Mateusz Baczyński z WP.pl opublikował kulisy sprawy dotyczącej Mameda K. Przypomnijmy – w lipcu Onet poinformował, że legendarny zawodnik organizacji KSW został skazany na półtora roku więzienia oraz grzywnę w wysokości 280 tysięcy złotych. Teraz poznaliśmy szczegóły całej sprawy.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Mamed skazany. Półtora roku więzienia za paserstwo

Jak opisuje Mateusz Baczyński, cały proceder miał polegać na kupowaniu rozbitych samochodów za granicą, przenoszeniu numerów VIN z wraków na luksusowe, skradzione pojazdy, zmianie danych w komputerach samochód oraz przeprogramowaniu kluczyków. Według sądu jednym z głównych odbiorców kradzionych samochodów od Jakub Ś. miał być Mamed K.

W artykule Baczyńskiego opisane są szczegółowe przykłady konkretnych sytuacji – w 2016 roku przykładowo miało dojść do pierwszej transakcji. Jak czytamy – „Transakcje opisane w aktach łączyła więc niska cena, niepełne albo fałszywe dokumenty, szybka odsprzedaż i samochodów krążący między kolejnymi nabywcami”.

Sprawa wyszła na jaw w 2019 roku, kiedy to jedna z „klientek” otrzymała zakupiony samochód, krótkoterminową polisę wystawioną na Mameda oraz jeden kluczyk. W momencie, gdy zgubiła ona kluczyk, udała się do autoryzowanego salonu w celu otrzymania duplikatu kluczyka. Po sprawdzeniu numeru VIN okazało się, że nowy klucz nie pasuje, a pojazd figuruje jako kradziony. Salon zawiadomił policję, a samochód został zabezpieczony w listopadzie 2019 roku.

Głośną sprawą jest także spotkanie Jakuba z Mamedem w marcu 2017 roku w centrum handlowym, gdzie miała miejsce premiera książki „Lepiej byś tam umarł” napisanej przez zawodnika MMA razem ze Szczepanem Twardochem. Mamed miał powiedzieć, że były mąż partnerki Jakuba doniósł policji o nielegalnym przetrzymywaniu przez niego dzikich zwierząt. Wtedy też Jakub miał namówić Mameda do zniszczenia samochodu tej osoby w ramach zemsty. Jak czytamy w artykule, Jakub przekazał Mamedowi markę, kolor i numer rejestracyjny auta oraz adres właściciela, a ten miał zlecić podpalenie auta. W nocy z 11 na 12 kwietnia 2017 roku samochód spłonął. Ogień objął jednak również samochody zaparkowane obok. Nagrania z monitoringu były jednak zbyt niskiej jakości, aby rozpoznać sprawców i osób tych nie udało się finalnie namierzyć.

Kolejna sprawa miała miejsce w październiku 2018 roku, kiedy to zatrzymany przez policjantów i funkcjonariuszy pododdziału antyterrorystycznego został „bliski znajomy” Mameda. Mężczyzna z kajdankami zespolonymi na rękach i nogach opuszczał mieszkanie, a przy drzwiach wyjściowych z kamienicy miał czekać Mamed. Według ustaleń sądu zawodnik był agresywny i roszczeniowy. Próbował zablokować funkcjonariuszom drogę. Ci z kolei prosili, aby się odsunął. Mamed nie ustępował. Jak czytamy w artykule, miały paść wtedy słowa:

– Wy kur**, zdejmijcie mu kajdanki, kur**, puśćcie go. To nie jest bandyta, zastrzelcie mnie, strzelajcie, kur** – miał mówić Mamed podczas zajścia, uderzając również jednego z policjantów w klatkę piersiową.

Sytuację miała uspokoić partnerka znajomego Mameda.

Kolejne spotkanie Mameda z policją miało mieć miejsce w czerwcu 2019 roku. Funkcjonariusz Biura Operacji Antyterrorystycznych weszli do jego domu i zabezpieczyli między innymi rewolwer produkcji tureckiej, na który Mamed nie miał zezwolenia. Prokuratura zawnioskowała o areszt, ale sąd nie wyraził na to zgody.

Mamed przez cały czas nie przyznawał się do winy. Potwierdzał część spotkań i transakcji, ale utrzymywał, że nie wiedział o nielegalnym pochodzeniu samochodów. Zaprzeczył również w sprawie dotyczącej podpalenia. Odnośnie sprawy z funkcjonariuszami, Mamed przyznał, że krzyczał i przeklinał, ale zaprzeczył, by dotknął któregoś z policjantów. Przy wymierzaniu kary sąd uwzględnił, że nikt nie odniósł obrażeń, zachowanie sportowca „nie miało znacznego natężenia”, a sam zgłosił się do jednostki i przeprosił.

Po opublikowaniu informacji o wyroku w lipcu, Mamed opublikował oświadczenie, w którym zapowiedział odwołanie się od wyroku.

„Szczerze mówiąc, wolałbym w ogóle nie zabierać głosu. Zawsze wierzyłem, że o człowieku najlepiej świadczy jego życie, jego czyny i to, jakim jest dla innych a nie nagłówki czy pojedyncze decyzje, od których przysługuje odwołanie.

Dziś jednak piszę z jednego powodu. Ten powód to Wy.
Od ponad dwudziestu lat jesteście częścią mojej drogi. Wspieraliście mnie po zwycięstwach i porażkach, wierzyliście we mnie jako sportowca, ale przede wszystkim jako człowieka. I właśnie dlatego nie chciałbym, żeby w Waszych sercach lub głowach nie pojawiła się choćby chwila zwątpienia.

Chcę, żebyście wiedzieli jedno , pozostaję dokładnie tym samym człowiekiem, któremu kibicowaliście przez wszystkie te lata. Nie wydarzyło się nic, co odebrałoby mi wartości, którymi kieruję się w życiu. Wierzę, że prawda obroni się sama.

To właśnie dlatego, zanim odniosę się w oświadczeniu do faktów i okoliczności tej sprawy, chciałem najpierw zwrócić się do Was.

Wyrok Sądu Rejonowego w Tarnowskich Górach nie jest prawomocny. Przyjąłem go do wiadomości, ale jest to rozstrzygnięcie, z którym nie mogę się zgodzić. W związku z powyższym będę się od niego odwoływał. Mam pełne zaufanie do dalszego toku postępowania i wierzę, że na etapie apelacji wszystkie okoliczności tej sprawy zostaną ponownie i dokładnie ocenione.

Od początku konsekwentnie przedstawiałem swoje stanowisko i nadal czuję się niewinny. Zależy mi na tym, aby sprawa została ostatecznie wyjaśniona w sposób rzetelny, spokojny i zgodny z prawdą.

Mamed Chalidow.”