Nie od dziś wiadomo, że psychika zawodnika odgrywa w sporcie niebagatelną rolę. Jak jednak ważny jest ten aspekt w przypadku fighterów ze świata sportów walki? W rozmowie z Mikołajem Koterskim, psychologiem sportowym współpracującym z zawodnikami sportów walki staramy się odpowiedzieć na to pytanie.

Na samym początku prosiłbym o kilka słów wprowadzenia i wyjaśnienia czym zajmuje się psycholog sportowy i na czym polega jego praca?

Psycholog pomaga zawodnikom i trenerom rozwijać umiejętności i tworzyć warunki sprzyjające osiąganiu celów sportowych. Jego zadaniem jest między innymi zaproponowanie rozwiązań, które pomogą uwolnić potencjał blokowany różnymi wątpliwościami, obawami lub wcześniejszymi doświadczeniami.

Wyobraźmy sobie pilota, który ma wszystko, żeby lecieć, a wciąż jest na ziemi. Jednym z zadań psychologa może być wtedy pomoc w wystartowaniu; pomoc w odpaleniu silników; wsparcie w wejściu na „pełne obroty”. Innymi słowy psycholog pomaga rozpędzić się i poderwać do działania. A po starcie osiągnąć optymalny pułap, stan, w którym wszystko doskonale działa. Czasami jednak, trzymając się tej lotniczej metafory, chodzi też o lądowanie. Zakończenie kariery. Kontuzje.

Zatrzymajmy się zatem przy kontuzjach. MMA to specyficzny sport, w którym możliwość zrobienia sobie lub rywalowi poważnej krzywdy jest duża. Istnieje też ryzyko urazów lub trwałych uszczerbków na zdrowiu, ze śmiercią włącznie. Czy zauważył Pan, żeby ten aspekt sportu działał na psychikę zawodników, na ich spojrzenia, na to co robią? Czy pojawia się u zawodników strach? Przed śmiercią czy kontuzją właśnie?

Nie spotkałem się z sytuacją, w której zawodnik chciał walczyć, ale jednocześnie martwił się o kontuzje i to stanowiło problem. Zawodnicy mają świadomość, z czym wiąże się walka w klatce, podejmują decyzję i akceptują to ryzyko.

Inna sprawa, że do oktagonu wchodzą ci, którzy potrafią się bronić. A przecież im większe są ich umiejętności, tym większa pewność siebie i poczucie bezpieczeństwa, co jest niezbędne, żeby skoncentrować się na walce.

Czyli jak w każdej sytuacji, także w sporcie, doświadczenie jest czynnikiem zwiększonej pewności siebie?

Tak. Odporność i pewność w sensie psychologicznym przychodzą wraz z doświadczeniem. Kiedy zawodnik widzi, że daje radę wytrzymać więcej, wzrasta w nim przekonanie, że może osiągnąć jeszcze więcej. Przesuwa swoje granice możliwości i oczekiwań.

A jak wygląda sytuacji z doświadczeniami bardziej życiowymi? Czy miał Pan okazję obserwować np. jak zmienia się spojrzenia zawodnika na jego pracę w przypadku pojawiania się w jego życiu rodziny, dzieci?

Tak. To, co dzieje się w życiu osobistym zawodnika, z reguły przenosi się na obszar sportowy. Wpływa na postawę, motywację i decyzje. Z niektórymi zawodnikami dochodzimy do wniosku, że zmianę powinniśmy rozpocząć od sfery pozasportowej, a dopiero w drugiej kolejności zająć się sportem, treningami i zawodami. Są natomiast zawodnicy, dla których trening jest sposobem radzenia sobie z emocjami i trudną sytuacją.

Czy to działa?  

Chociaż niektórzy twierdzą, że pomaga, zwykle na dłuższą metę okazuje się, że jednak potrzebne są inne rozwiązania.

Wróćmy zatem do tematu rodziny i jej roli w życiu zawodnika.

Większość zawodników chętnie rozmawia o bliskich. Dzielą się radościami. Niektórzy mówią o kłopotach i szukają rozwiązań. Opowiadają, jak sytuacja prywatna wpływa na postawę podczas treningów. Są też tacy, którzy nie mówią o sferze prywatnej, uważając, że nie wpływa ona na treningi i zawody. Być może tak jest, że potrafią całkowicie oddzielić te dwie sfery. Z moich doświadczeń wynika, że jest to trudne i że gdy w sferze prywatnej coś szwankuje, przenosi się to na postawę podczas treningu i zawodów.

