Zapraszamy do przeglądu kursów, które pochodzą ze strony naszego sponsora LV BET.

Jessica Andrade – Angela Hill

W tej walce mamy ogromne różnice kursowe. Czy słusznie?

Jessica Andrade po przejściu do dywizji słomkowej przeszła niemałe odrodzenie. Podczas walk w o dwa oczka wyższej kategorii wagowej borykała się z problemem nieodpowiednich warunków fizycznych (była po prostu za mała), dlatego przeplatała zwycięstwa z porażkami. Teraz ten problem jest za nią i może błyszczeć. Dwie walki w kategorii Joanny Jędrzejczyk ujawniły prawdziwy potencjał Brazylijki.

„Bate Estaca” bije bardzo mocno. Jest nieustępliwa i ciągle idzie do przodu. Kontrujące ciosy rywalek nie robią na niej większego wrażenia. Jak otrzyma cios na twarz, odpowie dwoma kolejnymi. Nieco przypomina w tym Wanderleia Silvę z lat świetności. Nie jest jednak idealna w tym, co robi. Jej ataki są schematyczne, nie wyprowadza złożonych kombinacji, tylko zadaje najczęściej po dwa ciosy z pełną mocą.

Mimo to jej rywalki gubią się pod naporem uderzeń i szybko zapominają o pierwotnym gameplanie. O ile mam wrażenie, że nasza mistrzyni będzie potrafiła sobie z tym poradzić, to najbliższa rywalka, Angela Hill już niekoniecznie.

„Overkill” jest bowiem relatywnie utalentowaną stójkowiczką, ale nie napotkała na swojej drodze aż tak agresywnej rywalki. Owszem, dzięki sporemu zasięgowi ramion dobrze kontroluje dystans i punktuje zza niego, nie pozwalając oponentkom się zbliżyć. Sama nawet próbuje podkręcać tempo. Co jednak udawało się z mniej agresywnymi rywalkami, niekoniecznie może wyjść w najbliższym boju. Andrade bowiem bez skrupułów skraca wspomniany dystans, nie obawiając się, że jej próby zostaną skarcone. Jak wspomniałem, rzadko odwołuje się do złożonych kombinacji, ale potrafi różnicować ataki stosując haki na korpus, ciosy sierpowe, podbródkowe czy całkiem obszerne cepy z dewastującym potencjałem.

Hill w najbliższej walce może nawet sprawiać wrażenie bardziej technicznie walczącej w stójce zawodniczki, ale nie wiem, czy to w razie zakończenia walki po pełnym dystansie przekona sędziów punktowych. Nie wykluczam, że Angela znajdzie sposób na agresję Andrade i może nawet wygrywać niektóre wymiany, ale wtedy pojawi się kolejny problem: zapasy.

Jessica w razie stójkowego niepowodzenia może odwołać się do obaleń, który wychodzą jej bardzo przyzwoicie.

Ma jeszcze techniczne braki w tej materii, ale spora siła fizyczna sprzyja sprowadzeniom oponentek na ziemię, gdzie również jest solidna, co pokazała choćby w ostatnim boju z Joanne Calderwood.

Brazylijka dobrze pracuje w pozycjach dominujących, potrafi przytrzymać rywalki przy okazji zadając ciosy i szukając okazji do poddania. Widać u niej poprawę w tej materii, bo m.in. parterowe braki należały do przyczyn porażek z czasów walk w kategorii koguciej. Rozwój umiejętności grapplingowych przyda się w najbliższym boju, gdyż Hill na ziemi prezentuje się nie mniej solidnie. Potrafi straszyć poddaniami z dołu, w czym pomagają jej długie kończyny. Sama również zgrabnie przechodzi pozycje, dlatego Jessica będzie musiała być bardzo czujna, jeśli pokusi się o obalenie.

Receptą na sukces Hill może być przetrwanie początkowego naporu i wykorzystanie przewagi kondycyjnej w późniejszych rundach. Pozostaje jednak pytanie, czy nawet w takim scenariuszu uda jej się wygrać, bo prawdopodobnie sporo słabsze cardio Jessicy może i tak jej pozwolić na wygranie dwóch rund. Pojedynek nie jest przecież zakontraktowany na dystansie mistrzowskim, w którym „Overkill” historycznie świetnie sobie radziła. Większy zapas paliwa w baku być może na niewiele się zda.

