historia mma

Zapraszam do zapoznania się z kolejną częścią serii artykułów na MMARocks pod tytułem „Historyczny szlak MMA”. W każdym z wpisów opisuję najważniejsze etapy w historii naszego ukochanego sportu. Od samych początków, przez erę UFC i Pride, aż do czasów teraźniejszych. W dzisiejszej publikacji przedstawię kulisy domknięcia trylogii pomiędzy Fedorem Emelianenko, a Antonio Rodrigo Nogueirą, a także rezultaty poszukiwań nowej gwiazdy z Japonii przez organizację Pride.

Wszystkie artykuły z serii można znaleźć TUTAJ.

Nowa gwiazda

Nobuhiko Takada nie zdobył uznania, a Kazushi Sakuraba najlepszy okres w swojej karierze i szczyt popularności miał już za sobą. Właściciele Pride poszukiwali zawodnika z Japonii, który stanie się nową twarzą organizacji oraz ulubieńcem miejscowej publiczności. Kolejną gwiazdą miał się okazać Hidehiko Yoshida. Japończyk miał za sobą bogatą karierę w judo. W 1992 roku został złotym medalistą olimpijskim w wadze do 78 kilogramów, całkowicie dominując swoich konkurentów w Barcelonie. Yoshida w drodze do tytułu pokonał wszystkich sześciu rywali poprzez Ippon, najwyżej punktowaną akcję w judo. Oprócz sukcesu na Igrzyskach, Hidehiko ma na swoim koncie cztery medale mistrzostw świata, w tym złoto z 1999 roku. Karierę judoki zakończył po Igrzyskach w Sydney w wieku 31 lat. Do samego końca pozostał czołowym zawodnikiem w swojej dyscyplinie, jednak nadeszła pora na podjęcie nowego wyzwania. W 2002 roku Hidehiko Yoshida dołączył do Pride i rozpoczął swoją przygodę z MMA.

„To było przeznaczenie. Miałem szczęście, że mogłem pokazać się w ringu Pride” – wspomina Yoshida. „Chciałem tylko założyć judogi i zaprezentować swoje umiejętności w walce, a przy tym zwiększyć zainteresowanie dyscypliną jaką jest judo. Nie wchodzi się do nowego środowiska, nie mając wcześniej określonego planu”.

Poza przeznaczeniem, drugim istotnym czynnikiem, który przekonał Yoshidę do pojedynku na białym ringu było 250 tysięcy dolarów wypłaty w gotówce. Pierwszym występem w Pride mistrza olimpijskiego było starcie z legendarnym Roycem Gracie na gali Pride Shockwave w 2002 roku. Japońsko-brazylijska potyczka nie odbyła się jednak w pełni na zasadach MMA, a według specjalnie określonych reguł, które wykluczały między innymi uderzenia na głowę, zakazane były również jakiekolwiek ciosy w momencie, w którym obaj zawodnicy znajdą się w parterze. Walka została zakontraktowana na dwie 10-minutowe rundy, po których zostałby ogłoszony remis, w przypadku braku wcześniejszego rozstrzygnięcia. Konflikt rodziny Gracie z japońskimi judokami ciągnął się od wielu lat, a Royce Gracie pojedynkiem z Yoshidą chciał nawiązać do bogatej historii obu kultur.

„Minęło 50 lat od walki mojego ojca Helio z Masahiko Kimurą. Zapytałem organizatorów, czy możemy zawalczyć z Yoshidą na identycznych zasadach jak w tamtym pojedynku. Bez uderzeń, tylko grappling. Ojciec skończy niedługo 90 lat i chciałbym zrobić mu prezent, walcząc na takich samych zasadach jak on” – tłumaczył Royce Gracie. „Nie mam zamiaru używać tutaj słowa „rewanż”. Mamy jednak 50 rocznicę tamtego starcia, to historyczny rok. Chciałbym stoczyć tę jedną, największą walkę w życiu, podobnie jak mój ojciec. Chcę, żeby jak najwięcej członków rodziny Gracie przyjechało zobaczyć ten pojedynek, w tym oczywiście Helio”.

Royce i Hidehiko odegrali ważną rolę w przyciągnięciu na trybuny Stadionu Narodowego w Tokio ponad 90 tysięcy kibiców, co do tej pory stanowi najliczniejszą widownię podczas gali MMA. Dziś gala Pride Shockwave kojarzy się przede wszystkim ze znakomitym pojedynkiem Antonio Rodrigo Nogueiry z Bobem Sappem, ale to właśnie na spotkanie Yoshidy z Graciem kibice czekali najbardziej. Przed taką publicznością wielu zawodników mogłoby odczuwać większy stres, ale Japończyk pozostawał niewzruszony.

„Na igrzyskach olimpijskich moje walki również oglądało wiele osób” – opowiadał Yoshida. „Tutaj pewnie będzie ich jeszcze więcej. Moim jedynym zmartwieniem jest to, że walka odbędzie się w ringu, a nie na tatami. Do końca nie wiem jak śliskie lub twarde będzie podłoże. Poza tym zrobię dokładnie to samo, co robiłem wcześniej w judo”.

