106408365 copy copy copy

Jeszcze kilka dni temu, temat ten wydawał mi się przeterminowany i zepsuty do tego stopnia, że „dotykałem” go tylko kijem lub przez chusteczkę. Bo ileż można wywoływać Tomka Drwala i Mameda Chalidowa do walki o prymat w wadze średniej i miano najlepszego zawodnika w Polsce… bla, bla, bla, BLE! Chyba nie ma w polskim MMA walki, o której napisano i powiedziano tak wiele, a która w ogóle się nie odbyła. Temat niby przewałkowany i przez większość środowiska traktowany w kategorii utopii, a jednak wydarzenia ostatnich dni rzucają nań nowe światło. Niestety heroiczna koncepcja promowania czystego MMA, nieskalanego walką dziwaków, zderzyła się z januszową, polską rzeczywistością. Organizacja Pro MMA Challenge poinformowała o odwołaniu planowanej na listopad gali w Częstochowie, której głównym wydarzeniem miał być występ Tomasza Drwala. Powodów pewnie jest kilka, sprzedaż biletów, potencjalny brak sponsorów. Mleko się rozlało, zapłakaliśmy, idziemy dalej.

Do chwili, gdy na polskiej scenie istniały organizacje sterowane przez hurraoptymistów, Drwal mógł liczyć na oferty walk, które spełniają jego oczekiwania w każdym aspekcie. Jednak teraz, po klapie MMA Attack i Prommacu, żaden organizator o zdrowych zmysłach nie przystanie na warunki finansowe takich zawodników jak Tomasz Drwal czy Michał Kita, którzy sportowo mogą wnieść do karty walk naprawdę solidny ładunek, lecz marketingowo jest zdecydowanie gorzej z uwagi na brak rozpoznawalności wśród niedzielnych pasjonatów sportów walki. Samemu zawodnikowi raczej nie będzie się opłacało, a bardziej chciało podejmować rękawicy za niższe stawki. Zapewne Tomasz na nudę, ani braki w domowym budżecie nie narzeka z uwagi na prężnie rozwijającą się Szkołę Walki Drwala. Czy zatem – biorąc pod uwagę polski rynek – termin przydatności Tomasza Drwala jako zawodnika już minął?

Od czasu pierwszych kontaktów na linii KSW – Drwal, które polegały na wzajemnym obrzucaniu się błotem, minęło parę lat. W tym okresie miało miejsce kilka wydarzeń, które faktycznie pozwalają na uzyskanie konsensusu Jedną z głównych okoliczności sprzyjających jest przełamanie włodarzy KSW i zgoda na podpisanie kontraktu uwzględniającego jedną walkę, co było główną przyczyną braku porozumienia między stronami, ponieważ Drwal nie chciał zaparafować, opiewającej na kilka walk, wyłącznościowej umowy. Co prawda, ciężko jest mi w to uwierzyć, biorąc pod uwagę dotychczasowe podejście biznesowych bestii w osobach Kawulskiego i Lewandowskiego, jeśli jednak taka propozycja ze strony KSW wyszła, jest to szansa na eksplozję potencjału i samospełnienie Tomasza Drwala w każdym aspekcie. Sama walka z Mamedem Chalidowem i maszyna PRowa KSW, dałaby krakowianinowi ogromnego kopa marketingowego, co zapewne pozytywnie wpłynęłoby na markę Szkoły Walki i rozpoznawalność samego zawodnika. Jednak prawdziwie „tłuste lata” czekają Drwala w przypadku pokonania głównej gwiazdy KSW. Znając realia panujące w najlepszej europejskiej organizacji i umiłowanie do rewanżów, głównym celem dwójki promotorów byłoby ponowne zestawienie Drwala z Chalidowem. Przypominając, iż ten pierwszy podpisał kontrakt tylko na jedną walkę, śmiem twierdzić, że przy stole negocjacyjnym to on będzie rozdawał karty. Zarobienie kilkuset tysięcy złotych na jednej walce jest sprawą kuszącą i jak najbardziej prawdopodobną. Bowiem przy wspomnianym stole oprócz włodarzy KSW i Tomasza Drwala zasiądą zapewne przedstawiciele stacji Polsat, którzy – jak twierdzi Poliszynel – w stosunku do polsko-czeczeńskiej gwiazdy skąpi nie są.

Należy też zwrócić uwagę na kolejne, mniejsze okoliczności sprzyjające związaniu się Drwala z KSW. Po pierwsze, gala z nr 29. odbywać się będzie w domu „Goryla”, zapewne jest to jedyne miejsce w Polsce gdzie w pojedynku z Chalidowem będzie miał publiczność po swojej stronie. Po drugie, przygotowania do walki, która miała odbyć się 15. listopada rozpoczęte i jest to na tyle wczesny etap, że eksplozję formy można przesunąć na 6. grudnia. Po trzecie, na przeszkodzie stał symbol KSW, jakim był biały ring, swego czasu Drwal zapraszał Mameda do walki w klatce, która według niego jest jedyną pełnoprawną areną do walk MMA, ten warunek również został spełniony.

A co jeśli po potencjalnym pokonaniu Chalidowa, Drwal nie byłby chętny na przedłużenie współpracy z KSW? Możliwą opcją byłby powrót do UFC. Za oceanem czekałyby na krakowianina też niemałe pieniądze. Podczas rozmów kontraktowych odniesieniem mogłaby być „mamedowa” oferta, uwzględniająca 25 tysięcy dolarów za wejście do klatki i drugie tyle za wygraną. W stosunku do tej opcji jestem jednak sceptyczny, biorąc pod uwagę fakt, iż Drwal stosunkowo niedawno odrzucił propozycję jednej z czołowych organizacji na świecie. Być może ze względu na prowadzenie klubu, nie jest zainteresowany częstymi wypadami za granicę.

Następne tygodnie przyniosą odpowiedź na pytanie czy w przypadku Tomasza Drwala jest możliwa zmiana terminu przydatności. Jeśli dojdzie do walki z Mamedem, oczami wyobraźni potrafię zobaczyć zwycięstwo Drwala, a wtedy wszystko może potoczyć się samo i kariera 32-latka z Krakowa ponownie nabierze rumieńców. Pod względem sportowym na pewno jest gotowy na takie wyzwanie, pytanie tylko czy na tym etapie kariery i stabilizacji w życiu prywatnym, pozostały w Tomku ambicje by jeszcze coś udowodnić. Przez wyżej wspomniane wydarzenia i zbiegi okoliczności sytuacja dla Drwala ułożyła się zgodnie z jego postulatami. Pozostaje tyko podpis…