historia mma ufc pride

Zapraszam do zapoznania się z kolejną częścią serii artykułów na MMARocks pod tytułem „Historyczny szlak MMA”. W każdym z wpisów opisuję najważniejsze etapy w historii naszego ukochanego sportu. Od samych początków, przez erę UFC i Pride, aż do czasów teraźniejszych. W dzisiejszej publikacji przedstawię kulisy upadku Pride FC, wykupienia japońskiej organizacji przez Zuffa, a także negocjacji pomiędzy Fedorem Emelianenko a UFC.

Wszystkie artykuły z serii można znaleźć TUTAJ.

MMA = UFC

ufc

2006 był świetnym rokiem dla UFC. Organizacja zaczęła przynosić zyski właścicielom, a gale zyskiwały coraz większą popularność wśród szerokiego grona odbiorców. UFC powoli rozsiadało się na fotelu lidera w światowym MMA i postanowienie na rok 2007 było jasne – utrzymać ciężko wypracowaną pozycję oraz potwierdzić swoją dominację na amerykańskim rynku.

Zarząd Zuffa zadecydował, żeby w nadchodzącym okresie skoncentrować się na marketingu. Zatrudniono grono specjalistów, którzy mieli pomóc w zdobyciu nowych fanów. W Stanach Zjednoczonych dana dyscyplina sportu najczęściej jest tożsama z nazwą najważniejszej ligi. Futbol amerykański to NFL, koszykówka to NBA, hokej na lodzie to NHL. Dana White i jego współpracownicy chcieli, żeby dokładnie to samo stało się z UFC. Ludzie mieli zapomnieć o „mieszanych szukach walki” i zamiast MMA, mówić po prostu UFC. Nazwa organizacji miała tak przebić się do świadomości odbiorców, żeby każdy walki w klatce nazywał właśnie UFC.

Przez lata główną motywacją organizacji było uporanie się z problemami prawnymi, spisanie jednolitych zasad, wejście na rynek pay-per-view, czy podpisanie umowy z telewizją. Wszystkie zadania zostały spełnione, wydarzenia UFC zaczęły zapewniać dziesiątki milionów dolarów przychodu. Wtedy przed właścicielami stanęło nowe, równie trudne wyzwanie. Na rynku ciągle pojawiały się nowe organizacje, które tylko czekały na potknięcie ze strony Zuffa i zabranie im choćby małej części widowni. Chcąc robić jak najbardziej emocjonujące gale, trzeba mieć w swoich szeregach najlepszych zawodników na świecie. Teraz Zuffa było stać na podpisywanie czołowych wojowników spoza UFC. Pod koniec 2006 bracia Fertitta wykupili dwie mniejsze organizacje: WFA oraz WEC.

„Zuffa jest zobowiązana, żeby dostarczać swoim fanom najlepsze walki z udziałem najlepszych zawodników. Takie nabytki pozwalają nam na spełnianie tego założenia” – mówił Dana White podczas konferencji prasowej po kupnie World Fighting Alliance. Dzięki wchłonięciu WFA do spółki Zuffa, zawodnicy występujący w tej organizacji stali się nowymi pracownikami właścicieli UFC. To natomiast uchroniło UFC przed transferami z WFA do EliteXC, czyli nowych głównych konkurentów, którzy mieli kontrakt z popularną telewizją Showtime.

„Naszym największym zyskiem jest Rampage Jackson. Kupiliśmy WFA dla ich kontraktów, zyskaliśmy przez to dobrych zawodników. Kupiliśmy też WEC, które będzie działało jako osobna organizacja. Wniesiemy ją na wyższy poziom, już niedługo WEC będzie numerem dwa na świecie. Showtime nie ma nic, nie wytrzymają zbyt długo. Nie mają pojęcia jak działać w tym biznesie” – kontynuował White.

ProElite, spółka będąca właścicielami EliteXC, szybko podjęła podobne działania i zaczęła kupować mniejsze organizacje z całego świata, w tym brytyjskie Cage Rage, hawajskie Rumble On The Rock, czy koreańskie Spirit MC. Z jednej strony takie wydatki nie miały większego sensu dla nowego podmiotu na rynku, który powinien skupić się najpierw na organizacji kilku udanych gal. Z drugiej jednak strony, gdyby ProElite zachowało bierność, nic nie powstrzymałoby UFC przed zgarnięciem wszystkich godnych uwagi zawodników. W ProElite postanowiono zaryzykować i tym samym zyskać kilka ciekawych nazwisk.

