historia mma

Zapraszam do zapoznania się z kolejną częścią serii artykułów na MMARocks pod tytułem „Historyczny szlak MMA”. W każdym z wpisów opisuję najważniejsze etapy w historii naszego ukochanego sportu. Od samych początków, przez erę UFC i Pride, aż do czasów teraźniejszych. W dzisiejszej publikacji przedstawię początki rywalizacji Tito Ortiza z Kenem Shamrockiem oraz kulisy gali UFC 40.

Wszystkie artykuły z serii można znaleźć TUTAJ.

historia mma

Gala UFC 40 odbyła się 22 listopada 2002 roku w Las Vegas, a walką tamtego wieczoru było pierwsze spotkanie w oktagonie Tito Ortiza z Kenem Shamrockiem. Sukces UFC 40 jest jednym z kluczowych momentów w historii istnienia organizacji, bez którego losy amerykańskiego giganta mogły potoczyć się w zupełnie innym kierunku. Mogło się wydawać, że powrót UFC na rynek pay per view wystarczy do osiągnięcia zysku i dalszego rozwoju, jednak wszystko było dużo bardziej skomplikowane. Organizacja potrzebowała punktu zwrotnego.

„Nasze oczekiwania były zbyt wysokie” – wspomina Lorenzo Fertitta, ówczesny właściciel Zuffa i UFC. „Rzeczywistość zupełnie nie pokrywała się z naszymi przewidywaniami. UFC na samym początku swojego istnienia wykręcało świetne liczby. Myśleliśmy, że jak wrócimy na kablówkę, to uda nam się osiągnąć podobny sukces. Przeliczyliśmy się w jednym, nasz produkt nie był już taki sam jak w tamtych czasach. Okazało się, że ludzie wolą oglądać show i wypadki, niż prawdziwe sportowe wydarzenie. Żeby przetrwać, musieliśmy zrobić wszystko, aby UFC prezentowało się właśnie jako sportowe wydarzenie. Później stanęliśmy przed kolejnym zadaniem, trzeba było uczynić nasz produkt możliwie jak najlepszym”.

Sprzedaż pay per view spadła dużo poniżej oczekiwań, a przecież przed laty rewanżowa walka Kena Shamrocka z Roycem Gracie potrafiła osiągnąć imponującą sprzedaż na poziomie 250 tysięcy PPV. „Nowe UFC”, w którym rządzili zapaśnicy tacy jak Randy Couture, Matt Hughes, czy Matt Lindland, nie mogło poszczycić się nawet zbliżonymi wynikami. Średnia sprzedaż PPV w tamtym okresie wynosiła zaledwie 50 tysięcy. Przyglądając się całej sytuacji jeszcze dokładniej, UFC nie miało powodów do optymizmu. W Stanach Zjednoczonych od 1995 do 2002 roku dwukrotnie wzrosła liczba gospodarstw domowych z dostępem do płatnych transmisji telewizyjnych. Wnioski były przytłaczające. Oglądalność UFC drastycznie spadła, a przecież coraz więcej ludzi miało możliwość wykupienia PPV na galę. Po prostu się na to nie decydowali, mało kto chciał oglądać tego typu wydarzenia. Organizacja nie potrafiła przyciągnąć uwagi społeczeństwa.

Zagorzali fani sportu dostrzegali postęp w UFC pod względem sportowym. Nowi zawodnicy byli szybsi, silniejsi, bardziej wszechstronni i lepsi pod każdym względem od pionierów z początku lat 90. Był z nimi jednak jeden, poważny problem. Fighterzy stawali się coraz lepszymi sportowcami, ale brakowało wśród nich prawdziwych gwiazd. Gwiazd, które przyciągnęłyby tłumy na halę i przed telewizory. Ludzie tęsknili za dawnymi walkami bez zasad, nowe „grzeczniejsze” UFC nie wzbudzało już takiego zainteresowania. Od lat organizacja koncentrowała się na tworzeniu nowych reguł, budowaniu szacunku i ducha sportowej rywalizacji w oktagonie. Ciężko się dziwić, bez gruntownej przebudowy wizerunku, UFC nie przetrwałoby na rynku. Politycy i media w końcu wbiliby ostatni gwóźdź do trumny MMA w Stanach Zjednoczonych. Po długiej walce, UFC udało się utrzymać na powierzchni i załagodzić wszelkie konflikty. Teraz właściciele musieli zmierzyć się z nowym problemem. Kiedyś mieli kibiców, ale również kłopoty z prawem. Teraz organizacja mogła funkcjonować legalnie, ale nikt nie chciał już oglądać gal UFC. Amerykanie pragnęli szalonych walk jak przed laty. Chcieli widzieć w oktagonie znane im twarze.

