego piekielną szybkością i rękoma twardymi niczym żelbetowa ściana. Niestety, niewiele ponad minutowy  pojedynek nie odpowiedział wyczerpująco w zasadzie na żadne z tych pytań, a jedynie potwierdził, to, co od dawna wiedział każdy fan MMA, że Junior Dos Santos jest niesamowicie sprawnym stójkowiczem. Taki szybki finał spowodował wiele pytań o to, jak wiele przypadku dostało się tego wieczoru do najbardziej krwawego oktagonu świata.

Dziś, odnosząc się do tamtej walki na chłodno, uważam, że „odsetek szczęścia”, który miał wpływ na przebieg owego starcia, był znikomy, a nawet zerowy. Według mnie, Cain Velasquez z 2011. roku był po prostu gorszym fighterem niż ówczesny Junior Dos Santos. Sądzę, że na dziesięć walk pomiędzy nimi wygrałby maksymalnie trzy, może cztery pojedynki. Velasquez, pomimo bardzo dobrej stójki (nie tylko jak na wagę ciężką), odsłaniał się w momentach bardziej złożonych ataków, co skrzętnie wykorzystał Cigano. Okrężny, który powalił zapaśnika, był w każdym calu perfekcyjny. Cain wyprowadził lewy prosty, Junior zeszedł głową w lewo, natychmiastowo kontrując szerokim prawym sierpem, który trafił dokładnie tam gdzie powinien – w okolice lewego ucha. Zresztą podobna sytuacja miała miejsce w walce z francuskim kickbokserem, z tą tylko różnicą, że Kongo trafił nie raz a dwa (w pierwszej rundzie ciosem prawym krzyżowym, w kolejnej – prawym okrężnym). Ani w pierwszym, ani w drugim przypadku nie zdołał dokończyć walki. Ground and pound Dos Santosa było natychmiastowe i precyzyjne  (należy zwrócić uwagę, że nawet kiedy Cain odwrócił się nieprzytomny twarzą do ziemi ciosy Cigano ciągle trafiały w dozwoloną część głowy), co zmusiło sędziego ringowego do interwencji.

Zarówno Dos Santos, jak  i Velasquez od czasu pierwszego pojedynku wygrali (obaj przez TKO) po jednej walce. Brazylijczyk zastopował Franka Mira, natomiast Amerykanin pokonał Antonio Silvę. Jeśli można zrobić takie porównanie, to w ostatniej walce lepsze wrażenie pozostawił zawodnik AKA. Co prawda, męczącego się oddychaniem Mira Cigano odprawił po profesorsku, nie będąc nawet przez moment zagrożonym, lecz Velasquez naprzeciw BigFoota wyglądał niczym rozjuszony byk, pragnący  zmasakrować każdego, kto – przypadkiem i nie – znalazł się w zasięgu jego wzroku. Tamtej nocy Velasquez nie walczył, tamtej nocy wymierzał karę!
Pokazuje to wyraźnie, jak bardzo i osobiście odebrać musiał pierwszą w karierze porażkę. Pierwszą i od razu przez ciężki nokaut. Determinacją, która widniała w tej walce na twarzy Amerykanina o meksykańskich korzeniach można było spokojnie obdarować kilka innych walk o dużą stawkę.

Zbroja i oręż.

Szeroko rozumiana fizyczność nie powinna odegrać większej roli podczas walki wieczoru UFC 155. Zarówno Cain, jak i Junior nie zaliczają się do grupy największych kolosów MMA, którzy muszą ostro ciąć wagę, aby zmieścić się w limicie 120 kg. Do oktagonu wniosą zapewne podobną ilość masy, wahającą się pomiędzy 110. a 115. kilogramami. Pomimo ośmiocentymetrowej równicy wzrostu na korzyść zawodnika z Kraju Kawy zasięg rąk nie faworyzuje żadnej ze stron. Jedynych poważniejszych wątpliwości, analizując aspekt różnic fizycznych można doszukać się w kwestii kardio i zapasu tlenu na pięć rund trudnej walki. Żaden z zawodników nie miał do tej pory okazji stoczyć walki w pełnym, mistrzowskim wymiarze czasu. W trzyrundowych bojach tak Velasquez, jak i Dos Santos wyglądali więcej niż dobrze. Nie można mówić o żadnych wyraźnych spadkach aktywności w ostatniej rundzie. Być może agresywny i nieustępliwy styl walki Caina sugeruje, że jego wydolność jest lepsza na tle raczej spokojnie punktującego Cigano, lecz nie demonizowałbym tego aspektu. Ciężka ręka Brazylijczyka potrafi odbierać siły, w zastraszającym tempie.