Kłopoty Pride

historia mma

Poprzednie transakcje właścicieli UFC były tylko przystawką przed głównym daniem. Zdecydowanie najważniejszym nabytkiem Zuffa było przejęcie Pride FC. Przez lata organizacje UFC i Pride były największymi konkurentami i rywalami na rynku. Początkowo White i bracia Fertitta chcieli nawiązać bliską współpracę z Japończykami, dzięki czemu fani mogliby zobaczyć walki pomiędzy czołowymi reprezentantami obu organizacji. Rzadko zdarzały się głośne transfery bezpośrednio w jedną lub drugą stronę, a wówczas mało który fan MMA nie marzył o starciu Wanderleia Silvy z Chuckiem Liddellem, czy Fedora Emelianenko z Randym Couturem. 

Sympatia szefów UFC w kierunku Pride nie została jednak odwzajemniona. Amerykanie „wypożyczyli” do Japonii swoich przedstawicieli: Chucka Liddella oraz Ricco Rodrigueza, którzy stoczyli pojedyncze występy w białym ringu Pride. W zamian obiecano im walki z udziałem Wanderleia Silvy oraz Kazushiego Sakuraby, jednak te nigdy nie miały miejsca. Pride radziło sobie świetnie i do odnoszenia dalszych sukcesów wcale nie potrzebowano jakiekolwiek wsparcia czy współpracy z UFC. Chętnie przyjmowali talenty z UFC na swoje gale, ale nie zamierzali wysyłać swoich gwiazd na pojedynki w Stanach Zjednoczonych. Silva i Sakuraba mieli sprzedawać bilety na Pride, nie na UFC.

W czasach przed premierową edycją programu „The Ultimate Fighter”, gdy UFC znajdowało się na skraju bankructwa, Pride świetnie prosperowało i przyciągało tłumy na trybuny oraz przed telewizory. Niemal od początku istnienia Pride utrzymywało miano największej organizacji na świecie. W każdym aspekcie UFC było parę kroków za Japończykami. Zyski i oglądalność były mniejsze, a sami zawodnicy nie mogli liczyć na takie wypłaty jak ci w Kraju Kwitnącej Wiśni. W 2006 roku role zaczęły się odwracać. UFC poszybowało w górę po sukcesie autorskiego reality show, a Pride kroczyło coraz szybciej w kierunku upadku. Problemem nie był jednak spadek zainteresowania ich galami, a skandale i brudne interesy, które działy się za kulisami. Tajemnicą poliszynela był fakt, że japońska mafia yakuza kontroluje branżę rozrywkową w ich kraju, w tym także wydarzenia Pride. 

Zach Arnold, ekspert od japońskiego MMA pracujący m.in. dla Fight Opinion oraz Sherdog, tak tłumaczył ówczesną sytuację: „W późnych latach 90. biznes profesjonalnego wrestlingu w Japonii zaczął słabnąć. Yakuza musiała wyjść wtedy z cienia i gangsterzy zaczęli być głównymi sponsorami promotorów. Rynek stał się nieprzewidywalny, a organizacje zmieniały się w przykrywki dla ich nielegalnych interesów pozasportowych. Wcześniej zawsze było wiadomo kim są właściciele i jakie są ich cele. Pride upadło, ponieważ wraz z wieloma innymi grupami zostało właśnie taką przykrywką do prania brudnych pieniędzy przez yakuzę”.

O sile i wpływach yakuzy na japońskie MMA przekonał się na własnej skórze chociażby Seia Kawamata, promotor gal Inoki Bom-Ba-Ye. Organizacja Antonio Inokiego wykupiła na swoją sylwestrową galę w 2003 roku Fedora Emelianenko, jednego z najważniejszych zawodników Pride. Rosjanin zawalczył z Yujim Nagatą, ale wydarzenie okazało się totalnym niewypałem – widzowie woleli oglądać w tym czasie gale konkurencji. Japońskiej mafii nie spodobał się manewr Kawamaty, który był zastraszany i musiał się ukrywać w obawie o swoje życie. Kilka lat później Seia udzielił wywiadu, w którym zdradził, że szef Pride Nobuyuki Sakakibara był obecny podczas rozmów, w których członkowie yakuzy mu grozili. 

„Na swój sposób koniec Pride jest pewnym symbolem tego, jak biznesy w Japonii są powiązane z agresją yakuzy. Gangi pokroju Yamaguchi-gumi lub Sumiyoshi-kai były wcześniej znośne, ale kiedy tylko stały się faktycznymi właścicielami organizacji, które zaczęły być finansowane z pieniędzy mafii, cała sytuacja diametralnie się zmieniła” – kontynuował Arnold. „W latach 2004-2005 Pride wygenerowało około 50 milionów dolarów zysku. Zaskakujące, że nagle parę lat później pojawiły się problemy finansowe po zakończeniu umowy z Fuji TV. Gdzie wyparowały te wszystkie pieniądze? Można mieć pewne podejrzenia”.