Ken Shamrock był uważany wówczas za największą gwiazdę MMA na świecie. Kiedy UFC zaczęło prowadzić wojnę z politykami, Shamrock opuścił szeregi organizacji i przeniósł się do WWF, kolebki profesjonalnego wrestlingu w USA. Zarządzanie majątkiem i inwestycje nie należały jednak do najmocniejszych stron zawodnika. Ken stracił w końcu znaczną część swojego dobytku. „Straciłem mój dom, mój klub, wszystko” – tłumaczy Shamrock. „Walczyłem po całym świecie dla uciechy tysięcy ludzi, a nie został mi z tego złamany cent. Miałem już ponad 30 lat i wróciłem do punktu wyjścia”.

Shamrock pożegnał się nie tylko z domem i pieniędzmi. Stracił również kontrakt z WWF, żonę oraz dobry kontakt z ojczymem. Został zmuszony do powrotu na sam początek swojej drogi, do jedynej rzeczy na której się naprawdę znał. Ken Shamrock wrócił do walk w klatce.

„Szczęśliwie dla mnie, zaczynałem w UFC, kiedy jeszcze raczkowało” – kontynuuje swoją opowieść Shamrock. „Wielu kibiców nadal uważało, że zawodnicy z dawnego UFC byli najlepsi”.

Shamrock powrócił do MMA po blisko czterech latach przerwy. W 2000 roku wystąpił dla japońskiej organizacji Pride FC. Miało to miejsce jeszcze przed wykupieniem UFC przez Zuffa, a Bob Meyrowitz nie mógł sobie pozwolić na zaoferowanie Shamrockowi kontraktu, jakiego oczekiwał zawodnik. Ken podpisał umowę z Pride na trzy walki, rzekomo miał otrzymać 350 tysięcy dolarów za każdą z nich. Amerykanin powrócił więc do Japonii, tam gdzie zaczynała się jego bogata kariera. W swoim debiucie w Pride pokonał Alexandra Otsukę, a następnie przegrał dwie walki z rzędu. W pojedynku z Fujitą zawiodła go kondycja i własny organizm. Shamrock zadeklarował problemy z akcją serca i narożnik wrzucił ręcznik do ringu, poddając swojego zawodnika. Następnie po widowiskowym starciu został pokonany niejednogłośną decyzją przez Dona Frye’a. Porażki przybiły Shamrocka, który poważnie zastanawiał się nad przejściem na emeryturę, jednak w jego głowie wciąż siedział jeden cel – Tito Ortiz.

Tito kontra Lion’s Den

historia mma

Tito był największą gwiazdą UFC pod banderą Zuffa. Były mistrz kategorii półciężkiej wychowywał się na ulicach Huntington Beach w stanie Kalifornia. Jego ojciec pochodził z Meksyku, matka była Amerykanką. Rodzice wpadli w uzależnienie od narkotyków, a młody Tito trafił do gangsterskiego półświatka. Na prostą wyprowadziły go dopiero treningi zapasów, sport wyznaczył Ortizowi nowy cel w życiu. Podczas ostatniego roku w szkole średniej, Tito wywalczył czwarte miejsce w stanowych mistrzostwach. Na pierwszym roku studiów wywalczył już mistrzostwo. Trenerem zapasów w liceum Ortiza był Paul Herrera, były zawodnik UFC. Herrera przyjaźnił się z Tankiem Abbottem, który akurat potrzebował silnego zapaśnika do sparingów. Paul od razu pomyślał o Tito Ortizie.

