Zapraszam do zapoznania się z kolejną częścią serii artykułów na MMARocks pod tytułem „Historyczny szlak MMA”. W każdym z wpisów opisuję najważniejsze etapy w historii naszego ukochanego sportu. Od samych początków, przez erę UFC i Pride, aż do czasów teraźniejszych. W dzisiejszej publikacji przedstawię przybycie Roriona Gracie do Stanów Zjednoczonych oraz kulisy powstania UFC.

Wszystkie artykuły z serii można znaleźć TUTAJ.

Gracie jiu-jitsu przybywa do USA

Mówią, że jeśli uda ci się tam, to uda ci się wszędzie. Frank Sinatra śpiewał w ten sposób o Nowym Jorku, ale Rorion Gracie miał na myśli całe Stany Zjednoczone: „Wiedziałem, że jeśli coś ci się uda zrobić w Ameryce, to cały świat się o tym dowie”. Rorion wierzył, że Gracie jiu-jitsu jest najlepszą sztuką walki na całej planecie. Jego rodzina udowadniała to raz za razem na ulicach Brazylii. Jednak jak Gracie mogli pokazać Amerykanom swoją siłę?

Royce Gracie, brat Roriona, powiedział mu: „Ludzie będą chcieli cię przetestować i zobaczyć czy naprawdę jesteś taki mocny. Jeśli przyjeżdżasz w jakieś obce miejsce i twierdzisz, że jesteś najlepszy na świecie, wszyscy na ciebie spojrzą i powiedzą „Udowodnij”. Wszędzie tak jest, nie tylko w Ameryce”.

Rorion po przyjeździe do Kalifornii nadział się na pierwszą przeszkodę. Posiadał ogromną wiedzę i umiejętności, ale po prostu nie miał odpowiedniego pomysłu na podzielenie się swoim warsztatem z innymi. Społeczeństwo było zafascynowane karate i kung fu, które efektownie się prezentowało w filmach z Brucem Lee, ale było o wiele mniej przydatne w prawdziwym życiu. Gracie trenował swoich uczniów we własnym garażu, oferując pierwszą lekcję za darmo i kolejną, jeśli przyprowadzi się znajomego.

Brazylijczyk ledwo wiązał koniec z końcem, zarabiając na sprzątaniu domów. W końcu żona jednego z producentów filmów doradziła mu występy w serialach telewizyjnych. Rorion zaliczył najpierw kilka epizodycznych ról, ale zapewniło mu to wreszcie lepszy start w nowym miejscu. Zaczął zyskiwać coraz to więcej nowych uczniów z branży filmowej, jednak aktorstwo nie było jego pasją. Desperacko pragnął zasiać w głowach Amerykanów legendę o rodzie Gracie. Jego wujek, Carlos Gracie, zamieszczał wiele lat wcześniej ogłoszenia w gazetach o treści „Jeśli chcesz mieć połamaną rękę lub żebra, skontaktuj się z Carlosem Gracie”. Rorion próbował zastosować podobną strategię, wyzywając na pojedynki lokalnych nauczycieli karate i kickboxingu. Producent filmowy widział jego walkę z kickboxerem Ralphem Alegrią i zatrudnił Roriona do ułożenia finałowej sceny walki w filmie „Zabójcza broń”. Zaczął również uczyć jiu-jitsu samego Chucka Norrisa. Najstarszy syn Helio powoli osiągał swój cel.

Szkoła Roriona w USA stale się rozwijała, ale wciąż nie spełnił marzenia, aby jiu-jitsu stało się światowym fenomenem. Podwyższył on nawet stawkę słynnego „Gracie Challenge”, oferując każdemu śmiałkowi 100 000 dolarów za zwycięstwo z nim. Nie było żadnych chętnych, ale Gracie przykuł uwagę Playboya. W gazecie ukazał się artykuł zatytułowany „Bad”, czyli „Zły”. Tekst ten przedstawił system walki rodziny Gracie i zainteresował masę czytelników. Rorion został opisany w nim jako najtwardszy mężczyzna w całych Stanach Zjednoczonych, który nawet nie posiada żadnego tytułu i od lat stoczył tylko jedną walkę.