Niemal z dnia na dzień Pride zmieniło się z czołowej organizacji na świecie w upadającą firmę. Właściciele powinni mieć przecież środki wygenerowane w szczycie popularności, które pozwoliłyby na przetrwanie cięższego okresu. W ten sposób funkcjonowało UFC za czasów SEG. Sakakibara twierdził, że telewizja zapewniała tylko 10 procent z całości przychodów Pride. Japończycy kontynuowali organizowanie wielkich gal, tak jakby za wszelką cenę chcieli pokazać, że wszystko jest w porządku. W rzeczywistości robili dobrą minę do złej gry i tylko tracili ogromne pieniądze. Pieniądze, których na dobrą sprawę wcale nie mieli.

„To nie był dobrze prowadzony biznes, a utrata umowy z telewizją zniszczyła wszystko. Zaczęli upadać nawet jeszcze wcześniej, zanim to wszystko miało miejsce. Ich popularność była oparta na Sakurabie i Yoshidzie. Nie mieli tak naprawdę żadnej nowej gwiazdy z Japonii, która pociągnęłaby ten wózek” – oceniał Dave Meltzer z Wrestling Observer. „To jest bardzo w japońskim stylu, coś przez trzy lata jest na szczycie, a potem nagle znika. Panuje tam kultura mody i Pride było właśnie taką chwilową modą, która przeminęła”.

Ostatnią deską ratunku dla Pride było wkroczenie na rozwijający się rynek w USA. Właściciele potrzebowali nowego źródła przychodów jak powietrza. UFC udowodniło jak można zarabiać w Las Vegas i Sakakibara chciał powtórzyć ich kroki. Nawiązał współpracę z miejscowymi biznesmenami, którzy pomogli mu znaleźć sponsorów i zorganizować dwie gale w Stanach Zjednoczonych.

Pride 32 i Pride 33 to były udane wydarzenia pod względem sportowym. Na gali z numerem 32 wystąpił nawet Paweł Nastula, złoty medalista olimpijski w judo, który niestety musiał uznać wyższość Josha Barnetta. Pride 33 okazało się jedną z najlepszych gal w historii organizacji, tego wieczoru odbył się między innymi świetny pojedynek Nicka Diaza z Takanorim Gomim. 

Kibice mogli być zadowoleni w przeciwieństwie do Sakakibary. Choć przychód z biletów wyniósł ponad 2 miliony dolarów przy każdej z gal, to sprzedaż PPV oscylowała na bardzo niskim poziomie poniżej 50 tysięcy subskrypcji. Bez umowy z dużą stacją telewizyjną ciężko było osiągnąć zadowalający wynik. Zawarcie takiej współpracy wymagało czasu, UFC potrzebowało na to 5 lat, a właściciele Pride potrzebowali pieniędzy na wczoraj. Sakakibara zaczął poważnie rozważać sprzedaż organizacji.

Nadchodzi Zuffa

historia mma

Lorenzo Fertitta wspominał: „W maju 2006 roku zjedliśmy kolację, żeby pogadać o biznesach i przyszłości MMA. Rozmawialiśmy przez kilka godzin, a to był dopiero początek długich dyskusji. Obie strony musiały się mocno zaangażować, żeby doprowadzić transakcję do skutku. Musieliśmy się skoncentrować na wspólnym celu, a było nim napisanie historii. Współpraca dwóch takich organizacji jak UFC i Pride to historyczne wydarzenie”.

Szef Zuffa był podekscytowany szansą na wykupienie Pride. Nie wszyscy kompani biznesowi Lorenzo jednak podzielali jego entuzjazm, w tym sam Dana White. Zastanawiali się dlaczego mają kupować upadającą organizację, skoro mogą poczekać i pozbierać za mniejszą cenę to, co z niej pozostało.

„Zastanawiałem się, co oni wyprawiają? Pride zwijało interes, a oni mogliby podpisać kontrakt z każdym ich zawodnikiem. Kto chciałby tyle płacić za bibliotekę wideo?” – dziwił się Dave Meltzer. Fertitta miał jednak inny plan, nie interesowało go jedynie zakontraktowanie najlepszych zawodników. Chciał stworzyć dużo ambitniejszy projekt.

