Ostatni przeciwnik Mameda Chalidowa, Bret Cooper który przewalczył z zawodnikiem Arrachionu Olsztyn trzy pełne rundy postanowił wyprzedzić matchmakerów KSW i sam zgłosił się do kolejnej walki rzucając wyzwanie Michałowi Materli. Amerykanin mimo porażki z Mamedem, w walce postawił twarde warunki i zaprezentował się z bardzo dobrej strony. W poniższym wideo Cooper postanowił rzucić wyzwanie „Cipao” ale również odnieść się do walki w Krakowie:
Biorąc walkę z Mamedem w Polsce wiedziałem że będę go musiał skończyć, lub przegram przez decyzję. Zrobiłem wszytko co mogłem aby wygrać z nim przed czasem. Miałem lekkie problemy z szybkością, ale Mamed też sporo biegał i unikał walki ze mną. Kilka razy byłem centymetry od zadania decydującego ciosu ale ostatecznie nie udało mi się to. Mimo że przegrałem walkę to naprawdę nie czuje się pokonany.
Mamed po walce używał wymówek mówiąc że miał problemy z plecami czy nogami, ale każdy może tak powiedzieć. Na początku września złamałem stopę i czekałem 8 tygodni na to aż się zagoi. Jak tylko mogłem to zacząłem trenować, dużo wcześniej niż powinienem tylko po to żeby przygotować się dobrze do walki z Mamedem. Wymówki są słabe ale rozumiem też czemu to powiedział. Musiał jakoś wytłumaczyć swoim fanom w Polsce dlaczego stoczył ciężką walkę i nie poszło mu tak łatwo jak zawsze.
Nie jestem zadowolony z wyniku walki ale nie jest to też coś czego się nie spodziewałem. Jadąc do Polski słyszałem plotki że sędziowie mogą być stronniczy. Ale tak naprawdę to co chciałem zrobić to rzucić wyzwanie mistrzowi KSW, Michałowi Materli. Mamed jest supergwiazdą ale to Michał ma pas mistrza. Chcę więc walczyć z mistrzem i wiem też że Mamed nie będzie chciał walczyć ze mną drugi raz bo czekać go będzie ciężkie starcie. Więc Chalidow może zatrzymać sobie swój tytuł supergwiazdy, a ja będę szczęśliwy trzymając pas mistrza wagi średniej.