„Tank szukał kogoś do wspólnych treningów, a ja ważyłem wtedy prawie 100 kilogramów, do tego moje zapasy były naprawdę niezłe. Bardzo mu pomogłem” – opowiada Ortiz. „Tank był w porządku kolesiem, jeśli się z nim już dobrze poznałeś. Jego problemem był alkohol. Rozmawiając z Davidem Abbottem czuć było, że jest troskliwą osobą. Kiedy jednak wkraczał w niego „Tank”, lepiej było z nim nie zadzierać. Pamiętam jego solówki w klubach i barach. Zawsze brał największego gościa i bił go na oczach wszystkich. To tylko jeden z przykładów. Koleś, nie musisz wcale taki być. Doszedłem do wniosku, że aby stać się lepszym człowiekiem i lepszym zawodnikiem, muszę odciąć się od takich negatywnych osób. Tak też zrobiłem”.

Ortiz w dalszym ciągu koncentrował się przede wszystkim na zapasach, nie skupiając się w szczególnym stopniu na MMA. Jego uwagę przykuły dopiero zwycięstwa Jerry’ego Bohlandera w UFC. Ortiz pokonał Bohlandera na zawodach szkolnych, dosłownie powycierał nim matę. Skoro Jerry potrafił wygrywać w oktagonie, to Tito tym bardziej. „Huntington Beach Bad Boy” zadebiutował w organizacji w 1997 roku na gali UFC 13. W rezerwowej walce turnieju rozbił w pół minuty Wesa Albrittona. Tego samego wieczoru Ortiz wskoczył na zastępstwo do finałowej walki. Jego rywalem okazał się Guy Mezger, reprezentant słynnego klubu Lion’s Den. Mezger miał na swoim koncie kilkanaście walk i lata doświadczenia w MMA, podczas gdy Ortiz trenował pod tym kątem dopiero od kilku miesięcy. W trakcie walki Mezger zalał się krwią i sędzia ringowy wezwał do oktagonu lekarza, żeby sprawdził rozcięcie. Szybko po wznowieniu pojedynku Ortiz wpadł w gilotynę, która przerwała jego marzenia o zwycięstwie w turnieju. Tito stał się kolejną ofiarą Lion’s Den.

„Uważam, że Tito został niesprawiedliwie potraktowany. Mezger miał kłopoty, znalazł się w pozycji, z której nie potrafił się wydostać” – opowiada Joe Silva, były matchmaker UFC. „Skoro walka została przerwana z powodu krwawienia u Mezgera, to powinna zostać zakończona. Tito pewnie myślał, że już wygrał. Mylił się. Wznowili pojedynek, Tito wpadł w gilotynę i to Guy zwyciężył. Szkoda mi Tito, prowadził w tym starciu. Miał w sobie dodatkową jakość, chciałem zobaczyć go z powrotem w oktagonie”.

Ortiz walczył w UFC dla rozrywki. Chciał spróbować swoich sił w nowej formule, nie wiązał z MMA większej przyszłości. Jego największą miłością pozostały zapasy, w których marzył o zrobieniu kariery i zostaniu trenerem. W trakcie studiów zaczął mieć jednak problemy z kontuzjami i nowym szkoleniowcem. Wtedy UFC ponownie odezwało się do Ortiza z ofertą pojedynku w oktagonie.

„Otrzymałem wielką szansę. Mogłem kontynuować zapasy i ukończyć uczelnię lub walczyć w UFC. Wybrałem szansę, zakończyłem studia i zająłem się walkami MMA. W kolejnym występie zmierzyłem się z Jerrym Bohlanderem. Skończyłem go w niecałe 15 minut i poczułem, że właśnie narodziła się nowa gwiazda. Kochałem być w telewizji. Otrzymałem swoje 15 minut sławy i zrobiłem z tego swoją karierę” – wspomina Tito Ortiz.

Po zwycięstwie nad Bohlanderem, Ortiz założył koszulkę z napisem „I Just Fucked Your Ass”. Szybko stało się to jednym z jego znaków rozpoznawczych. „To nie było nic osobistego w kierunku Bohlandera” – tłumaczy zawodnik. „Sponsorowała mnie firma z branży pornograficznej, więc założyłem dla nich tę koszulkę”.

Właściciele UFC dostrzegli potencjał w 24-latku z Kalifornii. Poskutkowało to szybkim powrotem Ortiza do klatki już na kolejnej gali, UFC 19. Jego rywalem okazał się ponownie Guy Mezger. Tito miał okazję zrewanżować się za porażkę sprzed dwóch lat, a Guy chciał pomścić swojego klubowego kolegę, Jerry’ego Bohlandera. Od czasu pierwszego pojedynku Mezger jeszcze umocnił swój status gwiazdy, zdobywając tytuł King of Pancrase. Był pewny swoich umiejętności i tego, że pokona Ortiza po raz kolejny. Przechwałki i wyzwiska ze strony Mezgera tylko dodatkowo zmotywowały Tito.

