South Legion

Jeżeli chodzi o teamy zlokalizowane na południu Polski nasza baza klubów jest dość uboga. W zasadzie na dzień dzisiejszy mamy dodane tylko trzy ekipy: katowicki Silesian Cage Club, częstochowską Adrenalinę i rybnicki Octagon. Bieżący rok postanowiliśmy więc rozpocząć objazdówką po śląskich teamach…

W pierwszym rzucie udaliśmy się do Bytomia i odwiedziliśmy tamtejszy South Legion. Stosunkowo młody klub prowadzony jest wspólnie przez dwóch śląskich fighterów: weterana ProFC, półśredniego Mariusza Radziszewskiego (MMA 7-9-1) i czołowego polskiego średniego, doświadczonego Artura Kadłubka (MMA 12-9, #8 w Rankingu PL). Kilka pożytecznych informacji, materiał dotyczący klubu i wywiad z zawodnikami znajdziecie poniżej lub zaglądając do zakładki kluby. Enjoy!

Nieformalnie bytomski South Legion istnieje już od półtora roku. Inicjatorem treningów i założycielem klubu jest dobrze znany z polskiej sceny MMA, zawodnik byłego Teamu MMA Rocks i ostatnio często występujący za naszą wschodnią rubieżą – Mariusz Radziszewski (MMA 7-9-1). Początkowo zajęcia obejmowały tylko grupę znajomych bytomskiego półśredniego – osoby te chciały potrenować mieszane sztuki walki i poszukiwały kogoś, kto pokazałby im na czym polega ten sport. Równocześnie Mariusz myślał o założeniu własnego, samodzielnego klubu. Dwie drogi połączyły się i chłopaki rozpoczęli regularne treningi. W ten sposób powstała sekcja, która na przełomie 2010/2011 roku nie była jeszcze oficjalnie South Legionem.

Garść informacji praktycznych – obecnie treningi odbywają się na dolnej sali gimnastycznej w Zespole Szkół Mechaniczno- Samochodowych im. Gabriela Narutowicza w Bytomiu przy Pl. Jana III Sobieskiego 1 (wejście z tyłu od strony ul. Jana Smolenia). South Legion można tam spotkać trzy razy w tygodniu – w poniedziałek, wtorek i czwartek, w godz. 17.30 – 19.00. Wkrótce ma być wdrożony czwarty trening. Składka miesięczna wynosi zaledwie 40 zł, co wydaje się być naprawdę niską sumą w obliczu pracy jaką wkładają instruktorzy, a także regularnej możliwości odbywania ciekawych zajęć ogólnorozwojowych przez ich podopiecznych. Na początku wystarczy mieć tylko lub aż – trochę chęci, koszulkę i spodenki. Dodatkowe pytania i sprawy dotyczące zajęć i klubu chętni mogą kierować na skrzynkę elektroniczną teamu: southlegion2011@gmail.com lub bezpośrednio do głównego instruktora: mariuszradziu@gmail.com. Facebook’owy profil znajduje się tutaj.

Jako że treningi MMA to specyficzna praca dydaktyczna i często trudno samemu nad wszystkim zapanować, aktualnie w prowadzeniu zajęć Radzikowi pomaga doświadczony zawodnik z polskiej dywizji middleweight – Artur Kadłubek (MMA 12-9, #8 w Rankingu PL). Co się tyczy ogólnego dossier we wszechstylowej walce wręcz – pierwsze kroki obaj Panowie stawiali w Bytomskiej Szkole Ju-Jitsu pod okiem trenera Grzegorza Skibniewskiego, potem szlifowali techniki parterowe w gliwickiej sekcji Rio Grappling. Mariusz Radziszewski zrobił sobie dwuletnią przerwę od MMA i trenował sam boks na katowickim Kleofasie. Kolejne lata przyniosły treningi w Silesian Cage Club i z czołowym polskim ciężkim Michałem Kitą (MMA 11-6, #2 w Rankingu PL) pod szyldem Masakra Team’u.