Art Davie

Śmiało można powiedzieć, że gdyby nie Playboy, to nie znalibyśmy MMA takim, jakie jest dzisiaj. Specjalista ds. reklamy Art Davie przeczytał wspomniany artykuł i został zaintrygowany. Poszukiwał on nowej gwiazdy sportu do kampanii reklamowej piwa Tecate.

„Moja firma współpracowała z przedsiębiorstwem importującym piwo. Poprosili nas, abyśmy stworzyli reklamę, która przyciągnie uwagę mężczyzn w wieku od 18 do 34 lat, ale nie będzie związana z boksem” – wspomina Davie. „Gdy służyłem w Marine, często zastanawialiśmy się z kolegami, która sztuka walki okaże się najlepsza, jeśli reprezentanci dwóch stylów naprawdę spotkają się w ringu. Czy bokser jest w stanie pokonać mistrza karate? Czy judoka wygra z zawodnikiem kung fu? Więc, gdy Tecate poprosiło nas o stworzenie kampanii reklamowej, te rozmyślania od razu wróciły do mojej głowy. Stworzyłem listę osób, które aktywnie promują sporty walki w Stanach Zjednoczonych. Właśnie w ten sposób Gracie jiu-jitsu przykuło moją uwagę, tuż po przeczytaniu artykułu w Playboyu, który ukazał się we wrześniu 1989 roku”.

Kampania reklamowa nie wypaliła, ale Davie odkrył wielki potencjał w jiu-jitsu i wspierał Roriona w promowaniu kaset „Gracies in Action”. Zawierały one nagrania z walk, które odbyła rodzina Gracie ze wszystkimi chętnymi na przestrzeni lat, a pojedynki były komentowane łamaną angielszczyzną przez Roriona. Ludzie dosłownie oszaleli na ich punkcie. Davie ujrzał dolary przed oczami. Lubił marzyć i mierzyć wysoko, więc zaproponował Rorionowi szalony pomysł. „Co gdyby przeistoczyć wyzwanie Gracie w wielki turniej, w którym zmierzą się reprezentanci różnych stylów, aby przekonać się, która sztuka walki jest najlepsza?”. Wspólnie z reżyserem filmowym Johnem Miliusem stworzyli coś, co dziś znamy pod nazwą UFC. „Milius, Gracie i ja siedzieliśmy przy stole i dyskutowaliśmy całą noc. Co gdyby Sugar Ray Robinson zawalczył z Brucem Lee, kto by wygrał? Ludzie zawsze się zastanawiają „co gdyby”, w sportach walki również. Rozmowa przerodziła się w chęć zorganizowania takiego wydarzenia” – wspomina Art Davie.

Podpisanie umowy z telewizją było niemałą zagwozdką. Transmisja quasi-legalnych walk ulicznych, z nieznanymi zawodnikami pojedynkującymi się w klatce. Taki produkt ciężko jest sprzedać. Davie próbował skierować projekt do Semaphore Entertainment Group (SEG). Cały koncept już ledwo żył, będąc odrzucanym przez wszystkie pozostałe podmioty pay-per-view.

Kontrakt z telewizją

UFC

Członek SEG, Campbell McLaren mówi: „Byłem ostatni na liście kontaktów Arta. Zadzwonił do Showtime, a oni na to „Wypie**alaj”. Zadzwonił do HBO, a oni na to „Co? Weź się zamknij”. Pewnie nikt z nim nawet nie chciał rozmawiać”. W tamtym czasie SEG stale badało rynek, próbując ustalić za jaką usługę widzowie będą skłonni wykupić PPV. Odnieśli umiarkowany sukces z koncertami i występami komików, więc pilnie potrzebowali nowych pomysłów.

Dyrektor SEG David Isaacs wspomina: „Pay-per-view miało tylko wrestling, filmy porno i Mike’a Tysona. Próbowaliśmy stworzyć nową kategorię i odkryć rzecz za którą ludzie zapłacą coś ekstra. Campbell i ja cały czas się staraliśmy i szukaliśmy. Zobaczyliśmy nagrania rodziny Gracie i zaczęliśmy się zastanawiać w jaki sposób możemy je wykorzystać. Czy to jest bezpieczne? Czy to jest w ogóle sport? Obejrzeliśmy taśmę z plaży z Ricksonem, bratem Roriona. Pobił wielkiego i groźnego faceta. Zdobyliśmy to nagranie i nagle całe biuro wypełniło się ludźmi. To było naprawdę przekonujące, wszyscy mówili „Cholera! Interesujące! Jak możemy to zrobić?””.

