Najwięksi pechowcy w historii MMA

Najwięksi pechowcy w historii MMA

Kto jest największym pechowcem w MMA, jak to zmierzyć i jakie są kryteria? Czy ten, któremu zlikwidowano całą dywizję, a może zawodnik, który już na starcie dostał największych przyszłych dominatorów, jakich świat widział? Spróbujmy na początek opisać tych pechowców, którzy ledwo co zaczęli karierę zawodową, a już zderzyli się ze ścianą.

Kenneth Williams

Z pewnością taką osobą jest Kenneth Williams (MMA 0-2).

Najwięksi pechowcy w historii MMA

Pomyślcie, że zaczynacie zawodową karierę w tym nowym sporcie jakim jest MMA i pierwsze walki toczycie z… Chuckiem Liddellem oraz Quintonem Jacksonem! Trzeba naprawdę nie mieć szczęścia by trafić akurat na tę dwójkę zawodników, którzy po latach okazali się być jednymi z najlepszych na świecie.

Yuji Nagata

W podobnej sytuacji jest też Yuji Nagata (MMA 0-2), który wyszedł do dwóch największych zawodników tamtych czasów. Efekt podobny, ale to trochę inny przypadek, gdyż Nagata był w wówczas popularnym wrestlerem w Japonii i te występy były zaplanowane. Pechem jest jednak to, że z racji statusu, został przymuszony do konfrontacji wrestlingu z MMA, zweryfikowany w brutalny sposób, wychodząc do tych dwóch „killerów”. Jaki był tego efekt, to łatwo można przewidzieć.

Jake O’Brien

O pechu może też mówić Jake O’Brien (MMA 15-4), który po serii siedmiu zwycięstw, dostał szansę zawalczenia w UFC. W trzech pierwszych walkach w największej na świecie organizacji radził sobie całkiem nieźle. Pokonał Kristofa Midouxa, Josha Schockmana i Heatha Herringa, ale potem trafił na:

1) Byłego mistrza wagi ciężkiej Adreia Arlovskiego.
2) Przyszłego mistrza Caina Velasqueza, dla którego była to czwarta walka w życiu.
3) Przyszłego mistrza Jona Jonesa – gdy Jake zszedł do półciężkiej (dla Jonesa była to trzecia walka w UFC).

Gdy rozstał się z UFC, trafił później na będącego w formie życia Gegarda Mousasiego. Dwie walki później i Jake przeszedł na sportową emeryturę.

Yves Edwards

Ogromnym pechowcem jest też Yves Edwards (MMA 42-22-1, 1NC). W 2004 roku na UFC 49 znokautował Josha Thomsona. Waga lekka w której wtedy walczyli, nie miała mistrza i starcie to było nieoficjalnym eliminatorem dającym zwycięzcy pas. Zamiast jednak pasa UFC zawiesiła dywizję lekką aż na dwa lata, nie koronując Edwardsa na mistrza. Kategoria lekka powróciła dopiero w 2006 r. na UFC 58. Yves nigdy oficjalnym mistrzem nie został.

Moti Horenstein

Tragicznie ciężką drogę miał też Moti Horenstein (MMA 1-6). Ten obecnie 56-letni mężczyzna, w debiucie zawodowym na 10. turnieju UFC, trafił na Marka Colemana (późniejszego mistrza UFC i PRIDE). Rok później na Marka Kerra, dla którego była to czwarta walka, by potem stać się gwiazdą PRIDE i UFC. A jeśli tego było mało, w kolejnym roku spróbował swoich sił przeciwko Olegowi Taktarovowi, wybitnemu przedstawicielowi szkoły Sambo. Czasami już na starcie niektórzy stają przed murem, który jest nie do przeskoczenia.

