Foto: Esther Lin/MMAFighting.com
Foto: Esther Lin/MMAFighting.com

Za nami jedna z najbardziej niesamowitych walk na przestrzeni ostatnich miesięcy. Wracający po niezbyt udanym dla niego roku Anderson Silva, jeden z największych dominatorów w historii MMA, uległ na punkty Michaelowi Bispingowi podczas UFC Fight Night 84 w Londynie. Pozostawiając werdykt i kontrowersje, jakie wzbudził, postanowiłem przypomnieć to, o czym wielu kibiców szybko zapomniało – przypomnieć źródło sukcesów “Pająka”.

Wejście smoka

Zazwyczaj nie oglądam materiałów promocyjnych jakie co galę serwuje nam UFC, z autopsji wiem, że ta efektownie zmontowana propaganda potrafi skutecznie wpłynąć na osąd przedstawianych walk – nie można się zresztą temu zbytnio dziwić, taka już ich rola. Jako że nie planowałem tym razem pisać poważnej analizy tego starcia, które zresztą i tak miałem dość dokładnie przemyślane, przejrzałem sporo filmów zapowiadających Silva vs. Bisping – zarówno tych wyprodukowanych przez UFC, jak i tych amatorskich, montowanych przez fanów. Wróciłem do archiwalnych wywiadów, odświeżyłem sobie nawet “Like Water” – bardzo sprawnie nakręcony dokument opowiadający o przygotowaniach brazylijskiego mistrza do pojedynku z Chaelem Sonnenem. Mimo że te specyficzne seanse nie powiedziały mi niczego, czego bym już nie wiedział, to zwróciły mą uwagę na jedną, dość ciekawą, rzecz, i chyba podpowiedziały temat niniejszego tekstu. Swoją drogą, jest on skierowany raczej wyłącznie do fanów brazylijskiego króla nokautu – do których sam się zaliczam.

W wielu wypowiedziach Andersona można usłyszeć, że w swoich walkach, w całej swojej karierze a nawet w całym swoim życiu, kieruje się filozofią sztuk walki. Czym jest owa “filozofia sztuk walki” i w jaki sposób mogła ona wpłynąć na postawę, jaką Silva prezentował w oktagonie? Postanowiłem przyjrzeć się tematowi nieco bliżej, i napisać ten tekst – jako mój ukłon w stronę jednego z najbardziej ekscytujących zawodników w historii tego sportu.

Andersona Silvę można kochać bądź nienawidzić, z całą jednak pewnością nie można wobec niego przejść obojętnie. Wynika to oczywiście z faktu, że na tle swoich rywali wyglądał miejscami niczym Lee w „Wejściu Smoka” – ośmieszał kolejnych oponentów, bądź co bądź mistrzów w swoich dyscyplinach, niczym uczniów z ledwie żółtymi pasami. Dominacja z jaką “Spider” pokonywał jednego przeciwnika za drugim nie miała i nie ma do tej pory żadnego odpowiednika w MMA. Ani Georges St. Pierre, ani nawet Fiodor Jemelianenko nie dominowali w takim stylu w jakim robił to Silva podczas swojego marszu na szczycie wagi średniej – zakończonego porażką z Weidmanem na szesnastu zwycięstwach z rzędu. Na pewnym etapie kariery Brazylijczyka komentatorzy zastanawiali się nie nad tym, kto wygra zbliżający się bój, a w jaki sposób zrobi to Anderson. A ten, raz za razem, dostarczał im powodów do dalszych zachwytów. Można się głowić w jaki sposób Silva potrafił zaadoptować tak wiele nieszablonowych technik do MMA i stworzyć zeń śmiertelną broń. Można argumentować to ponadprzeciętnym talentem, świetnymi warunkami fizycznymi i pewnie jeszcze wieloma innymi czynnikami, z których każdy będzie prawdziwy. Patrząc jednak na to, w jaki sposób bokserskimi prostymi Silva znokautował Forresta Griffina, by kilka walk później posłać na deski Vitora Belforta frontkickiem – a walkę wcześniej poddać Sonnena balachą z trójkąta, nie można dojść do innego wniosku niż taki, że Anderson Silva jest w pełni świadom swojego arsenału:  zarówno jego mocnych, jak i słabych stron. A ta perfekcyjna znajomość używanej przez siebie broni jest jednym z częściej podnoszonych warunków koniecznych do odniesienia sukcesu na polu walki.

