
Nie oczekujemy słów wdzięczności, ale niech ludzie pamiętają, kto otwierał te drzwi – mówi w ekskluzywnym wywiadzie dla Sports.pl Maciej Kawulski, współwłaściciel federacji KSW.
Sports.pl: Znasz innych promotorów, którzy mogą pochwalić się tym, że wygrali z numerem 1 w jednej z kategorii wagowych w swoim kraju?
Maciej Kawulski (współwłaściciel KSW): Nie znam drugiego takiego przypadku (śmiech). Próbuję sobie przypomnieć, ale chyba jestem jedyny. Nie traktuję tego jednak w kategoriach wielkiego wyczynu. Wydaję mi się, że w tamtych czasach byłem niezły, a istnieje taka możliwość, że Łukasz Leś jeszcze taki niezły nie był. Trzeba pamiętać, że to wszystko było ładnych kilka lat temu. Przez ten czas widziałem zawodników, którzy ze wszystkiego kończyli z zerem i takich, którzy z niczego weszli na szczyt. W związku z tym nie patrzę na to przez pryzmat zwycięstwa nad numerem jeden w Polsce, tylko cieszę się, że kilka lat temu biłem się z Łukaszem Lesiem i z nim zwyciężyłem. Gdybym jednak próbował siebie analizować przez pryzmat dzisiejszych rankingów, to byłoby niezdrowe.
Nie żałujesz, że skończyło się tylko na jednej zawodowej walce?
Może nie wszyscy o tym wiedzą, ale miałem dość ciężki wypadek samochodowy, który uniemożliwił mi dalsze starty. Ochotę jednak miałem. W tej całej sytuacji śmieszne jest to, że kolejną walkę miałem mieć z Antkiem Chmielewskim, który dziś jest moim zawodnikiem. Wtedy byliśmy w jednej wadze. Do tej walki, na moje szczęście, nie doszło. Ogólnie nie żałuję, że tak się sprawy potoczyły. Pewnie gdybym wtedy nie związał się w innej roli z MMA, pewnie bym tęsknił. Jestem w tym na bieżąco, widzę co dzieje się w narożniku podczas walki, obserwuję kariery, a niektóre z nich tworzę. Poza tym, cały czas trenuje
Cały obszerny i bardzo ciekawy wywiad naszego kolegi Pawła Kowalika z szefem KSW jest do przeczytania na stronie Sports.pl Polecam 🙂






















