francis-ngannou-esther-lin

(Fot. Esther Lin / MMAFighting)

Francis Ngannou niechętnie opowiada o swojej przeprowadzce z Kamerunu do Francji. Ogromny ciężki, który wzbudza strach u niejednego obserwatora sceny MMA, nie miał lekkiego życia.

„Opuściłem Kamerun by móc żyć, po prostu żeby przetrwać.” – powiedział Ngannou w rozmowie z MMAjunkie. „Gdy przebywałem w Kamerunie, nie widziałem swojej przyszłości.”

Francis szukał pracy, by mieć co włożyć do garnka. W kraju, gdzie średnio zarabia się 1300 dolarów rocznie, ciężko o zapewnienie sobie godnego życia.

„Nie było łatwo” – stwierdził 29-latek.

Ngannou podjął decyzję o przeprowadzce. Zapatrzony w Mike’a Tysona z czasów świetności, Francis uważał, że trening boksu może zapewnić mu lepsze życie. Przeprowadził się do Francji, ale i tam początkowo było bardzo ciężko. Zmiany na lepsze nadeszły dopiero trzy lata temu, kiedy zawitał do paryskiego „MMA Factory”.

„Mój kolega zadzwonił do mnie i powiedział, że jakiś wielki gość pytał się, czy mógłby trenować w klubie.” – powiedział MMAjunkie właściciel „MMA Factory” Fernand Lopez.

„Następnego dnia przyszedłem do klubu i Francis już tam był. Pogadałem z nim i dałem mu dwie torby pełne ciuchów, a także sprzęt typu ochraniacze i rękawice. Powiedziałem: „Proszę, możesz trenować MMA.” Tego samego dnia trenował w grupie początkującej. Nie wiedział nic o MMA, ale sposób jego myślenia i to, jak się poruszał… Był tak bystry i szybko się uczył… Nie mówiąc już o jego niesamowitej sile. Wiedziałem, że jak będzie dalej trenował, to zostanie mistrzem.

Lopez był zafascynowany Francisem. Wkrótce jednak zrozumiał, że Ngannou potrzebuje czegoś więcej niż tylko treningu:

„Zapytał, czy może zostawić swoje torby w klubie, bo na zewnątrz nie jest bezpiecznie. W tym momencie zrozumiałem, że on był bezdomny. Zaproponowałem mu nocleg w klubie. Potem zaczęliśmy poszukiwania jakiegoś przyzwoitego miejsca do życia.”

Ngannou marzył o zostaniu bokserskim mistrzem świata, ale z pomocą Lopeza skupił się na Mieszanych Sztukach Walki. Jak wspomina trener, gdy Ngannou zadebiutował w listopadzie 2013 roku, transformacja była kompletna.

„On po prostu pokochał MMA” – powiedział Lopez.

Mimo porażki przez decyzję w drugiej walce, Ngannou udanie wrócił na zwycięską ścieżkę. Cztery kolejne walki zakończył przed czasem, czym w grudniu 2015 roku zagwarantował sobie kontrakt z największą organizacją MMA świata. W UFC wszystkie dotychczasowe trzy pojedynki zakończył nokautami, czym zwrócił na siebie wzrok pozostałych zawodników dywizji ciężkiej.

W międzyczasie Ngannou zdał sobie sprawę, że jego życiowe doświadczenia mogą pozytywnie zaprocentować u reszty rodaków z Kamerunu. Francis zaangażował się w działalność charytatywną w swojej ojczyźnie, by pomóc tym, którym nie poszczęściło się tak, jak jemu.

„Chcę stwarzać możliwości dzieciom, które jak ja marzą o tym sporcie, ale nie mają gdzie się rozwijać. Ostatni raz, gdy byłem w Kamerunie, przywiozłem sporo materiałów do boksu i MMA. Właśnie kupiłem dużą nieruchomość, gdzie powstanie klub.

„Teraz dużo dzieciaków w Kamerunie, dzięki mnie, ma o czym marzyć. Mówią: „Będę mistrzem w MMA, będę boksował jak Francis”, ponieważ wiedzieli mnie jak byłem młodszy. Nie miałem nic. Nie miałem żadnych perspektyw. A teraz, widzą mnie i marzą. Wiedzą, że wszystko jest możliwe. Nawet gdy są tak bardzo biedni, coś w życiu może się dobrego zdarzyć… Nie jest łatwo. Jest bardzo ciężko, ale to jest możliwe.”

„Zawsze śniłem o dużych rzeczach, a teraz mam sposobność do realizacji swoich marzeń. – mówi Ngannou. „Teraz moim celem jest zostanie mistrzem wagi ciężkiej.”