W niedawnym wywiadzie dla rosyjskiego portalu www.championat.ru – Sergei Kharitonov (MMA 18-4, #18 w rankingu MMARocks) podzielił się swoimi wrażeniami po ostatnich ćwierćfinałach turnieju ciężkiego Strikeforce, podjął się krótkiej charakterystyki Josha Barnetta, skromnie opowiedział o planach na przygotowania do półfinałowego pojedynku w Grand Prix, a także o tym jak się czuje w roli underdoga. Rosyjski fighter wymienił jego zdaniem najlepszych ciężkich oraz opowiedział trochę o boksie i występach w K-1. Zapraszamy do lektury!

– Jakie są Twoje odczucia po ćwierćfinałach turnieju ciężkiego Strikeforce?

– Ostatni ćwierćfinał pozostawił niezatarte wrażenia. Interesujące walki, wspaniali zawodnicy, dlatego brzydkich pojedynków być nie mogło. Każdy zawodnik chce wygrać i każdy obiera taką taktykę, aby jak najmniej zaryzykować. Taka sytuacja miała miejsce przykładowo w pojedynku Overeem vs. Werdum. Może przebiegał nie tak widowiskowo, jak wszyscy oczekiwali, ale najważniejszą rzeczą w tym przypadku było zwycięstwo. Co się tyczy Barnetta i Rogersa to myślę, że nikt nie wątpił w zwycięstwo Barnetta. Ja tylko nie wiedziałem w jakiej formie jest Josh, turniej pokazał, że w dobrej – nawet doskonałej. Podsumowując, moje odczucia są pozytywne.

– Czy po walce Barnetta z Rogersem możemy sądzić, że jego forma odpowiada szczytowemu przygotowaniu z czasów PRIDE?

– Rogers nawet żony nie mógł udusić, jak tu można mówić akurat o jego fizycznej formie. (śmiech)

– Czy Barnett odkrył jakieś swoje słabe strony, które będą stanowić punkt odniesienia?

– Trudno powiedzieć. On jest wszechstronnym zawodnikiem. Oczywiście w wachlarzu jego technik królują zapasy i z pewnością on postawi na tę płaszczyznę. Z kolei ja będę przygotowany na tą ewentualność.

– W przeciwieństwie do Twoich ostatnich pojedynków – nie sądzisz, że z takim zawodnikiem powinieneś prowadzić walkę bardzo ostrożnie?

– Nie.

– Czy szefostwo Strikeforce kontaktowało się już z Tobą w sprawie walki półfinałowej?

– Kiedy byłem w Ameryce, jeszcze przed walką z Mighty Mo, powiedziano mi, że mój pojedynek jest planowany na koniec sierpnia. Jednakże wszystko pozmieniało się po ostatnim ćwierćfinale i dotarła wiadomość, że walka zostaje przełożona na wrzesień, a następnie na październik. Dlatego nie znam odpowiedzi na to pytanie. Jeżeli półfinały zostaną przeniesione na listopad, wówczas trzeba oczywiście zakontraktować jakąś inną walkę, na razie nie mogę walczyć w formule MMA, więc koniecznością będą walki w K-1, boksie lub sambo. Na Barnetta trzeba przygotować się bardzo poważnie.

– Gdzie będziesz przygotowywał się do walki z Barnettem i czy planujesz zaprosić jakiś mocnych zawodników do roli sparingpartnerów?

– Na tę chwilę do końca jeszcze nie wiem gdzie, ale nie w Rosji. A sparingpartnerów oczywiście zaproszę, ale to jest zadanie mojego menedżera.

-Wśród czwórki półfinalistów bukmacherzy stawiają Cię jako underdoga. Czy komfortowo się czujesz w takiej roli?

– Ja underdogiem? Nawet nie wiem co to takiego. Generalnie czuje się dobrze w każdej roli. Przed pojedynkiem z Arlovskim ludzie też stawiali mnie na straconej pozycji, a wynik sami znacie…

– Po walce z Mighty Mo zamierzasz kontynuować karierę w formule K-1 lub w boksie?

– Oczywiście, że zamierzam. Im więcej, tym lepiej, a ja lubię K-1 i boks. Ja zrozumiałem, że staje się silniejszy, ponieważ przez porażki, poprzez wszystkie te próby – wiele zniosłem i przecierpiałem. Na dzień dzisiejszy poziom mojego K-1 jest wystarczający, aby walczyć o tytuł mistrzowski.

– W przypadku połączenia obu organizacji, pojedynek z którym z zawodników UFC interesowałby Cię najbardziej?

– Już o tym mówiłem – to mistrz Cain Velasquez, innych zawodników jakoś szczególnie nie obserwowałem, ale walczyć zawsze chcę z najlepszymi.

– Jaka jest twoim zdaniem aktualnie najlepsza piątka ciężkich w MMA?

– Siebie w tym rankingu umieścić nie mogę, o tym powinni decydować ludzie z zewnątrz, a nie ja. Sądzę, że na pierwszym miejscu znalazłby się Alistair Overeem. Potem Silva i Werdum, na czwartej pozycji Velasquez, a jeżeli chodzi o piątą lokatę, to szczerze mówiąc ciężko mi określić… Widziałbym taką czwórkę najlepszych ciężkich.

– Czy oglądasz zawodowe walki bokserskie? Którego pięściarza mógłbyś wyróżnić?

– Na tę chwilę mógłbym wyróżnić Alexandra Povetkina. On miał poważną kontuzję i zniknął z ringu. Teraz wznowił treningi i myślę, że w najbliższym czasie o nim usłyszymy.

– Podziel się wrażeniami po udziale w turnieju bokserskim WSB. Czy będziesz kontynuował występy w przyszłym roku?

– Jeżeli zostanę zaproszony to wystąpię jeszcze raz. Ściślej mówiąc, jeśli zezwolą mi na udział, to dlaczego nie.

– Jakie są Twoje słabe strony? Jaki element wymaga podciągnięcia?

– Mam słabe punkty, ale o nich nie będę mówił. (śmiech)

– Czy przeglądasz strony internetowe poświęcone MMA i jak reagujesz na krytykę skierowaną pod Twoim adresem?

– Do krytyki jestem nastawiony normalnie, miło, gdy ludzie wyrażają na mój temat swoje zdanie. Bliscy mi ludzie starają się mnie w ten sposób wspierać, a kiedy chcę poczytać co inni myślą, to wchodzę na valetudo.ru.

– Twoim zdaniem Fedor Emelianenko odzyska utraconą pozycję czy jego kariera dobiega końca?

– Wszystko zależy od samego Fedora. Czy jest mu to potrzebne – w tym leży sedno sprawy.

Karol Dąbrowski
"Miłośnik" MMA. W roli publikującego na Rocksach od 2010 roku. Ogólnie rzecz ujmując Mieszane Sztuki Walki z regionu postsowieckiego. Tłumaczenia cyrylicy, kontrola dostaw gazu do Polski oraz pędzenie 90-cio procentowego bimbru. Na co dzień ponadnormatywny kołchoźnik, amator wódki, pierogów (niekoniecznie ruskich), kartofli, zsiadłego mleka i oddany fan Vyacheslava Datsika.