Ogólnie każdy z tych klubów niesie za sobą miłe wspomnienia. Metodyka treningów była różna, a co za tym idzie rożne doświadczenia. Z resztą w tej chwili też nie trenuję w jednym miejscu, bo poza South Legion trenujemy m.in. u Maćka Poloka i Romana Hermana w Chorzowie. Tam ekipa jest naprawdę mocna i jest z kim poćwiczyć – mówi Mariusz Radziszewski.

Z kolei Artur Kadłubek ciepło wspomina okres uczęszczania do Bytomskiej Szkoły JJ i podkreśla jak ciężkie były treningi z Michałem Kitą:

Każdy z tych klubów niesie ze sobą miłe, ale przede wszystkim inne wspomnienia. Przykładowo treningi w Bytomskiej Szkole Ju-Jitsu charakteryzowały się rodzinną atmosferą. Każdy kto tam trenował czuł się jak w domu, a kolegów i trenerów traktowało się jak rodzinę, sam pamiętam taki miły epizod jak nagle „reprezentacja” Bytomskiej Szkoły JJ nie wiadomo jak i kiedy pojawiła się na mojej przysiędze w wojsku, ale jest to tylko jeden z wielu przykładów. Natomiast treningi w Masakra Team to prawdziwe piekło – tam każdy trening był na 150%. Nie było litości czy oszczędzania. Michał był wtedy pierwszym profesjonalnym zawodnikiem z którym mieliśmy kontakt i to było czuć na treningach. Zero wymówek, prób tłumaczenia ciężkim dniem w pracy, wchodziłeś na salę i najlepiej byłoby, gdybyś z niej nie wyszedł o własnych siłach. Wówczas dopiero Masakra stwierdzał, że coś tam robiłeś. Teraz oprócz tego, że trenujemy u siebie w Bytomiu, stale współpracujemy z dwoma klubami. Jeden z nich to już dobrze znany Spartan Chorzów od Maćka i Romana. Drugi to sekcja bokserska Kleofasu prowadzona przez trenera Irka Butowicza, który prowadzi jednocześnie grupę promotorską Silesia Boxing Katowice.

Starty amatorskie bytomian to słynne cykliczne śląskie turnieje MMA, Grapplingu i JJ – Hadaka Waza oraz Irigumi-Go. Obydwa eventy dawały możliwość sprawdzenia się w pucharowej rywalizacji i przyciągały mnóstwo zawodników, również z zagranicy (na pierwszych zawodach w Bytomiu gościły mocne drużyny ze wschodu). W turniejach zwyciężali tacy zawodnicy jak Tomasz Drwal, Jan Błachowicz czy Krzysztof Kułak.