Kamal Shalorus

Jednym z największych pechowców był Kamal Shalorus (MMA 9-5-2). Zawodnik ten dobrze sobie radził na początku kariery. Siedem zwycięstw, dwa remisy, walki w WEC – całkiem niezły bilans. Gdy dołączył do UFC, na start dostał takich zawodników:

O ile Rafael dos Anjos oraz Jim Miller mieli już sporo walk na koncie w samym UFC, tak dla Khabiba Nurmagomedova był to debiut. Być przeciwnikiem dwóch bardzo doświadczonych zawodników oraz debiutującego przyszłego dominatora dywizji lekkiej – Los podłożył mu naprawdę ogromne kłody pod nogi.

Marcus Brimage

Sytuacja wygląda następująco: Masz kilka zwycięstw w UFC, cieszysz się super passą trzech zwycięstw z rzędu w największej na świecie organizacji MMA. W odstępie pięciu starć, dają ci trzech totalnych debiutantów: Conora McGregora, Cody’ego Garbrandta oraz Jimmiego Riverę. Przegrywasz z nimi wszystkimi – wylatujesz z UFC. Brzmi okropnie? Właśnie przez to przeszedł Marcus Brimage (MMA 7-7), któremu w jednej chwili załamała się kariera bo trafił na dwóch przyszłych mistrzów oraz przyszłego zawodnika ścisłej czołówki – no, ale oficjalnie przegrał z debiutantami.

TJ Grant

Historia TJ-a Granta (MMA 21-5) jest o tyle smutna, że pech w jego przypadku to nie zbieg okoliczności z podejmowaniem debiutantów, którzy później okazywali się mistrzami, a ma związek ze zdrowiem zawodnika. Między 2011 a 2013 rokiem TJ miał passę pięciu zwycięstw z rzędu w UFC. Pokonał w ostatnim boju Graya Maynarda – który sam niedawno był mistrzem wagi lekkiej – i zrobił to w pięknym stylu, zdobywając nokaut wieczoru. Wygrany z eliminatora miał zawalczyć od pas z Bensonem Hendersonem i gdy pojedynek został już zestawiony, zaczął się pech Granta.

1) Przed UFC 164 TJ doznał kontuzji i zastąpił go Anthony Pettis, który poddał Bensona, zostając nowym mistrzem wagi lekkiej.
2) Przed UFC on Fox 9, gdy TJ-a zestawiono z Pettisem by w końcu zawalczył o pas, kolejny raz zawiodło zdrowie i lekarze nie dopuścili go do starcia.

Po tych dwóch zrządzeniach losu Grant odszedł z MMA tłumacząc to tym, że walki sprawiły, że jego ciało jest w ruinie i przez MMA wpakował się w długi:

Uprawiam ten sport od bardzo dawna. Nie zamykam jednak drzwi i być może kiedyś wrócę. Jednak obecnie chcę zaopiekować się swoją rodziną oraz sobą. Dobrze mi szło w UFC. Nie powiedziałbym jednak, że zarobiłem dużo pieniędzy. Zdołałem kupić dwa domy, jednak gdzie zaprowadził mnie ten sport? Zostawił mnie pełnego kontuzji i przez ponad rok pożyczałem pieniądze a mój dług narastał, jak u większości zawodników pomiędzy walkami. Musiałem więc wrócić do normalnej pracy. Powrót do sportu kosztowałby mnie dużo pieniędzy. Masz obozy przygotowawcze i w gruncie rzeczy całe swoje życie poświęcasz temu. W chwili obecnej, mając dwójkę małych dzieci, nie stać mnie na to.

Mimo zagwarantowanej walki o pas i bycia pretendentem numer jeden, TJ nigdy nie wrócił do zawodowego MMA.

Jonathan Brookins

O sporym pechu może mówić też Jonathan Brookins (MMA 16-10). Zawodnik ten to zwycięzca 12. edycji The Ultimate Fighter: Team GSP vs. Team Koscheck. W programie pokonał faworyzowanego Michaela Johnsona. Jonathan w UFC dwie pierwsze walki stoczył z Charlesem Oliveirą i Dustinem Poirierem, czyli dzisiejszymi zawodnikami ze ścisłego topu. Pojedynki oczywiście przegrał i mimo bycia zwycięzcą TUF-a, został szybko zwolniony, a jego kariera się załamała.