W odwrotnym kierunku działa to zapewne podobnie?

Tak, ta zależność działa też w drugą stronę. Jeśli na treningu i podczas walki nie idzie dobrze, zazwyczaj przenosi się to na życie prywatne. Mając świadomość tych zależności, pracujemy nad tym, żeby ten wpływ, zwłaszcza negatywny, zminimalizować. Dlatego rozmawiamy o priorytetach, o sposobie uzyskiwania kompromisów, rozważamy różne dylematy decyzyjne, zastanawiamy się jak utrzymać równowagę między treningami a życiem osobistym. Szukamy rozwiązań, które pomogą nie tylko w treningu, ale również na co dzień w domu. Zawodnicy często przyzwyczajeni są do pewnego, nazwijmy to, stylu treningowego, zasad, które stosują podczas treningów i w walce. Niektórzy automatycznie przenoszą je na pole rodzinne. To czasem nie służy zawodnikom i ich najbliższym. Trzeba jednak przyznać, że rodzina i dzieci najczęściej wpływają na sportowców pozytywnie i mobilizująco.

Co jest największym psychicznym wyzwaniem dla zawodników sportów walki?

Jest to kwestia indywidualna. Tak naprawdę wszystko może stać się dla sportowca wyzwaniem. A każde z wyzwań może przeobrazić się w największe, z jakim się mierzył. Wyzwania są przeróżne, od punktualności, poprzez utrzymanie stu procent zaangażowania podczas całego treningu, zmianę decyzji, nauczenie się nowej techniki, przyjęcie informaci zwrotnej od trenera, aż do utrzymania emocji na wodzy. Często jednym z największych wyzwań może być trenowanie mniej, z myślą o odpoczynku i regeneracji.

Gdybym miał się jednak pokusić o wskazanie może nie najważniejszych, ale ważnych obszarów, to z pewnością w pierwszej kolejności wskazałbym emocje. Emocje trudno poddają się kontroli, a są ważne, ponieważ wpływają na to, jak działamy i jakie podejmujemy decyzje.

Drugie wyzwanie to koncentrowanie uwagi na tym, co jest rzeczywiście ważne. Gdy nam na czymś bardzo zależy, chcemy kontrolować wszystko. A to przecież niemożliwe. Lepiej wyodrębnić czynniki decydujące o sukcesie i na nich się skoncentrować.

Trzecim wyzwaniem byłaby praca nad własnym stylem, nad łączeniem umiejętności w sobie tylko znany sposób, według własnych proporcji, predyspozycji i swojej wizji. A to też wyzwanie i ciągłe poszukiwanie. Wymaga zaufania do siebie, wytrwałości i wewnętrznego przekonania, że idzie się dobrą drogą, nawet gdy początkowo nie widać efektów.

Jak sobie zatem z nimi radzić?

Aby sobie poradzić z wyzwaniem, trzeba najpierw je zauważyć, zaakceptować potrzebę zmiany i być gotowym nad nią pracować. Otwartość na rozwój i zmiany w dłuższej perspektywie wygrywa, dlatego zwyciężają zwykle ci, którzy przyjmują to założenie.

Bardzo ciekawi mnie moment konfrontacji z rywalem, ale jeszcze przed walką. Czy tzw. gra psychologiczna przed walką, próba wytrącenia rywala z równowagi mówieniem różnych nieprzyjemnych rzeczy może wpłynąć na zawodników?

Niektórzy zawodnicy ulegają psychologicznym trikom, inni nie, ale trudno o tym mówić bez rozmowy z indywidualnymi zawodnikami. Każdy reaguje inaczej. Czasami zawodnicy twierdzą, że odczytali, co kryje się za fasadą zachowania prezentowanego podczas bezpośrednich spotkań i prezentacji. Jedni po takich spotkaniach nabierają pewności, drudzy wątpliwości. W tej kwestii musieliby wypowiedzieć się sami zawodnicy. Ja chciałbym podkreślić, że nie ma co ulegać wrażeniu.

