Bardzo intrygującą informację przekazał dzisiaj Marcin Różalski portalowi WP SportoweFakty.

„Różal”, który – jak dowiedzieliśmy się w poniedziałek – zawalczy z Fernando Rodriguesem Juniorem o pas mistrzowski wagi ciężkiej KSW na gali na Stadionie Narodowym, pierwotnie miał się bić z innym rywalem. Włodarze Konfrontacji Sztuk Walki chcieli doprowadzić do rewanżu „Płockiego Barbarzyńcy” z Mariuszem Pudzianowskim.

Różalski wspomniał o trzech ofertach. Jedna z nich była „totalnym gnojem, nie do zaakceptowania”, druga „fajna”, a trzecia właśnie o tytuł mistrza królewskiej kategorii wagowej. Tak o propozycji pojedynku z Brazylijczykiem mówi Marcin:

Dostałem ofertę i ją zaakceptowałem. I tu nie chodzi nawet o wyznaczenie, kto jest mistrzem. Otrzymałem propozycję walki z młodym, głodnym sukcesu chłopakiem, który przy okazji jest mistrzem. Tu chodzi o wyczyn! Przecież on zrobi wszystko, żeby mnie zmiażdżyć, pobić, a ja kocham takie właśnie wyzwania. Zawsze powtarzałem, że chcę takich starć. Gdybym odmówił, wyszedłbym na hipokrytę. Poza tym trudno mi znaleźć odpowiednią motywację, żeby wchodzić do klatki. Ta wydaje się idealna.

Różalskiemu podoba się styl prowadzenia walki przez najbliższego rywala. Pogromca Karola Bedorfa lubi wchodzić w wymiany stójkowe, co odpowiada Marcinowi:

Po tym, co pokazał Fernando Rodrigues w walce z Karolem Bedorfem, można założyć, że starcie moje z nim będzie jedną wielką burzą z piorunami i huraganem. On po prostu idzie na pełną wymianę bez żadnych oporów. Jestem podobnym zawodnikiem i mam nadzieję, że będziemy tam padać od ciosów i ze zmęczenia. Wydaje mi się, że zostaliśmy ze sobą zestawieni, ponieważ gwarantujemy bójkę, widowisko.

„Różal” ujawnił także nieco zakulisowych informacji dotyczących finansów. Zawodnik przekazał, że za rewanżową walkę z Mariuszem Pudzianowskim mógłby zarobić więcej pieniędzy, jednak wolał pójść pro-sportową drogą:

Za rewanżowe starcie z Mariuszem dostałbym więcej kasy niż za starcie z Fernando Rodriguesem. Wybrałem walkę z Brazylijczykiem, bo ona będzie miała wyznacznik sportowy. Będę się bił z gościem, który jest zawodnikiem z krwi i kości, który nie „beczy” po przegranej. Nie chcę robić kroku w tył. Pudzianowski przegrał z Peterem Grahamem i ze mną. Ostatniego epizodu w jego karierze nie traktuję jako wielkiego powrotu. Jeśli on się odbuduje w starciu z wymagającym rywalem, którego nie będzie sobie dobierał, to wtedy możemy pogadać o rewanżu. Niech sobie na to zasłuży. Inna sprawa, że straciłem do niego cały szacunek po tym, jak obejrzałem u was wywiad, którego Pudzianowski udzielił po przegranej ze mną.

Różal chwilę później sprecyzował, że miał na myśli wywiad dla serwisu WP SportoweFakty, gdzie „Pudzian” stwierdził, że nie odklepał poddania:

Zaraz po gali gadał, że chce rewanżu, że może ze mną walczyć za chwilę, pod halą, że on wcale nie poddał walki. Chociaż mierzyliśmy się w maju, to przyznam szczerze, że obejrzałem tę rozmowę dopiero przed grudniową galą w Krakowie. Wtedy też spotkałem Pudzianowskiego w hotelu i doszło do spięcia pomiędzy nami. Wszystko mu wypomniałem. Po tym, co powiedział, w moich oczach stał się sportowym zerem. Jak można tak „płakać” i wyrażać się w ten sposób o koledze? Pudzianowski tłumaczył później, że te słowa padły pod wpływem emocji. Czy mam przez to rozumieć, że pod wpływem emocji można powiedzieć wszystko? W moim świecie tak to nie działa.

Cała rozmowa Marcina Różalskiego z Arturem Mazurem z portalu WP SportoweFakty dostępna jest tutaj.