Na niedzielne popołudnie, jako odskocznia od wydarzeń światowego MMA proponujemy ciekawy wywiad z zawodnikami klubu War Dogs Lubliniec. Tydzień temu młodzi adepci mieszanych sztuk walki udanie zadebiutowali na gali Hades Fighting w Oławie. Występujący w limicie lekkim bracia: 18-letni Bartek Boduszek (MMA 1-0) oraz 25-letni Tomasz Boduszek (MMA 1-0) opowiedzieli o swoich sukcesach amatorskich, swojej pierwszej zawodowej walce oraz trochę o sobie. Zwycięskie walki swoich podopiecznych podsumował również trener – Łukasz Christ (MMA 1-6). Materiał po kliknięciu.

– MMARocks.pl – Tomasz i Bartosz Boduszkowie – reprezentanci War Dogs Lubliniec, którzy dokładnie tydzień temu zaliczyli udany debiut zawodowy oławską galą Hades Fighting. Witam Chłopaki!

– Bartek i Tomek Boduszkowie: Witamy!

– W amatorskim MMA macie za sobą szereg występów. Czy moglibyście pochwalić się sukcesami, które odnosiliście „w kaskach i ochraniaczach”?

– B.B.: W amatorskim MMA mój rekord to 11-0, z czego dziewięć pojedynków skończyłem przez dźwignię prostą na staw łokciowy. Występowaliśmy na kilku edycjach ALMMA i na turnieju w Chorzowie.

– T.B.: Statystycznie rzecz ujmując: walka amatorska na gali MMA w Kazimierzy Wielkiej, III miejsce na Pucharze Polski Południowej Full Contact -73 kg, II miejsce na Turnieju MMA i Grapplingu w Chorzowie Full Contact -73 kg, I miejsce  na Otwartym Pucharze Dolnego Śląska Full Contact -73 kg, I miejsce ALMMA VIP Full Contact -73 kg.

– Właśnie, występowaliście m.in. na kilku ALMMA-ach, Turnieju MMA i Grapplingu w Chorzowie, które zawody wspominacie najlepiej, a z kolei na których był najwyższy poziom?

– B.B.: Najlepiej wspominam ALMMA VIP, ponieważ tak naprawdę, to tam pierwszy raz zawalczyłem w klatce. Jeżeli chodzi o poziom – wydaje mi się, że był mniej więcej wyrównany. Jedna walka była trudniejsza, druga łatwiejsza, więc trudno powiedzieć.

– T.B.: Wszystkie zawody wspominam bardzo mile, ponieważ z każdych przywiozłem blachę. Poziom na każdych jest wysoki, chociaż gdybym miał wybierać, to w Chorzowie było najciężej.

– Najcięższa walka spośród rywalizacji amatorskich?

– B.B.: Wszystkie były ciężkie (śmiech).

– T.B.: Finałowa na ALMM-ie VIP.

– Jak zaczęła się Wasza przygoda ze sportami walki, gdzie rozpoczynaliście treningi i co właściwie skłoniło Was do treningów mieszanych sztuk walki?

–  B.B.: Ja swoją przygodę ze sportami walki zacząłem od brazylijskiego jiu-jitsu. BJJ trenuję w klubie Vencedores Rio Grappling Club. Jeżeli chodzi o MMA, to na pierwsze treningi zabrał mnie brat Tomek i tak pozostało do tej pory.

– T.B.: Przygodę ze sportami walki zacząłem od BJJ jakieś 7-8 lat temu w lublinieckim Rio Grappling Club, teraz Vencedores Lubliniec. Natomiast na pierwszy trening MMA poszedłem do Łukasza Christa, mojego obecnego trenera. BJJ mi nie wystarczyło, więc pomyślałem, że spróbuję sił w mieszanych sztukach walki. Poszedłem na jeden trening, zostałem obity z każdej strony i po powrocie do domu uświadomiłem sobie, że MMA to jest to, czego mi brakowało. Po tamtym treningu zostałem do dzisiaj.

– Powiedzcie co nieco o przygotowaniach do pierwszych zawodowych walk, z kim trenowaliście, na co kładliście największy nacisk?

– B.B.: Na co dzień trenowaliśmy z Chłopakami z klubu i jeździliśmy do Częstochowy, do Piotrka Zyzika. Największy nacisk kładliśmy na boks, ale zapasy i parter również były dobrze przerabiane przez nas.

– T.B.: Przygotowywało nas aż trzech trenerów tj. Łukasz Christ, Irek Cholewa i Piotr Zyzik. Dwóch pierwszych skupiło się na samym MMA, natomiast Piotrek zajął się boksem. Na każdą z płaszczyzn nacisk był taki sam, gdyż nigdy nie wiadomo w której przyszłoby się bić.

– Wasze główne atuty to… ?

– B.B.: Parter.

