(foto Fighters Arena) – Biję się, dopóki nie zgaśnie mi światło – powiedział po zwycięstwie nad Michałem Andryszakiem Jacek Czajczyński.
MMARocks.pl: Co jest twardsze? Twoja szczęka jeśli chodzi o odporność na ciosy czy twoje serce do walki?
Jacek Czajczyński: Sam nie wiem. Cieszę się, że się podobało i tyle. Co tu więcej gadać? Dziękuję wszystkim za doping. Fanów tu poniosło, były brawa na stojąco. Bardzo mi miło.
Departament Obrony Stanów Zjednoczony zastanawia się z jakiego materiału wykonana jest twoja czaszka.
Muszą pogadać z mamą i tata, bo to oni są odpowiedzialni za produkcję tego sprzętu (śmiech)
Przejdźmy do walki. I runda to straszne gradobicie ze strony Michała Andryszaka. Nie bałeś się, że druga interwencja cutmana będzie oznaczać koniec walki?
Biję się, dopóki nie zgaśnie mi światło. Tak, miałem trochę obawy, ale w sumie to nie było żadnego rozcięcia, z nosa mi trochę leciało, ale z nosa mi zawsze leci. Tak jest na każdej walce, więc to nie jest nic nowego. Fakt faktem, zachwiałem się kilka razy na nogach w I rundzie. Dostałem parę mocnych ciosów. Cieszę się, że przetrwałem. Z kolei już w drugiej rundzie zaczęło iść po mojej myśli i moim zdaniem druga runda była już moja. Jeszcze nie wiem jak to wyglądało z zewnątrz, ale takie było moje wrażenie z wewnątrz klatki.
Był mocny prawy, był też lewy prosty na szczękę w twoim wykonaniu i po tych ciosach Michał zaczął szukać sprowadzeń. Czułeś, że to jest przełomowy moment, kiedy chciał iść do parteru.
Skoro zaczął próbować sprowadzać, to znaczy, że mocno weszło, poczuł i szukał czegoś innego. W pierwszej rundzie nie byłem w stanie skracać dystansu, w drugiej już to wychodziło i walka zaczęła się dla mnie układać.
Przeprowadź nas przez technikę kończącą, bo to była trochę nietypowa gilotyna.
Złapałem głowa-ręka, on szukał wyjścia na boki, czułem, że z tego nie skończę. Chwyciłem mocno, ale nie było tak ciasno, żeby klepnął. Musiałem się przesunąć trochę, wyjąłem rękę, złapałem samą głowę i poszło.
Michał Andryszak oceniany jest jako jeden z największych młodych talentów, więc powiedz jak oceniasz przeciwnika, którego dziś pokonałeś?
Michał Andryszak za 3-4 lata będzie wśród najlepszych ciężkich w Polsce, o ile będzie dobrze prowadzony. Niech już nie bierze trzech walk tydzień po tygodniu. Świetny zawodnik, dobra stójka. Z tego co widziałem, zapasy też w porządku. To w sumie nie mnie oceniać. Ja się cieszę, że wygrałem przed czasem. Pokazaliśmy, że da się bić trzy rundy w Polsce, co jak na grubasów jest osiągnięciem.
Domyślam się, że do Świąt będziesz chciał się wykurować, by lepiej wyglądać przy stole wigilijnym, ale jakieś plany na 2013 rok już się pewnie klarują. Będziesz chciał dalej wiązać się z Fighters Areną?
Na pewno, jeśli zdrowie pozwoli będę się bił 2 marca na Fighters Arenie w Częstochowie i wszystkich gorąco na tę galę zapraszam. Trenowałem bardzo mocno od czerwca, więc myślę, że należy mi się trzy tygodnie odpoczynku, a na początku nowego roku zacznę mocny trening.
Michał Kita zarządzał twoim narożnikiem, a bardzo mnie ciekawi co powiedział po I rundzie.
Że za dużo przyjmuję. Usłyszałem, że muszę zniwelować te jego ciosy i nastawiać się na kontrę. Udało się to zrealizować w II rundzie. Weszło raz, drugi i walka odwróciła się w moją stronę.
W takim razie gratuluję zwycięstwa i emocjonującej walki. Oby takich jak najwięcej. Dziękuję ci serdecznie za wywiad. Chcesz kogoś pozdrowić?
Chciałem podziękować wszystkim, z którymi trenuję w Wydra Gym w Częstochowie. Chciałem podziękować za zaproszenie na obóz do Zakopanego i za wspólny trening chłopakom z Nastula Club. Dziękuję Michałowi Kicie za regularne obijanie mi czajnika na treningach. Dziękuję firmie Dragon i dziękuję wszystkim, którzy jakoś mi pomogli w przygotowaniach. Dziękuję rodzinie za wsparcie. I dziękuję fanom we Włocławku. Piłkarze mają dwunastego zawodnika, a ja dziś miałem dzięki nim trzecią rękę.
