Kickboksersko, na tle dywizji ciężkiej, obaj wyglądają niczym Achilles w starciu z Hectorem. Szybcy, celni i w dodatku piekielnie silni. Amerykanin jest bardziej kreatywny, więcej się rusza, uderza kombinacjami rąk i nóg. W ogóle więcej kopie. Potrafi łączyć ciosy na korpus i głowę jak w walce ze Stojnicem (lewy prosty, lewy hak na wątrobę, prawy prosty z doskoku), uderza ciosy w wielu płaszczyznach (lewy sierp, prawy podbródkowy, lewy sierp – tą kombinacją napoczął Nogueirę), ale przede wszystkim płynnie przechodzi od uderzeń do walki zapaśniczej i fenomenalnych obaleń. Stójka Caina jest nieco podobna do stójki Andreia Arlovskiego – przy zachowaniu odpowiedniego dystansu do tego porównania. Nie mam na myśli stylu samego uderzania, bo ten u wspomnianego Arlovskiego jest całkowicie odmienny, lecz o słabą defensywę. Swego czasu cały świat MMA określał Białorusina jako najlepszego technicznie boksera w tym sporcie, a w kolejnych walkach Andrei padał pod ciosami dużo mniej ułożonych uderzaczy. Oczywiście Velasquez ma mocną szczękę i całkiem odmienny styl uderzania, jednak luki w obronie sprawiają, że ta stójka to w jego przypadku broń obosieczna.

Stójka Dos Santosa, to zupełnie inna para kaloszy. Mniej finezyjna, bardziej bokserska – surowa. Brazylijczyk bardzo rzadko kopie, stosuje maksymalnie trzy-ciosowe kombinacje. Doskonale pracuje prostymi, jest przy tym niesamowicie szybki i bardzo dobrze się rusza. Łącząc to z piekielną siłą i precyzją ciosów (widać, że każdy, nawet „zaczepny” lewy prosty niszczy komórki mózgowe kolejnych oponentów), otrzymujemy zabójczą mieszankę.  Zresztą surowa – jak to ująłem – stójka Dos Santosa, to nie przypadek. Już na tym etapie obecny mistrz rozpoczyna obronę obaleń. Fenomenalną obronę obaleń dodać należy. Lewym prostym utrzymuje odpowiedni dystans, tak by w razie najmniejszej próby takedownu już w zalążku zdusić obalenie. Sporadyczne kopnięcia, to brak ryzyka przechwycenia nogi, a krótkie kombinacje nie dają oponentom szansy zbliżenia się i złapania klinczu. Kickboxing Cigano jest bronią dostrojoną tak, by była jak najbardziej skuteczna, jednocześnie nie dając możliwości wykorzystania jest przeciwko niemu.

W zapaśniczym uścisku.

Rzecz jasna walkę wygra ten, który będzie w stanie narzucić oponentowi swój styl i lepiej zrealizuje plan walki. A widzę tu dwie oczywiste drogi ku zwycięstwu, po jednej dla każdej ze stron. Nie wyobrażam sobie, by Velasquez drugi raz zaryzykował walkę na nogach, nie wyobrażam sobie również, aby Dos Santos chciał z tej płaszczyzny rezygnować. Spodziewam się, że były mistrz będzie chciał poprowadzić walkę jak z Antonio Silvą – od gongu dążąc do obalenia. Na nieszczęście dla niego Junior nie zacznie walki kopnięciem, które w znaczący sposób ułatwiłoby mu drogę na ziemię. Kluczowym wydaje się zatem być pytanie, czy dwukrotny All American poradzi sobie z defensywnymi zapasami Brazylijczyka, bo nie mam wątpliwości, iż to właśnie ta płaszczyzna walki zadecyduje o werdykcie.