Zawodnicy wyszli do pojedynku w swoich tradycyjnych gi. Walka toczyła się zgodnie z oczekiwaniami przede wszystkim w parterze. Japończyk i Brazylijczyk toczyli wyrównaną potyczkę, podczas której obaj panowie mieli swoje momenty przewagi. Yoshida miał jednak przewagę siły, w końcu udało mu się zdobyć dosiad i z tej pozycji zapiąć sode guruma jime, duszenie z judo znane w świecie MMA powszechniej jak Ezekiel. Yoshida poinformował sędziego ringowego, że ręka Brazylijczyka zwiotczała, co oznaczałoby utratę przytomności przez Royce’a. Pojedynek został przerwany, a Hidehiko ogłoszono zwycięzcą, jednak nie obyło się bez wielkich kontrowersji związanych z przerwaniem walki przez sędziego. Gracie od razu podniósł się i zaczął protestować wraz ze swoim narożnikiem, nie dając żadnych oznak bycia uduszonym chwilę wcześniej. „Royce cały czas bronił tego duszenia” – burzył się jeden z przyjaciół brazylijskiej rodziny. „Nawet jeśli jakaś gazeta napisze, że stracił przytomność, to przecież nieprawda. Royce momentalnie wstał na nogi, czyż nie? Gdyby naprawdę odpłynął, nie podniósłby się tak szybko”. Narożnik Gracie był wściekły na rezultat tego starcia, wszyscy błyskawicznie opuścili arenę. Napięcie nie ustąpiło nawet na konferencji prasowej po gali. Royce był zbyt zdenerwowany i rozgoryczony, żeby rozmawiać z mediami, w jego imieniu do dziennikarzy wyszedł ojciec zawodnika.

„Ubolewamy nad pochopną decyzją sędziego ringowego. Co więcej, Yoshidzie zabrakło odwagi oraz moralności” – skarżył się Helio Gracie. „Yoshida nie przyznał się do błędnego przerwania pojedynku przez sędziego. Roycie nie stracił przytomności i Hidehiko dobrze o tym wiedział. Dlatego właśnie twierdzę, że brakuje mu moralności. Dopóki walka nie zostanie uznana za nieodbytą, tak długo z przykrością będziemy uznawać Japończyków, w tym sędziego, za ludzi nieuczciwych”.

Zwycięstwo z takim zawodnikiem jak Royce Gracie było wymarzonym startem kariery w nowej formule dla Hidehiko Yoshidy. Zdaniem Brazylijczyka było to jednak budowanie kariery opartej na niestabilnym gruncie i oszustwie. „Nie odniósł żadnego sukcesu w tej walce! Udawał, że zapiął duszenie, ale tak naprawdę nie zrobił tego do końca i nie wywierał żadnej presji” – nie odpuszczał Royce. „Nie odpłynąłem! Udawał, że ma ciasne duszenie i powiedział sędziemu, że straciłem przytomność. Jest kłamcą, całkowitym kłamcą”.

Don Frye

yoshida frye

Pojedynek z Graciem był dla Hidehiko idealnym przygotowaniem do występów w MMA. Mógł poczuć namiastkę walki w ringu Pride, nie martwiąc się jeszcze o bycie uderzanym w twarz. Kolejny występ złotego medalisty z Barcelony został jednak już zaplanowany na właściwych zasadach mieszanych sztuk walki.

Don Frye był w tamtych czasach czołowym reprezentantem Stanów Zjednoczonych w Pride. Amerykanin zaczął od świetnych występów w UFC, gdzie zwyciężył w dwóch turniejach, a następnie w pogoni za lepszą wypłatą udał się do Japonii. Do starcia z Yoshidą przystępował z imponującym rekordem 15-1, a w swoim poprzednim występie pokonał innego Japończyka, Yoshihiro Takayamę. Szalony pojedynek z gali Pride 21 przeszedł do historii jako jeden z najbardziej emocjonujących w historii dyscypliny. Każdy fan MMA na świecie musi kojarzyć niesamowitą wymianę prawy za prawy w narożniku ringu. Frye wiedział, że starcie z Yoshidą będzie wyglądało całkowicie inaczej. Choć Hidehiko oficjalnie dopiero debiutował w MMA, to Amerykanin zdawał sobie sprawę, że naprzeciwko niego stanie doświadczony wojownik.

„Każdy powtarza, że jest nowicjuszem, ale to nieprawda. Koleś ma za sobą dwa lub trzy tysiące pojedynków i przez lata trenował po osiem godzin dziennie. Nie ma tu nawet mowy o jakimkolwiek braku doświadczenia. Jest gotowy do walki, przygotował się jak zawodowiec” – twierdził Frye. „To najbardziej utytułowany sportowiec przechodzący do MMA. Wcześniej był nim Mark Coleman, ale Yoshida jest mistrzem olimpijskim i mistrzem świata w judo. Zawodnik z najwyższej półki. Naprawdę go szanuję i cieszę się, że mam okazję z nim zawalczyć”.

Frye wychodził do ringu z górą od judogi, choć ostatecznie zdjął ją przed rozpoczęciem walki. Amerykanin posiadał czarny pas w judo, ale założenie do walki tradycyjnego stroju byłoby bez wątpienia ogromnym ułatwieniem dla Yoshidy. Japończyk nie potrzebował jednak żadnej dodatkowej pomocy i bez tego udało mu się zdominować Dona. Hidehiko sprowadził rywala na ziemię, był blisko wygranej przez duszenie, ale ostatecznie zwyciężył przez balachę po ponad pięciu minutach starcia. Yoshida zapiął ciasną dźwignię, jednak Don wcale nie odklepał, a walka został przerwana przez sędziego. Amerykańscy kibice byli oburzeni takim zakończeniem pojedynku. Pomimo, że Yoshida pokonał w kolejnych występach Masaakiego Satake oraz Kioyshiego Tamurę, to w oczach wielu nadal uchodził za zwykłego oszusta.

