(fot. Josh Hedges / Zuffa, LLC, Getty Images)

W zeszły czwartek z łezką w oku pożegnaliśmy World Extreme Cagefighting. Organizacja, która pod wieloma względami była pionierska a w ostatnich latach zasłużenie wyrobiła sobie reputację najbardziej ekscytującego cyklu gal pożegnała się w swoim stylu dając fanom jeszcze jedną wspaniałą walkę i jeszcze jeden niezapomniany moment. Od Fultona do Fabera, od Pałacu do Palm i z Lemoore do Las Vegas, ten artykuł jest krótkim podsumowaniem działalności WEC.

Pierwsza gala odbyła się 30 czerwca 2001 Hotelu i Kasyno Tachi Palace w prowincjonalnym Lemoore w Kalifornii. Dzięki położeniu na terenie rezerwatu indiańskiego można było tam ominąć zakaz organizowania walk MMA w Kalifornii. WEC zaczęło w tzw. „mrocznych wiekach” dla tego sportu w USA, zaledwie rok po uchwaleniu w New Jersey Zunifikowanych Zasad Walki i kilka miesięcy po przejęciu UFC przez Zuffę. Scott Adams i Reed Harris na pierwszą galę ściągnęli n.in. dwóch weteranów: Dana Severna i Travisa Fultona. Co ciekawe istnieje, prócz Harrisa, jeszcze jeden wspólny element tej gali i WEC z roku 2010: Leonard Garcia, który w jednej z pierwszych walk wieczoru bez pomocy sędziów pokonał przez nokaut Victora Estradę.

Promotorzy szybko się rozmarzyli i w 2002 roku, kiedy udany pay-per-view UFC sprzedawał 50,000 subskrypcji, połasili się na dolary ze sprzedaży PPV. W tym celu udało im się namówić Franka Shamrocka do zakończenia „emerytury” a sami ruszyli do indiańskiego kasyna w Connecticut na drugim wybrzeżu Stanów. Ich ambitne plany rozleciały się jednak wraz z kontuzją Shamrocka. Gala w Mohegan Sun się odbyła ale nie w systemie pay-per-view, Shamrock ostatecznie zawalczył na WEC 6 pokonując Bryana Pardoe a WEC do zmiany właścicieli już, poza jednym wyjątkiem, nie ruszyło się z Lemoore.

Nawet przed erą Zuffy WEC znane było z emocjonujących walk i promowania młodych i utalentowanych zawodników, kiedy UFC nie miało tyle miejsca na swoich galach by zatrudniać ich wszystkich. Idealnym przykładem takiej gali był bodaj najlepszy event z okresu Tachi, WEC 9 z 16 stycznia 2004 roku. Walką wieczoru było starcie Chrisa Lebena z Mike’m Swickiem, wcześniej zawalczył Joe Riggs, który po emocjonującej walce odklepał trójkąt Alexa Stieblinga ale najlepiej zapamiętaną walką z tej gali jest niesamowita wojna Olafa Alfonso z Johnem Polakowskim. Szczęśliwym trafem to właśnie ta gala była pierwszą transmitowaną na, wtedy zupełnie niszowym, HDNet.

W grudniu 2006 roku podano do wiadomości, że Zuffa wykupiła dwie inne organizacje MMA: World Fighting Alliance i WEC. Wówczas zdecydowanie więcej emocji wzbudzało WFA wraz z którym UFC przejęło kontrakty dwóch przyszłych mistrzów wagi półciężkiej, Quintona Jacksona i Lyoto Machidy ale, w retrospektywie, zakup WEC był tak samo ważny jeśli nie ważniejszy. UFC wówczas walczyło o dominacje na amerykańskim rynku z EliteXC oraz IFL. Najgorszym możliwym scenariuszem dla nich byłoby gdyby jedna z tych grup zawarła umowę z jakąś stacją telewizyjną. To właśnie był pierwotny cel WEC, użyć orgazniacji, której jest się właścicielem do zablokowania rywali i cel został osiągnięty wraz z zawarciem umowy ze stacją Versus. 3 czerwca 2007 ta stacja przeprowadziła pierwszą transmisję na żywo z gali WEC 28. W walce wieczoru Urijah Faber obronił pas w wadze piórkowej przeciwko Chance’owi Farrarowi.

Nowe WEC było trochę jak przysłowiowe pudełko czekoladek. Z jednej strony gdy walczyli piórkowi, koguci, leccy i nawet spektakularnie walczący półśredni Carlos Condit, gale były fenomenalne. Z drugiej strony na co drugiej z nich zamiast szybkich jak błyskawica zawodników musieliśmy oglądać półciężkiego zabijakę Douga Marshalla, mechanicznego do bólu nowicjusza Briana Stanna oraz takie gratki jak dwuwalkowa rywalizacja Paulo Filho z Chaelem Sonnenem.