Kibice MMA

Największymi pechowcami są też kibice MMA, którzy czekają na walkę Tony Ferguson vs Khabib Nurmagomedov. Ta walka odkładana była pięć razy!

  • Pierwszym terminem był 11 grudnia 2015, podczas Ultimate Fighter 22 Finale. Nurmagomedov musiał jednak wycofać się z boju z powodu kontuzji.
  • Potem był 5 marca 2016. Tym razem to jednak Ferguson nie został dopuszczony do konfrontacji z powodu wykrycia płynów i krwi w jego płucach.
  • Trzecia walka zaplanowana została na UFC 209 i był to termin 4 marca 2017 – I wszystko szło dobrze aż do czasu cięcia wagi, które to okazało się dla Dagestańczyka tak ciężkie, że musiał być przewieziony do szpitala i w konsekwencji niedopuszczony do walki.
  • Rok później (7 kwietnia 2018) prezydent UFC spróbował ponownie zestawić tych dwóch. Jednak klątwa trwała nadal. Kontuzja nogi Fergusona spowodowana została przez potknięcie, do którego doszło gdy Amerykanin szedł do kogoś, próbując się z nim przywitać – a przynajmniej tak brzmi oficjalna wersja.
  • 18 kwietnia 2020 roku miała odbyć się PO RAZ PIĄTY konfrontacja Dagestańczyka z Amerykaninem. Tym razem przeszkodą okazała się światowa pandemia. Khabib poleciał do Rosji i nie mógł już z niej wyjechać.

Jak widać pech może mieć różne formy. Czasami jest to kontuzja, bycie o krok od mistrzostwa, a nawet zrządzenie losu w postaci przeciwników na start, jak w najgorszym koszmarze. Niewiele trzeba by dobrze prosperująca i rozpędzona kariera, nagle zatrzymała się lub zderzyła ze ścianą, która nagle wyrosła z ziemi. Zawodowy sport to oprócz umiejętności też dużo szczęścia. Niektórzy je mają, a inni, jak widać po powyższych przykładach cierpią na jego niedostatek.

Zobacz też:

– Ben Askren – Największy niewypał roku 2019 w MMA

25 KOMENTARZE

  1. A co z Marcinem Najmanem?? Ten człowiek miał dopiero pecha, gdyby nie to już dawno został by mistrzem jakiejś organizacji w królewskiej kategorii wagowej.

  2. Największymi pechowcami są też polscy kibice MMA śledzący krajowe newsy

    Ciekawe jak potoczyłyby się kariery mistrzów gdyby WTEDY dostali ko.

  3. A co z Marcinem Najmanem?? Ten człowiek miał dopiero pecha, gdyby nie to już dawno został by mistrzem jakiejś organizacji w królewskiej kategorii wagowej.

    Przecież został mistrzem WKU

  4. Helda i jego karierę w UFC biorąc pod uwagę wał dekady z Lauzonem też można tu wsadzić

    Kariera Helda nie jest pechowa, chłopak jest za słaby fizycznie na top swojej wagi i zbyt jednoplaszczyznowy.

  5. "Historia TJ-a Granta (MMA 21-5) jest o tyle smutna, że pech w jego przypadku to nie zbieg okoliczności z podejmowaniem debiutantów, którzy później okazywali się mistrzami, a ma związek ze zdrowiem zawodnika. Między 2011 a 2013 rokiem TJ miał passę pięciu zwycięstw z rzędu w UFC. Pokonał w ostatnim boju Graya Maynarda – który sam niedawno był mistrzem wagi lekkiej – i zrobił to w pięknym stylu, zdobywając nokaut wieczoru. Wygrany z eliminatora miał zawalczyć od pas z Bensonem Hendersonem i gdy pojedynek został już zestawiony, zaczął się pech Granta"

    Maynard chyba nigdy nie był mistrzem UFC, choć niewiele brakowało.

