W najbliższą sobotę będziemy świadkami drugiej próby podboju rynku mma ze strony Affliction a w main evencie zbliżającej się gali zawalczą ze sobą Fedor Emelianenko i Andrei Arlovski. Być może zamiast słowa „podbój” bardziej pasuje tu zwrot „walka o przetrwanie”, bo jeśli Day of Reckonig okaże się finansową klapą to trzeciej gali spod znaku trupich czaszek najprawdopodobniej nigdy nie zobaczymy. Ten problem należy jednak do v-ce prezydenta Affliction Toma Attencio, my natomiast spokojnie możemy zająć się przeanalizowaniem słabych i mocnych stron fighterów.

Obalić imperatora.
Walki Fedora Emelianenki niezależnie z kim by one nie były zawsze niosą ze sobą dwojakie konsekwencje. W przypadku wygranej Rosjanina wszystko zostaje „po staremu” – Emelianenko ciągle uznawany jest bezsprzecznym królem wagi ciężkiej potwierdzając tym samym swą klasę, jego rywal z kolei nie traci zupełnie nic, gdyż i tak z góry spisywany był na straty. Gdyby jednak walka zakończyła się na niekorzyść Jemelianenki jego oponent w jednej chwili awansował by w rankingach na pierwsze miejsce zyskując przy tym sławę i ogromne pieniądze – a to wszystko za sprawą zwycięstwa nad niepokonanym dotychczas mistrzem PRIDE.
Zważywszy na to iż jak na razie nikomu nie udało się pokonać Fiodora (Kohsakę celowo pomijam) nie można dziwić się Arlovskiemu, który staje na głowie by jego życiowa szansa była zauważona przez jak największą liczbę fanów.
Ogromny boost jakiego doznał by Białorusin po pokonaniu Fedora wywindował by go na sam szczyt a to zapewne bardzo kusząca perspektywa.

Nazwisko rosyjskiego mistrza PRIDE FC w oczach wielu fanów nieco straciło na blasku po tym jak od walki z Mirko Filipovicem (2005 rok) Fedor stoczył pięć pojedynków z mało klasowymi rywalami. Oczywiście można się sprzeczać o ów zwrot „mało klasowymi” w przypadku zawodników takich jak  Mark Coleman, Mark Hunt, czy też Matt Lindland jednak nie można ukryć, że w owym czasie można było wymyślić bardziej wyrównane zestawienia niż powyższe (o „starciach” z Zuluzinio lub Choiu nie wspominając).
Wątpliwości co do formy mistrza rozwiewa pojedynek z Timem Sylvią podczas Affliction: Banned, który kończy się przez RNC na „pokrace” już w 36 sekundzie walki.
Wszyscy malkontenci zamknęli usta a „ochy i achy” powróciły z powrotem na języki fanów z całego globu.

Były mistrz UFC opuszcza oktagon po zwycięskiej walce z Jake’iem O’Brianem (TKO) UFC 82 i zadomawia się w organizacji „czaszko ciuszków”. Jak się okazuje podczas pierwszego eventu Affliction znakomity trener boksu Freddie Roach przekształcił ręce „Pitbulla” w prawdziwą bokserską broń zagłady od której bardzo efektownie poległ Ben Rothwell. Kolejnym potwierdzeniem znakomitych umiejętności pięściarskich Andreia było jeszcze efektowniejsze KO na Royu Nelsonie podczas EliteXC Heat.

Oczywiście cały team Arlovskiego szybko znalazł sposób na skuteczny „trash talking” i z każdej strony atakuje media informacjami o wyśmienitym boksie Andreia, który będzie recepta na pokonanie Fedora i otworzy mu drogę do startów w boksie zawodowym.
Fedor natomiast jak to miewa w zwyczaju zamiast wdawać się w pogaduszki woli skupić się na treningu, a do tej walki przygotuje się wyjątkowo dobrze bo jak sam powiedział – Arlovski jest bardzo wymagającym rywalem a to wymaga specjalnego przygotowania.

Stójka.
Jak pisałem wyżej Rach podniósł umiejętności bokserskie Andreia o kilka leveli i to właśnie stójka będzie w tej walce najgroźniejszą bronią Białorusina. Świetne ręce (wystarczy spojrzeć na to jak Andrei operuje prostymi, czy też na kombinację prawy sierp, prawy podbródkowy którym posłał na deski Rothwella, oraz którą otworzył sobie drogę do nokautującego ciosu w walce z Neslonem) wsparte dobrymi kopnięciami (skuteczny low kick) to szansa na pokonanie Jemeliananki. Pojedynki z dobrymi technicznie stikerami (zwłaszcza ten z „Cro Copem”) pokazały słabe strony Fiodora, który raz po raz był punktowany prostymi Chorwata. Boks Andreia jest obecnie najlepszym jaki możemy oglądać w wadze ciężkiej mma i powinien być skuteczną odpowiedzią na mało techniczne cepy Rosjanina.