Właśnie czegoś takiego potrzebowało SEG. McLaren porzucił wszelkie inne pomysły, teraz liczyły się tylko walki różnych stylów. Poszedł z tym projektem bezpośrednio do swojego szefa Boba Meyrowitza. Meyrowitz lubi przypisać sobie zasługi za stworzenie UFC, ale prawda jest taka, że na początku nie był do końca przekonany co do całego przedsięwzięcia.

McLaren opowiada: „Jak szło to powiedzenie? Sukces ma wielu ojców, ale porażka jest sierotą. Właśnie tak jest z UFC. Rozmawiałem z Bobem, twierdzi, że to on określił jak wszystko będzie wyglądać. Rozśmieszyło mnie to, ponieważ Boba nawet nie było na pierwszej gali UFC. Prawda jest taka, że Rorion wszystko wymyślił, a właściwie to też zasługa Gracie Challenge. Energia Arta, praca Roriona i całej jego rodziny, oraz ułożenie tego w całość przez Davida Isaacsa. Bob Meyrowitz wszystko przypisuje sobie, ale tak naprawdę tylko dał mi wolną ręką i ja się miałem wszystkim zająć. Musisz oddać komuś zasługi, kiedy pozwala swoim pracownikom wykonywać pracę. To tylko producenci. A co z fighterami? Manny Yarbough zrobił tyle co każdy, aby stworzyć UFC. Ninja, którego pobił Pat Smith na UFC 2? Jego zakrwawiona twarz tak samo pomogła w stworzeniu UFC”.

Postanowiono zorganizować turniej, który potrwa jeden wieczór. Miał on za zadanie wyłonić mistrza sztuk walki i najlepszy ze stylów. Należało jeszcze wybrać arenę na której wojownicy stoczą swoje pojedynki. Ring nie wchodził w rachubę, ponieważ Rorion uznał, że jest niepraktyczny i nie zapewni odpowiedniego bezpieczeństwa zawodnikom. Milius chciał wzorować się na starożytnym pankrationie i zaproponował wydrążoną jamę, wokół której miały znaleźć się greckie struktury i kolumny. Davie również optował za jamą, ale otoczoną fosą lub szkłem akrylowym. Ostatecznie zdecydowali się na oktagon, kosztującą 34 000 dolarów ośmiokątną klatkę, która miała zapewnić dobrą widoczność dla kibiców na trybunach i przed telewizorami. Kiedy wiceprezes SEG ds. marketingu Michael Abrahamson wymyślił nazwę „Ultimate Fighting Championship”, projekt był gotowy na wdrożenie w życie. Wszystko było już zaplanowane, ale Rorion Gracie i Art Davie stanęli przed jeszcze jednym wyzwaniem. Musieli znaleźć 8 wojowników chętnych na udział w turnieju.

Uczestnicy UFC 1

Rorion chciał, aby rodzinę Gracie reprezentował jego brat Royce. Bardziej oczywistym wyborem byłoby postawienie na Ricksona, rodzinnego mistrza, który był muskularnym i agresywnym wojownikiem, zaprawionym w walkach na ulicy. Był wówczas blisko swojej najlepszej formy i prawdopodobnie zmiażdżyłby każdego swojego przeciwnika. Rorion jednak nie uważał, że będzie to najlepszy sposób na zaprezentowanie pełnego potencjału Gracie jiu-jitsu. Rickson zwróciłby uwagę widzów na swój atletyzm i siłę, ale nie na system walki sam w sobie. Rickson otworzył również swoją własną akademię, gdzie nauczał Amerykanów sztuki jiu-jitsu i pragnął się na tym skupić.

„Rickson był bardziej doświadczony od Royce’a, ale zdecydował się robić swoje. Czułem, że Royce w lepszy i bardziej przekonujący sposób zaprezentuje co można zrobić przy użyciu jiu-jitsu” – wspomina Rorion.

SEG i Art Davie chcieli promować i jak najlepiej sprzedać swój nowy produkt. Nie zapominajmy jednak o tym, że główny cel Roriona był zupełnie inny. Przede wszystkim liczyło się dla niego rozsławienie rodziny Gracie na całym świecie.

