TYLKO JEDEN

Już w piątek o godzinie 21:50 finał programu „Tylko Jeden”. Widzowie poznają zawodnika, który podpisze kontrakt z organizacją KSW o wartości 200 tysięcy złotych. Kto nim będzie? Tomasz Romanowski, który w drodze do ostatniego odcinka pokonał Mariusza Radziszewskiego i Marcina Krakowiaka, czy Marcin Krakowiak, który pokonał Pawła Kiełka i przegrał z Tomaszem Romanowskim, jednak skorzystał na kontuzji Adriana Bartosińskiego?

Przed finałem warto przypomnieć sobie niektóre wiadomości i fakty z siedmiu odcinków, które do tej pory widzieliśmy. Poniżej zebraliśmy najważniejsze cytaty i wydarzenia ze wszystkim epizodów. Znajdziecie tu również walki z programów oraz materiały zza kulis, które realizowała nasza redakcja.

Odcinek 1

6 marca na początku odcinka poznaliśmy prowadzącą program, Blankę Lipińską. Po przywitaniu się z zawodnikami usłyszeliśmy kilka słów o niej oraz od niej: „Mam większe jaja niż 99 procent męskiej populacji na świecie żyjącej. To nie my mamy jaja, tylko mężczyznom się skurczyły albo wchłonęły się do brzucha. Sorry„. Przedstawiona jako „najbardziej poczytna polska pisarka” przez najbliższych tygodnie towarzyszyć będzie uczestnikom „Tylko Jeden”.

Po przywitaniu zawodnicy trafili do pokoju, gdzie spędzą będą kolejne noce. Adrian Bartosiński od razu podsumował jednak sposób zakwaterowania: „Jestem trochę zdziwiony, że wrzucili nas do jednego, wielkiego pokoju. Byłem pewien, że będą to raczej dwójki„.

Jako pierwszego poznaliśmy historię Pawła Kiełka. Zawodnik z Olsztyna zdradził, że za dwa tygodnie urodzi się mu pierwsze dziecko. „MMA trenuję od 14 lat. Aktualnie jest to mój sposób na życie. MMA można powiedzieć, że mnie wychowało. Tak naprawdę razem z tym sportem dorastałem„.

Uczestników pierwszego sezonu odwiedził Maciej Kawulski, współwłaściciel organizacji KSW i reżyser filmowy. Został przedstawiony również jako pierwszy mistrz Polski w submission wrestling. „Wiecie, że w tym programie będziemy mieli bardzo precyzyjnie zorganizowany czas. To jest pieprzona sztafeta. Wy teraz bierzecie udział w tej sztafecie. Sztafety nie da się wygrać samodzielnie. Musicie grać grupowo, musicie sobie pomagać. Jesteście pionierami i bycie pionierem w tym sporcie to jest ogromny przywilej, bo wszyscy będą pamiętać was jako tych pierwszych. A zwycięzcę, bo zwycięzca jest tylko jeden, będą pamiętać bardzo, bardzo długo, ale to jest też ogromny obowiązek. Jesteście odpowiedzialni nie tylko za siebie. Nie tylko za kumpli. Jesteście odpowiedzialni za całą dyscyplinę i kolejne pokolenia chłopaków, którzy będą na was patrzeć. Bo może właśnie w tym momencie ten program ogląda jakiś dzieciak, który za 5 lat, tak jak wy patrzyliście na gwiazdy KSW, myśląc o was zostanie zawodnikiem MMA. I to jest wielka odpowiedzialność. Walczycie tutaj nie tylko o siebie. Walczycie o całą dyscyplinę„.

Po spotkaniu z Kawulskim uczestnicy usiedli do stołu, gdzie zaczęli opowiadać o tym, dlaczego postanowili dołączyć do programu. Chwilę później poznaliśmy bliżej Tomasza Romanowskiego. „Mój rekord zawodowy to 9 wygranych i 7 porażek. Takie wyniki mam, bo nigdy nie odmawiałem walk. Jak słyszałem, że walczę z mocnym zawodnikiem, to od razu mnie to rajcowało i chciałem się z nim zmierzyć. Moje porażki nauczyły mnie pokory, szacunku do zawodników. To jest twarda gra, trzeba iść do przodu i nie patrzeć na wyniki„. Romanowski od razu przyznał również, że w programie chciałby skrzyżować rękawice z Mariuszem Radziszewskim. Byłby to rewanż za starcie z 2009 roku. Wtedy górą był „Radzik”.

Następnego dnia zawodnicy udali się na salę treningową, gdzie poznali trenerów, którzy towarzyszyć im będą przez najbliższe tygodnie, czyli Marcina Wrzoska i Łukasza Zaborowskiego. Ujawniony został wtedy również limit wagowy, do jakiego zawodnicy będą musieli zbijać. Dzień przed walką dopuszczalnym wynikiem na skali będzie 81,5 kg.

Ujawniony został również sposób wyboru poszczególnych par w turnieju, o których decydować będzie Maciej Kawulski, Martin Lewandowski oraz Wojsław Rysiewski. W pierwszej walce programu rękawice skrzyżują Paweł Kiełek (9-5-1, 1 NC) oraz Marcin Krakowiak (7-1).

Po poznaniu pierwszego składu walki widzowie poznali bliżej Krakowiaka. „Sporty walki zacząłem trenować w 2008 roku. Wtedy jeszcze nie zdawałem sobie sprawy, że będzie to moją pasją, pracą i sposobem na życie. Świetnie jest robić, to co się lubi, więc dołożę wszelkim starań, żebym to ja podpisał kontrakt z KSW„.

W programie zostały pokazane elementy treningu zawodników, jak i proces zbijania wagi. Kiełek wchodząc do programu ważył 81 kilogramów. Krakowiak natomiast przez w kilkanaście godzin musiał zbić aż 6 kilogramów. Obaj uczestnicy pierwszej walki zrobili jednak wymaganą wagę.

Paweł Kiełek (9-5-1) vs Marcin „Krakus” Krakowiak (7-1)

Na sam koniec widzowie zobaczyli pierwszy pojedynek w „Tylko Jeden”. Obaj zawodnicy rozpoczęli pojedynek agresywnie. Kiełek chciał zacząć od mocnych prostych, jednak Krakowiak bardzo dobrze balansował ciałem i unikał uderzeń. Po minucie pierwszej rundy „Krakus” idealnie w tempo zaatakował serią ciosów podbródkowych, po których Kiełek osunął się na matę. Tam szybko 24-latek wpadł w gilotynę, którą chwilę później odklepał.

Na papierze, jeśli chodzi o takie profesjonalne argumenty, Kiełek był faworytem. To, co wydarzyło się w ringu, to była kwintesencja tej dyscypliny” – powiedział chwilę po starciu Maciej Kawulski.

Odcinek 2

13 marca odcinek rozpoczął się analizą pierwszej walki przez uczestników programu. Wszyscy zgodnie przyznali, że byli zdziwieni, że Paweł Kiełek wdał się w bezpośrednie wymiany z Marcinem Krakowiakiem. Padło nawet stwierdzenie, że Paweł „nie zawalczył jak Paweł„.

Zawodnicy po chwili zaczęli wymieniać między sobą spostrzeżenia dotyczące domu, w którym mieszkają. Tomasz Romanowski powiedział, że wszystko się mu tutaj podoba. „Przychodząc do programu, nie wiedziałem jak będzie. Mówiłem na przykład, że nie chcę się zaprzyjaźniać czy coś, a tutaj czasami się nie da. Każdy jest dla ciebie miły, pomagamy sobie wszyscy razem. Każdy do każdego podchodzi z szacunkiem, bo to jest ten sport. Teraz właśnie pokazujemy ludziom, że to jest sport, który najwięcej uczy szacunku. Piłkarze na przykład nie mają takiego szacunku do siebie, jak zawodnicy co się wywodzą ze sportów walki„.

