Poniżej słów kilka o Rosjaninie Sergeyu Kornevie (MMA 10-2), który będzie najbliższym rywalem naszego Marcina Zontka (MMA 12-7, #3 w Rankingu PL). Reprezentant rostowskiego Legion FT udzielił ostatnio ciekawego wywiadu serwisowi www.mixfight.ru. W materiale powiedział jak zaczęła się jego przygoda ze sportem, o osiągnięciach w zapasach, przygotowaniach do walki o pas i oczekiwaniach wobec rosyjskich promotorów. Dodatkowo wrzuciliśmy parę konkretów i mamy krótki profil zapaśnika z Rostowa nad Donem.

W ostatnią niedzielę września zawodnicy spotkają się w moskiewskiej Druzhbie na gali M-1 Challenge 34: Emelianenko vs. Gluhov. Solidny jeleniogórzanin stoi przed ogromną szansą na trzecie z rzędu zwycięstwo na rosyjskiej ziemi i zgarnięcie za jednym zamachem wakującego pasa M-1 w wadze półciężkiej. Trofeum wcześniej należało do zakontraktowanego ponownie do UFC – Vinny’ego Magalhaesa (MMA 9-5, UFC 0-2), który w atmosferze skandalu rozstał się z rosyjską organizacją. Po kliknięciu metryczka i fragmenty wywiadu z Kornevem.

Imię: Sergey Nikolaevich

Nazwisko: Kornev

Data urodzenia: 20/07/1978

Miejsce urodzenia: Nowoszachtyńsk (obwód rostowski)

Miejsce zamieszkania: Rostów nad Donem

Wzrost: 187 cm

Waga: 90 kg

Rekord MMA: 10-2

Klub: Legion Fight Team (Rostów nad Donem)

Styl źródłowy: zapasy w stylu wolnym (uprawia od 13 roku życia)

Ważniejsze osiągnięcia: mistrzostwo Rosji (zapasy w stylu wolnym), klasa mistrzowska (styl wolny), kandydat do klasy mistrzowskiej (styl klasyczny).

Sergey Kornev urodził się 20 listopada 1978 roku w Nowoszachtyńsku w obwodzie rostowskim. Pochodzi z rodziny górniczej. Mały Gunya na poważnie zaczął zajmować się sportem już w wieku trzynastu lat. Uczęszczał do rostowskiej Szkoły Sportowej, gdzie trenował zapasy stylu wolnego pod okiem trenera Eleftera Kofekidiego. W 1999 roku zdobył Mistrzostwo Rosji, a następnie uzyskał klasę mistrzowską w tym sporcie. Kornev jest kandydatem do klasy mistrzowskiej również w klasyku.

Rostowiczanin w mieszanych sztukach walki zadebiutował w 2007 roku. W swoim pierwszym pojedynku uderzeniami wykończył kojarzonego z gal KSW Ormianina – Ishkhana Zakhariana (MMA 6-13) – szybko poddawany przez Jurkowskiego i Kułaka kolejno na siódemce i ósemce. Bardzo szczodry dla Korneva stał się następny rok, zawodnik znad Donu odklepał przez mata leao stawropolanina Olega Kutepova (MMA 2-6), a potem w znakomitym stylu wygrał wszystkie walki na portugalskim turnieju Pankrationu – World Ultimate Full Contact –  rozprawiając się ze starym znajomym Ormianinem, Belgiem Damienem Berteaux (MMA 6-5) i po dyskwalifikacji z gospodarzem, doświadczonym Rafaelem Silvą (MMA 35-13). Wygrane na galach M-1 nad bułgarskim sambistą Rosenem Dimitrovem (MMA 19-2) oraz Holendrem Nathanem Schouterenem (MMA 16-13-2) przypieczętowały serię zwycięstw przerwaną dopiero w 2009 roku przez znakomitego niemieckiego grapplera, znanego u nas z dąbrowskiej gali IFF – Gregora Herba (MMA 12-5). Już trzy miesiące po swojej pierwszej porażce Rosjanin zrehabilitował się i rzadko spotykanym poddaniem zmusił do kapitulacji Ahmeda Bayraka (MMA 8-7). W tym miejscu na okres dwóch lat porzucił MMA na rzecz rodziny…