„Odkąd przyjechałem do Stanów ćwierć wieku temu, moim zadaniem było uświadomienie ludziom jak ważna jest walka w parterze. Chciałem, aby każdy uczył się tej sztuki, która mi dała tak wiele. Odnalazłem w UFC okazję na ukazanie światu jakie są prawdy i zakłamania w wiedzy na temat sztuk walki” – kontynuuje Rorion.

Royce był najmniejszym uczestnikiem turnieju i wcale nie przez przypadek. Gdy wychudzony Brazylijczyk doprowadzi wielkich mężczyzn do płaczu, to potęga jiu-jitsu stanie się oczywista.

„Rorion Gracie zawsze był z nami szczery co do swoich zamiarów. Zajmował się sprzedażą kaset z walkami oraz prowadzeniem treningów. Żeby robić to skutecznie, potrzebował, aby nazwisko Gracie stało się uznaną marką” – tłumaczy David Isaacs.

Rorion Gracie szukał przeciwników dla swojego brata, do występu na show, które sam organizował, aby zareklamować system walki swojej rodziny. Brzmi to jak konflikt interesów i świetna okazja na ustawienie wyników, ale Rorion nie zamierzał wykorzystywać swojej pozycji, aby dać bratu przewagę. Wręcz przeciwnie. Uważał, że Royce nie potrzebuje żadnej pomocy i razem z Artem Davie szukał najlepszych dostępnych zawodników.

„Powiedziałem Rorionowi: „Tylko ja będę wybierał fighterów do turnieju”. Chciałem, aby każda sztuka walki miała wyrównane szanse. Musiałem mieć pewną moc decyzyjną, inaczej nie brałbym udziału w tym projekcie. Pragnąłem znaleźć najlepszego wojownika na Ziemi. Jeśli to będzie Gracie, w porządku. Jeśli okaże się nim ktoś inny, UFC toczy się dalej. UFC nie było uzależnione od wygranej Royce’a” – wspomina Art Davie.

Zawodnicy wybrani do UFC to zbieranina różnych osób. Gracie chciał występu wyjątkowej klasy kickboxera, ale Denis Alexio i Ernesto Hoost odrzucili propozycję. Twórcy UFC musieli zadowolić się gwiazdą lat 80, której najlepszy okres w karierze już przeminął – Kevinem Rosierem. Zane Frazier (kenpo karate) i lokalna gwiazda Pat Smith (taekwondo) to również kickboxerzy, ale mniejszego formatu. Fraziera zaprosił sam Rorion. Zane zaimponował mu, kiedy pokonał Franka Duxa, który był inspiracją dla filmu „Krwawy sport”. Duxa zagrał Jean Claude Van Damme.

Gerard Gordeau to ekspert savate i karate z Holandii, a także okrutny uliczny wojownik. Okaleczył on później jednego ze swoich przeciwników w Japonii przez ciągłe atakowanie oczu. Był również ochroniarzem producentów filmów pornograficznych w Europie i nikt z nim nie chciał zadzierać. Miał się zmierzyć z ważącym 180 kilogramów sumitą Teilą Tuli. Tuli nie odzywał się za dużo przez cały tydzień poprzedzający galę. Kiedy zawodnicy sprzeczali się na temat zasad (brak ataków na oczy i krocze oraz brak owijek na pięści), Tuli wstał i powiedział „Przyszedłem tutaj walczyć. Zawalczę z każdym kogo mi dacie. Do zobaczenia jutro”.

Dla SEG, najważniejszym uczestnikiem turnieju, obok Royce’a, był bokser Art Jimmerson. Rodzina Gracie od lat marzyła o pojedynku ze światowej klasy bokserem. Helio wyzwał Joe Louisa i Ezzarda Charlesa, a Rorion i Rickson starali się o walkę z Mikem Tysonem. Problemem od zawsze były pieniądze, które nie kusiły czołowych bokserów do występu w oktagonie. Skontaktowali się z Jamesem Smithem, ale kiedy nagrodą za 3 zwycięstwa jednego wieczoru jest 50 000 dolarów, to ciężko zainteresować kogokolwiek ze świata boksu. Szczęśliwie dla UFC, Jimmerson szykował się na kupno nowego domu i potrzebował nagłego zastrzyku gotówki. Za 20 000 dolarów były zawodnik z TOP 10 w swojej kategorii na świecie zgodził się na występ w turnieju. Rodzina Gracie jest oskarżana o ustawianie drabinek, aby ułatwić sprawę Royce’owi. W tym jednym wypadku jest to prawda. Gracie chcieli koniecznie zmierzyć się z bokserem i w 1 rundzie Royce został zestawiony z Jimmersonem.

