Nasz kolega Paweł Kowalik przeprowadził bardzo obszerny wywiad z weteranem polskiej sceny MMA oraz regularnym komentatorem największych gal w naszym kraju Łukaszem Jurkowskim. Popularny Juras m.in. analizuje niecały rok w polskim MMA, który minął od debiutu Mariusza Pudzianowskiego MMA oraz ocenia szanse Polaków i perspektywy rozwoju MMA w Polsce na najbliższe lata. Poniżej fragment wywiadu, całość na Sports.pl:
Sports.pl: Latem ubiegłego roku KSW ogłosiło, że dojdzie do walki Pudzianowski – Najman. Jak przez ten rok zmieniło się polskie MMA?
Łukasz „Juras” Jurkowski: Myślę, że zmienił się odbiór dyscypliny przez szersze grono osób. Ratingi telewizyjne na poziomie 6 milionów widzów w przypadku walki Pudzianowski – Najman, a do tego przynajmniej 3-4 miliony widzów, którzy obejrzeli walki poprzedzające zobaczyło czym jest MMA. W porównaniu do wielkich gal bokserskich organizowanych w Polsce, MMA wypada lepiej. Przez ten rok, w którym Pudzianowski wchodzi do ringu i napędza publikę, zaistniało wielu zawodników, którzy do tej pory nie mogli szerzej zaistnieć. Jakiekolwiek komentarze ze strony ortodoksyjnych fanów MMA, że to jest freakshow, że tego nie powinno być, mnie dziwią, bo przy takim toku myślenia KSW nigdy nie wyszłoby poza Torwar. Nie oszukujmy się. Bez „Pudziana” nie udałoby się zapełnić Spodka, czy Atlas Areny. To jest normalna droga marketingowego promowania MMA w Polsce. Wcześniej robiono podobnie w Japonii i w USA, więc ja jestem jak najbardziej na tak. Ja na tym zyskałem, myślę, że moi koledzy, którym przyszło walczyć na tych samych galach co Pudzianowski również.Jakieś negatywne aspekty?
Jako zawodnikowi na początku przeszkadzało mi, że gdy mówiłem, że trenuję MMA, słyszałem, że robię to, co Pudzianowski. Nie do końca, bo Mariusz dopiero zaczyna i dopiero teraz widzimy, że chce iść w stronę bycia poważnym zawodnikiem. Poza tym, mi to nie przeszkadza. Też jestem ortodoksyjnym fanem MMA, ale nie jestem tak zaślepiony, żeby mówić, że Pudzianowski jest zły. Nie czuję się urażony, że trenuję to samo co Pudzianowski. MMA to nie tylko moja pasja, ale także praca i dobrze, że mam z tego uczciwe pieniądze. Przecież Polsat nie transmitował gali Moosin dlatego, że ja tam pojechałem, tylko dlatego, że pojechał tam Pudzian. Ja mam z tego wymierne korzyści, więc dlaczego miałbym być zły na freak fighty? Każdy zawodnik, który startuje na tych samych galach co Pudzianowski ma z tego wymierne korzyści finansowe.A co z tymi, którzy startują na innych, mniejszych galach? Wiele osób nawet nie wie, że powstają nowe organizacje i że w MMA jest coś poza KSW.
KSW jest największą federacją w Polsce, a nawet śmiem twierdzić, że pod względem organizacyjnym w Europie. Po każdej gali KSW, na której walczy Pudzianowski dochodzi około 5 tysięcy osób, które zainteresują się MMA troszeczkę bardziej. Jeżeli te osoby później odpalą sobie z ciekawości jakiś portal branżowy to zobaczą, że są inni fighterzy niż na przykład Janek Błachowicz i że robią dobre wyniki na innych galach, jak np. Held, Polok czy Sajewski. Tych zawodników jest bardzo dużo jak Grabowski czy Drwal, którzy są mało popularni w Polsce. To też jest sukces, że szary Kowalski, z piwem w ręku który oglądał Pudzianowskiego, w poniedziałek w pracy zada sobie pytanie „co to jest MMA?” i zacznie się zagłębiać. Uważam, że młodzi zawodnicy powinni startować na mniejszych galach, a z czasem powstanie jakaś konkurencja dla KSW. Zresztą droga do KSW wiedzie właśnie przez mniejsze gale, a nie uwierzę, że jest w tej chwili w Polsce jakiś zawodnik, który nie chciałby się bić na KSW.
Cały wywiad na Sports.pl






