Rok temu, po powrocie do sportu – głodny zwycięstw do rekordu dopisał kolejny plus i już w pierwszej rundzie ciosami zdemolował debiutującego Hiszpana Antonio Gonzaleza (MMA 0-1). Kornev narzucił od początku swój styl. Z łatwością bronił się przed próbami obaleń i mocnym lewym naruszył zawodnika z Półwyspu Iberyjskiego, który kilkadziesiąt sekund później nie był w stanie obronić się przed uderzeniami Rosjanina. Po półrocznej przerwie rostowski zapaśnik został zakontraktowany na galę M-1 Global: Fedor vs. Monson – zaskoczony szybkością, siłą, zasięgiem i niskimi kopnięciami rywala w ciężkim dla obu Panów, trzyrundowym pojedynku uległ pokonanemu przez Zontiego Dagestańczykowi –  Salimowi Daudovowi (MMA 4-1). Bohater naszego artykułu miał ogromne problemy w stójce, obijany, obkopywany starał się skrócić dystans i przenieść walkę na ziemię, gdzie nie robił nic poza próbami swoich firmowych dźwigni na kark i odpoczywaniem na przeciwniku. W ostatniej swojej walce na majowej imprezie Legion Fight 11: Russia vs. Bulgaria, na własnym terenie w nieco ponad pół minuty znokautował Bułgara – Stanislava Drakova (MMA 6-4).

Prywatnie – Kornev jest żonaty (żona – Tatiana). Dwójka dzieci: syn Andrei – lat 13, córka Diana – lat 3. W 2002 roku ukończył Nowoczerkaską Akademię Melioracyjną.

– Sportem na poważnie zacząłem zajmować się od trzynastego roku życia, początki to trening zapasów w stylu wolnym u dwóch trenerów – Eleftera Kofekidiego i Gennadiya Kanonykina. W 1999 roku wygrałem Mistrzostwa Rosji w Stylu Wolnym i zdobyłem także klasę mistrzowską w tej dziedzinie zapasów.

– Zwycięstwo na Mistrzostwach Rosji w Zapasach w Stylu Wolnym to więcej niż ogromne osiągniecie. Otwierało przed Tobą perspektywę uczestnictwa w Mistrzostwach Europy i Mistrzostwach Świata, możliwość dołączenia do kadry narodowej na Igrzyskach Olimpijskich. Dlaczego więc zrezygnowałeś z trenowania zapasów?

– Tak się złożyło, że po wygranej na Mistrzostwach Rosji chciałem dalej występować na tak wysokim poziomie, ale u mnie wtedy urodził się syn i musiałem walczyć z kolejnymi problemami. Dlatego na jakiś czas odszedłem od zapasów i zająłem się pracą, która pozwoliła na utrzymanie mojej rodziny. Jeszcze wcześniej przed Mistrzostwami Rosji, dokładnie w 1997 roku dostałem się na studia i tam równocześnie zacząłem zajmować się zapasami klasycznymi. Początkowo oczywiście trochę porzucaliśmy się, ale dalej przyzwyczaiłem się i zaliczyłem nawet normę na kandydata klasy mistrzowskiej. Należałem do reprezentacji uczelni w różnych rodzajach zapasów, a wtedy potrzeba mi było konkretnego trenera.

– Kiedy zainteresowałeś się mieszanymi sztukami walki i stoczyłeś swój pierwszy pojedynek?

– Jako zawodnik, z początku trochę z dystansem traktowałem MMA lub jak wtedy nazywano u Nas – walki bez zasad. W 2007 roku zaproponowali mi pojedynek na turnieju w Adlerze. Tak rozpoczęła się moja przygoda z MMA. W tym samym roku poszedłem do klubu Legion i zacząłem treningi pod okiem Islama Karimova.

