Andrei Arlovski (MMA 15-9) przebywał w Dagestanie, gdzie trenował zapasy w stylu wolnym ze światową czołówką tej dyscypliny. The PitBull w trakcie obozu znalazł chwilę by odpowiedzieć na pytania użytkowników portalu www.mixfight.ru. Powstała naprawdę bardzo solidna lektura. Ten arcyciekawy wywiad przeprowadził pod koniec czerwca Magomed Aliev. W materiale Arlovski opowiedział jak znalazł się w Dagestanie i jak wyglądają treningi zapasów z tamtejszą reprezentacją. Podzielił się wrażeniami po ostatnich ćwierćfinałach turnieju Strikeforce i wyraził swoje zdanie na temat ewentualnej walki z Werdumem. Białorusin poddał się również samokrytyce – opowiedział o swoich ostatnich porażkach i swoich umiejętnościach w stójce. Po kliknięciu tłumaczenie i zdjęcia, które z kolei pochodzą z www.valetudo.ru/redforum. Enjoy!

-Jesteś już drugi raz u nas w Dagestanie. Przyjechałeś tutaj specjalnie na obóz, aby podciągnąć swoje zapasy czy po prostu w odwiedziny?

– Tak, rozmawiałem z Muradem Gaidarovem (przyp. brązowy medalista z Pekinu w kategorii poniżej 74 kg), a następnie z Sazhidem Sazhidovem (przyp. brąz w Atenach -84 kg), który jest głównym trenerem reprezentacji. Zapytałem czy mogę przyjechać po prostu potrenować tutaj, trochę podciągnąć się w zapasach w stylu wolnym. Odpowiedział mi: Oczywiście możesz przyjechać. No i w taki sposób nie przyjechałem w gości, tylko od razu na obóz.

-Czy jesteś zadowolony z treningów z reprezentacją Dagestanu? Nauczyłeś się czegoś nowego i przydatnego?

-Powiem tak – z pewnością nie można wyobrazić sobie lepszego miejsca do treningu zapasów. Miałem możliwość pracować z najlepszymi zapaśnikami. Oni pokazali mi techniki, podciągnęli mnie, oczywiście każdą walkę z nimi przegrywałem, ale moim zadaniem było urwać choćby jeden punkt. Opiekował się mną Sazhid Sazhidov, a ja po każdym treningu (śmiech)… jak dziecko podbiegałem do niego i pytałem: I co trenerze – jesteś ze mnie zadowolony? On odpowiadał: Tak, w porządku, ale można było lepiej. W taki właśnie sposób on nieustannie mnie motywował. Oczywiście kiedy w teamie pojawia się nowy człowiek, wszyscy patrzą na niego, jakby to powiedzieć trochę krzywo, ale wtedy również jest ogromna intensywność pracy, bardzo poważne obciążenie rozpoczęło się z końcem pierwszego tygodnia i w bieżącym tygodniu. Na początku pracowałem tylko z Sazhidem. Treningi były po prostu rewelacja.

-Trenujesz tutaj czyste zapasy w stylu wolnym czy łączysz treningi z MMA?

-Tylko zapasy, dlatego że w zasadzie w Ameryce mam możliwość treningu czy BJJ, czy boksu czy kickboxingu. Mam dobrego trenera, ale to czego mi brakuje, to porządna szkoła zapasów. Trafiłem do raju tej dyscypliny i staram się wykorzystać każdą wolną chwilę, aby największą uwagę poświęcić zapasom, nie technikom bokserskim czy parterowym – a właśnie płaszczyźnie zapaśniczej. Zdaję sobie sprawę, że jest to naprawdę ta płaszczyzna, której mi brakowało. Tutaj wszystkie treningi rządzą się regułami wolnych zapasów. Jak gdyby próbuję się przestawić, wtedy przegrywam i denerwuję się. Staram się zrewanżować, ażeby nie tylko wynosić korzyści ze wspólnych treningów, choć jestem jeszcze żółtodziobem w zapasach – próbuję pomagać chłopakom, którzy ze mną trenują.