„The Last Emperror” z cała pewnością nie jest technicznym stójkowiczem, jednak jego standing game posiada kilka niezwykle istotnych atutów. Przede wszystkim szybkość i dynamika – Fedor jest chyba najdynamiczniejszym zawodnikiem wagi ciężkiej na świecie a to w połączeniu ze świetnym timingiem sprawia że „tyczki” jakie śle w stronę rywali zazwyczaj posyłają ich na deski.

Zarówno Arlovski jak i Emelianenko posiadają mocny cios z tym, że Andrei potrafi jednym uderzeniem zakończyć walkę co Rosjaninowi nigdy się nie udało. Emelianenko raczej „preferuje” posłać rywala na deski silnym punchem i wykończyć go gnp.

Po znokautowania Marka Hunta przez o wiele mniejszego Melvina Manhoefa podczas tegorocznego Dynamite wielu ludzi utwierdziło się w przekonaniu, że „nie ma zawodników z mocnymi szczękami, są jedynie źle trafieni.” Ja nie zgodzę się z tym stwierdzeniem, oczywiście nie wierzę w istnienie fightera którego nie da się znokautować jednak uwarunkowania genetyczne sprawiają, że jedni potrafią wytrzymać więcej niż inni.
Gdybym miał to do czegoś porównać zrobił bym to na przykładzie tarczy do darta, gdzie sam środek (10 pkt) to punkt, który sprawia że każde silne uderzenie kończy się zgaszeniem światła u przeciwnika, natomiast cios w obrzeża (1 pkt) nie robi na tym samym przeciwniku najmniejszego wrażenia. Na takiej tarczy punkt w którym można znokautować Fedora umieścił bym gdzieś w granicach 7, Arlovskiemu dałbym najwyżej 4.

Grappling.
Obaj zawodnicy wywodzą się z Sambo (Białorsin wywalczył srebrne medale na mistrzostwach świata z kolei Fedor osiągnął już w rosyjskiej sztuce walki wszystko co było do osiągnięcia) i bazują przede wszystkim na sprowadzeniach z klinczu, jednak Emelianenko zdecydowanie przeważa w tej płaszczyźnie.
Zapasy „Pitbulla” są poprawne (i tylko poprawne) a jego takedowny są łatwe do przewidzenia (Nelson bardzo ładnie skontrował próbę obalenia i w efekcie w parterze znalazł się w górnej pozycji).

Na ziemi przeważał będzie Fedor, co do tego nie mam najmniejszych wątpliwości. Wiele osób uważa, że parter Białorusina jest bardzo dobry jednak po walce z Nelsonem muszą mocno zweryfikować swe poglądy na ten temat. Już w walce z Rothwellem można było odczuć, że Arlovskiemu często brakuje pomysłu na wygranie walki na ziemi (z jednej strony próby leg locków, z drugiej całkowita bezradność kiedy Ben znalazł się w górnej pozycji), ale dopiero pojedynek z Nelsonem obnażył parterowe braki Białorusina, którymi są słabe ucieczki z pozycji zagrożonych.

Emelianenko na ziemi dysponuje zarówno świetną kontrolą z góry, bardzo mocnym i celnym g&p oraz szeregiem submission tak z gardy jak i z górnych pozycji a to będzie arsenał na który Andrei nie będzie miał żadnej odpowiedzi.

Scenariusz.
Ta walka może skończyć się zarówno w stójce jak i w parterze. Różnica jest taka, że w stójce może wygrać zarówno jeden jak i drugi, w parterze natomiast zwycięzcą może być tylko Rosjanin (mimo całej nieprzewidywalności mma nie potrafię sobie wyobrazić jak Fedor mógłby przegrać walkę na ziemi).
Ostatni pojedynek Arlovskiego pokazał, że mimo całego technicznego kunsztu jaki osiągnął pod okiem Roacha można go celnie trafić – Roy trafił lewym sierpem, który mocno zachwiał „Pitbullem”.
Skoro lewy sierp Nelsona potrafił wytracić z równowagi Arlovskiego, taki sam lewy Fedora pośle Andreia na deski a szklana szczęka nie pozwoli mu wybronić się przed natychmiastowym ground and pound rosyjskiego imperatora.

Jakub Bijan
FREESTYLE || GRECO