„Są dwie różne wersje Yoshidy – ta japońska oraz amerykańska. W Japonii Hidehiko uchodzi za specjalistę od poddań, jednego z najwybitniejszych judoków ostatnich czasów, który dzięki swoim umiejętnościom pokonał największe nazwiska w MMA jak Gracie, Frye, Satake, czy Kimura” – napisał Dave Meltzer w Wrestling Observer. „W USA natomiast jest uważany za podrabiańca i oszusta. Za kogoś, kto nigdy nie wygrał prawdziwej walki. Za sztuczny twór Pride, gdzie potrzebowano nowej japońskiej gwiazdy, bo Sakuraba przyjął już za dużo na głowę. Ludzie argumentują, że jego jedyne zwycięstwa w MMA są nad zawodnikami, którzy w przeszłości uprawiali pro wrestling. Wygrana z Graciem jest mylnie przedstawiana jako totalna ustawka lub oszustwo, niemniej jednak ciężko zaprzeczyć kontrowersjom w tym starciu”.

Zwycięstwa Yoshidy powodowały jedynie kolejne kontrowersje, a przekornie największe uznanie przyniosła mu pierwsza porażka w MMA. Japończyk zdobył więcej szacunku za dzielną postawę w przegranym występie z bardzo mocnym rywalem, niż za jakikolwiek dotychczasowy triumf w Pride.

Axe Murderer

silva yoshida

Wanderlei Silva był jednym z największych dominatorów w historii MMA. Brazylijczyk miażdżył swoich konkurentów w japońskiej organizacji i uchodził za niekwestionowanego mistrza wagi średniej. „W przeciągu 10 lat spotkałem wielu zawodników” – opowiadał Nobuyuki Sakakibara, właściciel Pride. „Osobiście uważam jednak, że to Wanderlei jest tym, który nie tylko reprezentuje Pride, ale jest też symbolem Pride”. Niewielu wierzyło w to, że Yoshida jest w stanie nawiązać wyrównaną walkę z Silvą, a co dopiero sprawić ogromną niespodziankę i pokonać Brazylijczyka. Japońska publiczność znana jest z tego, że ogląda walki w ciszy z szacunku do zawodników, ale w tym przypadku było inaczej. Trybuny zostały rozgrzane do czerwoności, gdy Yoshida nic sobie nie zrobił z ciosów Silvy i sprowadził go do parteru. Kibice szaleli już do samego końca pojedynku.

Walka Hidehiko z Wanderleiem całkowicie minęła się z oczekiwaniami. Każdy uważał, że Brazylijczyk będzie unikał walki w koronnej płaszczyźnie utytułowanego judoki. Tak było do momentu, w którym Silva zaskakująco zaatakował zaatakował duszeniem trójkątnym z pleców.

„Nie spodziewałem się po nim, że spróbuje sankaku jime (trójkąt w terminologii judo). Technika nie była jednak na tyle ciasno dopięta, żeby mnie udusić. Była też przy nas lina, więc mogłem wytrzymać dłużej. Myślę, że się zmęczył próbą tego duszenia. Często ćwiczyłem tę technikę, więc wiem jak dużo energii konsumuje. Patrząc z perspektywy czasu, powinienem być bardziej aktywny w tamtej sytuacji. Wiedziałem, że będzie zmęczony, więc powinienem zaatakować agresywniej, a zamiast tego pozwoliłem mu na odpoczynek. To miało wpływ na końcową decyzję” – tłumaczył Yoshida.

Nikt się również nie spodziewał, że Yoshida będzie odważnie walczył w stójce i jak równy z równym wymieniał ciosy z tak wybitnym uderzaczem jakim bez wątpienia był Wanderlei Silva. Brazylijczyk był królem nokautów, specjalistą od muay thai, a jego kolana w klinczu budziły postrach wśród przeciwników. Silva skupił się na unikaniu rzutów ze strony Yoshidy, czym niejako zmusił mistrza olimpijskiego do podjęcia wymian w stójce.

Yoshida tłumaczył: „Dobrze przestudiował mój styl walki. Za dużo myślałem o jego strategii. Ciągle czekałem na jego atak i źle to się skończyło. Nie powinienem czekać, tylko samemu inicjować ataki. Ciosy Silvy ważyły dużo, ale nie wyrządzały mi większej krzywdy. Czułem siłę tych uderzeń, choć nie do tego stopnia, żeby znaleźć się na skraju nokautu. Może dlatego, że po prostu umiem przyjąć mocny cios”.

Legenda judo zaskoczyła widzów oraz samego Wanderleia Silvę swoją dobrą postawą w stójce. Yoshida zrobił coś więcej niż zwykłe przetrwanie szturmów mistrza wagi średniej. „Sprawił ogromną niespodziankę. Wiedziałem, że jest twardy i silny, ale uważam, że jest też wielkim wojownikiem” – chwalił rywala Brazylijczyk. „Bił bardzo mocno, naprawdę mnie tym zaskoczył. To dla mnie ogromny zaszczyt, że mogłem się z nim zmierzyć”.

W końcowej fazie pojedynku Wanderlei atakował Hidehiko wszystkim, co miał w swoim arsenale. Łapał go za judogi i bił cios za cios, trafił Japończyka kopnięciem na głowę, ale ten ani myślał żeby paść na matę. Ostatecznie Silva zwyciężył przez jednogłośną decyzję, a sam pojedynek uchodzi za jeden z najlepszych w 2003 roku. „Był silny. Przepraszam, że przegrałem” – mówił po walce Yoshida. „Przyjąłem wiele uderzeń. Chciałbym, żeby była jeszcze jedna runda, ale cokolwiek powiem byłoby tylko wymówką”. Hidehiko wcale nie musiał się usprawiedliwiać i przepraszać za tę porażkę. Występem przeciwko Silvie udowodnił, że nie jest tylko sztucznie pompowanym pupilkiem organizacji, ale ma pełne prawo do nazywania się zawodnikiem MMA.