-Oglądałeś ćwierćfinały turnieju ciężkiego Strikeforce: Overeem vs. Werdum?

-Nie, nie oglądałem ćwierćfinałów, ale moje chłopaki, moi przyjaciele przysyłali mi SMS-y, stąd wiem jak to wszystko poszło.

-Kto twoim zdaniem teraz jest faworytem Grand Prix?

-Myślę, że Barnett lub Overeem będzie zwycięzcą.

-A Ty komu będziesz kibicować?

-Jakby tobie to powiedzieć – być kibicem to nie to samo co kibicować, ale pierwszeństwo, jeśli mam wybierać, oddałbym bardziej Barnettowi, a następnie Overeemowi.

-Jakie masz plany na najbliższą przyszłość, czy mógłbyś określić datę swojej kolejnej walki?

-Przybliżona data jest znana – to koniec sierpnia, a gdzie i z kim – tego jeszcze nie wiem, dlatego też nic konkretnego powiedzieć nie mogę.

-W jednym z ostatnich wywiadów Fabricio Werdum powiedział, że następną walkę chciałby stoczyć z Tobą lub Brettem Rogersem. On chciałby skrzyżować rękawice z którymś z zawodników, którzy odpadli z turnieju. Jak Ty się na to zapatrujesz?

-Powiem tak, przegrany – często nie jest przegrany… Nie chcę być bezczelny, ale skopałem mu tyłek, gdy walczyliśmy w UFC. Jeżeli chce się bić, czemu nie, czemu nie. Chwała Bogu na tę chwilę mam inne plany. Mój menedżer prowadzi negocjacje, szuka dla mnie właściwej drogi, abym powrócił do elity. Dlatego, że po czterech porażkach z rzędu nie jestem już w pierwszej dziesiątce lub nawet piętnastce najlepszych ciężkich. Osobiście mnie to denerwuje, ale równocześnie motywuje do tego, aby z powrotem wrócić na szczyt. Dołuje mnie trochę sytuacja w której wszyscy w Ameryce, spotykając ciebie na ulicy, mówią, że niby jesteś mocnym fighterem, a potem za plecami obrabiają cię jako przeciętnego zawodnika. Kiedy przyjechałem tutaj, miejscowe chłopaki chciały sobie zrobić zdjęcie ze mną, jakbym przyjechał tu jako mistrz czy triumfator jakiegoś turnieju albo chociaż był w pierwszej trójce najlepszych zawodników. Zrobiliśmy zdjęcia, ale mam jakiś wewnętrzny konflikt. Trochę mnie to irytuje i motywuje do mocniejszych treningów, ponieważ chciałbym wrócić, zwłaszcza do Dagestanu, jako mistrz lub jeden z najlepszych zawodników.

-Wielu fanów martwi się o Twoje zdrowie i uważa, że powinieneś zakończyć karierę, zwłaszcza po ostatnich porażkach. Co możesz powiedzieć na ten temat?

-Oczywiście nie ma potrzeby się zamartwiać, z góry dziękuję za troskę. Ale w rzeczywistości nie macie pojęcia jak wyglądała cała sytuacja – kiedy byłem znokautowany i zupełnie wyłączony. Po każdej walce przechodzę badania lekarskie i ich wyniki są doskonałe. A co do drugiej kwestii w głębi duszy jestem przeciwko kończeniu kariery. Tak, zupełnie nie mam zamiaru kończyć kariery. Druga kwestia – mój poprzedni trener – za moimi plecami powiedział, że Arlovski niby upadł i musi zakończyć karierę… A ja zakończyłem współpracę z nim i aktualnie trenuję pod okiem Grega Jacksona. On jest moim głównym trenerem. Po walce z Kharitonovem zapytałem go: Słuchaj Greg, zdaję sobie sprawę, że taka osoba jak Ty nie może się mylić, ale muszę znać Twoją opinię – czy to pora by zakończyć karierę? On odpowiedział: Co? Oczywiście, że nie. Po pierwsze w wadze ciężkiej MMA, ponieważ walczymy w małych rękawicach – w zasadzie wszystko może zależeć od jednego strzału. Po drugie ludzie wierzą we mnie, dlatego przyjechałem do Dagestanu, tutaj każdy pojedynek z chłopakami to prawdziwe uderzenie – zawsze ktoś dozna jakiegoś rozcięcia lub kończy z podbitymi oczami, sińcami. Tutejszy charakter, tego mi brakowało. Kiedy trenowałem w Ameryce, mówiono mi: Wrzuć na luz, bo doprowadzisz sparingpartnera do kontuzji i jutro nie będziesz miał z kim trenować. A tutaj widzę prawdziwy charakter… Nawet jeśli brak siły lub techniki, samym sercem do walki jesteś w stanie powalić. I tak oto teraz podpatrzyłem wiele rzeczy. Kiedy wrócę, będę trenować zupełnie inaczej. Tutaj rywal zakłada rękawice, kask i staje ze mną w ringu lub klatce – trzeba pracować na całego, nie ma czasu na pobłażanie, nie ma przebacz. Gotów bić się? Wszystko przed nami.