Pride miało być wielką organizacją w Japonii, UFC tym samym, ale w Stanach Zjednoczonych. Dwóch gigantów, jeden właściciel. Wszystko okraszone regularnymi superwalkami pomiędzy największymi gwiazdami ringu oraz oktagonu. 

„To naprawdę zmieni cały świat MMA” – zachwycał się Fertitta. „Moglibyśmy stworzyć sport tak ogromny jak piłka nożna. Jestem fanem MMA. Nie chodzi tu o biznes i zarabianie pieniędzy. Mam zamiar organizować wymarzone walki, które chcę zobaczyć ja, ty i każdy fan na świecie. UFC jest dla mnie jak dziecko, a teraz urodziło mi się drugie. Oba kocham tak samo mocno”.

Pomimo innych ofert Sakakibara zdecydował się sprzedać Pride Lorenzo. Dla niego Pride również było niczym dziecko, które właśnie wyprowadzało się z domu. Nobuyuki chciał przekazać organizację w dobre ręce. „Czuję ulgę. Pride, które powstawało przy mnie, rozwija się dalej” – mówił Japończyk. „Pride opuściło gniazdo i może teraz rozwinąć skrzydła, żeby podbić świat. Pod opieką prywatnego właściciela organizacja stała się wielka, ale dłużej sam bym tego nie uciągnął. Osobiście czuję stratę, ale z radością patrzę na przyszłość Pride”. Fertitta wydawał się najlepszym kandydatem do przejęcia sterów i wyprowadzeniu Pride na prostą.

Zuffa przejmowała Pride z dobrymi intencjami. Lorenzo Fertitta i spółka początkowo naprawdę chcieli, żeby obie organizacje funkcjonowały osobno. Wizja łączonych gal faktycznie byłaby czymś niespotykanym wcześniej i wspaniałym dla kibiców. „Najlepsi zawodnicy dzielili się do tej pory na UFC i Pride. Teraz nareszcie będziemy mogli wyłonić kto jest numerem jeden na świecie. Mistrz UFC kontra mistrz Pride. Kto wygra taką walkę będzie miał pełne prawo do nazywania się najlepszym na świecie w wadze ciężkiej, półciężkiej, czy średniej. Tak samo najlepszym bez podziału na kategorie wagowe, czy najlepszym w historii. Zwyciężą na tymi fani, zwyciężą obie organizacje, zwyciężą zawodnicy” – mówił Dana White.

Utopijny plan Zuffa legł jednak w gruzach, Amerykanie nie byli w stanie nawiązać współpracy z japońską telewizją. Bez umowy z żadną stacją nic nie mogli zdziałać. Pride przynosiłoby tylko straty, tak jak wcześniej Sakakibarze. „Użyłem już wszystkich swoich sposobów i nadal nie doszedłem do porozumienia z żadną telewizją w Japonii. Chyba po prostu nas tam nie chcą” – dodał po czasie Dana. „Mnie też też tam nie chcą. Pride to potężna marka i chcemy ją utrzymać przy życiu, ale ma splamioną reputację, a w USA nigdy nie odniosła wielkiego sukcesu. Nie mogę wydać kolejnych 44 milionów dolarów, żeby to wszystko prostować i naprawić”.

Stacje telewizyjne w Japonii ustalały ramówkę dwa razy w roku, w kwietniu oraz w październiku. Kupno Pride przez Zuffa ogłoszono oficjalnie 27 marca 2007 roku, dlatego kwietniowy termin był zbyt wczesny na podpisanie umowy pomiędzy nowymi właścicielami, a którąś telewizją. Kiedy jednak w październiku Pride ponownie nie znalazło się w planach żadnej stacji TV, Zuffa postanowiła się wycofać. Wszyscy pracownicy Pride zostali zwolnieni i legendarna organizacja po 10 latach funkcjonowania przestała istnieć. Nastąpiła zmiana taktyki. UFC podpisało kontrakty z większością czołowych zawodników Pride, jednak nie było już szans na wymarzone gale we współpracy obu organizacji. Zamiast tego, superwalki między mistrzami miały zostać zorganizowane po prostu w oktagonie UFC.

„Będziemy mieli u siebie wszystkich najlepszych zawodników. Jeśli chcesz walczyć z innymi najlepszymi, jeśli chcesz zapisać swoje nazwisko na kartach historii, musisz być z nami. Kto jest najlepszym zawodnikiem w każdej kategorii wagowej? Na pewno jest tutaj, jest w UFC” – podsumował Dana White.