Rewanż

yoshida gracie

Choć długa i wyczerpująca walka z Wanderleiem Silvą odbyła się w listopadzie, to rok 2003 nie był jeszcze skończony dla Hidehiko Yoshidy. Japończyk wciąż miał niedokończone porachunki z Roycem Gracie.

„Pierwsza walka z Yoshidą została przerwana niesłusznie, czułem się z tym źle i miałem wstręt do całego MMA” – opowiadał Royce. „Jeśli coś takiego mi się przytrafiło, to równie dobrze może przytrafić się każdemu innemu zawodnikowi. Przez ostatni rok moi menadżerowie prowadzili negocjacje z Pride, żeby rozwiązać ten spór. Organizacja zaproponowała mi rewanż, na który bez zastanowienia się zgodziłem”.

Brazylijczyk po raz kolejny zażądał specjalnych zasad, jednak tym razem był to już pojedynek wliczający się do rekordu MMA. Walkę ponownie zakontraktowano na dwie rundy po dziesięć minut, po upływie których, w przypadku braku wcześniejszego rozstrzygnięcia, ogłoszony zostałby remis. Dodatkowo ani sędzia ringowy, ani lekarz nie mieli prawa przedwcześnie przerwać starcia.

„Nie wymagam niczego szczególnego” – tłumaczył się Gracie. „Już raz zostałem oszukany przez sędziego. Nie mam zamiaru pozostawiać swojego losu w rękach innych. Sędzia ma zejść z drogi, o nic więcej nie proszę. Nie chcę lecieć dwanaście godzin do Japonii, opuszczać Bożego Narodzenia i Sylwestra, żeby ponownie zostać oszukanym”.

Rewanżowa potyczka obu zawodników została zaplanowana na sylwestrową galę Pride Shockwave 2003. Tego dnia Royce Gracie zaskoczył kibiców jeszcze przed rozpoczęciem pojedynku. Po raz pierwszy w swojej karierze Brazylijczyk zdjął bluzę od gi i zdecydował się na występ z odsłoniętym torsem. „Lubię walczyć w gi, ale jestem wojownikiem i całe życie trenowałem jiu-jitsu, dlatego nie robi mi różnicy, czy biję się w gi lub bez” – argumentował swoją decyzję Royce. „Nie obawiam się umiejętności Yoshidy w walce w gi. W naszej pierwszej walce spędził dużo czasu na trzymaniu i ciągnięciu mojego ubioru. Tym razem nie chcę mu dać tej szansy, więc zdjąłem górę od gi, żeby nie mógł mnie tak łatwo trzymać”.

Jak na ironię specjalne zasady wprowadzone na prośbę Brazylijczyka kosztowały go utratę zwycięstwa. Gracie zdominował Yoshidę na dystansie pełnych dwóch rund i w normalnym przypadku decyzja sędziów punktowych z pewnością powędrowałaby na jego korzyść. Z powodu braku nokautu lub poddania ogłoszono jednak remis, choć każdy widział kto był lepszy w tym pojedynku.

„Nie chcę robić żadnych wymówek, ale po prostu nie byłem sobą. Czuję się sfrustrowany swoim występem w tej walce” – przepraszał po starciu Hidehiko Yoshida.

Starcie mistrzów

yoshida gardner

W połowie 2004 roku Hidehiko Yoshida stoczył swoją kolejną walkę w Pride, kiedy to poddał Marka Hunta za pomocą balachy. „The Super Samoan” wówczas dopiero debiutował w MMA, a szerszej publiczności był znany z wcześniejszych występów w K-1. Po przeprawie z Huntem na Yoshidę czekała kolejna wielka walka. Równo rok po remisie w rewanżu z Roycem Gracie, rywalem Japończyka na gali Pride Shockwave 2004 został Rulon Gardner. Amerykanin był mistrzem olimpijskim w zapasach z 2000 roku, gdzie w walce o złoty medal pokonał legendarnego Aleksandra Karelina, kończąc tym samym jego niesamowitą serię zwycięstw trwającą trzynaście lat. Rok później Gardner stanął na najwyższym stopniu podium na mistrzostwach świata, by ostatecznie zakończyć karierę zapaśnika po brązie na Igrzyskach w Atenach. Rulon mógł przebierać w ofertach od organizacji MMA, a jego usługami był zainteresowany także Vince McMahon z WWE. Gardner postanowił spróbować swoich sił w mieszanych sztukach walki, a do podjęcia ostatecznej decyzji przekonał go czek od Pride opiewający na kwotę 200 tysięcy dolarów.

„Byłem ciekaw, czy jestem w stanie się obronić. Znałem się na zapasach, ale przerażał mnie cel wyrządzenia krzywdy przeciwnikowi” – mówił Gardner. „W byciu zapaśnikiem chodzi o wzajemny szacunek. Nie próbujesz nikomu wyrządzić krzywdy. To będzie dla mnie prawdziwy test”.

Idealnym rywalem dla debiutującego Gardnera był nie kto inny jak Hidehiko Yoshida. Obaj byli przecież złotymi medalistami olimpijskimi, Amerykanin w zapasach, Japończyk w judo. Takie zestawienie świetnie wpasowało się w ówczesne standardy Pride. Swoje zrobiła też różnica warunków fizycznych pomiędzy zawodnikami. Rulon wyszedł do walki cięższy o ponad 35 kilogramów od Japończyka.