W tej grze psychologicznej, niezależnie od tego, w jakim stylu jest prowadzona, dobrze jest pamiętać, żeby zachować klarowność zadań i pewność, że można je zrealizować. Ważne, żeby nie dać się rozproszyć, oszukać, sprowokować do nadmiernych emocji. Żeby nie stać się wrogiem samego siebie, trzeba utrzymać kontrolę nad tym, co można kontrolować i z tego właśnie korzystać. Kiedy mistrzostwo zaczyna się w głowie, czynniki zewnętrzne tracą na znaczeniu.

Czy kwestia porażki również zajmuje umysły zawodników? Porażki, do której najczęściej dochodzi przecież na oczach tysięcy lub milionów ludzi?

Wcześniej mówiliśmy o strachu przed kontuzją  i uszczerbkiem na zdrowiu. Czasami mam wrażenie, że wizja niepowodzenia i możliwość przegrania walki o wiele silniej przyciąga uwagę i dekoncentruje niż wspomniane konsekwencje zdrowotne. Ten mechanizm odsłania pewną prawdę o tym, jak w zawodowym sporcie ważne jest wygrywanie i jakim wyzwaniem może być poradzenie sobie z porażką, która przecież wpisana jest w sport.

Chciałbym zwrócić uwagę na to, że każdy z zawodników, wchodząc do oktagonu, mierzy się z psychologicznie trudną sytuacją bezpośredniego porównania z przeciwnikiem w tym samym obszarze umiejętności, w tych samych warunkach i na takich samych zasadach. Sportowiec wie także, że wynik tego porównania będzie jednoznaczny. Samo wejście w tę sytuację zasługuje na uznanie. Ilu bowiem z nas unika porównań?

Bywa jednak i tak, że zawodnicy mówią, iż kluczowe jest dla nich danie dobrej walki. Walki, która będzie podobać się kibicom.

Wierzę w to, że każdemu z zawodników zależy też na tym, żeby wygrać, żeby oprócz odczucia, że dobrze walczył, udokumentować to formalnie. Myślę, że dla zawodnika to jest ważne.

Kwestia porażki jest szczególnie interesująca w kontekście zachowania po niej. Niektórzy zawodnicy potrafią wyjść i z podniesionym czołem powiedzieć, że rywal był lepszy. Nie szukają wymówek. Inni natomiast potrafią zrzucać odpowiedzialność na kontuzje, złe sędziowanie i wiele innych aspektów i widać, że trudno idzie im radzenie sobie z przegraną. Od czego zależy różne podejście do porażki?

Nie mam pewności, czy warto teraz dociekać, dlaczego i jak ludzie wyjaśniają przyczyny swojego zachowania. Oczywiste jest, że można powiedzieć, jak wygląda to od strony psychologicznej, posłużyć się teoriami, ale bez odwołania się do konkretnych przykładów, czego nie chcę robić, skazani jesteśmy na duże uogólnienia.

W porażce ważne są korzyści płynące z analizy przyczyn. Wszyscy o tym wiedzą, tym bardziej świadomi są tego zawodnicy i trenerzy, którzy traktują przegraną jako kolejne doświadczenie, wyciągają wnioski i wdrażają je w życie. Ludzi odróżnia sposób wnioskowania z doświadczeń. A rzecz przecież przede wszystkim w tym, żeby wnioski były rozwojowe, żeby dzięki nim uzyskać zmianę. Dlatego nie każdy wniosek jest tym, z którego warto korzystać. Warto stosować umiejętną selekcję informacji, by te nieistotne nie wywołały chaosu.

Wracając do zachowania zawodników po walce, myślę, że nawet mając świadomość, że w niepowodzeniu jest wartość, trudno jest czasem przyjąć i pogodzić się z tym, że jest inaczej, niż byśmy chcieli. Najlepszych zawodników charakteryzuje postawa oparta na przekonaniu, że niezależnie od tego, co mówi się bezpośrednio po walce, trzeba wrócić do sali treningowej i przygotować się do kolejnego pojedynku.

1 KOMENTARZ

  1. Joanna Jędrzejczyk natomiast potrafi zrzucać odpowiedzialność na dietetyków, złe sędziowanie i wiele innych aspektów i widać, że trudno idzie jej radzenie sobie z przegraną.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.