Podsumowując, nie wykluczam niespodzianki w tym starciu, ale zbyt wiele przemawia na korzyść Jessicy Andrade, by to jej nie typować do zwycięstwa. Oferta bukmacherska nie jest jednak zbyt korzystna dla takiego rozwiązania. Absolutnie odradzam obstawianie zwycięstwa Brazylijki po kursie mniejszym od 1.20 – tu nie ma żadnej wartości. Z drugiej strony, dołożenie do kuponu potencjalnej wygranej Angeli Hill również nie wydaje się atrakcyjną opcją. Widzę tutaj klasyczny no bet.

Michinori Tanaka – Ricardo Ramos

Michinori Tanaka (MMA 11-2) rozpoczął zawodową karierę w 2010 roku. W ciągu czterech lat zdołał uzyskać bilans 9-0. Na gali UFC 174 debiutował przeciwko Ricardo Ramosowi. Walkę tę wygrał, ale pomimo czterech walk w UFC, nie zdołał zwyciężyć choćby dwa razy z rzędu w oktagonie.

26-letni debiutujący Japończyk jest w tym boju faworytem. Tanaka jest energicznym młodzieńcem. Dynamicznie atakuje w stójce, a co ważniejsze, celnie trafia w rywali w swoich stójkowych zrywach:


Preferuje pojedyncze uderzenia. Nie wdaje się też w wymiany. Gdy widzi chęć do bitki u przeciwnika, częściej woli zrobić odskok w tył i zza dystansu wyprowadzać kolejne proste.

Jest też dobrym grapplerem. Szuka poddań i bardzo aktywnie pracuje w gardzie rywali. Jednak sam też daje się łapać w parterze w niebezpieczne techniki. Już w pierwszej akcji w walce z Calebem Vallottonenem, Caleb zdołał zajść mu za plecy i założyć duszenie. Warto więc wspomnieć o tym, że pomimo pakowania się w techniki rywali, to jest bardzo wytrzymały. Nie odklepał ciasno założonego duszenia przez Crisanta Pitpitunge’a. Wychodził też z wielu innych opresji, co dobrze świadczy przed zbliżającym się starciem z Rolandem, który większość swych rywali poddał.

Młody Japończyk ma też przyzwoite zapasy. O ile jeszcze w początkowych walkach na progu kariery zawodowej nieśmiało korzystał z obaleń, tak w ostatnich walkach sprowadzał rywali aż miło było patrzeć.

Michinori Tanaka to prawdziwy diabeł tasmański w ringu/klatce. Jest energiczny, dynamiczny, przekrojowy i kreatywny. Potrafi bić się w stójce i poddawać rywali oraz naprawdę toczył bardzo ciężkie boje z tak samo perspektywicznymi zawodnikami jak on sam.

Ricardo Ramos jest zawodnikiem debiutującym, ale nie jest to też łatwy rywal dla Tanaki. Zawodnik ten jest równie wszechstronny co Japończyk. Muay Thai, BJJ oraz zapasy – korzysta z pełnego arsenału wojownika. Jest kreatywny w stójce. Atakuje w niej ciosami prostymi by później wyskoczyć z latającymi kolanami. Jednak sam też daje się obalić. Dość łatwo przegrał jedyną walkę w karierze z Mannym Vazquezem. Został po prostu obalony i poddany zza pleców. Podobny scenariusz może być w starciu z Tanaką. Dynamiczne wejść może ustawić Japończykowi zwycięstwo. Choć Ramos jest dobrym grapplerem, to z pleców bardzo słabo sobie radzi. W tym pojedynku postawiłbym więc na bardziej doświadczonego w UFC zawodnika. Michinori choć miewał wzloty i upadki, to w dalszym ciągu solidny zawodnik, który jeszcze może pokazać na co go tak naprawdę stać.