Jeśli chodzi o zawodowe walki chyba nie potrzeba przedstawiać – obaj fighterzy są dobrze znani oraz obyci na polskich i zagranicznych ringach, posiadają profesjonalne rekordy na Sherdogu. Mariusz Radziszewski ma na koncie siedemnaście walk. Debiutował w 2004 roku na bytomskiej Gali Sportów Walki. Pierwsze cztery lata to dla Niego przede wszystkim sporo ciężkiej pracy i porażki dające materiał do przysłowiowego wylewania siódmych potów na treningach. Pionierskie Colosseum Marcina Blicharskiego, poznańskie Full Contact Prestige czy litewskie Real Fights to najważniejsze imprezy w pierwszym dorobku Radzika. Widoczny progres nastąpił na przełomie 2009-2010 roku – Radziszewski triumfował: na stołecznym Kokoro Cup, wypunktowując opolanina Adama Golonkiewicza (MMA 6-3, pretendent w Rankingu PL) i na drugiej edycji łódzkiej Ring XF, zatrzymując w drugiej rundzie Czeczena – Abulhana Halueva (MMA 3-2). Jednak największe sukcesy przyniosły ostatnie lata i maraton po rosyjskim ProFC – emocjonujące walki w Rosji, Gruzji i Mołdawii, najpierw jako członek Team MMA Rocks na imprezie Union Nation Cup, a następnie zawodnik Slugfest Management w ostatnim turnieju Grand Prix Global. Jeszcze większy bagaż doświadczeń posiada drugi z instruktorów – Artur Kadłubek. Hajer pierwsze zawodowe kroki w mieszanych sztukach walki stawiał również na tej samej gali co jego przyjaciel w 2004 roku. Ze zmienną passą zaliczył wspominane wyżej Full Contact Prestige i bardzo przyzwoicie obsadzone Baltic Storm. Nie bez przyczyny działacze największej polskiej federacji – KSW zwrócili uwagę na Ślązaka i zakontraktowali Go do turnieju średniego, z którego wyniósł bilans remisowy. Kadłubek w pierwszej walce zdecydowanie wypunktował sambistę Sergeya Nikitina (MMA 3-3), by w półfinale zostać odklepanym firmowym trójkątem rękoma przez Vitora Nobregę (MMA 11-5). Znakomity występ turniejowy fightera z podbytomskich Brzezin miał miejsce na niemieckim La Onda – Manto Cup, po dwóch szybkich wygranych Artur znalazł się w finale, w którym musiał uznać wyższość niepokonanego wówczas Brazylijczyka Carlosa Eduardo Rochy (MMA 9-1, UFC 1-1), który później trafił do największej na świecie federacji – UFC. W tym momencie coś pękło i Kadłubek przegrał trzy następne, niezwykle ciężkie walki: przez decyzje – nie znajdując rozwiązania na sprowadzenia reprezentanta Gracie Barra Łódź – Adama Zająca (MMA 5-1) i silnego fizycznie Dagestańczyka Ramazan Emeeva (MMA 7-2) oraz przez poddanie z dysponującym bardzo solidnym parterem, Inguszem Mukhamedem Aushevem (MMA 13-4). Wyjazdy na Union Nation Cup do ukraińskiego Charkowa i rosyjskiego Symferopola odwróciły złą kartę, a bytomski zawodnik zdemolował – Białorusina Denisa Gunicha (MMA 7-6) i Rosjanina Stanislava Molodtsova (MMA 5-4). Udanie zakończyły się także wyprawy do Pragi, z których przywiózł dwa cenne zwycięstwa z Milanem Tomesem (MMA 5-5) i faworyzowanym Bohumilem Lungrikiem (MMA 14-13). Hajer w ostatnim pojedynku na siódmej gali MMA Challengers został poddany balachą przez niepokonanego Marcina Naruszczkę (MMA 9-0, #8 w Rankingu PL).

MMARocks.pl: Co skłoniło Cię do otwarcia własnej, samodzielnej sekcji MMA?

Mariusz Radziszewski: Hmm… wydaje mi się, że każdy zawodnik gdzieś w podświadomości myśli o tym, żeby w przyszłości spróbować swoich sił w poprowadzeniu własnej sekcji. Po prostu sprawdzenie się w nowej roli.

MMARocks.pl: Jak czujecie się w roli trenerów, jeszcze parę lat do tyłu przecież sami byliście adeptami tej dyscypliny?

Artur Kadłubek: I dalej jesteśmy (śmiech). MMA to sport, w którym człowiek uczy się całe życie. Przy okazji uczę innych tego, czego sam się nauczyłem przez tę parę lat treningów w różnych miejscach i z różnymi ludźmi. Trenerem jeszcze długo nie będę się czuł, bo sam tak mówię do innych.

M.R.: Na razie uczę się tej roli i jestem na etapie raczkowania. Kiedy znajomi poprosili mnie żebym przyszedł i poprowadził trening, myślałem, że to będzie pestka… A to nie takie proste zadanie, bo trening trzeba zaplanować od początku do końca. Nie wystarczy przyjść na salę, powiedzieć dziesięć pompek, dziesięć brzuszków, a dalej improwizacja (śmiech).

MMARocks.pl: Kto oprócz Hajera pomaga Ci w prowadzeniu klubu?

M.R.: W tej chwili nikt… na razie jesteśmy w fazie rozwojowej. Trenujemy trzy razy w tygodniu i udaje się to ogarniać. Planuje natomiast zwiększyć ilość treningów i podjąć współpracę z trenerami od poszczególnych płaszczyzn. Myślę, że są to plany na drugą połowę 2012 roku.