Ostatnim uczestnikiem okazał się jeden z najważniejszych zawodników w historii UFC. Pochodzący z Kalifornii zapaśnik był pewny, że nikt nie będzie w stanie go pokonać tamtego wieczoru.

Ken Shamrock

Kenny Kilpatrick dorastał walcząc. Wylądował na ulicy zanim skończył nawet 13 lat. Trafiał do wielu zakładów poprawczych i rodzin zastępczych, a jego droga prowadziła prosto do więzienia lub na cmentarz. Na szczęście w jego życiu pojawił się Bob Shamrock.

Shamrock poświęcił swoje życie, aby pomagać zagubionym młodzieńcom i wychować ich w odpowiedni sposób, dzięki odpowiedniej dyscyplinie i zachęcając do uprawiania sportu. Wszystkie spory były rozstrzygane w rękawicach i na zewnątrz, aby uniknąć niepotrzebnego ciśnienia w domu. Już wkrótce Ken był mistrzem podwórka u Boba oraz został świetnym futbolistą i zapaśnikiem. Złamanie karku zastopowało jego karierę w futbolu amerykańskim, ale nic nie było w stanie powstrzymać Kena od walczenia. Startował w podziemnych turniejach do czasu gdy skończył 19 lat. Kiedy nielegalne walki wpędziły Kena w kłopoty, jego ojciec zastępczy zasugerował mu „udawane walki”. Ken zaczął treningi z wrestlerem Buzzem Sawyerem i występował w pro wrestlingu pod pseudonimem Vince Torelli. To zajęcie jednak ledwo starczało mu na opłacenie rachunków, więc Ken kontynuował swoje występy w nielegalnych pojedynkach. Tam dorobił się ksywki „One Punch”, z racji swojej dużej siły w prawej ręce.

Pro wrestler Dean Malenko uznał, że naturalna agresja Kena Shamrocka i jego doświadczenie na amatorskim szczeblu, pomogą mu zaistnieć w nowym stylu wrestlingu, który powstał w Japonii. Shoot wrestling w Universal Wrestling Federation (UWF) był bardziej zbliżony do prawdziwej walki. Kopnięcia były zadawane z pełną siłą, a zapaśnicy częstowali się nawzajem suplexami i dźwigniami. Malenko zapoznał Shamrocka z Sammym Soronaką, który przeprowadził Kena przez wyczerpujący test. Test odwagi i męstwa, przez który musieli później przejść uczniowie Shamrocka, kiedy ten otworzył własną akademią, słynną „Lion’s Den”.

Shamrock przeszedł przez kolejną próbę po dotarciu do Japonii. Ken miał się za twardego gościa, ale kiedy trafił na matę z przyszłymi założycielami Pancrase, Minoru Suzukim i Masakatsu Funakim, dotarło do niego jak wiele jeszcze musi się nauczyć. Shamrock potrafił ich obalić przy użyciu swojej siły i zapasów, ale na ziemi szybko został poddawany przez mniejszych Japończyków. Dostawał cięgi, ale on kochał to uczucie. W Japonii nauczył się dodatkowych dźwigni i duszeń, stając się najlepszym uczniem Funakiego oraz jego nauczyciela, legendarnego pro wrestlera Karla Gotcha. Kiedy Funaki i Suzuki założyli własną organizację, Ken ciągle im towarzyszył.

Ken Shamrock zaczął walczyć dla Pancrase, tak jak kiedyś występował w podziemnych starciach. Był dobrze zbudowanym, blisko 100 kilogramowym mężczyzną i tak samo zdolnym jak reszta Japończyków. W walce wieczoru inauguracyjnej gali Pancrase, Shamrock poddał swojego mistrza Masakatsu Funakiego.

Shamrock opowiada: „To była moja pierwsza walka i czułem się naprawdę niekomfortowo walcząc ze swoim trenerem Funakim. Walcząc z gościem, którego znasz, ciężko jest przełamać się do zrobienia tego kolejnego kroku. Jeśli zapniesz mu dźwignię to czy zamierzasz złamać mu kość? Sprawisz by odklepał? Puścisz, bo nie będzie chciał się poddać? Wyszliśmy do tego pojedynku, ale wszystko okazało się w porządku i nikt nie ucierpiał”.