Księga pięciu kręgów

Już w siedemnastym wieku w dziele swego życia, “Księdze Pięciu Kręgów”, najwybitniejszy szermierz Japonii, Musashi Miyamoto, pisał:

Aby rozeznać się w korzyściach, jakie płyną z poszczególnych rodzajów broni, należy wziąć pod uwagę okoliczności, czas oraz przeciwnika […] Naginata na polu walki ustępuje miejsca włóczni yari. Włóczni używa się w pierwszej linii, glewie zaś na tyłach. Nawet dla tych, którzy w tym samym stopniu panują nad glewią i włócznią, włócznia jest wygodniejsza. Ale ani z włóczni, ani z glewii nie będzie korzyści, gdy miejsca jest mało. Są też nieodpowiednie do osaczania wroga […] Ale nie wolno całej swojej miłości skierować na broń i przybory. Bo nadmiar jest tym samym co niedostatek. Nie naśladuj więc innych, rób co do ciebie należy i dbaj jedynie o to, by broń rycerska do twojej pasowała dłoni. – krąg ziemi, rozdział siódmy.

I mimo że powyższy cytat w dosłownym sensie skierowany jest do szermierzy i walki z użyciem broni, można go bez trudu przypisać do walki wręcz. Każda technika, zarówno parterowa jak i stójkowa, niesie ze sobą odpowiednie możliwości, ale i odpowiednie konsekwencje. Cios prosty jest szybki i celny, ale stosunkowo słaby. Doskonale nadaje się więc do prowadzenia pojedynku, trudniej przekuć go w broń kończącą. Sierpowy jest potężny, jednak pozostawia lukę, w którą mogą wstrzelić się ciosy proste. Kopnięcie na tułów jest szybkie i mocne, często mniej sygnalizowane niż cios w to samo miejsce – jego wadą jest natomiast krótki okres czasu w którym zawodnik kopiący jest narażony na przechwycenie atakującej kończyny, co może skończyć się obaleniem. Podobnie w parterze: garda jest znakomitą pozycją dla speców od poddań, można przy jej pomocy bardzo szybko zakończyć pojedynek, jednak będąc z dołu jest się narażonym na ciosy z góry – a w szczególności łokcie.

Znajomość swojego arsenału, jego mocnych i słabych stron, i świadome dobieranie go do odpowiedniej sytuacji z pewnością cechuje Andersona. Nie jest to zawodnik, który przypadkowo wyrzuca ciosy na lewo i prawo licząc na to, że jeden z nich dojdzie celu. Jest precyzyjny – atakuje tylko wtedy, kiedy jest pewny, że ruch okaże się skuteczny.

Tu dochodzimy do kolejnego elementu, na który nacisk kładzie ostatni prawdziwy samuraj – jak często określany jest Miyamoto. Kwestia rytmu walki jest według niego niezwykle istotna:

Rytm, któremu podporządkowane jest prawo walki, także bywa różny. Przewidzieć rytm, który za chwilę będzie najodpowiedniejszy. Wiedzieć, kiedy należy go zmienić. Uchwycić ten, który przyniesie trafne uderzenie, dogodnie zwalniając go lub przyspieszając. Odgadnąć czas, w którym czekanie ratuje, a wreszcie wiedzieć, w jakiej chwili należy pokazać plecy i postąpić wbrew zasadom […] Zwróć więc baczną uwagę na to, co zostało napisane i dobrze hartuj w tym ducha i ciało. – księga ziemi, rozdział ósmy.

Kontrola rytmu walki, a więc kontrola pojedynku, jest jedną z tych rzeczy, które definiują Andersona Silvę, kiedy znajdzie się już w oktagonie. Zresztą za główny powód porażki z Weidmanem, czy słabszej dyspozycji podczas pierwszej walki z Sonnenem, Brazylijczyk podawał właśnie to, że w pewnym momencie stracił kontrolę na pojedynkiem – a więc rytm walki. Geniusz Silvy w tym aspekcie, wynika z całą pewnością ze świetnej motoryki. Można uczyć się całymi latami poruszania w ringu, kontroli dystansu, uderzeń “na wstecznym” a na koniec dnia, podczas walki, być znacznie wolniejszym od stojącego naprzeciw zawodnika. I tak właśnie było w przypadku pretendentów do tytułu wagi średniej: stojący w opatentowanym oktagonie “Spider” był po prostu o lata świetlne szybszy od większości z nich. Nie jest przecież tajemnicą, że Silva nigdy nie miał zapaśniczych obron na poziomie olimpijskim, a jednak mało komu udało się posadzić go na ziemi, bo większość prób obaleń Brazylijczyk stopował już w zarodku – odpowiednim poruszaniem się. Ale kontrola rytmu walki to nie tylko odpowiednia praca nóg. To także ciosy wyprowadzane w tempo, a nawet swoisty ringowy taniec zapożyczony od Muhammeda Aliego. Coś, za co Silva wiele razy był krytykowany, jakoby nie doceniał swoich przeciwników; coś, co według wielu było przyczyną utraty tytułu mistrzowskiego.