MMARocks.pl: Artur, jak układa Ci się współpraca z Mariuszem? Znacie się bardzo dobrze, przyjaźnicie się, sprawiacie wrażenie zgodnych kompanów – nie było nigdy konfliktów między Wami?

A.K.: Były, są i będą, ale na tym właśnie polega bycie dorosłym – o problemie rozmawia się i potem znajduje się na taki konflikt rozwiązanie. A co do samej naszej znajomości powiem tak: przeszliśmy już nie jedno, ale sami wiemy, że jeszcze wiele razem przejdziemy (śmiech).

MMARocks.pl: Skąd właściwie wzięła się nazwa South Legion?

M.R.: Usiedliśmy z Hajerem przy piwie (śmiech) i główkowaliśmy… A tak poważnie to Hajer jest przywiązany do Śląska, który jak wiemy leży na południu. Jako że Silesianów już mamy padło na South Legion. Hmm… Hajer lubi 300 (śmiech).

MMARocks.pl: Radzik przed chwilą wspomniał, że miałeś spory udział w tworzeniu nazwy klubu i pośredni wpływ na to miała Twoja słabość do filmu – 300. Proszę Cię o komentarz w tej sprawie?

A.K.: Jeżeli ktoś widział ten film to mój komentarz jest zbędny, kto nie widział musi to nadrobić (śmiech).

MMARocks.pl: Jakie wymagania musi spełnić osoba, która chciałaby trenować w bytomskim South Legion?

M.R.: Musi przede wszystkim chcieć (śmiech). A poważnie mówiąc – wiek minimum 16 lat, zgoda rodziców, spodenki, koszulka i zapraszam!

MMARocks.pl: Czy wraz ze wzrostem popularności MMA, zauważyłeś większą ilość osób przychodzących na zajęcia?

A.K.: Pośrednio. Fakt jest taki, że więcej ludzi przychodzi, ale szybciej rezygnują. Po prostu nie chce im się pracować, wychodzą z założenia, że jeśli coś wymaga większego wysiłku to dla nich jest to za dużo i rezygnują.

M.R.: Zdecydowanie, w przeciągu naszej krótkiej historii mieliśmy już dwa nabory. Różnica była kolosalna, liczba chętnych była dwa razy większa, przy niewielkiej reklamie. Natomiast odrębną sprawą jest to, że duża ilość po dwóch – trzech miesiącach traci zapał.

MMARocks.pl: Jak kształtuje się przekrój wiekowy osób trenujących pod Twoim okiem, a jak z kolei motywacja do treningów? Przychodzą do klubu z ciekawości, mają określony cel, chcą schudnąć, poprawić kondycję, motorykę, a może są zafascynowane MMA?

M.R.: Na chwile obecną przedział wiekowy to od 16 do 40 lat. Jeżeli chodzi o motywację, to zgadza się każdy z czynników, które wymieniłeś.

MMARocks.pl: Jak szeroki jest wachlarz umiejętności, poziom wyszkolenia Twoich wychowanków? Istnieje podział na grupy? Czy są w Twoim klubie kobiety?

M.R.: Jak wspomniałem na początku – klub istnieje od niedawna i trenujemy tylko trzy razy w tygodniu. W związku z tym większość Chłopaków zaczyna dopiero przygodę z tym sportem. Są też ludzie, którzy wcześniej mieli do czynienia ze sportami walki. W tej chwili kobiet nie mamy. Jest jednak opcja, że wkrótce się to zmieni.

MMARocks.pl: Posiadacie w swoich szeregach osoby, które występowały już w jakiś zawodach lub na profesjonalnym ringu?

M.R.: Jesteśmy już po naszych debiutanckich zawodach. Kilku chłopaków wzięło udział w amatorskich zawodach MMA w Bytomiu. Są natomiast plany, żeby teraz trochę więcej podróżować i startować. Doświadczenie ponad wszystko (śmiech).

MMARocks.pl: Wiemy jakie są stawki w polskich klubach, nie uważasz, że cena za miesięczny karnet jest zbyt niska?

M.R.: Wiem to doskonale i zdaje sobie sprawę, że cena jest niska. Jednak w chwili obecnej ja nie robię tego dla pieniędzy, tylko próbuję się sprawdzić. Zarabiać, nie zarabiam, ale też nie dokładam i to jest najważniejsze.