-Jak sądzisz czego zabrakło w ostatnich walkach, aby zaliczyć udany występ?

-Trochę sportowego szczęścia, trochę wytrwałości. Jak powiedział mój trener: Wszystko z konieczności prowadzi do najwyższych celów. Siedziałem tutaj i rozmawiałem z Sazhidem. On powiedział: Słuchaj, jeżeli przegrałeś oznacza to, że musisz się bardziej zdopingować – każda walka powinna być jak ostatnia… Jestem bardzo szczęśliwy, że przyjechałem tu i z pewnością nie będzie to ostatnia wizyta. Jeśli tylko pojawi się możliwość, przyjadę tutaj i będę trenować.

-Sergei Kharitonv przed walką z Tobą powiedział, że masz pewne luki w technice bokserskiej, a on wykorzysta to. Jak to skomentujesz i czy zgadzasz się z tym, że właśnie ten aspekt wpłynął na twoją porażkę?

-Właściwie nie chcę wchodzić z nim w dyskusję. Jeśli on tak sądzi, taka wola. Następnym razem możemy bić się na zasadach meczu bokserskiego. Po drugie, gdy starał się mnie uderzać w korpus, ja trzymałem go za głowę – wtedy latał na lewo i prawo. Próbowałem pokazać mój fantastyczny, nie do przejścia napór. Specjalnie pracowałem pod kątem tej walki. Jeżeli on tak myśli, na Boga, niech ktoś zorganizuje walkę bokserską. Ale jak to się mówi zwycięzców się nie ocenia i on może mówić wszystko, na co ma ochotę. Nie będę się usprawiedliwiał, ani negował jego technik bokserskich. Tak – on wygrał tę walkę. Taka jest prawda – jemu właśnie zawdzięczam odpadnięcie z Grand Prix, ale jeżeli kiedyś drugi raz się spotkamy, wówczas nie będzie miał już takiego prezentu.

-W swoich walkach stawiasz w zasadzie na techniki uderzane. W przyszłości zobaczymy nowego Arlovskiego z innym stylem prowadzenia walki, być może z większą ilością zapasów i obaleń?