Od początku programu wszystkie drogi kierowały do potencjalnego rewanżu Romanowskiego z Radziszewskim. „Radzik” przyznał, że przeczuwa, że może zmierzyć się właśnie z „Tommym” w najbliższym starciu.

Zawodnicy zostali zabrani na tor offroadowy, gdzie zmierzą się z pierwszą w programie konkurencją. Na dystansie około jednego kilometra rozmieszczone są punkty, gdzie znajdują się kolejne kartki z ich numerami. Zebranie wszystkich kartek i dotarcie na metę w pierwszej kolejności oznaczało zdobycie koperty, która uprawniała do wybrania swojego najbliższego przeciwnika.

Uczestnicy na tor ruszyli z manekinem ważącym 15 kilogramów. Jako pierwszy na metę dotarł Adrian Bartosiński. „Bartos” zdecydował jednak, że nie będzie chciał stoczyć walki za kilka dni i poświęcić więcej czasu na spokojne zbicie wagi. Wygraną przekazał Tomaszowi Romanowskiemu (9-7, 1 NC). Na jego przeciwnika wybrał Mariusza Radziszewskiego (17-17-2).

Wtedy też poznaliśmy historię „Radzika”. „Sportami walki zajmuję się od 19 lat i postanowiłem trenować MMA. Wtedy to się jeszcze tak nie nazywało. Każdy mówił walki w klatkach. Nikt nie miał menedżerów, wszystko robiłem na własną rękę. Startując z takiego poziomu, ciężko wybić się gdzieś wyżej. KSW jest to największa organizacja w Europie i zawsze chciałem się tam znaleźć. Mam nadzieję, że kiedyś jakiś młody człowiek powie, chcę być taki jak Radzik, mistrz KSW„.

Przy okazji wspólnych rozmów zawodnicy zdradzili, ile dostali za jedną z walk w MMA.

Kolejne sceny programu to robienie wagi przez Romanowskiego i Radziszewskiego. Bez większych problemów wypełnili oni wymagany limit, dopełniając formalności przed drugą walką eliminacyjną w programie.

Radziszewski: Mam nadzieję, że to będzie walka, która będzie krwawa i skradnie serca kibiców, włodarzy i wszystkich osób, które ją zobaczą.
Romanowski: Na pewno będę sku*wysynem w tej walce i nie dam za wszelką cenę zrobić sobie krzywdy. A jak dam, to na pewno będę walczył, dopóki nie zdechnę.

W centrum treningowym uczestnicy przystapili do kolejnych ćwiczeń. Tym razem zamiast Łukasza Zaborowskiego trenerem został Marian Ziółkowski, który pomógł zawodnikom z elementami parteru połączonymi z uderzeniami w tej płaszczyźnie.

Tomasz „Tommy” Romanowski (9-7) vs Mariusz „Radzik” Radziszewski (17-17-2)

Na koniec drugiego odcinka widzowie zobaczyli starcie doświadczonych zawodników MMA. Romanowski dobrze rozpoczął pojedynek od haków, którymi zachwiał Radziszewskim. „Tommy” przez cały czas spychał rywala pod siatkę i atakował mocnymi ciosami. „Radzik” od czasu do czasu próbował niskich kopnięć i prostych, jednak Romanowski cały czas szedł do przodu i nie odpuszczał.

Również od początku drugiej rundy pojedynek w stójce kontrolował Romanowski, który dobrze radził sobie w tej płaszczyźnie. Za każdym razem „Tommy” unikał ofensywę rywala i kontrował celnymi uderzeniami. Do samego końca starcia Tomasz Romanowski dobrze reagował na każdą z prób przeciwnika i w pewny sposób wygrał decyzją sędziów.

Jeżeli walka trwa sześć minut w regularnym czasie dwie rundy po trzy minuty bez dogrywki, to nie ma czasu na chodzenie i ustawianie walki lewym prostym. Nie ma czasu na sentymenty, nie ma czasu na strategię. Musisz wyjść i po prostu dać z siebie wszystko. Tomek w te sześć minut dał bardziej z siebie wszystko, na tym polega to zwycięstwo” – podsumował po walce Maciej Kawulski.

Na sam koniec odcinka drugiego widzowie mogli zobaczyć, jaka walka odbędzie się w następnym epizodzie. Będzie to pojedynek Adriana Bartosińskiego (6-0) z Kamilem Dołgowskim (5-0). Przy okazji przedstawiono historię „Bartosa”.

Parę miesięcy temu podpisałem kontrakt z inną federacją. Prosiłem o zwolnienie, jednak żądają ode mnie odstępnego w wysokości 30 tysięcy złotych. Jest to dla mnie bardzo wysoka kwota. Jeśli nie uda mi się uzbierać całej kwoty, to nie spełnię swoich marzeń

Bartosiński udał się do Macieja Kawulskiego z wiadomością, że nie będzie w stanie uzbierać wymaganej kwoty. Ten jednak zapowiedział, że organizacja KSW pokryje brakującą część odstępnego.

Odcinek 3

20 marca odcinek rozpoczął się od podsumowania walki przez uczestników programu. Wszyscy zgodnie pochwalili starcie Radziszewskiego z Romanowskim. Chwilę później poznaliśmy bliżej historię Adriana Bartosińskiego.

Trenuję około 9 lat. Zaczynałem od kickboxingu, a zacząłem trenować bo miałem jakieś tam problemy w szkole, w gimnazjum zawsze byłem mniejszy i chciałem się odegrać na kimś.

MMA kocham przede wszystkim za nieprzewidywalność. Dużo pracy trzeba wkładać i serca. Zgłosiłem się do programu, bo to dla mnie na pewno duża promocja, ale przede wszystkim kontrakt z KSW, o którym zawsze marzyłem odkąd pamiętam.

Jest to jakaś presja, że KSW dało mi taką szansę. Będę musiał pokazać, że na to zasłużyłem. Też myślę, że docenili mnie jako zawodnika, no bo myślę, że nie każdego by tak wykupili, więc na pewno potencjał jakiś we mnie zobaczyli. Czekam na pierwszą walkę, żeby pokazać, że dobrze zrobili.

W trzecim odcinku zadaniem uczestników było wybranie spośród siedmiu dziewczyn jedną ring girl, która wyprowadzi finalistów do decydującego starcia w programie. Wybrana została Anita.

https://www.instagram.com/p/B9-HGr6Jm9a/

Konkurencją w odcinku trzecim było rąbanie drewna na czas. W ciągu 30 minut najlepszym uczestnikiem okazał się Marcin Krakowiak. Nagrodą za to była możliwość regeneracji w postaci masażu. „Krakus” mógł wybrać jedna osoba, która się z nim tam wybierze. Wybrał więc Adriana Bartosińskiego.

Podczas treningu urazu doznał Piotr Walawski. Doszło do tego podczas wymian stójkowych z Tomaszem Romanowskim. „Zrobiłem unik, rotację, on przestrzelił cios” – opisał „Tommy”. „Przeprostowała mi się ręka. Minimalne dotknięcie powodowało to, że już paraliżowało mi rękę. Łokieć przez chwilę wyskoczył mi ze stawu. Czułem to, że nie jest w stawie. Nie mogłem zgiąć ręki” – powiedział Walawskki.

„Leda” udał się na badania, jednak wszystko okazało się prawidłowo. „Rentgen jest w porządku. Żadnych złamań, żadnych odprysków, także to jest dobra wiadomość. Prąd w ręce, który czujesz, pochodzi z nerwu łokciowego. Prawdopodobnie nic tam nie jest, może to być stłuczenie wyłącznie i jest to przemijające” – opisała sytuację lekarka.

Na kilka minut przed pojedynkiem w trzecim odcinku poznaliśmy bliżej Kamila Dołgowskiego. „Podwórko nauczyło mnie tego, żeby nie donosić na kolegów. I tego, żeby być twardym. Większość moich kolegów skończyło na odwyku, bo ćpali dużo heroiny albo innych narkotyków lub skończyli w więzieniu. Zostało ich paru, z czterech czy pięciu, z dwudziestu może. Taki los jest. Gdyby nie MMA, to pewnie siedziałbym w kryminale albo stał pod bramą cały czas.