Ale czy rzeczywiście tak było? Czy to ringowe “pajacowanie” jest objawem lekceważenia kolejnych rywali, niedoceniania ich umiejętności, próbą ośmieszenia… czy może po raz kolejny jest to jeden z elementów filozofii sztuk walki?

„Tanie” sztuczki

O Musashim powiada się, że nigdy nie obciął włosów, nigdy się nie wykąpał, nigdy nie ożenił, nigdy nie miał prawdziwego domu i dzieci. W siedemnastowiecznej Japonii, gdzie obowiązywał kodeks Bushido i żelazna etykieta stanu samurajskiego, taka postawa była niegodna dzierżonych za pasem dwóch mieczy – i już sama w sobie była dla adwersarzy Miyamoto wielką zniewagą. A nie był to przecież jedyny sposób, w jaki szermierz doprowadzał swoich przeciwników “do mdłości” (Wiele rzeczy może doprowadzić do mdłości. Po pierwsze niestrawność żołądka. Po drugie lekceważenie wszelkich zasad. Po trzecie niespodziewane działanie – krąg ognia, rozdział trzynasty). Bardzo często stosowaną przez Miyamoto “sztuczką”, było spóźnianie się na pojedynek w efekcie czego, kiedy tylko Musashi zjawił się w ustalonym miejscu, zniecierpliwieni przeciwnicy z furią w oczach rzucali się do ataku – co szermierz skrzętnie wykorzystywał. Do najsłynniejszego pojedynku siedemnastowiecznego samuraja doszło na niewielkiej wysepce Ganryū-jima, gdzie Miyamoto podjął wyzwanie Sasakiego Kojirō. Przyjęło się, że Miyamoto stanął naprzeciwko Sasakiego z palcatem wykonanym z wiosła łodzi, którą dostał się na wyspę. Kojirō poczuł ogromne lekceważenie ze strony rywala, który nawet nie miał zamiaru użyć do walki prawdziwej broni, w efekcie czego popełnił błąd za który zapłacił życiem. Autor najbardziej znanego traktatu samurajskiego tak oto pisał o wytrącaniu rywali z równowagi:

A znów w pojedynczej walce, gdzie rządzi Prawo Małe, niezmiernie ważne jest najpierw pokazać przeciwnikowi swoją powolność, a następnie, atakując z szybkością i mocą, doprowadzić jego umysł do huśtawki tak, aby nie mógł już panować nad sytuacją. – krąg ognia, rozdział trzynasty

Śmiało możemy więc założyć, że ringowy taniec Andersona Silvy był właśnie sposobem na odebranie przeciwnikowi psychicznej równowagi, na rozhuśtanie jego umysłu i doprowadzeniu do momentu, w którym popełni błąd. Można się zastanawiać, czy gdyby “Pająk” nie “pajacował” w walce z Weidmanem (bądź teraz z Bispingiem), to czy wynik pojedynku rozstrzygnąłby się na jego korzyść. Być może tak. Można jednak pytanie odwrócić i zastanowić się, czy gdyby w pozostałych walkach Silva walczył “na poważnie”, to wyniki tych walk zawsze byłby dla niego szczęśliwe? Czy gdyby Miyamoto na wyspie Ganryū-jima użył zamiast drewnianego kija tradycyjnej katany, to czy wówczas na pewno okazałby się lepszym szermierzem?

Oczywiście nikt nie jest w stanie odpowiedzieć na to pytanie, pewnym natomiast jest, że te wszystkie “sztuczki” Andersona były nierozerwalną częścią jego gry – podobnie jak ciosy proste i kopnięcia.

