ufc_logo

Chyba w żadnej kategorii wagowej nie ma tak wielu utalentowanych i wszechstronnych zawodników jak w dywizji lekkiej. Nawet wtedy, gdy do oktagonu wchodzą reprezentanci drugiej czy trzeciej dziesiątki rankingów, poziom ich umiejętności pozwala obejrzeć starcie z przyjemnością. O silnej pozycji tej dywizji może świadczyć także fakt, iż jest to jedna z nielicznych kategorii, która jest mocno obsadzona nie tylko w UFC, ale także w Bellatorze oraz innych, mniejszych organizacjach.

W głosowaniu brali udział redaktorzy portalu MMARocks, Jordan Breen z Sherdog.com oraz Artur Mazur z wp.pl. W zestawieniu mogli pojawić się tylko zawodnicy, którzy jeszcze ani razu nie wystąpili w oktagonie UFC.

1. Eddie Alvarez (25-3)

Fot. Esther Lin MMAFighting.com
Fot. Esther Lin MMAFighting.com

Na początku kariery dał się poznać jako sprawny uderzacz ze sporą siłą w dłoniach. Później raz za razem poddawał kolejnych rywali. W tej chwili jest całkowicie wszechstronnym zawodnikiem, który uważany jest za jednego z najlepszych na świecie.

Eddie Alvarez rozpoczął karierę w 2003 roku od startów na lokalnych galach w Stanach Zjednoczonych. Później przyszedł czas na Japonię i występy na DREAM. Ostatecznie związał się z Bellatorem i walczy dla tej organizacji do dzisiaj, choć już od dawna poważnie myśli o przejściu do UFC. Pod skrzydłami Bjorna Rebneya Amerykanin był niepokonany przez ponad dwa lata. Zwycięzca pierwszego sezonu turniejów Bellatora bronił tytułu tylko dwukrotnie – choć od jego zdobycia walczył pięć razy – ponieważ w drugim starciu uległ wymienionemu także na tej liście Michaelowi Chandlerowi. Po porażce na 58. gali drugiej największej organizacji MMA na świecie Alvarez zrewanżował się Shinyi Aokiemu za przegraną z 2008 roku, efektownie znokautował Patricky’ego Freire oraz po pięciorundowej wojnie zabrał pas rywalowi z „pięćdziesiątki ósemki”.

Związany z Bellatorem od pierwszej gali Amerykanin czeka właśnie na trzecią część historii pojedynków z Chandlerem. Co prawda, nie wiadomo jeszcze, co zrobi nowy prezydent organizacji po tym, jak 28-latek z Missourii  uległ Willowi Brooksowi, lecz pewne jest jedno. Trzecie starcie pomiędzy numerem jeden i dwa tej listy może być – podobnie do dwóch poprzednich – jedną z najlepszych walk w historii sportu.

2. Michael Chandler (12-2)

Chandler
Fot. Sherdog.com

Większość Polaków zobaczyła pierwszy raz Michaela Chandlera, kiedy ten udusił trójkątem rękoma naszego specjalistę od parteru – Marcina Helda. Był to początkowy przystanek utytułowanego zapaśnika na drodze do tytułu Bellatora w wadze lekkiej.

Choć rozpoczynał od starć w dywizji półśredniej i pojedynków w ustalonych limitach do 165 funtów, największe sukcesy i rozgłos przyniosła mu kategoria lekka. To właśnie w walce z naszym rodakiem Chandler zadebiutował w nowej wadze i poszło mu całkiem nieźle. Po poddaniu Helda, reprezentant Alliance MMA wygrał półfinał z Lloydem Woodardem oraz w finał z Patrickym Freire – oba starcia przez decyzję – i stanął naprzeciw Eddiego Alvareza. Jak niesamowity popis umiejętności dał zarówno mistrz, jak i pretendent, możecie przeczytać tutaj. Ostatecznie, 28-latek zdobył tytuł mistrzowski, dzięki duszeniu zza pleców w czwartej rundzie. Później przyszedł czas na walkę nie o pas z Akihirem6 Gono oraz dwie obrony zakończone pełnym sukcesem. Kres panowania Chandlera przyniósł dopiero rewanż z Alvarezem na Bellator 106.

Drugie starcie obu panów znów było tak niesamowite, że ich pracodawca natychmiast postanowił zestawić trzecią część. Do walki nie doszło z powodu kontuzji aktualnego mistrza, a zamiast niego do okrągłej klatki wszedł Will Brooks i – podczas nocy wielu niespodzianek – pokonał Chandlera przez niejednogłośną decyzję. Póki co, nie wiadomo, z kim nowy szef Bellatora, Scott Cocker, postanowi zestawić 28-latka z High Ridge.

3. Justin Gaethje (12-0)

Fot. Sherdog.com
Fot. Sherdog.com

Niepokonany 25-latek jest przedstawicielem nieco innej grupy niż zawodnicy, o których czytaliście powyżej. Najważniejsze walki w karierze są bowiem jeszcze przed młodym Gaethjem, a prawdziwe wyzwania dopiero zaczęły się pojawiać.