– T.B.: Hmm… sądzę, że walka w parterze.

– Ile ważycie na co dzień?  Czy zbijanie wagi stanowiło jakiś problem?

– B.B.: Zwykle ważę około 73-74 kg, więc jak dla mnie – zbijanie wagi nie stanowiło żadnego problemu.

– T.B.: Na co dzień ważę 73-74 kg. W zbijaniu stosowałem się do rad trenera, więc jakiś większych problemów nie było. Jak na pierwszy raz poszło całkiem nieźle.

– Bartek wystąpiłeś w pojedynku otwierającym galę. Presja jest zawsze. Przy czym tradycyjnie już nie sprawiałeś wrażenia jakoś bardzo zdenerwowanego (na co dzień też jesteś ostoją spokoju). Skąd czerpiesz taki wewnętrzny spokój, chyba że jest inaczej i się mylę?

– B.B.: Byłem dobrze przygotowany, więc nie miałem się czego obawiać (śmiech).

– Tomek taki przedsmak profesjonalnej rywalizacji miałeś już na ubiegłorocznej gali w Kazimierzy Wielkiej, gdzie odklepałeś ładną balaszką Arka Milewskiego. Wtedy występowałeś na ringu, w Oławie była klatka. Gdzie się lepiej czujesz? Tzn. jesteś zwolennikiem klatki czy ringu?

– T.B.: Klatka jest bezkonkurencyjna. Atmosfera, którą tworzy oktagon jest niesamowita. Kiedyś oglądając wywiady na temat walki w klatce nie rozumiałem, co w tym takiego specjalnego, teraz to zrozumiałem.

– Oceńcie proszę na chłodno swoje debiuty i przeciwników? Wszystko poszło tak, jak zakładaliście? Plan został zrealizowany? Rywale czymś Was zaskoczyli?

– B.B.: Zakładaliśmy, że robimy trochę w stójce i kończymy w parterze, więc po części plan został zrealizowany. Zaskoczyła mnie zmiana rywala, ale sam rywal niczym mnie nie zaskoczył.

– T.B.: Walkę wygrałem i to jest najważniejsze. Plan, który założyliśmy został wykonany. Oczywiście zawsze są elementy do poprawy, co bardzo mnie cieszy, ponieważ lubię pracować nad sobą. Jednym z tych elementów będzie wytrzymałość, pod brakło koniec trochę prądu. Mój przeciwnik bardzo się kleił, co uniemożliwiało grady ciosów w parterze.

– A co sądzicie o samej gali Hades Fighting w Oławie. Jak Waszym zdaniem taki lokalny event prezentuje się pod kątem organizacyjnym i sportowym?

– B.B.: Dla mnie gala była bardzo dobrze przygotowana pod względem organizacyjnym, jak i samej klatki. Od początku wszystko było wiadome, nie było żadnych niedomówień.

– T.B.: Gala była bardzo fajnie zorganizowana pod każdym kątem. Zabezpieczyli nas pod każdym względem. Wielki szacunek dla organizatorów, ponieważ otworzyli się na młodych zawodników, dając im szanse na pokazanie się i profesjonalną walkę. Wielkie Brawa!

– Na kim się wzorujecie i dlaczego?

–  B.B.: Wzoruję się na swoich trenerach (śmiech).

– T.B.: Oczywiście wzoruję się na swoich trenerach (śmiech), a tak ze światowej półki to Junior Dos Santos i Wanderlei Silva.

– Poza treningami macie swoje życie osobiste, czym zajmujecie się w dzień powszedni?

– B.B.: Właśnie skończyłem szkołę, więc odpoczywam.

– T.B.: W dzień powszedni pracuję i trenuję. Poza tymi dwoma czynnościami niewiele czasu pozostaje na inne przyjemności. Czasami wypad ze znajomymi.

– Dzięki serdeczne za wywiad, my życzymy kolejnych sukcesów na zawodowym ringu… jeżeli chcecie kogoś pozdrowić lub komuś podziękować to jest właśnie ten moment.

– B.B.: Chciałem podziękować naszym trenerom Łukaszowi Christ, Piotrkowi Zyzik oraz Irkowi Cholewie za dobre przygotowanie do walki, jak i klubowym kolegom za sparingi. Chciałbym również podziękować klubowi Vencedores.

– T.B.: Chciałem podziękować trenerom za poświęcany nam czas, kumplom z klubu, ktorzy podkręcają nas, mojej kobiecie, która mnie wspiera i rozumie, że w okresie przygotowań poświęcam jej jeszcze mniej czasu. Wielkie Dzięki!

Na temat świetnego debiutu Bartka i Tomka na zawodowej scenie MMA oraz parę słów o oławskiej gali powiedział także trener młodych fighterów, uczestnik turnieju wagi średniej KSW – Łukasz Christ (MMA 1-6). Rozmowa poniżej.