Jak woda

Zdefiniowanie stylu walki Brazylijczyka również nastręcza nieco trudności. Oczywiście można określić go jako stójkowicza z dobrymi umiejętnościami parterowymi, jednak chyba nie przypadkowo dokument o przygotowaniach do walki z Sonnenem nazwano “Like Water” – od słów wypowiedzianych przez Bruce’a Lee, które zresztą otwierały całą produkcję:

Oczyść swój umysł, bądź bez formy – jak woda. Wlewasz wodę do kubka, przyjmuje kształt kubka. Wlewasz wodę do butelki, przyjmuje formę butelki. Wlewasz wodę do czajnika, przyjmuję formę czajnika.Woda może płynąć, ale może również kruszyć. Bądź wodą przyjacielu. – Bruce Lee: A Warrior’s Journey

Również Miyamoto nie bez przyczyny drugą część swojej książki nazwał mizu-no maki, “Krąg Wody” – jak pisze:

Woda, choć sama bezkształtna, przybiera kształt naczynia, w które ją wlano. Jest kroplą lub morzem rozległym. Woda ma kolor błękitu. Mając na myśli jej czystość wykładam w tym zwoju, na czym polega moja szkoła walki. – krąg ziemi, rozdział czwarty

Zresztą sama metafora wody jako podstawowego, bezkształtnego, płynnego i elastycznego, przenikającego wszystko elementu, jest zaczerpnięta z taoizmu i innych prądów myślowych Dalekiego Wschodu. Czy styl walki Andersona był jak woda? – przybierający w danym momencie odpowiedni kształt. Zapewne nie, a przynajmniej nie do końca. Jego styl nie był doskonały, miał wiele ograniczeń. Można jednak zaryzykować stwierdzenie, i nie będzie w nim wiele przesady, że Silva dążył do doskonałości, by w ośmiobocznej klatce być niczym woda. Zresztą w sporej części swojej gry osiągnął zamierzony cel, stając się w pewnych aspektach zawodnikiem niemal doskonałym. Mimo, że dla przeciętnego widza uosobieniem fightera walczącego z kontry przez długi czas był Lyoto Machida, to jednak bardziej wprawne oko bez wahania wskazywało Andersona Silvę jako najlepszego counter-punchera w MMA. Ale co ważniejsze, Silva nie był nigdy ograniczony atakiem swojego przeciwnika, bo posiadł rzadką dla walczących z kontry cechę, konstruowania własnych akcji. Dlatego, przynajmniej w stojąc na nogach, Brazylijczyk po części był “jak woda” wlewana do kolejnych naczyń – potrafił przybrać pożądany kształt w zależności od umiejętności prezentowanych przez oponenta.

Czy aby jednak na pewno Anderson Silva znał traktaty największych myślicieli świata sztuk walki i świadomie wprowadzał zawarte w nich idee do własnego stylu walki – do własnego życia? Czy czytał “Gorin-no Sho” – największe dzieło samuraja, który jako jeden z nielicznych brał udział we wszystkich trzech wielkich bitwach feudalnej Japonii (w Fushimi, Gifu, a także pod Sekigaharą) oraz uczestniczył w oblężeniu zamku w Osace? Czy zapoznał się z innymi dziełami wybitnych praktyków i teoretyków? I w końcu, czy powyższa interpretacja jest interpretacją właściwą?

Nie odpowiem na to pytanie – niech każdy spróbuje zrobić to we własnym zakresie. Napisałem ten tekst, aby wyrazić swój podziw dla jednego z największych współczesnych mistrzów sztuk walki. Nie mam wątpliwości, że gdyby Silva urodził się kilka wieków, a może choćby kilkadziesiąt lat wcześniej, to dziś opowiadano by o nim legendy – jak o Masutatsu Oyamie, Ip Manie, czy choćby Morijim Mochidzie.

17 KOMENTARZE

  1. Ja na przykład jestem ponad to i nawet nie daję im szansy. Po prostu jak cień lub demon ninja nie walczę w UFC i nikt o mnie nie wie.

    Chyba złożę protest i zażądam zwrotu kasy za ostatnie 200 wygranych walk.

  2. Jako psychofan Majkela muszę obiektywnie przyznać, że Silva wyglądał wczoraj na takiego, co mógł walkę wygrać przed czasem – ale na szczęście tego nie zrobił. Czy wynikało to ze zlekceważenia Bispinga czy też z utraty "instynktu" Pajonka – werdykt jest sprawiedliwy i Silva może mieć pretensje tylko do siebie.