„Ja jestem judoką, a on zapaśnikiem. Walki w Pride to jednak zupełnie inny sport, więc nie czuję, żeby było to starcie naszych dwóch dyscyplin” – opowiadał Yoshida. Dziennikarze i kibice byli jednak wyjątkowo podekscytowani tym starciem. Pierwszy raz w historii miało dojść do spotkania dwóch mistrzów olimpijskich na białym ringu Pride. „To pierwszy taki przypadek, więc chcę, żeby każdy dobrze zapamiętał tę walkę” – dodał Japończyk.

Pojedynek nie spełnił nawet w najmniejszym stopniu pokładanych w nim oczekiwań. Rulon Gardner wykorzystał swoją przewagę siły oraz masy do pokonania Yoshidy. Po wyjątkowo nudnych trzech rundach starcia sędziowie punktowi wskazali jednogłośnie zwycięstwo Amerykanina, który już nigdy nie wrócił do ringu. Nijaka potyczka Rulona z Hidehiko ostudziła nieco emocje kibiców, ale walka wieczoru Pride Shockwave 2004 już nie zawiodła. Do pojedynku wieńczącego trylogię stanęli Fedor Emelianenko i Antonio Rodrigo Nogueira, dwóch najlepszych zawodników kategorii ciężkiej.

Trylogia

fedor nogueira

Niewiele brakowało, żeby w ogólnie nie doszło do rewanżowych starć Rosjanina z Brazylijczykiem. Fedor po urazie dłoni przeniósł się do konkurencyjnej organizacji Inoki Bom-Ba-Ye. Za kulisami japońskiego MMA rywalizowały nie tylko poszczególne organizacje, ale również gangi yakuzy. Noworoczne gale stały się głównymi wydarzeniami w Japonii, za którymi szły też ogromne pieniądze. Przełom 2003 i 2004 roku był punktem kulminacyjnym tego zjawiska, kiedy to tego samego dnia odbyły się aż trzy gale: Pride Shockwave, K-1 Dynamite oraz Inoki Bom-Ba-Ye. Gwiazdą walki wieczoru u Antonio Inokiego miał być początkowo Mirko Cro Cop, ale ten skuszony większymi pieniędzmi i obiecanym starciem o pas powrócił do Pride. Po utracie Chorwata Inoki sięgnął po kolejną gwiazdę Pride, Fedora Emelianenko. „The Last Emperor” zmierzył z Yujim Nagatą, ale Inoki Bom-Ba-Ye zdecydowanie przegrało walkę o oglądalność 31 grudnia 2003 roku z Pride oraz K-1.

Podczas nieobecności Fedora, Pride zorganizowało walkę o tymczasowy pas pomiędzy Nogueirą, a Cro Copem. „To będzie wspaniały pojedynek, w którym decydująca będzie technika i siła mentalna. Cro Cop jest jednym z najlepszych stójkowiczów na świecie, zwłaszcza biorąc pod uwagę jego wysokie kopnięcia z lewej nogi. Nawet czołowi zawodnicy Pride jak Heath Herring, czy Igor Vovchanchyn nie potrafili powstrzymać przytłaczającej ofensywy Chorwata” – zapowiadał Nobuyuki Sakakibara. „Z drugiej strony Antonio Rodrigo Nogueira jest mistrzem brazylijskiego jiu-jitsu i walce w parterze jest tak samo utalentowany jak Cro Cop w stójce. Nogueira jest czołowym specjalistą od poddań na świecie, a w trakcie swojej kariery wygrywał z takimi zawodnikami jak Mark Coleman, czy Bob Sapp. W ringu najlepszy stójkowicz spotka się z najlepszym parterowcem wagi ciężkiej. Ciężko powiedzieć, kto będzie miał przewagę w sferze mentalnej. Cro Cop od dawna marzy o tytule, a na swojej drodze dosłownie niszczył swoich rywali. Nogueira ma jednak serce do walki i postawę mistrza, w przeszłości był już posiadaczem pasa Pride. Stracił tytuł na rzecz Fedora Emelianenko, który obecnie jest kontuzjowany, celem Brazylijczyka jest odzyskanie mistrzostwa. Jestem przekonany, że Cro Cop oraz Nogueira będą idealni przygotowani do walki pod kątem psychicznym oraz fizycznym, fani mogą ze zniecierpliwieniem oczekiwać na ten pojedynek” – dodał szef japońskiej organizacji.

Chorwacko-brazylijska batalia spełniła pokładanie w niej nadzieje, obaj zawodnicy dali z siebie wszystko i zafundowali kibicom niezwykle emocjonujące widowisko. Lepiej zaczął Filipović, który był blisko znokautowania swojego rywala, ale ostatecznie w górę powędrowała ręka „Minotauro”. Były mistrz Pride dał kolejny popis swoich parterowych umiejętności, poddając Cro Copa balachą w drugiej rundzie starcia. Na biodra Antonio Rodrigo powędrował pas tymczasowy, a Mirko musiał pogodzić się z pierwszą porażką w karierze zawodnika MMA. Emelianenko bacznie przyglądał się tej walce, zawsze starał się dokładnie analizować występy swoich rywali, żeby w przyszłości móc się lepiej przygotować do ewentualnego pojedynku z danym zawodnikiem. Po zwycięstwie na gali Inokiego, która okazała się niewypałem, Fedor powrócił do Pride. Rosjanina już niedługo czekała walka unifikacyjna z tymczasowym mistrzem.