MMARocks.pl: A jak wygląda kwestia sprzętu?

M.R.: Na początku było ciężko. Z biegiem czasu inwestowałem i udało się już trochę tego sprzętu pozbierać. Natomiast ciągle chcemy się rozwijać i ciągle też będziemy inwestować w nowy sprzęt.

MMARocks.pl: Przygotowujesz się jakoś specjalnie pod kątem dydaktycznym, planując kolejny trening? Rozpisujesz plan poszczególnych treningów – wyznaczasz cele do zrealizowania z podopiecznymi w danym tygodniu?

M.R.: Oczywiście. Początkowo sądziłem, że będzie się to wszystko odbywać za pomocą intuicji i co mi przyjdzie do głowy, to na danym treningu pokażę (jest przecież tyle technik, kombinacji). Rzeczywistość szybko to brutalnie zweryfikowała i teraz planuję każdy trening od rozgrzewki po przybicie piątki na koniec (śmiech).

MMARocks.pl: W takim razie opisz proszę schematyczny przebieg zajęć w Twoim klubie i na co kładziesz największy nacisk?

M.R.: Przede wszystkim staram się wpajać moim wychowankom jak ważną rolę odgrywa kondycja w tym sporcie. Schemat treningu to 15-20-minutowa rozgrzewka. Z reguły mocna. Poza samym dogrzaniem słychać już troszkę cięższy oddech (śmiech), następnie w zależności od treningu szkolimy trzy-cztery techniki – kombinacje, wszystko kończymy sparingami lub sparingami zadaniowymi.

MMARocks.pl: Na Śląsku nie brakuje teamów MMA – współpracujecie z innymi klubami?

M.R.: W tej chwili nie podjęliśmy jeszcze żadnej współpracy, jednak myślę także o tym. Dobrze byłoby wymieniać się doświadczeniami i organizować sesje sparingowe z Chłopakami z innych klubów.

MMARocks.pl: Ograniczony budżet składkowy zapewne z ledwością wystarczy na normalne prowadzenie klubu (opłacenie sali, koszty sprzętu)? W związku z tym starasz się pozyskiwać sponsorów lub instytucje niosące wsparcie w dziedzinie ogólnie rozumianej rehabilitacji (baseny, masaże) czy suplementacji, etc.?

M.R.: Brutalna prawda jest taka, że zawodnikom MMA ciężko znaleźć sponsora na walkę, która nie zostanie pokazana w TV, a przyjdzie zobaczyć ją powiedzmy dwa tysiące osób, a co dopiero sekcji, której trudno zaproponować jakąś dogodną formę reklamy. Pracujemy jednak i nad tym. Pojawiło się światełko w tunelu, nie chcę zapeszać. Zapraszam natomiast wszystkie osoby i firmy mające jakąś propozycję współpracy, jesteśmy oczywiście otwarci!

MMARocks.pl: Niedawno gościli w Waszym klubie piłkarze Polonii Bytom. Jak zawodnicy z boiska radzą sobie na treningu mieszanych sztuk walki? Co możesz powiedzieć o ich cardio, biorąc pod uwagę, że trening medialny odbywał się w trakcie przerwy zimowej?

M.R.: Zgadza się. Trening, który im przygotowałem to ogólnorozwojowe stacje – minuta pracy, na minutę odpoczynku. Chciałem, aby liznęli wszystkiego po trochu. Tak więc były i kopnięcia, i praca na worku, i ground and pound. Ogólnie rzecz biorąc – kondycyjnie Chłopaki dali radę. Oczywiście nie mieli też problemu z koordynacją ruchową, jedyne przestoje pojawiały się w ćwiczeniach siłowych. Po treningu, w trakcie wywiadów przyznali, że to ciężki kawałek chleba i był to jeden z najcięższych treningów w ich życiu.

MMARocks.pl: Korzystając z okazji chciałbym zapytać o Twój ostatni pojedynek. Rozmawialiśmy bezpośrednio po gali MMA Challengers, teraz na chłodno oceń proszę swoją walkę i popełnione błędy. Myślisz o rewanżu z Marcinem Naruszczką?