Standardowo został ukazany proces zbijania wagi. Tym razem zawodnicy nie ukrywali, że był to szczególnie trudny moment w programie. Ostatecznie jednak obaj wypełnili wymagany limit.

Adrian „Bartos” Bartosiński (6-0) vs Kamil „Kamas” Dołgowski (5-0)

Walkę zawodnicy rozpoczęli od badania się w stójce. Ciosami prostymi starcie starał się kontrolować Dołgowski, jednak Bartosiński przez cały czas spychał rywala pod siatkę. Po minucie walki „Bartos” zdobył sprowadzenie, gdzie szybko zaszedł za plecy rywala. Tam przez cały czas obijał przeciwnika. Na kilkadziesiąt sekund przed końcem rundy obaj wrócili do stójki, jednak po chwili Bartosiński po raz kolejny udanie sprowadził rywala do parteru. W tej płaszczyźnie pozostał do końca odsłony, kontrolując jej przebieg z góry.

W przerwie pomiędzy pierwszą a drugą rundą lekarz zadecydował o przerwaniu walki. Lekarz poinformował o możliwości urazu wewnątrzczaszkowego i wskazał różnicę w wielkości źrenic u zawodnika.

To jest ta rzadka sytuacja w MMA, w której o tym, kto wygrał walkę nie decydują pięści, nie decyduje nokaut, nie decyduje też sędzia, ale decyduje lekarz” – podsumował walkę Maciej Kawulski.

Jeszcze w trzecim odcinku poznaliśmy dwa ostatnie starcia, które odbędą się w programie. Piotr Walawski (7-4-1) zmierzy się z Bartłomiejem Gładkowiczem (6-0), natomiast Michał Sobiech (3-0) skrzyżuje rękawice z Karolem Weslingiem (0-0).

Odcinek 4

27 marca odcinek rozpoczął się od szybkiej analizy walki Bartosińskiego z Dołgowskim. Po chwili poinformowano o aktualnej wadze Gładkowicza. Wchodząc do programu wniósł na wagę 95 kilogramów. Nieco ponad tydzień przed swoją walkę ważył 93 kilogramy. Na cztery dni przed starciem brakuje mu w tym momencie 9 kilogramów. „Pozmieniałem sposób żywienia o 180 stopni i zaczęło się to ruszać. Czuję, że waga jest już w zasięgu ręki. Myśle, że jak zważę się jutro czy pojutrze to już będzie to osiem z przodu i będzie tak naprawdę żabi skok do tego limitu„. Po chwili poznaliśmy bliżej jego historię.

Długo szukałem swojej pasji. Najpierw był teatr i zawsze marzyłem, żeby być aktorem. Stwierdziłem, że to jest ciężki kawałek chleba i to nie dla mnie, bo nie lubię się uczyć ról na pamięć. Następnie próbowałem swoich sił w orkiestrze dętej. Byłem beznadziejny. Poźniej byłem członkiem bractwa rycerskiego. Dostałem mieczem pod oko, mama się zdenerwowała i to nie było to. Później przez przypadek znalazłem się na treningu mieszanych sztuk walki i to była miłość od pierwszego wejrzenia. Wierzę, że znalazłem swoją drogę i to jest coś, co chcę robić w życiu już na sto procent. MMA dało mi przede wszystkim pewność siebie.

Konkurencją w odcinku czwartym było gotowanie dla Blanki Lipińskiej. Niektórzy zawodnicy jasno ukrywali, że podczas robienia wagi był to zdecydowanie zły pomysł. „Ciężko było nawet wystać w tej kuchni, bo wszędzie zapachy, a teraz powinienem się odciąć od zapachów, wszelkiego rodzaju jedzenia. Moim zdaniem to jest debilny pomysł na robienie takiego challenge’u, kiedy zawodnicy muszą zbijać wagę. Musimy zrobić potrawę, której nie możemy nawet skosztować, bo rozwaliłoby to cały mechanizm zbijania” – mówił Walawski.

Najlepszy według Lipińskiej był Karol Wesling. Najgorszy natomiast Piotr Walawski. Za karę musiał posprzątać pokój. „Co było to wziąłem. Wyje*ane mam w te je*ane potrawy. Nie po to tutaj jestem, żeby robić z siebie jakiegoś ku*wa śmiesznego kucharza. Przyjechałem tutaj po to, żeby się napie*dalać. Tyle” – podsumował „Leda”.

Walawski na dzień przed ważeniem jasno stwierdził, że bez problemu zrobi resztę kilogramów. Poważne problemy miał jednak Gładkowicz, który cierpiał z każdą minutą robienia wagi. „Wiem, jakie są moje możliwości i wiem, że dam radę. Moje podejście i moja psychika zwycięży wszystko, także będzie zaje*iście„.

Każdy z zawodników był zaskoczony, jak wolno schodziły kolejne gramy „Clarka Kenta”. Sytuacja wyglądała naprawdę poważnie. Po chwili poznaliśmy bliżej Piotra Walawskiego.

Pochodzę z Bałut. Jest to dzielnica, którą wiele osób uważa za bardzo patologiczną. Panuje tutaj wiele zasad, które ułatwiają życie codzienne. Ważne jest to, żeby za bardzo nie rzucać się w oczy. Można wejść nie do tej bramy, skręcić nie w tę ulicę i może się to skończyć połamanymi żebrami, kończymi. Trzeba wiedzieć, których miejsc na Bałutach raczej unikać i trzeba uważać na to, co się mówi w różnym otoczeniu.

Dzięki sportowi nie jestem patusem z bramy. MMA nauczyło mnie tego, że zawsze można odwrócić losy, co by się nie działo. Nie odpuszczać, skupiać się na tym, żeby cały czas iść wytrwale po swoje dlatego, że wszystko może zmienić się w przeciągu dosłownie kilku sekund.

Gładkowicz w dalszym ciągu miał problemy z robieniem wagi. Swój stan podsumował krótkim zdaniem. „Czuję się jakbym umierał„.

Na dzień przed walką zawodnicy zebrali się w centrum treningowym. Piotr Walawski wypełnił wymagany limit 81,5 kg. Gdy na wagę wszedł Gładkowicz skala pokazał 82,7 kg. „Nie ma wagi. Jak dla mnie każdy kilogram, który jest robiony w tym programie przez to, co się wydarzyło, przestał mieć znaczenie, a wiesz, jakie znaczenie ma każdy kilogram, bo sam robiłeś wagę. Wiesz, z czym to się wiąże? Bartek, opuszczasz program” – powiedział Maciej Kawulski.

Chwilę później uczestnicy zmierzyli się z kolejną konkurencją, która została wymyślona przez Mariusza Pudzianowskiego. Było to niezwykle wymagające zadanie dla zawodników.

Po wszystkim uczestnicy mieli nosić ważące 100 kilogramów worki. Ten, który przejdzie najdłuższy dystans zwycięży konkurencję. Najpierw odpadł Tomasz Romanowski, chwilę później Karol Wesling i Michał Sobiech. Jako ostatni odpadł Adrian Bartosiński. Konkurencję wygrał Marcin Krakowiak. Nagrodą za zwycięstwo był dożywotni bilet dla dwóch osób na gale KSW.

Kawulski, Lewandowski i Rysiewski rozpoczęli poszukiwania zastępcy za Gładkowicza. Pierwszy telefon wykonali do Kamila Dołgowskiego, który przez kontuzję odpadł z poprzedniego odcinka. Ze względu na zbyt dużą wagę nie będzie mógł zawalczyć z Walaskim. Kolejny telefon Kawulski wykonał do Mariusza Radziszewskiego. Ten zrezygnował z walki ze względu na to, Walawski to jego znajomy z tego samego klubu. Ostatni telefon odebrał Paweł Kiełek. To właśnie on po chwili otrzymał szansę powrotu do programu.