Kiedy jego uczeń Scott Bessac zobaczył reklamę UFC 1 w magazynie „Black Belt”, Ken został zaintrygowany: „Walczyłem w Japonii dla Pancrase 4 dni przed galą UFC. Ruszyłem na lotnisko i dotarłem do Denver na 3 dni przed wydarzeniem. Nie miałem pojęcia co tam się wydarzy”.

Ken Shamrock nie był jedynym, który nie wiedział czego się spodziewać. Gdy 12 listopada 1993 roku w McNichol Arena w Denver zamknęły się drzwi do oktagonu, nikt nie był w stanie przewidzieć jak potoczy się historia…

31 KOMENTARZE

  1. Kuuuurcze, skończyło się w takim momencie 😀 no nic, pozostaje czekać z niecierpliwością na część 3

  2. Cactus świetny tekst, dobrze się Ciebie czyta, ale mam pytanie:

    Czy zrobiłyś takie półroczne wideoteki fana MMA?

    Masz na myśli teraz 2018, takie podsumowanie w połowie roku?

  3. Coś co mnie mocno zaintrygowało:

    Malenko zapoznał Shamrocka z Sammym Soronaką, który przeprowadził Kena przez wyczerpujący test. Test odwagi i męstwa, przez który musieli później przejść uczniowie Shamrocka, kiedy ten otworzył własną akademią, słynną „Lion’s Den”.

    Masz więcej informacji na ten temat?

  4. Masz więcej informacji na ten temat?

    Historically, the Lion's Den is known for its brutal try-outs. "Marine boot camp is not fun. It is not pretty. That's because they are preparing you for war. I am preparing my fighters for war," Shamrock said when discussing the tryout. Once accepted into the Den, the members would be financially backed by Shamrock, so Shamrock made the tryout very difficult to ensure the fighter was totally committed to becoming a professional fighter. The try out consisted of the following:

    • 500 squats
    • 200 push ups
    • 200 sit ups
    • 1.5-mile (2.4 km) run
    • Repeated runs up and down bleacher steps
    • Bear-crawls up steep hills
    • Lugging heavy barrels of water and sand bags up steep hills
    • The candidates who were still left at this point would then go on to do as many pull-ups as they can without stopping.
    • Candidates then went to the actual Lion's Den facility for several hours of sparring.

    Shamrock wanted fighters that could get through this ordeal without quitting, even after their body had failed on them, in order to see how serious the fighter was about dedicating his life to MMA fighting.

    The Lion's Den tryouts have even been criticised by some for their level of brutality. However, Lion's Den fighter and UFC champion Jerry Bohlander said the difficulty of the tryouts are exaggerated: "Most of those stories are like urban myth. Don't get me wrong, the tryout was hard, but far from impossible. We had a few guys that passed it that would never be good candidates for a pro fight. You had to be in shape and have a great deal of determination. I wish I could give you a good story, but most of them are the type that you would have had to experience in person." Bohlander added, "Most of the horror stories that you've heard were from guys that came in but couldn't cut it."

    Ken Shamrock has since adjusted the tryout. Currently, The Lion's Den conducts tryouts by showcasing fighters' skills in a series of drills and live competition put on by Ken Shamrock. The new tryout format allows Ken to evaluate toughness and skill, while making cuts to determine who he wants to represent the Den.

  5. Zobaczyłem trochę tekstu i stwierdziłem że będzie lipa. Zacząłem jednak czytać, wciągnęło mnie i żałuję, że już sie skończyło.

  6. Gratulacje, świetnie napisanie, to było UFC, które rzeczywiście, można było nazwać prawdziwą walką, a "udawane gówno" tzn. wrestling, szczególnie w Japonii, mocno przyczynił się do rozwoju MMA, mam nadzieję, że to jeszcze kiedyś wróci, prawdziwe walki, bez debilnych punktacji i zakazów. :jon:

  7. @Cactus ależ z Ciebie dobry teksciarz!

    Wincyj panie!!!

    Kiedy kolejna część???

    Dziękuję :beer: mam mały poślizg ze względu na wywiad z Shamrockiem, ale w nadchodzącym tygodniu pojawi się nowy tekst na 100%, obiecuję!