To właśnie ciężsi fighterzy stali się przyczyną jednej z najbardziej kluczowych zmian w historii WEC. 5 listopada 2008 na WEC 36 na głównej karcie zawalczył w wadze średniej mistrz NCAA Jake Rosholt, który chyba jako pierwszy zawodnik w historii Zuffy dostał kontrakt gwarantujący, że jego walki zostaną pokazane w telewizji. Rosholt wygrał z Nissenem Osterneckiem po emocjonującej ale mało wyrafinowanej bójce tymczasem na undercardzie Donald Cerrone i Rob McCullogh stoczyli jedna z najlepszych walk tamtego roku a w samej tylko pierwszej rundzie publiczność zobaczyła aż pięć nokdaunów. Scott Adams bodajże po raz pierwszy w historii Zuffy dał taką klauzule w kontrakcie i słono za to zapłacił. Cerrone i McCullogh zwolnili Adamsa z pracy a w jego miejsce angaż dostał człowiek od czarnej roboty w Zuffie, Sean Shelby.

To za Shelby’ego WEC rozwinęło skrzydła. Jedną z pierwszych decyzji za jego kadencji było pozbycie się wagi średniej i półciężkiej. Waga półśrednia podzieliła ten los 4 miesiące później, w marcu 2009. Poczynając od WEC 40 zostały tylko wagi lekka, piórkowa i kogucia. Jak się okazało, była to zdecydowanie zmiana na lepsze.

Lżejsi zawodnicy zawsze byli pierwszoplanowymi gwiazdami WEC podczas gdy tych z cięższych wag postrzegano jako drugi garnitur fighterów UFC. Największą gwiazdą ze wszystkich był, i jest, bez wątpienia Urijah Faber. Choć nie udało mu się nigdy odzyskać tytułu w wadze piórkowej to zawodnik, który brał udział w trzech najważniejszych walkach w historii tej organizacji. Obronie pasa z Jensem Pulverem, która przed ekrany Versus przyciągnęła rekordowe 1,6 miliona widzów, rewanżu z Mike’m Brownem, który przyciągnął do ARCO Arena w Sacramento rekordową widownie 13,027 widzów czy walce z Jose Aldo, najlepiej sprzedanym pay-per-view w historii MMA bez literek „UFC” w nazwie. Faber potrafił przekonać ludzi do tego, że w warto oglądać wagę piórkową a teraz, już pod banderą UFC będzie chciał powtórzyć ten wyczyn w wadze koguciej.

Kiedy 28 października 2010 Dana White ogłosił, że WEC zostanie wchłonięte do UFC z jednej strony przyszła ulga, wreszcie zawodnicy jak Aldo czy Cruz czy każdy inny walczący w niebieskim oktagonie będą zarabiali należne im pieniądze i rywalizowali o bonusy kilkukrotnie przebijające te 10,000 dolarów, na które mogli liczyć w WEC. Z drugiej strony był żal, oznaczało to koniec tej organizacji, która przez ostatnie dwa lata dawała fanom MMA wspaniałe gale i wspaniałe walki. Nieraz spotykałem się z opinią po słabym UFC, że nie ma co rozdzierać szat, WEC robi gale już za kilka dni.

16 grudnia 2010 był ostatnią okazją do zobaczenia spektaklu do jakiego przyzwyczaiło nas WEC. Wydaje mi się wręcz nieprawdopodobne, że skoro trzy walki na gali nie były dobre to jest to poniżej przeciętnej dla tej organizacji ale taka prawda. Pod ręką Shelby’ego była to najlepsza organizacja na świecie i teraz trzeba będzie nauczyć się żyć bez niej.

Mimo to lepszego zakończenia nie można było zaplanować. Gdy po fenomenalnej walce w ostatniej minucie ostatniej rundy w ostatniej walce na ostatniej gali WEC w historii Anthony Pettis wbiegł na siatkę, odbił się od niej i okrężnym kopnięciem trafił i powalił na deski Bensona Hendersona… nic nie jest w stanie ująć charakteru WEC lepiej niż te 5 sekund.

Jedyny człowiek na świecie, który wkręcił się w MMA walką Arlovski vs. Eilers. Poliglota. Entuzjasta i propagator indonezyjskiego przemysłu tekstylnego. Warszawiak od kilku pokoleń i dumny z tego faktu. Nie zawsze pisze o sobie w trzeciej osobie ale kiedy to robi jest to w polu biografia na MMARocks.pl

1 KOMENTARZ

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.