Uczestnicy „Tylko Jeden” zastanawiali się, kto może wejść do walki z Walawskim. „Kamas powinien być. Jak będzie Kiełek to będzie bzdura” – powiedział Romanowski. Zawodnik z Olsztyna przez kolejne godziny bez problemu zbił wagę do wymaganego limitu i oficjalnie został przeciwnikiem Walawskiego.

Paweł Kiełek (9-6-1) vs Piotr „Leda” Walawski (7-4-1)

W walce czwartego odcinka Kiełek od razu poszedł po sprowadzenie. Walawski wylądował na plecach, jednak po kilkunastu sekundach zdołał wrócić do stójki. „Leda” dobrze pracował w klinczu, zadając co chwilę ciosy. Kiełek po chwili znów sprowadził rywala do parteru, jednak Walawski automatycznie wstał. Na półtorej minuty przed końcem rundy to „Leda” był z góry po udanym obaleniu. Kiełek zdołał zadać kilka mocnych łokci z dołu, jednak Walawski z góry kontrolował walkę do końca odsłony.

Tym razem zawodnicy chcieli sprawdzić się w stójce. Kiełek już jednym z pierwszych ciosów naruszył Walawskiego, który zachwiał się na nogach. Na minutę przed końcem walki Paweł Kiełek chciał zejść do parteru, jednak „Leda” udanie to skontrował i znalazł się z góry. Na sam koniec obaj wstali, jednak w tej płaszczyźnie do końca obaj już pozostali.

Po chwili poznaliśmy decyzję sędziów, według których walkę wygrał Piotr Walawski.

Ja już się przyzwyczaiłem do tego, że zajmuję się rodziną. Teraz pojawiła się okazja, zaryzykowałem i wyszło, jak wyszło. Na ten moment zapominam o programie, o moim życiu sportowym. Skupiam się na rodzinie. Kiedy sobie przypomnę o tym sporcie, zobaczymy” – podsumował wszystko Kiełek.

Odcinek 5

Epizod z 3 kwietnia rozpoczął się podsumowaniem przez uczestników poprzedniej walki. „Nie pokazałem się w tej walce tak, jakbym chciał. Nie będę ukrywał mojego wku*wienia po frajerskim zachowaniu Pawła. Po przybiciu piąteczki od razu poszedł po nogi. To było frajerstwo jak ch*j” – powiedział Walawski. Podobnie ocenili ten moment inni uczestnicy.

Po chwili o ważnym wsparciu ze strony rodziny zaczął mówić Karol Wesling. Wtedy też poznaliśmy jego historię.

Do sportów walki ciągnęło mnie od zawsze. Kiedy tylko skończyłem 18 lat zdecydowałem się na boks tajski. Jeśli chodzi o MMA to wiadomo, też zawsze mnie ciągnęło. Nie łatwo się trenuje w takiej sytuacji, kiedy spędzam czas po kilkanaście godzin dziennie w kuchni, a czasami tak bywa. Do tego jeszcze jestem trenerem sztuk walki.

Chciałbym, aby MMA, sport, walczenie i trenowanie innych przynosiły mi na tyle zysku, dochodu, żebym mógł utrzymać z tego siebie i swoją rodzinę.

Wesling opowiedział również o sytuacji, która spotkała go w życiu.

Moja kariera była zagrożona i nie tylko kariera. Również życie. Niecałe trzy lata temu nagle wykryto u mnie nowotwór wewnątrz lewej komory serca, który został usunięty jeszczeg tego samego dnia operacyjnie. Nigdy nie podłamuję się. Nawet, gdy jest jakaś negatywna sytuacja. Był intruz, usunąłem, nie ma, działam dalej. Myślę, że taka postawa jest prawdziwego wojownika.

Już chwilę później uczestnicy wybrali się na sali treningowej. Tym razem mieli jednak okazję trenować tango i rumbę. Na najlepszego czekała koperta, dzięki której mógł wybrać zawodnika, z którym nie będzie musiał mierzyć się w kolejnym etapie. Konkurencję wygrał Karol Wesling. Po powrocie uczestników do domu poznaliśmy historię Michała Sobiecha.

10 lat temu, kiedy Mariusza Pudzianowski stoczył pierwszą walkę w KSW, to było takie boom na MMA w naszym kraju. To jest też ten moment, kiedy ja zaraziłem się tym wszystkim. Kocham MMA za to, że jest nieprzewidywalne. Że każdy, mały, duży, chudy, gruby, może wygrać. Chciałbym żeby taka naszywka uśmiechniętego gościa szła za mną. Robię to, co kocham. Dlaczego więc mam się nie uśmiechać?

Równowaga w głowie jest też cholernie ważna w klatce. Medytacja pomaga mi lepiej zarządzać moim umysłem, czasem. Ciężko to dokładnie wytłumaczyć, jak to się dzieje. W momencie, jak ktoś wchodzi na takim poziom, że potrafi się odciąć od wszystkich bodźców zewnętrznych, to dostaje jakiegoś takiego kopa energetycznego.

Nie lubię bić ludzi. Generalnie jestem typem pacyfisty. To jest też dośc dziwne. Dla mnie to jest śmieszne, gdy chłopaki się leją. Bez sensu. Dziecinada. W klatce to jest coś innego. To jest sport. Koniec, kropka.

Gdy dotarła do mnie informacja, że jestem w programie, na początku był to gigantyczny stres. Pojawiła się chyba największa szansa w moim życiu na to, żeby osiągnąć to, o czym marzyłem. Bić się na gali KSW.

Zarówno Sobiech, jak i Wesling bez najmniejszych problemów zrobili wymaganą wagę na dobę przed walką. Pozostali uczestnicy wykonali specjalny treningów z Sylwią Szostak.

Michał „Dr Beast” Sobiech (3-0) vs Karol „Carlos” Wesling (0-0)

Pojedynek zawodnicy szybko rozpoczęli wymianę ciosów. Po kilkunastu sekundach Sobiech trafił frontalnym kopnięciem, po którym kontynuował obijanie rywala. „Dr Beast” przez cały czas starał się spychać rywala pod siatkę. Przez moment obaj znaleźli się w klinczu, jednak wydawało się, że obaj będą chcieli toczyć walkę w stójce. Podczas jednej z akcji Sobiech zaatakował nawet latającym kolanem, a zaledwie kilka sekund później sprowadził rywala do parteru. Przez moment Michał Sobiech był nawet w dosiadzie, jednak na sam koniec stracił pozycję dominującą i znalazł się na plecach. Do końca rundy obaj starali się za wszelką cenę zapunktować u sędziów na kartach punktowych.

Obaj ponownie dynamicznie rozpoczęli rundę. Sobiech przyjął w pierwszych kilka ciosów, jednak z każdą akcją Weslinga starał się mu odpowiadać. „Dr Beast” w połowie odsłony zdołał zdobyć pozycję dominującą w parterze, a na 40 sekund przed końcem walki znalazł się za plecami przeciwnika, skąd próbował zapiąć duszenie. Do samego końca Karol Wesling nie dał się jednak skończyć, natomiast Michał Sobiech przez cały czas kontrolował walkę. Po wszystkim sędziowie zadecydowali o wygranej Sobiecha.

W MMA wygrywa serce. O to powinno chodzić w tym sporcie i taki sport chcę oglądać, nie tylko w tym programie, ale na wszystkich ringach świata. Jeżeli dwóch ludzi chce się bić i jest przygotowanych, to tak wygląda walka MMA. Strasznie się cieszę, to jest dla mnie walka tego programu, jak na razie najlepsza walka w progranie Tylko Jeden” – podsumował Maciej Kawulski.

Odcinek 6

17 kwietnia odcinek rozpoczął się pokazaniem wizyty Michała Sobiech i Karola Weslinga w szpitalu. „U Karola stwierdzono otwarte złamanie dłoni. I Karol czeka aktualnie na operację tej ręki. U mnie złamany nos i rozcięcie, mam dwa szwy na twarzy” – zaczął Sobiech.