„Wiele się nauczyłem z pojedynku Mirko i Nogueiry. To było świetne starcie i nie miałem pojęcia kto wyjdzie z niego zwycięsko” – komentował Emelianenko. „Nogueira wygrał, ponieważ w umiejętny sposób przeniósł walkę do parteru, ale jestem przekonany, że jeśli Cro Copowi udałoby się utrzymać rywala w stójce, to rezultat byłby inny. Myślę, że obaj zdają sobie sprawę z moich słabych punktów, podobnie jak ja wiem o ich lukach”.

Nogueira przed rewanżem z Fedorem czuł, że jest w swojej najlepszej formie. „Za każdą przegraną idzie coś dobrego, ponieważ dowiadujesz, się w którym elemencie jest z tobą coś nie tak. Osoba, która bez żadnego wysiłku pozostaje na szczycie, w końcu osiada na laurach” – twierdził Brazylijczyk.

15 sierpnia 2004 roku, Saitama Super Arena, gala Pride Final Conflict 2004. Finał prestiżowego 16-osobowego Grand Prix wagi ciężkiej, a w nim dwóch najlepszych zawodników królewskiej dywizji Pride. Nadszedł czas na wielki rewanż Fedora Emelianenko z Antonio Rodrigo Nogueirą, stawką unifikacja głównego tytułu należącego do Rosjanina z tymczasowym pasem Brazylijczyka. Wszystkie okoliczności były sprzyjające do tego, żeby drugie spotkanie obu panów zapisało się złotymi zgłoskami w historii MMA. Przebieg starcia był jednak pechowy, zawodnicy zderzyli się przypadkowo głowami, co spowodowało głębokie rozcięcie na głowie Fedora. W rezultacie pojedynek został przerwany i ogłoszono No Contest.

Brak wyłonionego zwycięzcy w finale turnieju doprowadził do ponownego zestawienia Emelianenko z Nogueirą przez japońską organizację. Trzecia walka odbyła się kilka miesięcy później podczas sylwestrowej gali Pride Shockwave 2004. Tej samej na której Gardner rozprawił się z Yoshidą. Choć tego wieczoru największą oglądalność zanotowała gala K-1 PREMIUM 2004 Dynamite!! z udziałem między innymi Royce’a Gracie, Jerome’a Le Bannera, czy Boba Sappa, to właśnie wydarzenie Pride podbiło serca widzów domknięciem trylogii na szczycie kategorii ciężkiej.

Przed pierwszym pojedynkiem Nogueira nie czuł się najlepiej. W drodze na arenę musiał nawet przysiąść na dłużej na ulicy, ponieważ ból pleców doskwierał mu zbyt mocno. Tym razem przygotował się jednak perfekcyjnie i był w pełni zdrowia. Emelianenko był dla Brazylijczyka największym rywalem i zarazem najcięższym wyzwaniem w karierze. „Pchnął mnie do dalszego rozwoju. Jestem dużo lepszy niż dwa lata temu” – zapowiadał przed starciem Nogueira. Musiał pokonać Rosjanina – jak nie teraz, to już nigdy.

Problem w tym, że Fedora wcale nie jest łatwo pokonać. Ba, w tamtych czasach wydawało się to wręcz niemożliwe. „Fedor potrafi obalać technicznie, ale czasami po prostu rzuci tobą o ziemię, wykorzystując do tego swoją ogromną siłę. Na pierwszy rzut oka wcale nie wygląda, żeby był aż tak silny” – twierdził Renato Sobral, jeden z przeciwników Rosjanina. „Bycie pulchnym absolutnie nie ma znaczenia w tym sporcie i Fedor jest tego idealnym przykładem. To zawodnik na miarę nowych czasów, który jest dobry w każdym aspekcie”.

Nogueira również posiadał umiejętności światowej klasy. Poza genialnym parterem potrafił też bić się w stójce. Jego trener, Mario Sperry, był zdania, że największą przewagą Brazylijczyka będzie szybkość. Antonio musiał dużo się poruszać, wygrywać wymiany bokserskie i przewidywać dokładnie każdy ruch Fedora. Taki był plan byłego mistrza na tę walkę – utrzymać akcję w stójce. Emelianenko natomiast czuł się najlepiej, kiedy sprowadzał swoich rywali do parteru i robił użytek z ground and pound. Mało kto był jednak przekonany, że Fedor kryje w sobie jakąkolwiek słabość, którą Nogueira mógłby obnażyć.

„Fedor jest prawdziwym zawodnikiem MMA. Bije się w stójce, obala, walczy z góry, poddaje. Nie widzimy go tylko jak walczy z pleców. Jest dobry we wszystkim i przez to, jeśli ktoś chce z nim wygrać, to musi zrobić dosłownie wszystko” – wypowiadał się Pedro Rizzo, potrójny pretendent do tytułu UFC. „Emelianenko nie jest żadnym wybitnym stójkowiczem, zapaśnikiem, czy parterowcem. Po prostu jest dobry w każdym z tych elementów”.

„Minotauro” twierdził, że zrobił wielki progres i jest świetnie przygotowany pod względem fizycznym i mentalnym. „The Last Emperor” wcale nie przespał okresu, w którym Nogueira tak ciężko pracował. Kiedy Brazylijczyk trenował na Kubie z bokserską drużyną narodową, Emelianenko trenował w Holandii u boku czołowych kickbokserów jak Ernesto Hoost. Jego charakterystyczna pewność siebie i opanowanie nabrały jeszcze większej mocy.

