(Fot. Dave Mandel/Sherdog.com)
Jak informowaliśmy pod koniec poprzedniego miesiąca, Joe Riggs (MMA 40-14-1) wypadł z rozpiski gali UFC Fight Night: Silva vs Arlovski 2 w wyniku postrzelenia się przy czyszczeniu pistoletu. Zawodnik doznał obrażeń uda oraz dłoni. Diesel pojawił się w wczorajszym odcinku programu The MMA Houre i podzielił się swoimi wspomnieniami z feralnej nocy.
Straciłem przytomność jeszcze zanim przed moim domem wylądował helikopter pogotowia, a moja żona musiała zatamować krwawienie wsadzając cały palec do rany gdyż myślała, że postrzeliłem się w tętnicę udową. Gdy nie odczuwasz bólu to wiesz, że sytuacja jest zła i właśnie przestało mnie cokolwiek boleć. Wreszcie zacząłem usypiać. Wiedziałem, że są to oznaki nadchodzącej śmierci. Poprosiłem żonę by przyprowadziła naszego syna do sypialni, gdyż chciałem się z nim pożegnać. Musiało to być dla niego strasznym przeżyciem. Niemniej pożegnałem się z nim ponieważ myślałem, że za chwilę umrę i było to dla niego wielce zasmucające.
Syn Riggsa ma siedem lat.
Joe zdradził, że od najmłodszych lat miał styczność z bronią palną, a pierwszy egzemplarz otrzymał jako prezent od ojca po zakończeniu nauki w ósmej klasie. Rozbierał pechowy pistolet celem usunięcia pocisku który utknął w komorze, gdy przypadkowo nacisnął za spust i tak postrzelił się w rękę i lewe udo.
Pozostali domownicy już spali. Była dopiero 20:30, ale żona i syn poszli już do łóżek. Nikt nie usłyszał wystrzału. Zapewne myślicie, że będąc w takiej sytuacji zachowałem spokój i opanowanie, ale zacząłem biegać po całym domu jak kurczak z odciętą głową. W końcu upadłem i zobaczyłem kałużę krwi, więc postanowiłem obudzić żonę – Lisa, wezwij karetkę, postrzeliłem się.
Riggs stracił przytomność i ostatecznie potrzebował transfuzji. Jak sam mówi, „jego tętno spadło do 10 uderzeń na minutę” a uczucie błogiej senności oznaczało dla niego tylko jedno:
Chwile od stracenia do odzyskania przytomności pamiętam jako wyzbycie się wszelkich ciążących ci uczuć… to coś niesamowitego. Pogodzenie się z śmiercią było łatwe. Trudniejsze było zachowanie woli życia. Odpuszczenie sobie i pozwolenie na śmierć wydawało się bardzo proste. Jednak z jakiegoś powodu przeżyłem i zachowałem zdolność do walki. Mogę zacisnąć swoją dłoń w pięść, a wczoraj odbyłem swój pierwszy trening. Lekarze nie mogą się nadziwić jak szybko przeszedłem przez rehabilitacje.
Joe dodał, że przy pierwszych oględzinach dłoni przez lekarzy był pewien tego, że jego kariera jest skończona. Jednak po trzech operacjach udało się ją „złożyć do kupy” dzięki czemu mógł wrócić na salę treningową. Swoją gotowość do powrotu potwierdził zdaniem:
Będę w pełni gotowy do walki w grudniu, nieważne na jakiej miałoby to być gali.