Wyjątek

Najgłośniejszym nazwiskiem, który nie zamienił białego ringu na oktagon, był oczywiście Fedor Emelianenko. Wygrywający walkę za walką Rosjanin, dominator wagi ciężkiej, najlepszy zawodnik MMA na świecie bez podziału na kategorie wagowe. Wszyscy czekali aż wstąpi w szeregi UFC, gdzie czekałyby na niego nowe wyzwania, jednak ta chwila nigdy nie nastąpiła. Fedor miał otwarty kontrakt z Pride, występował w japońskiej organizacji, ale w dowolnym momencie mógł zawalczyć w każdym innym miejscu na świecie. W UFC taka sytuacja nie mogła mieć miejsca, każda umowa zawierana była na wyłączność. Pomimo wielu prób, Dana White i Zuffa nie zdołali nakłonić „Ostatniego Cara” do złożenia podpisu.

Emelianenko nie unikał wcale przeciwników, którzy czekali na niego w Stanach Zjednoczonych. Sam wielokrotnie wychwalał Randy’ego Couture’a i chciał stoczyć z nim walkę unifikacyjną. Powodem nieporozumienia był skomplikowany kontrakt przedstawiony mu przez UFC.

„Nie mogłem podpisać umowy zaoferowanej mi przez UFC, to było niemożliwe. Jeśli bym wygrał, musiałbym stoczyć osiem walk w dwa lata. Jeśli przegrałbym chociaż raz, mogliby z miejsca rozwiązać ze mną kontrakt” – tłumaczył Fedor. „Główne założenie kontraktu było następujące. Tak długo jak będę pozostawał niepokonany, tak długo kontrakt będzie automatycznie przedłużał się o nieokreślony czas, ale wynagrodzenie pozostanie niezmienne. Po prostu nie mógłbym ich opuścić bez żadnej porażki. Nie mógłbym udzielać wywiadów, grać w filmach, reklamować produktów. Nie mógłbym nic robić bez porozumienia z UFC, na wszystko musiałbym mieć od nich zgodę. Nie mógłbym nawet brać udziału w zawodach sambo. To narodowy sport w Rosji. Było zbyt wiele klauzul, cała umowa miała 18 stron. Nie miałem żadnych praw, a UFC mogło zrobić wszystko. Wyrzucić kontrakt do kosza, jeśli coś im się nie spodoba. Współpracowałem z prawnikami, którzy wyraźnie powiedzieli, żeby nie podpisywać takiego dokumentu”.

Negocjacje na linii UFC-sztab Emelianenko nie przynosiły żadnych rezultatów i w grę zaczęły wchodzić emocje. „Wszystko co mówią to jakieś pier*olenie” – twierdził White. „Problem z tymi gośćmi jest taki – w ogóle nie chodzi im o Fedora. Mam na myśli jego menadżerów, ich interesuje tylko to, co oni zyskają. Ani razu podczas rozmów nie poruszyli tematu co ze złożenia podpisu dostanie Fedor. To dlatego nie doszliśmy do porozumienia. Mogę to oznajmić, menadżerowie Fedora to je*ani kłamcy. Życzę im powodzenia, gdziekolwiek pójdą, bo nie chcę już oglądać go walczącego w UFC”.

Dana White nazwał Emelianenko marionetką, a samych Rosjan zaczął wyzywać od szaleńców. „Wielokrotnie przeczytałem w Internecie obrazę na mój temat ze strony Pana White’a. Moim zdaniem nie jest to zachowanie godne dżentelmena, czy dojrzałego mężczyzny” – komentował Fedor. „Jeśli tak bardzo chce udowodnić, że ma rację, niech zorganizuje moją walkę z Randym. W przyszłości nie chcę słyszeć podobnych słów z jego ust i nie będę tego więcej tolerował”.

Obie strony oddalały się od porozumienia. Wkrótce Dana zaczął twierdzić, że Emelianenko właściwie nie jest tak dobrym zawodnikiem, za jakiego jest uważany. Według niego ledwo łapałby się do TOP 5 wagi ciężkiej. Taka opinia spotkała się z negatywnym odbiorem wśród zawodników oraz kibiców. „Fedor Emelianenko jest najlepszym zawodnikiem, który kiedykolwiek pojawił się na arenie do walk” – chwalił Rosjanina Kevin Randleman. „Nie ma nikogo lepszego. Nigdy nie widziałem, nie trenowałem, ani nie walczyłem z nikim lepszym. On gra w swojej własnej lidze”.