O urazie powiedziała natomiast dr n. med. Agata Gerwel. „Po wykonaniu tomografii komputerowej twarzoczaszki stwierdziłam u pacjenta wieloodłamowe złamanie kości nosa. Potrzebne będzie zaopatrzenie chirurgiczne tego urazu. Niestety pacjent będzie wykluczony z udziału w zajęciach sportowych, w walkach, na okres przynajmniej miesiąca„.

Michał Sobiech nie ukrywał smutku związanego z rozwojem sytuacji. „To automatycznie wyklucza mnie z dalszego udziału w programie, bo żaden lekarz nie dopuści mnie z pękniętym nosem do walki. Więc wracam do domu. Wygrany. Ja miałem takim cel, żeby przyjść i pokazać się z tej swojej najlepszej strony sportowej i chyba było to widać w klatce, że jestem wart tej klatki„.

W związku z wypadnięciem Sobiecha z programu, nie będzie potrzebne zadanie specjalne do wyłonienia półfinalistów. Dlatego też Adrian Bartosiński, Marcin Krakowiak, Tomasz Romanowski i Piotr Walawski mogli być pewni kolejnej walki. Zarówno „Bartos”, jak i „Leda” od razu przyznali, że chcieliby stoczyć pojedynek właśnie ze sobą. To idealnie zgrało się z wyborem Macieja Kawulskiego, Martina Lewandowskiego, Wojsława Rysiewskiego i Blanki Lipinśkiej.

Wszyscy zawodnicy przystąpili do zbijania wagi. Najbardziej proces ten widać było u Piotra Walawskiego, który był wyraźnie rozdrażniony każdą sytuacją w domu uczestników. Poniżej możecie zobaczyć fragment programu, w którym Lipińska udziela reprymendy zawodnikowi z Łodzi.

Do sytuacji dzień później odniósł się Maciej Kawulski.

To jest naturalne dla nas, że jesteście zdenerwowani, że robicie wagę. Jesteśmy bardzo długo w tym biznesie i widzieliśmy już różne sytuacje. Natomiast musicie pamiętać o jednej rzeczy. Jak chcecie nie robić wagi, to musicie trenować sumo. Przez ostatnie 17 lat z Martinem próbujemy pokazać zawodnikom, że to wcale nie jest tak, że ich praca nie polega tylko na tym, żeby tam wejść do klatki i się lać. Jest dokładnie odwrotnie. Im szybciej to zrozumiecie, tym szybciej będziecie zarabiać dobre pieniądze. Wszystko, co jest poza klatką, coraz bardziej buduje wasz wizerunek i waszą wartość na rynku niż to, co robicie w klatce. To jest pierwsza sprawa.

Druga sprawa. Nie jesteście tu dla nas. Jesteście tu dla siebie, a teraz już w tym układzie dla siebie nawzajem. Jeżeli któryś z was wywinie numer, to zniszczysz karierę wszystkim chłopakom tutaj, którzy są w programie. Wiesz do kogo mówię.

Piotr Walawski przeprosił za swoje zachowanie, po czym wszyscy przeszli do sprawdzenia swojej wagi. Wszyscy wypełnili ten limit.

Zawodników w programie odwiedził Jan Błachowicz. Uczestnicy wyraźnie się ucieszyli z obecności najlepszego zawodnika mieszanych sztuk walki w Polsce. Chętnie pytali Błachowicza o aspekty związane z walką i nie tylko. Po rozmowie zawodnik UFC chętnie potarczował uczestnikom programu, którzy skorzystali z takiej możliwości.

Po wizycie Błachowicza przeszliśmy już do dwóch starć półfinałowych. Tym razem rundy były nieco dłuższe. Trwały po cztery minuty.

Półfinał: Adrian „Bartos” Bartosiński (7-0) vs Piotr „Leda” Walawski (8-4-1)

Obaj zaczęli starcie dość spokojnie. Walawski starał się kontrolować dystans kopnięciami frontalnymi i wysokimi. Bartosiński natomiast starał się skracać dystans za pomocą serii ciosów, które z czasem zaczęły dochodzić do celu. Na nieco ponad minutę przed końcem rundy „Bartos” zdobył sprowadzenie i próbował gilotyny, jednak „Leda” uciekł z tej próby. Na 40 sekund przed końcem odsłony Bartosiński znów obalił rywala. To samo powtórzył na zaledwie 10 sekund przed końcem rundy.

Adrian Bartosiński dobrze zaczął drugą rundę serią ciosów i szybko przeszedł do klinczu. „Bartos” za wszelką cenę chciał zejść do parteru, jednak tym razem Walawski bardzo dobrze radził sobie z tymi próbami. Aktywniejszy w tej odsłonie był „Leda”, który pod koniec rundy zaczął kontrolować przeciwnika, zdobywać dominujące pozycje i udanie uciekał z ofensywy rywala. Bartosiński był bliski zapięcia trójkąta na kilkanaście sekund przed końcem, jednak Walawski udanie uciekł z tej próby.

Po dwóch rundach zadecydowano o dogrywce.

Dobrym podbródkowym zaczął dogrywkę Bartosiński, po którym Walawski zaczął chwiać się na nogach. Po chwili „Bartos” powtórzył tę akcję, a „Leda” osunął się na deski. Tam Bartosiński szybko doskoczył do rywala, kończąc go ciosami w parterze.

O dziwo ten instynkt zabójcy w Adrianie obudził się na największym zmęczeniu. Wtedy, kiedy już nie myślał o taktyce, nie myślał o gameplanie, nie myślał o żadnej innej rzeczy. Po prostu to się mu włączyło” – podsumował Kawulski.

Półfinał: Tomasz „Tommy” Romanowski (10-7) vs Marcin „Krakus” Krakowiak (8-1)

Agresywnie zaczął pojedynek Krakowiak, atakując schowanego za szczelną gardą Romanowskiego. „Krakus” często atakował niskimi kopnięciami. „Tommy” często starał się skracać dystans, gdyż jego rywal miał przewagę zasięgu. Po minucie walki Romanowski zaczął dobrze kontrolować dystans i coraz częściej jego ciosy docierały do szczęki rywala. Kolejny sekundy układały się na korzyść Tomasza Romanowskiego, który dobrze pracował w stójce. Nad okiem Krakowiaka pojawiła się rozcięcie. Na sam koniec rundy „Tommy” złapał rywala pod siatką i tam zadał serię uderzeń. Pierwsze odsłona powinna trafić na jego konto.

Bardzo dobrze drugą rundę zaczął „Krakus”, trafiając przeciwnika kopnięciami i ciosami. Po minucie walki Romanowski przyjął na twarz bardzo mocne kolano, jednak wszystko wyglądało na to, że nie zrobiło to na nim żadnego wrażenia. „Tommy” przez cały czas szedł do przodu, mimo dobrej pracy Krakowiaka z kontry. Na sam koniec Romanowski starał się klinczować z rywalem pod siatką, jednak „Krakus” zrywał te próby i odwdzięczał się celnymi ciosami i wysokimi kopnięciami.

Po dwóch rundach sędziowie zadecydowali o dogrywce.

Zmęczeni zawodnicy zaczęli spokojnie dodatkową rundę. Romanowski przez cały czas spychał przeciwnika pod siatkę i tam punktował. „Tommy” bardzo dobrze pracował w stójce i z każdą akcją chwalił się umiejętnościami bokserskimi. „Krakus” z kolejnymi akcjami Romanowskiego tracił pomysł na walkę – starał się jeszcze atakować kopnięciami, jednak Romanowski niczym czołg szedł cały czas do przodu i atakował rywala kolejnymi akcjami. Swoją szansę Marcin Krakowiak miał jeszcze w ostatnich sekundach walki, jednak było to zbyt mało czasu na przechylenie szali zwycięstwa na swoją korzyść.

Sędziowie zadecydowali o wygranej Tomasza Romanowskiego na punkty, który awansował do finału „Tylko Jeden”.