„Tito jest bezczelny i pewny siebie” – opowiada Dana White, szef UFC. „Robił wiele rzeczy, które wkurzały ludzi. Dzięki temu tak szybko stał się bardzo popularny. Wszystko ruszyło od jego konfrontacji z Kenem Shamrockiem. Tito walczył z Guyem Mezgerem, który był jednym z najlepszych uczniów Kena. Pokonał go i pokazał środkowe palce w kierunku ekipy Lion’s Den. To wnerwiło Kena, wskoczył na oktagon i zaczął wrzeszczeć w kierunku Ortiza”.

Nie tylko obraźliwy gest zdenerwował Shamrocka. Ortiz założył kolejną kontrowersyjną koszulkę, tym razem z napisem „GAY Mezger is my bitch”.

„Oczywiście nie byłem z tego powodu zadowolony” – wspomina Mezger. „Tito w tamtym czasie był dzieciakiem, punkiem. Dojrzał przez lata i mogę z nim teraz porozmawiać po przyjacielsku. Wtedy to mnie zirytowało. Moje ego zostało zburzone”.

Ken Shamrock nie był tylko „zirytowany”. Wybuchowy Amerykanin wściekł się na Ortiza. Wystarczająco zdenerwował się samym przerwaniem sędziego ringowego w tej walce, które według Kena było przedwczesne. Środkowe palce i tekst na koszulce wzburzyły nerwy Shamrocka do granic możliwości. Zaczął kłócić się z Tito Ortizem w oktagonie. W tamtym czasie Ken miał jeszcze ważny kontrakt z WWF, ale wyglądało na to, że mógłby wrócić na walkę z Ortizem choćby zaraz. Sędzia Big John McCarthy musiał odciągnąć Ortiza, żeby uniknąć zaostrzenia sporu. „Nie pozwól, żebym cię dopadł w tej koszulce, Tito” – krzyknął na odchodne Ken Shamrock.

Temperamentny uczestnik UFC 1 nie ochłonął jednak zbyt szybko. Shamrock połamał stół za kulisami i czekał na przyjście Tito Ortiza, który nie miał zamiaru wyrażać skruchy. To Guy Mezger rozpoczął prowokacje, Ortiz tylko zakończył całą historię na swoją korzyść.

„Ken Shamrock jest wielkim chłopem. Nie wiem czy chce się z nim bić” – mówił Ortiz. „Jego zawodnik powiedział wiele głupot przed naszą walką. Za mnie przemawiają występy w oktagonie. Widzieliście co się stało. Wygląda na to, że Ken się trochę wkurzył, bo najpierw pokonałem Jerry’ego, a potem małego Guya Mezgera”.

Ochrona była dosłownie wszędzie, UFC obawiało się bójki za kulisami. Shamrock był razem z całym składem Lion’s Den, a Ortiz miał w swojej szatni Marka Colemana i Kevina Randlemana, gotowych na bójkę z każdym, kto się napatoczy. Na szczęście porządek został utrzymany i obyło się bez pojedynków poza oktagonem. Cała sytuacja zapadła jednak głęboko w pamięć obu stronom konfliktu.

„Rób co chcesz przed walką i w jej trakcie, ale po jej zakończeniu – nieważne, czy wygrałeś, czy przegrałeś – zachowaj choć odrobinę szacunku” – tłumaczył Ken Shamrock. „Jeśli nie chcesz okazywać szacunku, to przynajmniej nie okazuj zniewagi. Według mnie jest to zniżanie naszych występów do niepotrzebnego poziomu. Staramy się wynieść nasz sport na profesjonalny poziom. Żeby to się udało, musimy mieć profesjonalnych sportowców. Nie odbieram nic umiejętnościom Ortiza, ale mam wiele do zarzucenia jego postawie i temu jak potraktował mnie oraz mój klub. Nie skończę z MMA, dopóki nie dostanę szansy na pobicie Tito Ortiza”.