Rok 2007 okazał się niezwykle znaczący dla historii mieszanych sztuk walki. Uwielbiana przez kibiców organizacja Pride FC została wchłonięta przez UFC, które zrobiło ogromny krok w kierunku zdobycia monopolu na rynku. Zakończyła się japońsko-amerykańska rywalizacja na dużą skalę, a szeregi UFC zasiliło grono znakomitych zawodników. Tamtego roku z ringu do oktagonu przenieśli się Wanderlei Silva, Dan Henderson, Mauricio Rua, bracia Nogueira i wielu innych. Duża część fanów do dziś tęskni za klimatem gal Pride i snuje przypuszczenia, co by było gdyby Fedor Emelianenko jednak podpisał kontrakt z UFC…

40 KOMENTARZE

  1. O końcu PRIDE i przejęciu japońskiej organizacji przez UFC

    Czyli zmierzch średniowiecza i początek czasów nowożytnych. :frankapprove:

  2. Nie czytam takich długich tekstów od komuni. Od @Cactus wchodzi zawsze jak zloto:bleed: polecam!

    Zakończyłem Fedorem, to następny artykuł będzie właśnie o nim – Legendy MMA #3

    Przez niego wszedłem w MMA, jaranko. Pozdro!

  3. tak brawo

    to oficjalna wersja dla tłuszczy made by israel and ufc

    bardzo dużo wspólnego z rzeczywistością

  4. Myślałem, że prezenty to pod choinką. A tu Mikołaj @Cactus dał prezent wczesnej. Jak zawsze świetnie, ale MMA=KSW nie tam jakieś UFC i każdy Janusz to wie:muttley:.

  5. W tamtym czasie Fedor miał niemalże boski status, nawet ludzie, którzy nie ogladali mma wiedzieli, że jest kimś niezwykłym, że nie można pokonać tego niepozornego Rosjanina.

    Nikt inny nie stworzył takiej legendy.

  6. Marzy mi się seria Twoich felietonów wydana w formie legitnej książki z ilustracjami i w twardej oprawie. Kupowałbym.

    Jak zawsze, genialna robota.

  7. W tamtym czasie Fedor miał niemalże boski status, nawet ludzie, którzy nie ogladali mma wiedzieli, że jest kimś niezwykłym, że nie można pokonać tego niepozornego Rosjanina.

    Nikt inny nie stworzył takiej legendy.

    I filmiki z jego treningów w plenerze, na asfaltowym boisku w trampeczkach ala warrior 🙂 "Ostatni cesarz" nic dodać i ująć – legenda za życia.

  8. Marzy mi się seria Twoich felietonów wydana w formie legitnej książki z ilustracjami i w twardej oprawie.

    Mi też :tellmemore:

  9. tak brawo

    to oficjalna wersja dla tłuszczy made by israel and ufc

    bardzo dużo wspólnego z rzeczywistością

    Oświeć mnie jak wygląda wersja sowiecka, zgodna z rzeczywistością.

  10. Kojarzy mi się przeróbka zrobiona przez jednego z kibiców, w której White mówi że Fedor skończony i nagle jest wcięcie jak Fedor z ekipą w szatni z tego ryją, później znowu pokazany jest White z konferencji jak wkurwiony mówi że Fedor nie jest nawet w pierwszej piątce i znowu ekipa z Fedorem w szatni jak z tego ryją spłakani.

    Ma ktoś z tego jakiś link? Nie widziełem tego kilkanaście lat już chyba.

  11. piszę tyle ile mam ochotę

    na każdy moj post jest ból z dupy a ostatnio ktoś już poszedł na całość i zmienia całe wypowiedzi 🙂

    jeżeli ktoś wierzy we wszystko co mówi się oficjalnie, cóż… pozdrawiam 🙂

    byłem w tym i w tamtym, od sali i od kuchni,wersja sowiecka jest nie do przyjęcia na trzeźwo dla chłopców na forum,zwyczajnie jest brzydka i do tego bez specjalnych sensacji typu jakuza.

    pride na zywo nie warty biletów do japonii. a większość zawodników,trenerów,managosów i organizagorów… może nie nadawałem się do takiego środowiska ale tak jak poznałem, prawie każdy to patus bez honoru,z chorymu ambicjami czy w najlepszym wypadku jak jedna dziewczyna trenująca kiedyś u ernesto w holandii… ograniczonych do tego stopnia,ze nie umieli poza trenowaniem o niczym porozmawiać.

    temat na książki a nie referowanie małolatom którzy mają taki kaprys :*

  12. Kojarzy mi się przeróbka zrobiona przez jednego z kibiców, w której White mówi że Fedor skończony i nagle jest wcięcie jak Fedor z ekipą w szatni z tego ryją, później znowu pokazany jest White z konferencji jak wkurwiony mówi że Fedor nie jest nawet w pierwszej piątce i znowu ekipa z Fedorem w szatni jak z tego ryją spłakani.