To była jedna z najlepszych walk MMA, jaką w ogóle widziałem w życiu, a widziałem bardzo wiele walk. Gratuluję wam. Epicka walka. Taka sytuacja, w której wchodzi do klatki dwóch gości, którzy idą po wszystko, kompletnie po wszystko i jest w stanie oddać wszystko dla zwycięstwa, zdarza się raz na 10 lat w światowym MMA. Ci dwaj goście, bez względu na to, który z nich będzie gdzie toczył walki i jak potoczą się ich kariery, za jakiś czas wejdą na szczyt tej góry i ja tam będę na nich czekał” – podsumował Kawulski.

Odcinek 7

Po półfinałach w domu zawodników znajdowało się już tylko dwóch zawodników. Adrian Bartosiński zdradził jednak, że podczas starcia z Piotrem Walawskim doznał kontuzji, która może go wykluczyć z wielkiego finału. „Byłem pewny, że to jest pęknięta ta okostna, bo już kiedyś miałem taki delikatny problem. Szkoda tylko, że na tym etapie, bo fajnie byłoby już zawalczyć ten finał, a będziemy to musieli chyba trochę przełożyć„.

W domu pojawił się Maciej Kawulski. Poprosił on „Bartosa” na rozmowę, podczas której postawił sprawę jasno. „Musimy jakoś wyjść z tej sytuacji. Myślę, że najlepszym rozwiązaniem i dla programu, i dla ciebie, będzie to, jak dzisiaj zakończysz swój udział w programie. Masz złamaną rękę, to nie jest walka uliczna. To jest sport„. Informację potwierdził lekarz, a widzowie dowiedzieli się o przerwie Bartosińskiego, która trwać będzie minimalnie sześć tygodni. „Wykonaliśmy zdjęcie rentgenowskie. Okazało się, że ma złamanie drugiej kości śródręcza„.

Po pożegnaniu się z Adrianem Bartosińskim, Martin Lewandowski i Wojsław Rysiewski podjęli decyzję o ponownym zaproszeniu do klatki Marcina Krakowiaka. Powrót Piotra Walawskiego był niemożliwy ze względu na nokaut w ostatniej walce, natomiast Michał Sobiech również przypłacił ostatni pojedynek poważną kontuzją. Maciej Kawulski przekazał Tomaszowi Romanowskiemu wiadomość o zmianie w finale.

Na widok Krakowiaka Romanowski mocno się ucieszy. „Cieszę się, bez kitu. Tak się cieszę, że masakra„.

Ostatnim wyzwaniem, przed którym staną zawodnicy był roast, w którym mieli poruszyć ciekawe informacje przeciwko sobie. Towarzyszyli im Rafał Rutkowski i Michał Pałubski.

Roast w opinii jurorów wygrał Tomasz Romanowski, który jako pierwszy mógł wybrać swojego mentora na nadchodzące przygotowania. „Tommy” wybrał Borysa Mańkowskiego, z którym dobrze się zna. Marcin Krakowiak natomiast będzie trenował z Mamedem Khalidovem.

Zawodnicy w dwójkach wspólnie spędzali czas, rozmawiali o walkach i nie tylko, a także analizowali ostatnie pojedynki. „Czemu nie zachodzisz mańkuta? Gdybyś po swoim ciosie poszedł w lewo, to on by cię nie sięgnął swoją mocniejszą ręką przy kontrze” – podpowiadał Krakowiakowi Khalidov. „Można wymusić na nim wypuszczenie tej prawej łapy. Jeśli uspokoisz walkę i zrobisz mocny zwód, to on wystrzeli tym prawym, a ty go skontrujesz” – mówił Mańkowski Romanowskiemu.

Po wszystkim Mamed Khalidov przyznał, że Marcin Krakowiak ma wszystko, aby zwyciężyć kontrakt z organizacją KSW. „Marcin to jest zawodnik o osobowości wojownika, to widać po nim. Widzę, że on wyniósł wnioski z tej ostatniej walki i on chce zwycięstwa. Widzę to w jego oczach. To jest o tyle komfortowa sytuacja dla niego, bo to jest walka rewanżowa ta finałowa. Tutaj trzeba rozkładać siły, punktować na chłodno i pod tym względem pracować. On ma wszystkie atuty, żeby wygrać tę walkę„.

Borys Mańkowski opisując styl Tomasza Romanowskiego pokusił się nawet o ciekawe porównanie. „Porównałbym go do takiego Mike’a Tysona troszeczkę w MMA. Czyli zdecydowanie nie chce punktować, nie chce czekać na decyzję sędziów. Chce wywalczyć swoje zwycięstwo pięściami w jak najszybszy sposób„.

Po kilku dniach spędzonych razem zawodnicy opuścili swoich mentorów. Teraz obaj są już gotowi na ostatni pojedynek programu „Tylko Jeden”. Zwycięzca otrzyma kontrakt z organizacją KSW o wartości 200 tysięcy złotych. Kto będzie tym jedynym przekonamy się już w piątek o godzinie 21:50.

6 KOMENTARZE

  1. Odcinek 5

    Epizod z 3 kwietnia rozpoczął się podsumowaniem przez uczestników poprzedniej walki. "Nie pokazałem się w tej walce tak, jakbym chciał. Nie będę ukrywał mojego wku*wienia po frajerskim zachowaniu Pawła. Po przybiciu piąteczki od razu poszedł po nogi. To było frajerstwo jak ch*j" – powiedział Walawski. Podobnie ocenili ten moment inni uczestnicy.

    Po chwili o ważnym wsparciu ze strony rodziny zaczął mówić Karol Wesling. Wtedy też poznaliśmy jego historię.

    "Do sportów walki ciągnęło mnie od zawsze. Kiedy tylko skończyłem 18 lat zdecydowałem się na boks tajski. Jeśli chodzi o MMA to wiadomo, też zawsze mnie ciągnęło. Nie łatwo się trenuje w takiej sytuacji, kiedy spędzam czas po kilkanaście godzin dziennie w kuchni, a czasami tak bywa. Do tego jeszcze jestem trenerem sztuk walki.

    Chciałbym, aby MMA, sport, walczenie i trenowanie innych przynosiły mi na tyle zysku, dochodu, żebym mógł utrzymać z tego siebie i swoją rodzinę."

    Wesling opowiedział również o sytuacji, która spotkała go w życiu.

    "Moja kariera była zagrożona i nie tylko kariera. Również życie. Niecałe trzy lata temu nagle wykryto u mnie nowotwór wewnątrz lewej komory serca, który został usunięty jeszczeg tego samego dnia operacyjnie. Nigdy nie podłamuję się. Nawet, gdy jest jakaś negatywna sytuacja. Był intruz, usunąłem, nie ma, działam dalej. Myślę, że taka postawa jest prawdziwego wojownika."

    Już chwilę później uczestnicy wybrali się na sali treningowej. Tym razem mieli jednak okazję trenować tango i rumbę. Na najlepszego czekała koperta, dzięki której mógł wybrać zawodnika, z którym nie będzie musiał mierzyć się w kolejnym etapie. Konkurencję wygrał Karol Wesling. Po powrocie uczestników do domu poznaliśmy historię Michała Sobiecha.

    "10 lat temu, kiedy Mariusza Pudzianowski stoczył pierwszą walkę w KSW, to było takie boom na MMA w naszym kraju. To jest też ten moment, kiedy ja zaraziłem się tym wszystkim. Kocham MMA za to, że jest nieprzewidywalne. Że każdy, mały, duży, chudy, gruby, może wygrać. Chciałbym żeby taka naszywka uśmiechniętego gościa szła za mną. Robię to, co kocham. Dlaczego więc mam się nie uśmiechać?

    Równowaga w głowie jest też cholernie ważna w klatce. Medytacja pomaga mi lepiej zarządzać moim umysłem, czasem. Ciężko to dokładnie wytłumaczyć, jak to się dzieje. W momencie, jak ktoś wchodzi na takim poziom, że potrafi się odciąć od wszystkich bodźców zewnętrznych, to dostaje jakiegoś takiego kopa energetycznego.

