W drugiej walce wieczoru minionej gali UFC doszło do pojedynku w czołówce wagi koguciej pomiędzy Corym Sandhagenem i Frankiem Edgarem. Reprezentant Elevation Fight Team spektakularnie znokautował swojego oponenta w zaledwie 28 sekund, otrzymując bonus w wysokości 50 tys. dolarów. Na konferencji prasowej po zakończonym wydarzeniu w następujący sposób odniósł się do swojej wygranej:

Cieszę się, że to był on, a nie ja. To nie jest zabawa. Nieprzyjemnie patrzy się, jak ktoś się czołga i jest oszołomiony. Zwłaszcza, że to Frankie Edgar, którego wszyscy uwielbiają, włącznie ze mną. Jestem inną zwierzyną od walki z Aljamainem. Widzieliście to w dwóch ostatnich walkach.

„The Sandman” jest przekonany, że sobotnim występem udowodnił, iż zasługuje na pojedynek o pas mistrzowski, który będzie stawką marcowego starcia Petra Yana z Aljamainem Sterlingiem.

Chcę zmierzyć się ze zwycięzcą tego pojedynku w lipcu lub kiedykolwiek. Muszę być następny w kolejce do walki o tytuł. Nie wydaje mi się, że ktoś inny jest w ogóle brany pod uwagę.

1 KOMENTARZ

  1. Błagam, niech ktoś przekona Frankiego (żona, przyjaciele, trenrrzy?), żeby zawiesił już buty na kołku. Uwielbiam go i kibicuję mu od czasu walk z Maynardem. Tym bardziej trudno mi się ogląda jak mordują chłopa tam, w tym oktagonie.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.