  3. Świetny tekst! :applause: Co do samego Andersona, to wydaje mi się, że czasy jego dominacji minęły już bezpowrotnie. Widoczna była przede wszystkim utrata szybkości w stosunku do tego, co pokazywał wcześniej i brak tej "iskry"- instynktu zabójcy. Przykro trochę patrzeć jak taka legenda odchodzi, ale wszystko ma swój czas. Anderson debiutował w mma 19 lat temu – to szmat czasu w tak wymagającej dyscyplinie. Nadszedł czas na młodych, kompletnych zawodników.

    Strach pomyśleć co z Pająkiem zrobił by Rockhold. Chyba nawet nie chciałbym tego oglądać.

  4. Ależ miałem deja vu czytając ten tekst. Dopiero gdzieś w połowie się zorientowałem, że to nie jest zwykłe wrażenie, tylko ja na prawdę kiedyś czytałem ten sam tekst.

    http://www.mmarocks.pl/anderson-silva/anderson-silva-teoria-sztuk-walki

    Nie do końca rozumiem po co go kopiować zmieniając dane przeciwnika i gali, plus jakieś kosmetyczne zmiany. Wystarczyło dać linka do tego tekstu sprzed paru lat, zaznaczyć, że również pasuje do aktualnych wydarzeń. Albo chociaż na początku wspomnieć, że to przedruk starego tekstu to bym czasu nie tracił na jego czytanie.

    Nie zrozum mnie źle, tekst jest fajny, ale nie na tyle żebym go miał czytać drugi raz.

  5. dla oka wczorajsza walka Silva vs Bisping była bardzo fajna dla oka ,

    ale Silva mnie zawiódł trochę myślę że zapewnie się poczuł ,

    widziałem w 4 rd i 5 rd że bez najmniejszych problemów by go skończył za mocno zlekceważył Bispinga

    a z reguły tam gdy zawodnik walczy na sowim podwórku to ma plecy na kartach sędziowskich,

    a osoby piszące o 3 rd że Anderson pod koniec nie powinien uderzyć kolanem gdy Bispingowi wypadł  ochraniacz na zęby odpowiem tak ;

    to Bisping wypluł ochraniacz, Silva  nie wyjął mu z zębów

    po 2 sędzia powinien przerwać bój i pozwolić Bispingowi założyć ochraniacz

    po 3 zawsze trzymaj ręce w pozycji takiej aby przeciwnik ciebie nie trafił tyle .

    dla mnie A .Silva wielka legenda mma ,wygrał to  starcie

  6. Gdzie Silva stracił tą szybkość? W tej walce właśnie pokazywał ją bezbłędnie. Bisping jest solidnym strikerem dlatego jego kombinacje wchodziły i nie wdawał też się w gierki mentalne jak poprzedni przeciwnicy Andersona. Jednak Silva musi pamiętać, że szczęka już za wiele przyjęła i musi zmienić gameplan na walke jeśli chce powalczyć jeszcze o pas.

    Do tego po prostu musi kończyć przeciwników, według mnie tego nie zrobił bo był pewien wygranej.

    Po tak dobrym starciu ktoś nie chce Andersona widzieć w klatce? To zwykłe pierdolenie, bo każdy fan MMA z chęcią go obejrzy ponownie, tym bardziej że 40 latek ma farme na pięć rund pełnej walki, a to rzadkość nawet u młodych fighterów.

  7. Ależ miałem deja vu czytając ten tekst. Dopiero gdzieś w połowie się zorientowałem, że to nie jest zwykłe wrażenie, tylko ja na prawdę kiedyś czytałem ten sam tekst.

    http://www.mmarocks.pl/anderson-silva/anderson-silva-teoria-sztuk-walki

    Nie do końca rozumiem po co go kopiować zmieniając dane przeciwnika i gali, plus jakieś kosmetyczne zmiany. Wystarczyło dać linka do tego tekstu sprzed paru lat, zaznaczyć, że również pasuje do aktualnych wydarzeń. Albo chociaż na początku wspomnieć, że to przedruk starego tekstu to bym czasu nie tracił na jego czytanie.

    Nie zrozum mnie źle, tekst jest fajny, ale nie na tyle żebym go miał czytać drugi raz.

    @Jakub Bijan mam właśnie to samo uczucie gdy zacząłem czytać pierwsze akapity. Rozumiem,  że to ten sam artykuł co wyszedł w przeszłości spod Twojego pióra?