    Nie lubię bić ludzi. Generalnie jestem typem pacyfisty. To jest też dośc dziwne. Dla mnie to jest śmieszne, gdy chłopaki się leją. Bez sensu. Dziecinada. W klatce to jest coś innego. To jest sport. Koniec, kropka.

    Gdy dotarła do mnie informacja, że jestem w programie, na początku był to gigantyczny stres. Pojawiła się chyba największa szansa w moim życiu na to, żeby osiągnąć to, o czym marzyłem. Bić się na gali KSW."

    Zarówno Sobiech, jak i Wesling bez najmniejszych problemów zrobili wymaganą wagę na dobę przed walką. Pozostali uczestnicy wykonali specjalny treningów z Sylwią Szostak.

    Michał "Dr Beast" Sobiech (3-0) vs Karol "Carlos" Wesling (0-0)

    Pojedynek zawodnicy szybko rozpoczęli wymianę ciosów. Po kilkunastu sekundach Sobiech trafił frontalnym kopnięciem, po którym kontynuował obijanie rywala. "Dr Beast" przez cały czas starał się spychać rywala pod siatkę. Przez moment obaj znaleźli się w klinczu, jednak wydawało się, że obaj będą chcieli toczyć walkę w stójce. Podczas jednej z akcji Sobiech zaatakował nawet latającym kolanem, a zaledwie kilka sekund później sprowadził rywala do parteru. Przez moment Michał Sobiech był nawet w dosiadzie, jednak na sam koniec stracił pozycję dominującą i znalazł się na plecach. Do końca rundy obaj starali się za wszelką cenę zapunktować u sędziów na kartach punktowych.

    Obaj ponownie dynamicznie rozpoczęli rundę. Sobiech przyjął w pierwszych kilka ciosów, jednak z każdą akcją Weslinga starał się mu odpowiadać. "Dr Beast" w połowie odsłony zdołał zdobyć pozycję dominującą w parterze, a na 40 sekund przed końcem walki znalazł się za plecami przeciwnika, skąd próbował zapiąć duszenie. Do samego końca Karol Wesling nie dał się jednak skończyć, natomiast Michał Sobiech przez cały czas kontrolował walkę. Po wszystkim sędziowie zadecydowali o wygranej Sobiecha.

    "W MMA wygrywa serce. O to powinno chodzić w tym sporcie i taki sport chcę oglądać, nie tylko w tym programie, ale na wszystkich ringach świata. Jeżeli dwóch ludzi chce się bić i jest przygotowanych, to tak wygląda walka MMA. Strasznie się cieszę, to jest dla mnie walka tego programu, jak na razie najlepsza walka w progranie Tylko Jeden" – podsumował Maciej Kawulski.

    Odcinek 6

    17 kwietnia odcinek rozpoczął się pokazaniem wizyty Michała Sobiech i Karola Weslinga w szpitalu. "U Karola stwierdzono otwarte złamanie dłoni. I Karol czeka aktualnie na operację tej ręki. U mnie złamany nos i rozcięcie, mam dwa szwy na twarzy" – zaczął Sobiech.

    O urazie powiedziała natomiast dr n. med. Agata Gerwel. "Po wykonaniu tomografii komputerowej twarzoczaszki stwierdziłam u pacjenta wieloodłamowe złamanie kości nosa. Potrzebne będzie zaopatrzenie chirurgiczne tego urazu. Niestety pacjent będzie wykluczony z udziału w zajęciach sportowych, w walkach, na okres przynajmniej miesiąca".

    Michał Sobiech nie ukrywał smutku związanego z rozwojem sytuacji. "To automatycznie wyklucza mnie z dalszego udziału w programie, bo żaden lekarz nie dopuści mnie z pękniętym nosem do walki. Więc wracam do domu. Wygrany. Ja miałem takim cel, żeby przyjść i pokazać się z tej swojej najlepszej strony sportowej i chyba było to widać w klatce, że jestem wart tej klatki".

    W związku z wypadnięciem Sobiecha z programu, nie będzie potrzebne zadanie specjalne do wyłonienia półfinalistów. Dlatego też Adrian Bartosiński, Marcin Krakowiak, Tomasz Romanowski i Piotr Walawski mogli być pewni kolejnej walki. Zarówno "Bartos", jak i "Leda" od razu przyznali, że chcieliby stoczyć pojedynek właśnie ze sobą. To idealnie zgrało się z wyborem Macieja Kawulskiego, Martina Lewandowskiego, Wojsława Rysiewskiego i Blanki Lipinśkiej.

    Wszyscy zawodnicy przystąpili do zbijania wagi. Najbardziej proces ten widać było u Piotra Walawskiego, który był wyraźnie rozdrażniony każdą sytuacją w domu uczestników. Poniżej możecie zobaczyć fragment programu, w którym Lipińska udziela reprymendy zawodnikowi z Łodzi.

    Do sytuacji dzień później odniósł się Maciej Kawulski.

    "To jest naturalne dla nas, że jesteście zdenerwowani, że robicie wagę. Jesteśmy bardzo długo w tym biznesie i widzieliśmy już różne sytuacje. Natomiast musicie pamiętać o jednej rzeczy. Jak chcecie nie robić wagi, to musicie trenować sumo. Przez ostatnie 17 lat z Martinem próbujemy pokazać zawodnikom, że to wcale nie jest tak, że ich praca nie polega tylko na tym, żeby tam wejść do klatki i się lać. Jest dokładnie odwrotnie. Im szybciej to zrozumiecie, tym szybciej będziecie zarabiać dobre pieniądze. Wszystko, co jest poza klatką, coraz bardziej buduje wasz wizerunek i waszą wartość na rynku niż to, co robicie w klatce. To jest pierwsza sprawa.

    Druga sprawa. Nie jesteście tu dla nas. Jesteście tu dla siebie, a teraz już w tym układzie dla siebie nawzajem. Jeżeli któryś z was wywinie numer, to zniszczysz karierę wszystkim chłopakom tutaj, którzy są w programie. Wiesz do kogo mówię."

    Piotr Walawski przeprosił za swoje zachowanie, po czym wszyscy przeszli do sprawdzenia swojej wagi. Wszyscy wypełnili ten limit.

    Zawodników w programie odwiedził Jan Błachowicz. Uczestnicy wyraźnie się ucieszyli z obecności najlepszego zawodnika mieszanych sztuk walki w Polsce. Chętnie pytali Błachowicza o aspekty związane z walką i nie tylko. Po rozmowie zawodnik UFC chętnie potarczował uczestnikom programu, którzy skorzystali z takiej możliwości.

    Po wizycie Błachowicza przeszliśmy już do dwóch starć półfinałowych. Tym razem rundy były nieco dłuższe. Trwały po cztery minuty.

    Półfinał: Adrian "Bartos" Bartosiński (7-0) vs Piotr "Leda" Walawski (8-4-1)

    Obaj zaczęli starcie dość spokojnie. Walawski starał się kontrolować dystans kopnięciami frontalnymi i wysokimi. Bartosiński natomiast starał się skracać dystans za pomocą serii ciosów, które z czasem zaczęły dochodzić do celu. Na nieco ponad minutę przed końcem rundy "Bartos" zdobył sprowadzenie i próbował gilotyny, jednak "Leda" uciekł z tej próby. Na 40 sekund przed końcem odsłony Bartosiński znów obalił rywala. To samo powtórzył na zaledwie 10 sekund przed końcem rundy.

    Adrian Bartosiński dobrze zaczął drugą rundę serią ciosów i szybko przeszedł do klinczu. "Bartos" za wszelką cenę chciał zejść do parteru, jednak tym razem Walawski bardzo dobrze radził sobie z tymi próbami. Aktywniejszy w tej odsłonie był "Leda", który pod koniec rundy zaczął kontrolować przeciwnika, zdobywać dominujące pozycje i udanie uciekał z ofensywy rywala. Bartosiński był bliski zapięcia trójkąta na kilkanaście sekund przed końcem, jednak Walawski udanie uciekł z tej próby.