  6. Kariera Helda nie jest pechowa, chłopak jest za słaby fizycznie na top swojej wagi i zbyt jednoplaszczyznowy.

    Jak go lubię, tak się zgodzę z Tobą.

  7. Przecież został mistrzem WKU

    Ale to w K1, a gdyby nie pech to dorzucił by jakiś pasek w MMA.:roberteyeblinking:

  8. 18 kwietnia 2020 roku miała odbyć się PO RAZ PIĄTY konfrontacja Dagestańczyka z Amerykaninem. Tym razem wina znowu po stronie Khabiba, który poleciał do Rosji i nie mógł już z niej wyjechać.

    Czy to jakiś żart? Nie wiem czy to jakaś prowokacja, żeby wywołać więcej komentarzy czy coś innego? Jeśli tak, to jest to bardzo żałosna zagrywka, a jeśli nie, to proszę o wyjaśnienie, w czym była "ponownie wina Khabiba", który dostał informacje, że walki nie będzie w USA, tylko prawdopodobnie w Abu Zabi, gdzie specjalnie wtedy poleciał?

  9. Kariera Helda nie jest pechowa, chłopak jest za słaby fizycznie na top swojej wagi i zbyt jednoplaszczyznowy.

    A ja się zgodzę połowicznie . Na top topów swojej wagi może i jest zbyt jednoplaszczyznowy , tyle że zawodnicy z którymi walczył nie byli topem topów , nie chce się wdawać w polemikę na temat kariery Marcina w UFC , jednak uważam że to jak wyglądała jego karierą przed UFC (turniej bellatora złote dziecko polskiego MMA ) zwłaszcza doświadczenie w walkach na bardzo wysokim poziomie predysponuje go żeby został umieszczony na tej liście, zwłaszcza że po UFC Marcin znowu wygrywa. 

    W temacie jest "pechowy" a ja uważam że właśnie tym słowem można określić epizod w UFC Helda, to tylko moje zdanie, może na siłę szukałem jakiegoś polskiego odpowiednika po przeczytaniu artykułu . Pozderki 🙂

  10. A ja się zgodzę połowicznie . Na top topów swojej wagi może i jest zbyt jednoplaszczyznowy , tyle że zawodnicy z którymi walczył nie byli topem topów , nie chce się wdawać w polemikę na temat kariery Marcina w UFC , jednak uważam że to jak wyglądała jego karierą przed UFC (turniej bellatora złote dziecko polskiego MMA ) zwłaszcza doświadczenie w walkach na bardzo wysokim poziomie predysponuje go żeby został umieszczony na tej liście, zwłaszcza że po UFC Marcin znowu wygrywa.

    W temacie jest "pechowy" a ja uważam że właśnie tym słowem można określić epizod w UFC Helda, to tylko moje zdanie, może na siłę szukałem jakiegoś polskiego odpowiednika po przeczytaniu artykułu . Pozderki 🙂

    Walka z starym rozbitym Sanchezem to był straszny pech. pf

  11. Walka z starym rozbitym Sanchezem to był straszny pech. pf

    Już ci kiedyś pisałem . Spierdalaj .

    Mam lepsze zajęcia niż pisanie dla ciebie rozprawki

  12. A ja się zgodzę połowicznie . Na top topów swojej wagi może i jest zbyt jednoplaszczyznowy , tyle że zawodnicy z którymi walczył nie byli topem topów , nie chce się wdawać w polemikę na temat kariery Marcina w UFC , jednak uważam że to jak wyglądała jego karierą przed UFC (turniej bellatora złote dziecko polskiego MMA ) zwłaszcza doświadczenie w walkach na bardzo wysokim poziomie predysponuje go żeby został umieszczony na tej liście, zwłaszcza że po UFC Marcin znowu wygrywa.