  8. Nie do końca rozumiem po co go kopiować zmieniając dane przeciwnika i gali, plus jakieś kosmetyczne zmiany. Wystarczyło dać linka do tego tekstu sprzed paru lat, zaznaczyć, że również pasuje do aktualnych wydarzeń. Albo chociaż na początku wspomnieć, że to przedruk starego tekstu to bym czasu nie tracił na jego czytanie.

    Prawdę mówiąc nie planowałem tej publikacji, lecz natłoczyło się komentarzy mówiących, że "Silva mógł wygrać, kiedy chciał", i postanowiłem wrzucić. Pierwotnie chciałem tak, jak mówisz, ale jak zacząłem edycję, to nieco dostosowałem pod wczorajszą walkę i opublikowałem osobno. Chyba dobrze, boi po reakcjach widzę, że sporo osób nie czytało wcześniej.

    Rozumiem, że to ten sam artykuł co wyszedł w przeszłości spod Twojego pióra?

    Tak jest dokładnie. Stare lisy pamiętają, ale nowy narybek, myślę, skorzystał;)

  9. Prawdę mówiąc nie planowałem tej publikacji, lecz natłoczyło się komentarzy mówiących, że "Silva mógł wygrać, kiedy chciał", i postanowiłem wrzucić. Pierwotnie chciałem tak, jak mówisz, ale jak zacząłem edycję, to nieco dostosowałem pod wczorajszą walkę i opublikowałem osobno. Chyba dobrze, boi po reakcjach widzę, że sporo osób nie czytało wcześniej.

    Tak jest dokładnie. Stare lisy pamiętają, ale nowy narybek, myślę, skorzystał;)

    Żebyśmy się zrozumieli, ja nie mam nic przeciwko przypominaniu starych tekstów. Szkoda tylko, że nie wspominałeś na początku, że jest to adaptacja tekstu sprzed lat. Utwierdziłem się w przekonaniu, że już to czytałem stosunkowo późno, przez co zepsułeś mi mój rytuał czytania przy kawce 🙁

  10. Tekst warty przypomnienia, bo zwyczajnie bardzo dobry, a za dzieło Musashiego w końcu się zabiorę. Aczkolwiek jeżeli chodzi o ofensywę Pająka – jego uzależnienie od walki kontry w późniejszym etapie kariery nieco się na nim zemściło i ten "ofensywny" Pająk powrócił na chwilę jedynie do walki z Diazem.

  11. Ogólnie brawa dla rzemieślnika Bispinga, że sobie wystukał tą wygraną walkę życia trzymając szczelną gardę i realizując plan. Tymczasem przegrany jak dla mnie znowu okazał się geniuszem. Robił co chciał, bawił się w boks filipiński, robił uniki przy których pewien polski ciężki dostałby zawału ze zmęczenia a pewien czerwonowłosy street fighter zgubiłby rozrusznik serca i umarł na wylew. Nie wiem co trzeba by zrobić żeby zmotywować takiego (zarobionego) wojownika do wzięcia się za robotę i przewalczenia rundy w postawie bokserskiej i kłującego lewymi prostymi. Gdyby miał taki kaprys pewnie by zmiażdżył każdego ale podejrzewam że next time zobaczymy w oktagonie styl modliszki albo innego pijanego małpiszona. Doceniam to przymykając oko na zarzucane byłemu mistrzowi chamstwo głupotę czy koksiarstwo o "brazylijskości" nie wspominając. Można mu wiele zarzucać ale należy pamiętać , że nie wszyscy muszą chcieć tego co my, bo niektórzy już to mają albo po prostu innaczej myślą.  Wiem, że liczą się punkty, że liczy się wygrana i kasa od sponsorów a nawet obserwujemy prymat  oglądalności nad umiejętnościami wykręcanej przez kogoś kto udaje, że je ma ale jakoś bardziej mi imponuje wariat który na skoczni narciarskiej zrobi trzy salta i doleci jako drugi niż prosto technicznie skaczący wyrobnik z medalem na cycu.

    Tak przy okazji to jakoś nie widzę nikogo z HW w starciu z Andersonem. Może dawny Cain na koksie by nie wpadł w trójkąt to by jakoś ogarnął ale tak to kto z tych paralitów by go trafił?  Szkoda że 90 kilo Pająka nie może tam wejść z różnych przyczyn.

  12. Tekst dobry i mysle,ze trafiajacy w sedno . Wielki wojownik musi sie skupic na kazdym aspekcie budowania przewagi nad przeciwnikiem .

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.