„Na tym etapie swojej kariery jestem gotowy na każdego przeciwnika. Wystarczy tylko, że dostosuję trening pod przećwiczenie konkretnego elementu” – mówił Fedor. „Opanowałem walkę w parterze, moje obalenia są dobre, a boks i kopnięcia mam na poziomie zawodników K-1. Przebyłem wiele obozów przygotowawczych w Holandii. Obecnie jestem przygotowany na rywali wywodzących się z dowolnych sztuki walki”.

Jakby na potwierdzenie swoich słów Emelianenko okazał się doskonale przygotowany na trzecią walkę z Antonio Rodrigo Nogueirą. Przekonanie Brazylijczyka, że to on będzie szybszy i bardziej dynamiczny w stójce szybko wyparowało. Fedor nie miał wcale żadnych oporów przed pozostaniem na nogach i toczeniem wymian ze swoim rywalem. Boks Nogueiry stał na wysokim poziomie pod względem technicznym, ale jego uderzeniom brakowało mocy. Emelianenko nie obawiał się o bycie znokautowanym, więc nic nie robił sobie z ciosów „Big Noga” i samemu chętnie przechodził do odważnych ataków. Kiedy Nogueira wylądował na macie, Rosjanin zamiast wskakiwać do gardy, wolał kontynuować potyczkę w stójce. Jak pokazał pierwszy pojedynek obu panów, Fedor potrafił świetnie zniwelować umiejętności parterowe Nogueiry, ale wciąż była to płaszczyzna, w której Brazylijczyk stwarzał największe zagrożenie. Tym razem Emelianenko zdecydował się na rozprawienie z Nogueirą w stójce.

„Być może nie miał dużej przewagi w technice, ale ten gość jest najszybszym zawodnikiem w historii wagi ciężkiej. Wyprowadza uderzenie, nie trafia i w tym samym momencie z jego strony leci już kolejny cios” – oceniał po porażce Nogueira. „Nigdy nie widziałem szybszego zawodnika, jest pod tym względem lepszy od Cro Copa. Ma świetny czas reakcji”.

Fedor Emelianenko dobitnie potwierdził, że jest prawowitym mistrzem wagi ciężkiej i najlepszym zawodnikiem MMA na świecie. Rosjanin kontynuował swoją dominację na szczycie królewskiej kategorii Pride, odprawiając przeciwnika za przeciwnikiem. Fedorowi można było zarzucić tylko jedno. Nie był on osobą, która porywała tłumy i zapewniała organizacji rekordy oglądalności przy każdym swoim występie. Na tym polu Pride przegrało walkę o widza z K-1. Nobuyuki Sakakibara potrzebował nowej gwiazdy, która wystąpi w walce wieczoru i przyciągnie na halę oraz przed telewizory szeroką publiczność. Ten cel udało się osiągnąć już rok później podczas kolejnej sylwestrowej gali Pride Shockwave 2005.

Judocy

yoshida ogawa

Naoya Ogawa stoczył kilka walk w Pride, ale większość czasu po zakończeniu kariery judoki spędził na ringach organizacji profesjonalnego wrestlingu. Z biegiem czasu japońscy wrestlerzy byli nakłaniani do toczenia coraz bardziej „prawdziwych” walk i zadawania „prawdziwych” ciosów. Miało to fatalne konsekwencje i cały biznes pro wrestlingu w Japonii znalazł się w dołku. W samym środku tego kryzysu odnalazł się właśnie Ogawa, który stał się główną twarzą podupadającej dyscypliny.

Pro wrestling z pewnością nauczył Ogawę jednej ważnej rzeczy. Japończyk doskonale wiedział jak zbudować otoczkę i napięcie przed walką, tym samym zachęcając kibiców do wyłożenia pieniędzy za obejrzenie jego kolejnego występu. Właściciele Pride zdawali sobie sprawę z tego, że Naoya potrafi przykuć uwagę swoją personą, co oznaczało również większe zainteresowanie ich wydarzeniami.

„W MMA musisz tylko wyjść do walki i zwyciężyć, potem możesz wracać do domu. To jest łatwizna, ja równie mocno cenię sobie zadowolenie widzów” – tłumaczył Ogawa. „Nie chodzi tylko o wygrywanie i przegrywanie. Ja patrzę na to pod różnymi kątami, dlatego należę do trochę innej kategorii zawodników”.

Najlepszym sposobem na wykorzystanie w pełni potencjału medialnego Ogawy było zestawienie go z równie popularnym zawodnikiem. Nikt w tej roli nie sprawdziłby się lepiej od jego odwiecznego rywala, Hidehiko Yoshidy.

Kendall Shields, amerykański instruktor i pasjonat judo, tak skomentował pojedynek tych zawodników: „Historia Hidehiko Yoshidy i Naoya Ogawy rozpoczęła się wiele lat temu. Obaj są absolwentami Uniwersytetu Meiji, który słynie z jednego z lepszych akademickich programów szkoleniowych w judo. Ich rywalizacja została zapoczątkowana właśnie na tej uczelni. Mówi się, że Ogawa był wyjątkowo cięty na młodszego Yoshidę, nie do końca wiadomo z jakiego powodu. Fani MMA wiedzą, że Yoshida został mistrzem olimpijskim w Barcelonie, a Ogawa na tych samych Igrzyskach zdobył srebrny medal. Przez to panuje przekonanie, że to Hidehiko jest bardziej utytułowanym judoką. Sprawa nie jest jednak taka prosta. Yoshida dodał do swojego dorobku mistrzostwo świata w 1999 roku, ale Ogawa został mistrzem świata aż czterokrotnie i dołożył do tego trzy krążki z brązowego kruszcu. Sukcesy odnosił w kategorii wagowej powyżej 95 kilogramów oraz open. Trzeba jeszcze wziąć pod uwagę All-Japan Judo Championships w wadze open. Dla Japończyków te zawody są równie prestiżowe co igrzyska olimpijskie lub mistrzostwa świata. Haruki Uemura, dwukrotny mistrz All-Japan, a także mistrz olimpijski i mistrz świata, twierdzi, że to właśnie AJJC są najbardziej wymagającymi zawodami. Naoya Ogawa wygrał All-Japan Judo Championships aż siedem razy, co stanowi drugi wynik w historii. Siedem mistrzostw zmieniłby pewnie w osiem, gdyby na jego drodze nie stanął właśnie Hidehiko Yoshida”.