    W temacie jest "pechowy" a ja uważam że właśnie tym słowem można określić epizod w UFC Helda, to tylko moje zdanie, może na siłę szukałem jakiegoś polskiego odpowiednika po przeczytaniu artykułu . Pozderki 🙂

     Ja tam nie widzę żadnego pecha, tylko rozczytanie stylu walki Marcina i niwelowaniu jego atutów.  Lauzon, Sanchez nie mają podjazdu do topu w lekkiej, a nie podołał z nimi na tyle dobrze aby wygrać. 

     Nie chce umniejszać jemu umiejętności, bo pokonanie Patricka Freire jest nie lada osiągnięciem.   Niestety w UFC nikt mu pierwszej trójki z rankingu pod rząd nie dał.  Brakowało siły, zapasów i po mału rozwijającej się stójki.  Bjj na wysokim poziomie wystarczało tam, gdzie nie było najlepszych, czyli wszędzie poza UFC.

     

    Takie moje zdanie. Pozdro.

  13. Ja tam nie widzę żadnego pecha, tylko rozczytanie stylu walki Marcina i niwelowaniu jego atutów.  Lauzon, Sanchez nie mają podjazdu do topu w lekkiej, a nie podołał z nimi na tyle dobrze aby wygrać.

     Nie chce umniejszać jemu umiejętności, bo pokonanie Patricka Freire jest nie lada osiągnięciem.   Niestety w UFC nikt mu pierwszej trójki z rankingu pod rząd nie dał.  Brakowało siły, zapasów i po mału rozwijającej się stójki.  Bjj na wysokim poziomie wystarczało tam, gdzie nie było najlepszych, czyli wszędzie poza UFC.

     

    Takie moje zdanie. Pozdro.

    Z Lauzonem wałek, a z Sanchezem imo nie walczył mądrze

  14. Helda i jego karierę w UFC biorąc pod uwagę wał dekady z Lauzonem też można tu wsadzić

    Wiadomka! Wał i to kolano w walce którą wygrywał. 2-0 w plecy, a mogło być 2-0 do przodu! Gdyby jeszcze na debiut dostał kogos słabszego, a nie od razu Sancheza… ehhhhh

  15. Najwięksi pechowcy? Pomyślałem o Ian Cutelaba z walki z Ankalaevem. A także o tym zawodniku, którego nazwaliście sami największym pechowcem 2019 roku czyli Meerschaert – "Największym pechowcem roku został Gerald Meerschaert. Amerykanin w minonych dwunastu miesiącach przegrał dwie walki. Obie przez niejednogłośne decyzje i obie znajdują się w powyższym zestawieniu (miejsa #7 oraz #11)". W opinii redaktorów te walki powinien wygrać, a obie jednak w niezrozumiały dla większości ludzi szły na konto jego przeciwnika. To jest pech, 2x w ciągu roku.

  16. W jakiś sposób pechowy dla Roccholda był występ z Blachowiczem. Bo on zdaje się że tego nigdy nie zrozumie. Tak samo poprzednich nokałtow. A były one wszystkie srogie. Dla niego amerykańskiego playboja to musi być coś na miarę przypowieści o Hiobie. A sami powiedzcie, czy ktokolwiek z was tak naprawdę jest wstanie orzecz w sprawie Hioba w ten czy inny sposób.

  17. Dla mnie na pewno numerem jeden jest Karol Bedorf, a jego przekleństwem czy też przeciwnością losu jest nadwaga.

    Zapowiadał się na kapitalnego zawodnika kategorii półciężkiej, ale dwóch oślizgłych typów namówiło go, żeby wbrew swoim naturalnym predyspozycjom przytył 15 kg i został mistrzem wagi ciężkiej w ich głupiej organizacji. Niedoświadczony wtedy jeszcze Karol przystał na tę propozycję, bo prawdopodobnie miał za to dobrze zapłacone i niestety zaprzepaścił niebywałą karierę, która mogłaby sprawić, że Jon Jones dzisiaj byłby znany jako ten wiecznie drugi gość.

    Wielka, niepowetowana strata dla całego świata MMA.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.