Z jednej strony mamy niesamowicie kreatywnego zapaśnika z mocnym g’n’p, z drugiej świetnego stójkowicza z ponadprzeciętnymi obronami obaleń. Cały czas mam w pamięci jak Cain obala silniejszego fizycznie, a równie utytułowanego, Lesnara, jak rzuca Cheickiem Kongo, czy w końcu, jak łatwo kładzie na ziemie BigFoota. Dla kontrastu, pamiętam również sposób w jaki Cigano stopował zapasy Shane’a Carwina i – przede wszystkim – jak natychmiastowo uciekł z obalenia za jedną nogę, które w pierwszej walce próbował zastosować Cain.
Velasquez to bardzo kreatywny zapaśnik. Nie jest to Rashad Evans, który chwyta obie nogi, spycha oponenta pod siatkę i przez kolejne półtorej minuty pracuje nad wykończeniem obalenia. Cain bardzo płynnie przechodzi od jednej fazy obalenia do kolejnej. Kiedy widzi, że zapoczątkowane sprowadzenie nie ma szans powodzenia przerywa je w momencie, w którym wyjdzie z sytuacji, nie tracąc dogodnej pozycji. Zresztą o zapasach podopiecznego Daniela Cormiera można napisać małą rozprawkę. Na tle innych zawodników wyróżnia się przede wszystkim stosowaniem kombinacji zapaśniczych, łączeniem jednej techniki z drugą (przejście z single leg do podcięcia i obalenia z klinczu) i perfekcyjną techniką –  zmiany kierunku! Czy to jednak wystarczy, by przedrzeć się przez rozległe pole minowe, którym jest dystans, dzielący Dos Santosa od jego rywali?

Gdyby walka przeniosła się na ziemie, to losy pojedynku odmieniłby się bardzo szybko. Naturalnie jedyna porażka i zarazem jedyne poddanie w karierze Dos Santosa – klasyczna balacha z gardy w którą Cygan dał się złapać w pojedynku z Ferreirą – nie może być dziś żadnym odnośnikiem. Dos Santos jest już innym zawodnikiem, w innym wymiarze wszechstylowej walki wręcz. Nie wydaje mi się jednak, by przy tak znakomitej stójce i kapitalnych zapaśniczych obronach (ogromie czasu i pracy jaki musiał włożyć by wywindować je na ten poziom) Junior był ukrytym mistrzem walki z pleców. Oczywiście namacalnych dowodów na potwierdzenie bądź obalenie tej tezy nie ma, zdaje się więc w tym momencie na swoją intuicję.
Cain z kolei na ziemi jest prawdziwą maszyną do zadawania obrażeń. To nie jest zawodnik, który po złapaniu pozycji utrzymuje ją do końca rundy i jedyną rzeczą na jakiej się wówczas koncentruje jest, aby przypadkiem nie dać się wciągnąć w półgardę. Velasquez ciągle zmienia pozycje, atakuje uderzeniami z każdej sytuacji i płaszczyzny. Zdarza się nawet, że – jak w walce z Rothwellem – po serii celnych uderzeń z dosiadu podnosi pozycje i kontynuuje atak z większą siłą, wkładając w ciosy pełen skręt bioder. Łokcie Caina, którymi rozbił swojego ostatniego przeciwnika są kolejnym narzędziem zniszczenia. Parter będzie w tej walce zdecydowanie sprzyjał zawodnikowi z AKA.

Stawianie na jedną ze stron, to w tym monecie dla mnie wybór niemal pomiędzy orłem a reszką. W typowaniu dziesięcioprocentową przewagę (55 do 45) postawie po stronie Velasqueza. Wydaję mi się, że poprzednia porażka dała mu sporo do myślenia i odmieniła go jako zawodnika. Nie ukrywam, iż determinacja z walki z Silvą była czynnikiem, który ostatecznie przekonał mnie, by po raz drugi postawić na Caina. Nie będzie to jednak w najmniejszym stopniu kalka walki z większym rodakiem Cygana. Zanim Velasquez zdobędzie upragnione obalenie zbierze sporo prostych na twarz, a decyzja, czy sprowadzenie i uderzenia z góry, to wystarczająco dużo, aby runda należała do Amerykanina, będzie największą trudnością z jaką tego wieczora zmierzą się sędziowie.
Werdykt, który rysuje się przed moimi oczyma to niejednogłośna decyzja na korzyść Velasqueza, i tak właśnie postawię.

1 KOMENTARZ

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.