Ortiz

Według słów szefa Bellatora przyszłość Tita Ortiza (MMA 16-11-1) w jego organizacji jest niepewna. 39-latek, który ponad rok temu wrócił ze sportowej emerytury, skuszony dolarami drugiej największej organizacji MMA na świecie, dalej nie wie, kiedy zadebiutuje w organizacji Bjorna Rebneya.

Planowo były mistrz UFC miał stoczyć pierwszą walkę 2 listopada 2013 roku z Quintonem „Rampagem” Jacksonem. Niestety, na kilka dni przed galą Ortiz wycofał się z powodu odnowienia poważnej kontuzji kręgosłupa, która w przeszłości już kilkukrotnie krzyżowała mu plany. W efekcie Bellator zdecydował się przenieść całą galę z systemu płatnej transmisji w PPV do darmowej telewizji. Niektórzy twierdzili jednak, że kontuzja Ortiza była tylko pretekstem do przeniesienia gali w celu uniknięcia blamażu spowodowanego słabym zainteresowaniem transmisją PPV.  Oznaczałoby to, że gwiazda byłego mistrza, który przegrał aż 6 z ostatnich 7 pojedynków, całkowicie wygasła i nie jest on już w stanie przyciągnąć kibiców przed telewizory.

Teraz Ortiz, który nie walczył od 2012 roku, powoli wspomina o powrocie do MMA, jednak szef Bellatora Bjorn Rebney jest bardziej ostrożny w planowaniu kolejnej walki swojemu zawodnikowi:

Odbyłem wiele pozytywnych rozmów z Titem. Jego kontuzja kręgosłupa była bardzo poważna, ale to nie jest już problemem. Pęknięcie było naprawdę niebezpieczne, ponieważ w najgorszym wypadku mogło nawet spowodować paraliż. Obecnie Ortiz przechodzi serię dogłębnych badań, aby sprawdzić, czy wszystko jest już w porządku i nie ma żadnego ryzyka. Chcemy być po prostu w 100 proc. pewni, że jest bezpieczny. Powrócić do MMA po kontuzji kolana lub barków to jest zupełnie inna sytuacja niż w przypadku kontuzji kręgosłupa lub głowy. Wolę być przewrażliwiony na punkcie bezpieczeństwa, niż pozwolić, żeby coś mu się stało. Musimy być w tej sytuacji naprawdę bardzo rozważni.