UFC 40

historia mma

Bracia Fertitta i Dana White byli podekscytowani na samą myśl o powrocie Kena Shamrocka do oktagonu. Nie tylko umożliwiało im to zestawienie największej aktualnej gwiazdy z najbardziej rozpoznawalnym zawodnikiem MMA na świecie, ale również sami zawodnicy zbudowali wokół siebie konflikt i otoczkę, która sprzyjała promocji tego pojedynku. Rywalizacja Ortiza z Shamrockiem należała do tych, o których fani będą dyskutować przez długie lata.

White tłumaczył: „UFC 40 odniosło sukces, ponieważ na karcie walk był Ken Shamrock, którego znał każdy. Trochę smutne jest to, że ludzie rozpoznają tylko te starsze gwiazdy. W moim rozumowaniu, jeśli będziemy oferować walki dawnym mistrzom, to przyciągną oni ze sobą starszych fanów, którzy będą chcieli zobaczyć jak sobie poradzi ich ulubieniec sprzed lat. Wtedy obejrzą także naszych nowych, niesamowitych zawodników. Zobaczą Chucka Liddella, Robbiego Lawlera, Carlosa Newtona. Miejmy nadzieję, że zechcą później wrócić i jeszcze raz obejrzeć ich występy”.

Jeśli na początku XXI wieku jakakolwiek walka mogła sprawić, że UFC wróci na dobre tory i odzyska dawną świetność, to bez wątpienia był to pojedynek Tito Ortiza z Kenem Shamrockiem. Obaj szczerze się nienawidzili, a samo zestawienie wzbudziło sporo dyskusji w samym środowisku zawodniczym. Na papierze Tito Ortiz miał przewagę w zapasach i odprawiał z kwitkiem kolejnych uczniów Lion’s Den, ale przecież Shamrock wygrywał już z zapaśnikami, a na klubowej macie odklepywał każdego jak leci. Czy będzie w stanie zrobić to samo z Ortizem?

„Każdy chcę zobaczyć tę walkę” – opowiadał Joe Silva. „To wielkie wydarzenie. Większość zawodników jest zainteresowana tym pojedynkiem. Fundamenty pod to starcie są zbudowane, każdy od dawna wie, że oni się nie lubią. Nie ma tu żadnego wyolbrzymienia, szczególnie jeśli chodzi o Shamrocka. Ken ma swoją dumę, według niego Ortiz okazał brak szacunku dla niego i Lion’s Den, dlatego chce mu się za to odpłacić”.

Konferencja prasowa tylko podbudowała emocje przed hitowym starciem. Organizacja już zbyt długo promowała sportowe zachowania. Nadeszła pora na prawdziwą złą krew.

„Tito Ortiz dowie się jaki jest Ken Shamrock, gwarantuję to wam. Módl się do Boga, żebyś był odpowiednio przygotowany. W przeciwnym wypadku zatłukę cię na śmierć” – odgrażał się na konferencji Ken Shamrock. Patrzył się w kierunku Ortiza, a ten podsumował wystąpienie rywala głośnym śmiechem. „Huntington Beach Bad Boy” doskonale wiedział jak wyprowadzić z równowagi Kena. Shamrock był spięty, widać jakie negatywne emocje wzbudza w nim osoba Ortiza. Tito swoim zachowaniem jeszcze bardziej prowokował Shamrocka, który z nerwów kopnął krzesło, trafiając w rękę Dany White’a.

„Być może przesadnie zareagowałem, wybuchając takim śmiechem” – tłumaczy Tito. „Ale to było wszystko co mogłem zrobić. Mogłem wstać i uderzyć go w twarz albo wyśmiać. Ken nie radzi sobie z presją”.

Od rewanżu z Mezgerem do starcia z Shamrockiem minęły ponad trzy lata. Ken Shamrock przez cały ten okres kumulował w sobie nienawiść do Ortiza. Bez przerwy myślał o tej obraźliwej koszulce. Miał za sobą ciężkie lata w życiu, które prawie doprowadziły go do upadku. Amerykanin w końcu dostał okazję na wyrzucenie z siebie całej furii.

„Myślicie, że to tylko jakaś zabawa, ale gdy zamykają się drzwi klatki, nikt nie ma zamiaru się z tobą bawić. To już nie jest WWF, chłopcze” – opowiada Shamrock.