-Mogę obiecać, że będę pracował nad tymi płaszczyznami, które są u mnie na ten moment słabsze, tak jak zapasy czy boks… Tak, boks również. Przed walką z Fedorem Emelianenko sparowałem z bokserami z pierwszej dziesiątki w USA, w klubie Freddiego Roacha. Rozumiesz – jeden taki głupi błąd – skok z kolanem – spowodował, że ludzie zaczęli szkalować mnie. Zapłaciłem za to. W zasadzie to wszystko. A ja tak jak trenowałem, będę dalej trenował zapasy, boks, muay thai, BJJ – wszystkie te płaszczyzny będą stanowić reżim treningowy. Nie będę nic zmieniał, po prostu będę dużo oraz intensywnie trenował i przy pierwszej okazji powrócę tutaj, do Dagestanu – Machaczkały czy Chasawjurtu, aby trenować z zapaśnikami stylu wolnego. Mówię Ci – przyjechałem tutaj, trenuję z Beylalem Makhovem (przyp. Mistrz Świata i Europy w zapasach w stylu wolnym w kategorii do 120 kg). Tak w ogóle mam już delikatne urazy szyi i ręki. Gdyby dziś Sazhid nie zakończył sesji prawdopodobnie trenowalibyśmy do wieczora. Mówiąc metaforycznie byłem już wyciśnięty jak cytryna, a Beylal dopingował mnie zawsze: Dawaj, dawaj. Nieustannie na mnie napierał. Nawet mówił w ten sposób: Dawaj, do kresu sił. Ja zdaję sobie sprawę, że na dzień dzisiejszy on jest w zasadzie jednym z najlepszych zapaśników na świecie. Uczy mnie technik zapaśniczych i jednocześnie stara się nie doprowadzić do jakiś urazów. Ogólnie to jest wszystko, czego mi potrzeba. On posiada siłę, technikę, raz cisnął mną tak mocno, że musiałem zakończyć trening. Ale pomaga mi i sam pyta czy zakończyć już sparing. Podsumowując, mam nadzieję, że ja w jakiś sposób też go zmuszam do wysiłku i również czuje się spełniony. Z kolei Sazhid cały trening siedzi i obserwuje – zwraca uwagę na to, co robię poprawnie, a co nieprawidłowo. Przypuśćmy ma miejsce jakaś sytuacja, gdzie zachodzą nieprawidłowości – Beylal powraca ze mną do pierwotnej pozycji, a Sazhid udziela wskazówek. Wszystko przebiega doskonale. Generalnie jestem bardzo zadowolony z obozu. Szczerze mówiąc w ostatnim czasie dawno nie miałem takich treningów i takiej efektywnej pracy.      

-Z kim masz zamiar przygotowywać się do kolejnej walki?

-Wspominałem już, że zmieniłem sztab trenerski. Obecnie moim głównym trenerem w Stanach Zjednoczonych jest Greg Jackson. Wracam, maksymalnie parę tygodni z pewnością spędzę w Chicago, a następnie będę trenować z Gregiem Jacksonem w Albuquerque.

-Co sądzisz o zakupie Strikeforce przez Zuffę? Dobrze czy źle, że się tak stało?

-UFC idzie przez świat, jak to się mówi – wielkimi krokami. Sądzę, że za rok lub troszkę więcej UFC opanuje cały świat. W ten sposób wszystkie konkurencyjne federacje czeka koniec. Na dzień dzisiejszy Zuffa posiada najmocniejszych fighterów. Oni mają ogromny potencjał finansowy, mogą zakupić tą czy inną organizację. Wcześniej czy później oni będą we wszystkich krajach i na wszystkich kontynentach. Zobacz gdzie oni znajdowali się dziesięć lat temu, a gdzie są teraz – ot wszystko na ten temat.

-Oglądasz walki rosyjskich zawodników?

-Nie. Nie śledzę walk rosyjskich fighterów, ponieważ przegrałem dwie walki z Rosjanami – Kharitonovem i Emelianenką. Powiem tak – dla mnie to trochę sprawa osobista. Ale za to obserwuję zawodników pochodzących z Dagestanu.

-Słyszałem, że przyjaźnisz się z Andreiem Semenovem (MMA 30-9-2)?

-Wiesz, przyjaźniliśmy się, ale w ostatnim czasie w żaden sposób nie mogłem dodzwonić się do niego, więc nasze stosunki ostatnio trochę uległy pogorszeniu.

Karol Dąbrowski
"Miłośnik" MMA. W roli publikującego na Rocksach od 2010 roku. Ogólnie rzecz ujmując Mieszane Sztuki Walki z regionu postsowieckiego. Tłumaczenia cyrylicy, kontrola dostaw gazu do Polski oraz pędzenie 90-cio procentowego bimbru. Na co dzień ponadnormatywny kołchoźnik, amator wódki, pierogów (niekoniecznie ruskich), kartofli, zsiadłego mleka i oddany fan Vyacheslava Datsika.