    Ma ktoś z tego jakiś link? Nie widziełem tego kilkanaście lat już chyba.

  13. wersja sowiecka jest nie do przyjęcia na trzeźwo dla chłopców na forum,zwyczajnie jest brzydka i do tego bez specjalnych sensacji typu jakuza.

    Akurat nie jestem trzeźwy, spróbuj. Reszty Twojego posta niestety nie rozumiem.

  14. to wszystko wersja oficjalna, jakąś zawsze trzeba podać żeby ładnie wyglądało. to tak jakby 10 lat życia w polsce poskładać ze spotów wyborczych .i  nie jestem obiektywny,  od zawodnikow i wielkich miszczów przez trenerow aż po gale wszędzie była patologia,syf i choroba.

  15. piszę tyle ile mam ochotę

    na każdy moj post jest ból z dupy a ostatnio ktoś już poszedł na całość i zmienia całe wypowiedzi 🙂

    jeżeli ktoś wierzy we wszystko co mówi się oficjalnie, cóż… pozdrawiam 🙂

    byłem w tym i w tamtym, od sali i od kuchni,wersja sowiecka jest nie do przyjęcia na trzeźwo dla chłopców na forum,zwyczajnie jest brzydka i do tego bez specjalnych sensacji typu jakuza.

    pride na zywo nie warty biletów do japonii. a większość zawodników,trenerów,managosów i organizagorów… może nie nadawałem się do takiego środowiska ale tak jak poznałem, prawie każdy to patus bez honoru,z chorymu ambicjami czy w najlepszym wypadku jak jedna dziewczyna trenująca kiedyś u ernesto w holandii… ograniczonych do tego stopnia,ze nie umieli poza trenowaniem o niczym porozmawiać.

    temat na książki a nie referowanie małolatom którzy mają taki kaprys :*

    Nikt tu nie ma bólu dupy o to co piszesz, tylko ból głowy o to w jaki sposób piszesz.

    Przedstawiasz oczywistości, o których wie każdy średnio ogarnięty człowiek który liznął jakiekolwiek sw i których się domyśla każdy średnio ogarnięty kibic, jako prawdę objawioną tylko Tobie.

    Piszesz tak, że ciężko to przeczytać, a co dopiero zrozumieć.

    To co piszesz zalatuje strasznym bólem dupy, że im się udało.

  16. Jak zwykle teksty Cactusa wchodzą lepiej niż zimny browar latem. Świetna robota i sentymentalny powrót do przeszłości. Pamiętam jak w tamtych czasach Łysy sobie wymyślił, że wyśle Liddella do PrIde'a, żeby pokazał skosom jak wygląda prawdziwe MMA 😀 Jak to się skończyło, wszyscy pamiętamy. Piękne czasy i kapitalna, nieodżałowana Fedka, do której nawet dzisiaj wracam myślami z rozrzewnieniem. Szkoda, że jak jakiś biznes zaczyna furczeć, to zaraz pojawiają się smutni panowie w garniturach. No, chyba że to tacy właśnie panowie sami zakładają tego typu biznes (braciaki i UFC).

  17. oki

    zamien sie miejscami

    lubisz czytac od lat komentarze dzieciaków. to najsmieszniejsza część mma jaką znam. raz na kilka miesięcy/lat masz ochotę cokolwiek napisać bo już przekracza większość granic.

    i co masz napisac?

    wersje wg spotów wyborczych i wykreowanego wizerunku czy to jak wyglądało twoje doświadczenie,pride czy ufc od zaplecza albo nasze gwiazdy i miszczowie z którymi miałeś kontakt i każdy z nich albo się zeszmacił albo przynajmniej był rozgarnięty w okolicach orangutana.

    może ciężko to zrozumieć,moze jestem pokolenie do tyłu. porzucenie tego swiatka mogło też być dojrzałą decyzją,bez bólu dupy i będąc całkiem spełnionym ale po co to komu opisywać, żeby sie uwiarygodnić? przed kim i po co? nie czujesz, że to szczere to twoj problem. tutaj jeden moze kłamać że podnosi 100kg na klatę, wiec nagle wyskoczyć z tym co na przykład przy stole mówił sakakibara albo jak wyglądały początki naszych asów ufc od kuchni i jakie to były i pewnie dalej są mendy… bajki 10 latka,na kilka tomów zabawnego czarnego humoru. 😉

    i niech tak zostanie. dla jednych to ból dupy,zawiść, dla mnie sporty walki to banda patologii,debili i nieudaczników na niezbyt zaawansowanym etapie ewolucji. i to tez jest śmieszne, że mozna oglądać w 21 takie prymitywne igrzyska a potem napisać na podobnym poziomie komentarz. pozdro ziom, wystarczy mi na dobrych kilka miesięcy 😉

  18. raz na kilka miesięcy/lat masz ochotę cokolwiek napisać bo już przekracza większość granic.

    i co masz napisac?