– Czy ciężko było opanować techniki bokserskie i parterowe?

– Nie powiedziałbym, aby stanowiło to dla mnie jakiś specjalny problem. Bardzo dużo nauczył mnie Islam Karimov, pomagali koledzy z którymi trenowałem w Legionie. Ja podsuwałem im elementy zapaśnicze w stójce, oni uczyli mnie walki w parterze.

– Po tylu latach zajmowania się zapasami – technika zapaśnicza w parterze wygląda u Ciebie wystarczająco dobrze. A jak się mają duszenia i dźwignie?

– Tak, oczywiście. Doskonale znałem walkę w parterze na regułach wolnych i klasycznych zapasów, jednak techniki BJJ, dźwignie i duszenia były dla mnie kompletnie nieznane i musiałem już od samego początku się z nimi zapoznawać.

– Ile masz na koncie walk w formule MMA?

– Niestety nie prowadzę dokładnych statystyk z początku moich występów, ale możemy powiedzieć, że ogólnie rzecz biorąc mam piętnaście walk, z których dwie przegrałem.

– Kto Cię pokonał?

– Pierwszy raz przegrałem z Niemcem Gregorem Herbem – odklepał mnie przez balachę w czwartej turze klubowych Mistrzostw M-1 Challenge 2009 w Sao Paulo w Brazylii. Druga porażka przyszła z rok Salima Daudova w listopadzie ubiegłego roku.

– Która z Twoich walk najbardziej utkwiła Ci w pamięci?

– Ciężko powiedzieć. Na każdą walkę wychodziłem, jak na ostatnią. Pamiętam wszystkie swoje pojedynki. Najbardziej boli ta porażka z rąk Herba…

Z ważniejszych zwycięstw, najpewniej można wymienić Mistrzostwa Świata w Pankrationie 2008, które odbywały się w Portugalii. Tam stoczyłem trzy walki. Dwa pojedynki były trudne. Pierwszą walkę stoczyłem z aktualnym mistrzem świata Portugalczykiem – Rafaelem Silvą. Druga walka to starcie z Belgiem Damienem Berteaux, które wygrałem w czterdzieści sekund. Trzeci pojedynek ze starym rywalem – Ishkhanem Zakaryanem z  Armenii, również wygrany, ale z ciężką kontuzją nogi. Najtrudniejszą moją walką była konfrontacja z Bułgarem Rosenem Dimitrovem na siódmym M-1 Challenge w angielskim Nottingham. Na moim koncie jest wystarczająco dużo walk i wszystkie one dla mnie były ważne.

– Jakiemu stylowi oddajesz pierwszeństwo – uderzenia czy zapasy?

– Obecnie poziom MMA jest już taki, że dla zwycięstwa trzeba władać całym wachlarzem technik. Jeśli wcześniej zawodników można było dzielić na wyraźnych uderzaczy lub parterowców, to teraz większość z nich staje się przekrojowa. Należy dobrze władać technikami bokserskimi, jak i całym arsenałem w parterze.

– Twoim zdaniem, który ze sportów walki stanowi najlepszą bazę pod MMA?

– Jak dla mnie najbliższe są zapasy wolne i klasyczne, do których mam największą słabość. Bardzo szanuję również bokserów.

– A jaki jest Twój stosunek do dalekowschodnich sztuk walki: karate, taekwondo, itd.?

– Osobiście nie traktuję jakoś specjalnie poważnie. Oczywiście mam szacunek do osób zajmujących się tymi dziedzinami, ale jako tradycyjnych sportów walki ich nie postrzegam.

– Jak wygląda Twój cykl treningowy?

– Codziennie mam dwa treningi, każdy trwa około dwóch godzin. Rano – ogólne przygotowanie fizyczne – trening funkcjonalny, biegi, siłownia, młot. Wieczorem – na przemian zapasy i techniki stójkowe.