– Tydzień temu w Oławie miał miejsce udany debiut Twoich podopiecznych. Jako trener mógłbyś wypowiedzieć się o pojedynkach braci Boduszków?

– Zarówno Tomek, jak i Bartek zrealizowali założenia taktyczne. Kontrolowali swoich przeciwników i co najważniejsze – wygrali swoje debiutanckie walki. Obaj przewalczyli pełne dziesięć minut, co na tym etapie rozwoju jest bardzo dobre.

– Chłopaki najpierw osiągali liczne sukcesy na arenach amatorskich, teraz przyszedł czas na pierwszą walkę w profesjonalnym MMA, czy mógłbyś w kilku zdaniach scharakteryzować rozwój sportowy Tomka i Bartka, jak przekłada się na to wszystko praca na treningach, konfrontacja ze sparingpartnerami, etc.?     

– Chłopcy radzili sobie świetnie na zawodach amatorskich, więc wiedziałem, że są już gotowi, aby spróbować swoich sił na gali zawodowej. Większe obawy miałem co do Bartka, który ledwo co skończył osiemnaście lat, a MMA trenuje niespełna rok. Jednak jego występy amatorskie (jedenaście zwycięstw bez porażki) i postawa na treningach przekonały mnie, że jest już gotowy. Co do Tomka, to zawodnik walczący bardzo agresywnie i zawsze dążący do pokonania przeciwnika przed czasem. Jeśli chodzi o ich pracę na treningach, to bez kompleksów walczą z cięższymi i bardziej doświadczonymi kolegami, co jak widać procentuje.

– Jakie jest Twoje zdanie na temat małych, lokalnych gal, gdzie większą część fightcardu zajmują zawodnicy z niskimi lub zerowymi rekordami? W jakim stopniu imprezy typu Hades Fighting mają wpływ na popularyzację sportu? Proszę oceń również ten event.

– Uważam, że gal tego typu powinno być jak najwięcej. Wpływają na rozwój zawodników, którzy mogą zdobyć doświadczenie i oswoić się z presją publiczności. Są też bardzo istotne ze względu na zwiększanie popularności MMA. Co do gali Hades Fighting muszę przyznać że niczego nie brakowało. Organizatorzy, mimo niewielkiego doświadczenia stanęli na wysokości zadania. Na wyróżnienie zasługuje zwłaszcza duży i profesjonalny oktagon.

– Harmonogram występów reprezentantów War Dogs Lubliniec na ten rok (gale profesjonalne, jak i zawody amatorskie). Gdzie Was na pewno spotkamy?

– Już 1 września co najmniej dwóch naszych zawodników wystąpi na ALMMA w Nowym Wiśniczu, następnie 8 września walkę zawodową na gali w Tomaszowie Mazowieckim ma Mateusz Strzelczyk (MMA 4-1). Pod koniec października pojedziemy prawdopodobnie na zawody amatorskie do Bochni. Liczę również na to, że pojawią się kolejne propozycje zawodowych walk dla moich podopiecznych.

– W Oławie zdarłeś gardło, instruowałeś i kibicowałeś swoim zawodnikom, jak się czujesz w roli trenera?

– Początkowo nie sądziłem, że sprawdzę się w tej roli, ale wyniki chłopaków pokazują, że jak na razie chyba nie jest najgorzej. Poza tym mam wsparcie Piotra Zyzika (trenera boksu) i Irka Cholewy (MMA 6-3-2), który ma spore doświadczenie w MMA.

– Zobaczymy cię jeszcze na ringu jako zawodnika?

– Raczej nie planuję startów w najbliższym czasie, koncentruję się na rozwoju moich zawodników.

– Teraz czas na podziękowania i pozdrowienia. Dzięki za rozmowę.

– Chciałbym serdecznie podziękować wszystkim Chłopakom z klubu, za ciężką pracę jaką wkładają na treningach. Trenerom – Piotrkowi i Irkowi. Szczególne podziękowania należą się też Michałowi Pabiaszowi za udostępnienie sali do treningów. Bez Niego rozwój tej sekcji byłby niemożliwy. Chciałbym również podziękować mojej kochanej Żonie za cierpliwość i całej rodzinie. Pozdrawiam czytelników MMAROCKS.PL!

Karol Dąbrowski
"Miłośnik" MMA. W roli publikującego na Rocksach od 2010 roku. Ogólnie rzecz ujmując Mieszane Sztuki Walki z regionu postsowieckiego. Tłumaczenia cyrylicy, kontrola dostaw gazu do Polski oraz pędzenie 90-cio procentowego bimbru. Na co dzień ponadnormatywny kołchoźnik, amator wódki, pierogów (niekoniecznie ruskich), kartofli, zsiadłego mleka i oddany fan Vyacheslava Datsika.