    Na 37 postów które tu dałeś to prawie wszystkie są o krajowych zawodnikach/trenerach i ani jednego pozytywnego komentarza. Cały czas obelgi.

    lubisz czytac od lat komentarze dzieciaków. to najsmieszniejsza część mma jaką znam.

    Piszesz jakbyś miał 160 lat. Większość osób tutaj to już właśnie nie dzieciaki.

    jestem pokolenie do tyłu. porzucenie tego swiatka mogło też być dojrzałą decyzją,bez bólu dupy

    No chyba jednak jakiś ból dupy został, skoro prawie wszystkie posty dotyczą polskiego podwórka i zawsze jest krytyka z Twojej strony.

    dla mnie sporty walki to banda patologii,debili i nieudaczników na niezbyt zaawansowanym etapie ewolucji.

    To dlaczego wchodzisz na forum o mma?

    Oczywiście że dużo osób to patole, szczególnie na początku tego sportu, ale raz że teraz dużo zawodników to już normalni sportowcy, a dwa nawet na początku nie wszyscy byli kryminalistami, więc nie ma co wrzucać wszystkich do jednego wora.

    Co do artykułu to jest to artykuł o wykupieniu Pride przez UFC, a nie o patologii w sportach walki, więc po co mieszać te dwie sprawy.

    Większość zakulisowych rzeczy jakie się działy są tylko dla wiadomości Sakakiraby i brzydkich Panów gangsterów i nawet Lorenzo z Daną o większości rzeczy nie mają pojęcia.

    Tak samo kilka osób wie co się dzieje w UFC od środka i nie ma co tego rozkminiać, bo ani fani, ani zawodnicy/trenerzy czy menadżerowie nigdy się tego nie dowiedzą.

  19. @torpedo Staram się ostrożnie gospodarować opcją "ignor" ale ten koleżka już się załapał. Nie chce mi się czytać prymitywnych prowokacji.

  20. to wszystko wersja oficjalna, jakąś zawsze trzeba podać żeby ładnie wyglądało. to tak jakby 10 lat życia w polsce poskładać ze spotów wyborczych .i  nie jestem obiektywny,  od zawodnikow i wielkich miszczów przez trenerow aż po gale wszędzie była patologia,syf i choroba.

    Mój ziomek kiedyś podobnie pierdolił po kwasie. Niby słuchasz i wszystko wydaje się jasne,a na koniec i tak chuj wie o co chodzi.

  21. Fedor w swoim prime bije kazdego innego w jego prime. Amen

    W minionych czasach owszem, tzn. 15 lat temu. Dziś MMA wygląda inaczej i tamten Fedor w swoim prime nie zrobiłby takiej kariery dziś.

  22. W minionych czasach owszem, tzn. 15 lat temu. Dziś MMA wygląda inaczej i tamten Fedor w swoim prime nie zrobiłby takiej kariery dziś.

    Nie ma dzis ciezkich z taka eksplozywnoscia, przekrojowoscia, cardio, swietna stojka, parterem, no nie ma

  23. Nie ma dzis ciezkich z taka eksplozywnoscia, przekrojowoscia, cardio, swietna stojka, parterem, no nie ma

    To jest kwestia oczywiście nieweryfikowalna, ale w mojej ocenie dziś Fedor nie poradziłby sobie z nawet z USADA. :fjedzia:

  24. To jest kwestia oczywiście nieweryfikowalna, ale w mojej ocenie dziś Fedor nie poradziłby sobie z nawet z USADA. :fjedzia:

    Zgadzam sie w tek kwestii:beer:

    usada to zuo

  25. Pride 32 , byla pierwsza gala mma na ktorej bylem .

    Wyjscie Pawla w bialo czerwonym dresie z orzelkiem na piersi , life time experience!!!!

  26. Czyli zmierzch średniowiecza i początek czasów nowożytnych. :frankapprove:

    Zdobycie Konstantynopola przez Imperium Osmańskie i ostateczny upadek Cesarstwa Bizantyjskiego. 😆

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.