A.K.: Trochę tak, trochę nie. Na siebie jako zawodnika patrzę troszeczkę inaczej niż większość zawodników w tym kraju. Mam taki charakter, że ja nie myślę o przeciwnikach, galach, federacjach czy rekordach. Kocham to uczucie jakie daje mi możliwość walczenia, trenowania i korzystam z tego. Dostaję informację o możliwości walki i ją biorę. Będzie taka propozycja to ją wezmę, jak każda inną. A wracając do oceny walki – widzę to w prosty sposób: przegrałem i tylko to się liczy. Wszystko inne nie ma znaczenia, byłem tego dnia gorszy rywal był lepszy.

MMARocks.pl: Niewiele osób wie, że na co dzień pracujesz jako górnik. W jakim stopniu specyfika ciężkiej pracy pod ziemią ma wpływ na Twój szeroko pojęty rozwój sportowy? Jak po szychcie znajdujesz czas i skąd czerpiesz zapał do treningów?

A.K.: Nie myślę o tym. Po prostu to robię. Gdybym teraz zaczął pisać na czym polega moja praca, co muszę w niej wykonać i w jakich warunkach pracuję, to zapewne jutro albo nie poszedłbym do pracy, albo na trening. A nie myśląc o codziennej pracy wypełnię jedno i drugie (śmiech).

MMARocks.pl: Przy okazji wypływa kolejny, stary już temat. Wiadomo, że z MMA w Polsce ciężko wyżyć, bezapelacyjnie głównym źródłem utrzymania dla Ciebie i Twojej rodziny jest praca na kopalni. W zawodowym ringu występujesz od 2004 jak bardzo na przestrzeni tych ośmiu lat zmieniły się warunki finansowe na polskich galach?

A.K.: Różnica jest bardzo widoczna. Gaże idą w górę, ale nie oszukujmy się, to wciąż są bardzo małe pieniądze. Jeśli nie masz sponsora, z przygotowaniami, dietą i odżywkami wychodzisz na zero. Nawet na minusie. Oczywiście są zawodnicy, którzy mają naprawdę dobre pieniądze za walki. Udało im się i za to należą się im gratulacje. Sam wiem, że w tym kraju nie jest o to łatwo. Osobiście zacząłem na MMA zarabiać ok. rok temu, dlatego nazywanie nas zawodowcami jest po prostu śmieszne.

MMARocks.pl: Przychodzisz z pracy i wychodzisz na trening do South Legion lub sporą część czasu poświęcasz na przygotowania do kolejnej walki. Czy Twoja żona nie ma nic przeciwko, że tak mocno angażujesz się w ten sport?

A.K.: Nie chcesz znać odpowiedzi na to pytanie.

MMARocks.pl: W takim razie Panowie dzięki za wywiad, życzymy wielu sukcesów na polu zawodniczym zarówno Wam, jak i Waszym podopiecznym oraz dużo zdrowia, aby kontuzje Was omijały. Hajer powodzenia w Pradze! Radzik powodzenia w Charkowie!

A.K.: Dzięki bardzo. Szybkie pozdrowienia dla wszystkich dobrych Chłopaków z South Legion i Spartana. Podziękowania dla firmy ABGltd, FitMax, Mario – Lombard, Ars Vita, Klincz. Pozdrowienia dla Ostrego, całej Klincz Bandy, dla Rodziny, Bliskich, Przyjaciół. Dla Wszystkich Piona!

M.R.: Serdecznie dzięki. Korzystając z okazji chciałbym podziękować i pozdrowić wszystkie osoby, które mnie wspierają i pomagają. Pozdrowienia dla mojej kochanej dziewczyny – Eweliny. Specjalne pozdrowienia dla Ostrego, całych Bezimiennych i całej Klincz Bandy. Dzięki Tjo za wczorajszą imprezę (słowa te piszę po gali MMAC) (śmiech). Wszystkiego najlepszego dla mojej Mamy, która miała w niedzielę urodziny. Piona! Zapraszam na treningi!