    Po dwóch rundach zadecydowano o dogrywce.

    Dobrym podbródkowym zaczął dogrywkę Bartosiński, po którym Walawski zaczął chwiać się na nogach. Po chwili "Bartos" powtórzył tę akcję, a "Leda" osunął się na deski. Tam Bartosiński szybko doskoczył do rywala, kończąc go ciosami w parterze.

    "O dziwo ten instynkt zabójcy w Adrianie obudził się na największym zmęczeniu. Wtedy, kiedy już nie myślał o taktyce, nie myślał o gameplanie, nie myślał o żadnej innej rzeczy. Po prostu to się mu włączyło" – podsumował Kawulski.

    Półfinał: Tomasz "Tommy" Romanowski (10-7) vs Marcin "Krakus" Krakowiak (8-1)

    Agresywnie zaczął pojedynek Krakowiak, atakując schowanego za szczelną gardą Romanowskiego. "Krakus" często atakował niskimi kopnięciami. "Tommy" często starał się skracać dystans, gdyż jego rywal miał przewagę zasięgu. Po minucie walki Romanowski zaczął dobrze kontrolować dystans i coraz częściej jego ciosy docierały do szczęki rywala. Kolejny sekundy układały się na korzyść Tomasza Romanowskiego, który dobrze pracował w stójce. Nad okiem Krakowiaka pojawiła się rozcięcie. Na sam koniec rundy "Tommy" złapał rywala pod siatką i tam zadał serię uderzeń. Pierwsze odsłona powinna trafić na jego konto.

    Bardzo dobrze drugą rundę zaczął "Krakus", trafiając przeciwnika kopnięciami i ciosami. Po minucie walki Romanowski przyjął na twarz bardzo mocne kolano, jednak wszystko wyglądało na to, że nie zrobiło to na nim żadnego wrażenia. "Tommy" przez cały czas szedł do przodu, mimo dobrej pracy Krakowiaka z kontry. Na sam koniec Romanowski starał się klinczować z rywalem pod siatką, jednak "Krakus" zrywał te próby i odwdzięczał się celnymi ciosami i wysokimi kopnięciami.

    Po dwóch rundach sędziowie zadecydowali o dogrywce.

    Zmęczeni zawodnicy zaczęli spokojnie dodatkową rundę. Romanowski przez cały czas spychał przeciwnika pod siatkę i tam punktował. "Tommy" bardzo dobrze pracował w stójce i z każdą akcją chwalił się umiejętnościami bokserskimi. "Krakus" z kolejnymi akcjami Romanowskiego tracił pomysł na walkę – starał się jeszcze atakować kopnięciami, jednak Romanowski niczym czołg szedł cały czas do przodu i atakował rywala kolejnymi akcjami. Swoją szansę Marcin Krakowiak miał jeszcze w ostatnich sekundach walki, jednak było to zbyt mało czasu na przechylenie szali zwycięstwa na swoją korzyść.

    Sędziowie zadecydowali o wygranej Tomasza Romanowskiego na punkty, który awansował do finału "Tylko Jeden".

    "To była jedna z najlepszych walk MMA, jaką w ogóle widziałem w życiu, a widziałem bardzo wiele walk. Gratuluję wam. Epicka walka. Taka sytuacja, w której wchodzi do klatki dwóch gości, którzy idą po wszystko, kompletnie po wszystko i jest w stanie oddać wszystko dla zwycięstwa, zdarza się raz na 10 lat w światowym MMA. Ci dwaj goście, bez względu na to, który z nich będzie gdzie toczył walki i jak potoczą się ich kariery, za jakiś czas wejdą na szczyt tej góry i ja tam będę na nich czekał" – podsumował Kawulski.

    Odcinek 7

    Po półfinałach w domu zawodników znajdowało się już tylko dwóch zawodników. Adrian Bartosiński zdradził jednak, że podczas starcia z Piotrem Walawskim doznał kontuzji, która może go wykluczyć z wielkiego finału. "Byłem pewny, że to jest pęknięta ta okostna, bo już kiedyś miałem taki delikatny problem. Szkoda tylko, że na tym etapie, bo fajnie byłoby już zawalczyć ten finał, a będziemy to musieli chyba trochę przełożyć".

    W domu pojawił się Maciej Kawulski. Poprosił on "Bartosa" na rozmowę, podczas której postawił sprawę jasno. "Musimy jakoś wyjść z tej sytuacji. Myślę, że najlepszym rozwiązaniem i dla programu, i dla ciebie, będzie to, jak dzisiaj zakończysz swój udział w programie. Masz złamaną rękę, to nie jest walka uliczna. To jest sport". Informację potwierdził lekarz, a widzowie dowiedzieli się o przerwie Bartosińskiego, która trwać będzie minimalnie sześć tygodni. "Wykonaliśmy zdjęcie rentgenowskie. Okazało się, że ma złamanie drugiej kości śródręcza".

    Po pożegnaniu się z Adrianem Bartosińskim, Martin Lewandowski i Wojsław Rysiewski podjęli decyzję o ponownym zaproszeniu do klatki Marcina Krakowiaka. Powrót Piotra Walawskiego był niemożliwy ze względu na nokaut w ostatniej walce, natomiast Michał Sobiech również przypłacił ostatni pojedynek poważną kontuzją. Maciej Kawulski przekazał Tomaszowi Romanowskiemu wiadomość o zmianie w finale.

    Na widok Krakowiaka Romanowski mocno się ucieszy. "Cieszę się, bez kitu. Tak się cieszę, że masakra".

    Ostatnim wyzwaniem, przed którym staną zawodnicy był roast, w którym mieli poruszyć ciekawe informacje przeciwko sobie. Towarzyszyli im Rafał Rutkowski i Michał Pałubski.

    Roast w opinii jurorów wygrał Tomasz Romanowski, który jako pierwszy mógł wybrać swojego mentora na nadchodzące przygotowania. "Tommy" wybrał Borysa Mańkowskiego, z którym dobrze się zna. Marcin Krakowiak natomiast będzie trenował z Mamedem Khalidovem.

    Zawodnicy w dwójkach wspólnie spędzali czas, rozmawiali o walkach i nie tylko, a także analizowali ostatnie pojedynki. "Czemu nie zachodzisz mańkuta? Gdybyś po swoim ciosie poszedł w lewo, to on by cię nie sięgnął swoją mocniejszą ręką przy kontrze" – podpowiadał Krakowiakowi Khalidov. "Można wymusić na nim wypuszczenie tej prawej łapy. Jeśli uspokoisz walkę i zrobisz mocny zwód, to on wystrzeli tym prawym, a ty go skontrujesz" – mówił Mańkowski Romanowskiemu.

    Po wszystkim Mamed Khalidov przyznał, że Marcin Krakowiak ma wszystko, aby zwyciężyć kontrakt z organizacją KSW. "Marcin to jest zawodnik o osobowości wojownika, to widać po nim. Widzę, że on wyniósł wnioski z tej ostatniej walki i on chce zwycięstwa. Widzę to w jego oczach. To jest o tyle komfortowa sytuacja dla niego, bo to jest walka rewanżowa ta finałowa. Tutaj trzeba rozkładać siły, punktować na chłodno i pod tym względem pracować. On ma wszystkie atuty, żeby wygrać tę walkę".

    Borys Mańkowski opisując styl Tomasza Romanowskiego pokusił się nawet o ciekawe porównanie. "Porównałbym go do takiego Mike'a Tysona troszeczkę w MMA. Czyli zdecydowanie nie chce punktować, nie chce czekać na decyzję sędziów. Chce wywalczyć swoje zwycięstwo pięściami w jak najszybszy sposób".

    Po kilku dniach spędzonych razem zawodnicy opuścili swoich mentorów. Teraz obaj są już gotowi na ostatni pojedynek programu "Tylko Jeden". Zwycięzca otrzyma kontrakt z organizacją KSW o wartości 200 tysięcy złotych. Kto będzie tym jedynym przekonamy się już w piątek o godzinie 21:50.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.