Utalentowany Arizończyk wypłynął na głębszą wodę wraz z powstaniem World Series of Fighting. Po efektownych wygranych z Gesiasem Cavalcante, Brianem Cobbem i Danem Lauzonem reprezentant Grudge Training Center otrzymał możliwość walki o pierwszy w historii organizacji pas w wadze lekkiej. Starcie z Richardem Patishnockiem skończyło się tak, jak prawie połowa w karierze Amerykanina – przez nokaut w pierwszej rundzie.  Zdobytego tytułu Gaethje bronił do tej pory tylko raz. Niecały miesiąc temu nie dał żadnych szans jednorękiemu Nickowi Newellowi.

Bardzo efektowny i – co ważne – skuteczny styl zawodnika z Safford pozwalają upatrywać w nim w przyszłości osoby, która powinna znaleźć się na liście Joego Silvy. Jednak póki co czeka go prawdopodobnie spotkanie z Melvinem Guillardem. Po tej konfrontacji będzie można powiedzieć o wiele więcej o młodym Amerykaninie.

4. Marcin Held (19-3)

Fot. MMARocks.pl
Fot. MMARocks.pl

Niesłychanie utalentowany polski grappler już od pewnego czasu nie jest jedynie świetnym zawodnikiem brazylijskiego jiu-jitsu, który występuje w MMA, ale pełnoprawnym i wszechstronnym zawodnikiem, co udowodnił w ostatnich starciach poukładanym boksem i kilkoma nokdaunami.

Rozpoczął karierę w wieku szesnastu lat i już od początku zaskakiwał. Wygrane z Arturem Sowińskim, Ireneuszem Milą, Mariuszem Abramiukiem i Borysem Mańkowskim kazały dokładnie przyjrzeć się temu młodemu chłopakowi. Jednak podczas występów w Polsce Marcin Held wciąż był przede wszystkim grapplerem. Dopiero podczas występów w Bellatorze reprezentant Bastionu Tychy pokazał, że rozwija się błyskawicznie, a stójka nie jest mu obca. Choć rozpoczął od porażki z przyszłym mistrzem, Michaelem Chandlerem, już od następnego pojedynku pokazał, co potrafi. Przegrana z Dave’em Jansenem była tylko małym potknięciem na drodze do drugiej walki w finale turnieju Bellatora. Do niej miało dojść podczas 120. gali organizacji Scotta Cockera, ale Patricky Freire doznał kontuzji.

Marcin Held jest jednym z nielicznych zawodników Bellatora z Europy, z którym amerykańska organizacja nie obchodzi się po macoszemu, co niewątpliwie nie kwapi tyszanina do zmiany pracodawcy. Na pewno przed zaledwie 22-letnim Polakiem świat MMA stoi jeszcze otworem i niezależnie od tego, czy pozostanie tam, gdzie jest, czy wybierze UFC – ma szansę zrobić zawrotną karierę.

5. Mansour „Tarzan” Barnaoui (12-2)

Fot. Cage Warriors
Fot. Cage Warriors

Mansour Barnaoui ma dopiero dwadzieścia jeden lat, a już jest na ustach wielu ze względu na efektowny styl i tytuł mistrzowski angielskiej organizacji BAMMA.

Choć pochodzi z Tunezji, wychował się i dorastał we Francji, gdzie rozpoczął karierę w MMA. Po wybuchowych występach na 100% Fight reprezentantem Team Magnum zainteresowało się Cage Warriors, M-1 oraz BAMMA. Dla tej ostatniej organizacji „Tarzan” stoczył na razie dwie walki. Podczas trzynastej odsłony odprawił po czterech minutach ciosami doskonale znanego w Polsce Curta Warburtona, a podczas „czternastki” poddał niemal w tej samej sekundzie pojedynku Colina Fletchera. O ile paryżanin ma przed sobą jeszcze sporo pracy, to jego występy powinny zawsze być na liście fanów, którzy lubią szybkie i efektowne wymiany, doprawione nutką szaleństwa. Wystarczy tylko przypomnieć sytuację z ostatniego starcia, kiedy to wraz z „Freakshowem” wymieniali się uderzeniami na wzór Dona Frye’a i Yoshihira Takayamy, czy latające kolana i kopnięcia różnego rodzaju ze starcia z Islamem Machaczewem.

Barnaoui zapowiadał niedawno w wywiadzie, że zamierza stoczyć jeszcze kilka walk dla BAMMA, a następnie chce zmierzyć się z najlepszymi zawodnikami z Ameryki i całego świata. Można to jasno odebrać, jako chęć przenosin do UFC. Tunezyjczyk ma jeszcze wiele czasu na rozwój, ale już jest w stanie dawać niezwykle interesujące i spektakularne pojedynki.

 

Ławka rezerwowych: Mateusz Gamrot

 

Poczytaj więcej artykułów z tego cyklu:

Waga ciężka
Waga półciężka
Waga średnia
Waga półśrednia
Waga lekka

1 KOMENTARZ

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.