Ponieważ mistrzostwa All-Japan odbywały się bez podziału na kategorie wagowe, były one w większości zdominowane przez najcięższych zawodników takich jak Naoya Ogawa. Pomimo tego, że Yoshida był mistrzem olimpijskim, to jego półfinałowe zwycięstwo z Ogawą w 1994 roku uchodzi za jedną z największych sensacji w historii All-Japan Judo Championships. „Yoshida szalał z radości, a Ogawa nie mógł uwierzyć w swoją porażkę” – dodał Shields. „Broniący tytułu pięciokrotny mistrz All-Japan i aktualny mistrz świata w wadze open został pokonany przez zawodnika z kategorii średniej”.

Japońska publiczność doskonale znała przeszłość obu zawodników. Niespodzianka, którą sprawił Yoshida zapadła w pamięć kibiców na lata. Po ponad 10 latach od tego wydarzenia judocy mieli zmierzyć się ponownie. Tym razem nie na macie, a w białym ringu Pride na zasadach MMA. Pojedynek stał się w tamtym momencie rekordowym w historii dyscypliny pod względem wypłat dla zawodników. Hidehiko i Naoya za występ na gali Pride Shockwave 2005 zarobili po 2 miliony dolarów.

O przebiegu i rezultacie pojedynku zadecydowało doświadczenie wyniesione z czasu spędzonego w ringu Pride. Yoshida zajmował się MMA na pełen etat, natomiast Ogawa był przede wszystkim pro wrestlerem, od czasu do czasu dającym walki na zasadach mieszanych sztuk walki. Zawodnicy wyszli do starcia w samych spodenkach, a bez tradycyjnego judogi Naoya był jeszcze bardziej bezradny. Kiedy akcja przeniosła się do parteru, Hidehiko zapiął dźwignię na nogę, łamiąc przy tym nogę swojemu rywalowi. Ogawa pomimo odniesionej kontuzji zdołał wyswobodzić się z tej techniki kończącej i kontynuować potyczkę. W końcu Yoshida złapał cięższego przeciwnika w ciasną balachę, która pomogła mu odnieść zwycięstwo. Ogawa zdecydował się nie odklepać. „Nie mógł odklepać ręką, a już słyszałem jak mu coś zaczyna trzeszczeć. Nie wiedziałem, czy powinienem trzymać dalej tę balachę” – komentował po walce Yoshida. „Technika była idealnie zapięta, więc pozostawiłem decyzję w rękach sędziego”. Ten przytomnie zareagował i przerwał pojedynek po 6 minutach i 28 sekundach pierwszej rundy.

„Yoshida! Życzę ci samych dobrych występów w tym ringu. Nie chcę robić wymówek, ale moja noga jest złamana. Chciałbym walczyć z tobą choćby sekundę dłużej, ale to był już limit” – rzekł po porażce Ogawa.

Naoya Ogawa i Hidehiko Yoshida uścisnęli się po pojedynku, który okazał się dużym sukcesem zarówno dla ich obu, jak i dla organizacji Pride. Sylwestrowa gala Sakakibary z 2005 roku pokonała K-1 PREMIUM 2005 Dynamite!! w walce o telewidza, osiągając lepszy wynik oglądalności od swojej konkurencji, a wszystkie bilety na to wydarzenie w Saitama Super Arenie zostały wyprzedane.

Dwaj medaliści olimpijscy w judo cieszyli się również z zakończenia nadmuchanego konfliktu między nimi. „Media wymyśliły, że mamy do siebie jakieś problemy, ale tak nie było. Kiedyś być może poróżniliśmy się w pewnych kwestiach, ale zawsze czuliśmy, że po prostu obaj podążamy tą samą ścieżką” – podsumował Hidehiko Yoshida.

21 KOMENTARZE

  1. W przeciągu tygodnia artykuł z serii "Legendy MMA" o Andersonie Silvie.

    Skoro Silva zapowiedział, że walka z Hallem 31 października będzie jego ostatnią, to opublikuję ten artykuł po gali, dzięki temu będę mógł podsumować całą karierę akurat po jej zakończeniu. W międzyczasie puszczę za to jeszcze jeden "Historyczny szlak" :conorsalute:

  2. Skoro Silva zapowiedział, że walka z Hallem 31 października będzie jego ostatnią, to opublikuję ten artykuł po gali, dzięki temu będę mógł podsumować całą karierę akurat po jej zakończeniu. W międzyczasie puszczę za to jeszcze jeden "Historyczny szlak" :conorsalute:

    A właśnie po to wbiłem, żeby się pytać ile trwa u Ciebie tydzień 😉 W takim razie czekamy na szlak! Pozdro i jeszcze raz wielkie dzięki za całą serie!

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.