– Co porabiasz w czasie wolnym? Czy masz jakieś hobby poza sportem?

– Mam dwójkę dzieci, więc jakie mogę mieć jeszcze pasje?

– Trenujesz tylko w klubie Legion czy również w innych ekipach?

– Nie, w innych klubach nie trenuję. W Legion FT panuje fantastyczna, rodzinna atmosfera. Tutaj mi w zupełności odpowiada.

– Jak dobrze znasz swojego rywala?

– O tym, że przyjdzie mi się bić o pas z Marcinem Zontkiem dowiedziałem się całkiem niedawno. Oglądałem w Internecie kilka jego walk. Po pierwsze to normalny zawodnik, przygotowany kompleksowo, ale ma luki w obronie. Silny fizycznie, dobry zapaśnik, potrafi mocno uderzyć. Wszystko zweryfikuje ring.

– Masz już gotowy plan walki?

– Nie chcę mówić o szczegółach swoich przygotowań. Trenuję w zwykłym reżimie, mam nadzieję, że do pojedynku stanę w wysokiej formie.

– Jak długo jeszcze planujesz występować w formule MMA?

– Zawsze staram się nie patrzeć do przodu. Jeśli będą dobre oferty – dopóki jeszcze jestem w stanie, to będę się bić. Miłą niespodzianką była dla mnie propozycja walki o pas M-1 Challenge, postaram się jak najlepiej wykorzystać tę szansę.

– To bardzo trudna konfrontacja, nie wydaje Ci się, że masz zbyt mało czasu na przygotowania do niej?

– Czasu, oczywiście nie jest dużo, ale nie przeraża mnie to. Zawsze staram się zachować gotowość do walki, niezależnie od tego ile pozostaje czasu do pojedynku. Tak więc w tym zakresie wszystko przebiega normalnie.

– Walczysz od 2007 roku. Jak Twoim zdaniem zmieniło się MMA przez ten okres?

– Oczywiście urósł bardzo poziom zawodników, szczególnie w Rosji. Sądzę, że w najbliższym czasie będzie ciężko konkurować z naszymi zawodnikami. Pojawiło się mnóstwo utalentowanej młodzieży, która będzie w stanie pokonać Brazylijczyków i Amerykanów.

– Z pewnością śledzisz międzynarodowe wydarzenia ze świata MMA ? Których zawodników chciałbyś wyróżnić?

– Staram się przeanalizować cały pojedynek, a nie podejmować się wyróżniania konkretnego zawodnika. Każdy zawodnik chce być zawsze najlepszy, każdy ma swoje wypracowane techniki, taktykę, sposób prowadzenia walki. W MMA nie może być mowy o wyraźnie słabych. Przegrywając kilka pojedynków zawodnik traci motywację i odchodzi. Nie oznacza to, że jest słaby, po prostu nie sprawdza się w tym rodzaju sportów walki. Mając nawet dwie lub trzy walki formule MMA, trzeba zupełnie innej jakości charakteru, niż wymaga od Ciebie mata w zapasach czy ring w boksie. To specyficzny rodzaj sztuk walki i on wręcz zmusza sportowców do specjalnego fizyczno – psychologicznego przygotowania. Oczywiście nie jesteśmy gladiatorami, ale każdy jest gotowy zrobić wszystko dla zwycięstwa.

Karol Dąbrowski
"Miłośnik" MMA. W roli publikującego na Rocksach od 2010 roku. Ogólnie rzecz ujmując Mieszane Sztuki Walki z regionu postsowieckiego. Tłumaczenia cyrylicy, kontrola dostaw gazu do Polski oraz pędzenie 90-cio procentowego bimbru. Na co dzień ponadnormatywny kołchoźnik, amator wódki, pierogów (niekoniecznie ruskich), kartofli, zsiadłego mleka i oddany fan Vyacheslava Datsika.