Tito Ortiz zachował spokój i pełną koncentrację aż do najważniejszego momentu. Jego przeciwnik natomiast nie był już sobą, zużył całą swoją energię, żyjąc pojedynkiem na tygodnie przed pierwszym gongiem. Zdecydowanie nie był to najlepszy występ w karierze Kena Shamrocka. „Miesiąc temu był napalony i gotowy na tę walkę” – mówił Tra Telligman, członek Lion’s Den. „Teraz mi mówi, że chce mieć to już za sobą”.

Shamrock miał wiele problemów ze zbijaniem wagi przed potyczką z Ortizem. Zawodnik zmagał się z kontuzją kolana, przez co nie mógł zrzucić wagi standardowo przez bieganie. Zamiast tego Ken zdecydował się na intensywną dietę odchudzającą, co dodatkowo wpłynęło na jego słabą formę. Shamrock wniósł na wagę 201 funtów, czyli o 4 funty mniej niż wynosi limit kategorii półciężkiej. Takie sytuacje właściwie nie mają miejsca. Podczas pojedynku Ortiz miał przewagę masy po swojej stronie. Wierni uczniowie Shamrocka jednak nawet na moment nie zwątpili w swojego mentora.

„Nigdy nie zwątpiłem w Kena. Nawet, gdy w trakcie walki nie mógł podnieść rąk na wysokość głowy, to nie zwątpiłem w niego. Jest dla mnie rodziną, a to coś znaczy” – opowiada Vernon White. „Nawet kiedy członek rodziny może przegrać, cały czas jesteś z nim i dajesz od siebie całą pozytywną energię. Oddajesz wszystko dla tej osoby. Nawet jeśli ma mi się stać krzywda, to będę mu pomagał i z nim ćwiczył. Kiedy on doznał jakiegoś urazu, to wiedziałem, że mi też może zrobić krzywdę. Kiedy ludziom dzieje się krzywda, włącza im się instynkt przetrwania i są wtedy gotowi do skrzywdzenia innych. Miałem wielokrotnie połamane żebra. Wiele dla siebie poświęciliśmy. Złamane kości, krew, pot i łzy. Robiliśmy to dla siebie nawzajem. Jesteśmy rodziną. Nigdy nie wątpię w Kena”.

Publiczność na hali MGM Grand była wyjątkowo podekscytowana. Ponad 13 tysięcy kibiców zgromadziło się tamtego wieczoru w Las Vegas, aby obejrzeć starcie nowej gwiazdy z legendą. Większość uważała, że Ortiz jest zbyt mocny dla Shamrocka. Ken jednak pomimo 38 lat na karku nadal miał w sobie charyzmę, nazwisko i tę magiczną aurę, która elektryzowała fanów. Mało kto byłby zdziwiony, gdyby stary wyjadacz pokonał Ortiza. Mike Goldberg zapowiedział, że czeka nas „największa noc w historii MMA”. I faktycznie była to największa gala UFC od momentu przejęcia organizacji przez Zuffa. Wpływy z bramki wyniosły ok. 1,5 miliona dolarów, a sprzedaż PPV okazała się trzykrotnie większa od poprzednich wydarzeń. Ponad 150 tysięcy gospodarstw wykupiło dostęp do transmisji UFC 40, w cenie 29,95$.

Zuffa wybrała również swój stały skład reporterów i komentatorów. W ekipie zadomowił się Joe Rogan, który w czasach SEG przeprowadzał wywiady za kulisami. Rogan dostał pracę w UFC dzięki przyjaźni z Campbellem McLarenem, a sam z zapałem trenował taekwondo i brazylijskie jiu jitsu. Joe był fanem sportu i posiadał odpowiedni entuzjazm do pracy przed kamerą. Popularność, którą zdobywał jako prowadzący programu „Fear Factor” była tylko wisienką na torcie.

„Fani UFC wiedzieli, że Joe regularnie pojawia się na naszych galach. Spytałem się go, czy zgodzi się być komentatorem na UFC 40 z udziałem Tito i Kena. Miał napięty grafik, nie miałem pojęcia czy da radę. Wiedziałem jednak, że ma doświadczenie i że jest odpowiednim kolesiem na to miejsce” – wspomina Dana White. „Joe i ja zaprzyjaźniliśmy się przez te wszystkie lata. Jego znajomość sportów walki i naszych zawodników była dużym plusem dla widzów przed telewizorami”.

Poważna kariera komentatorska Rogana ruszyła od momentu tej wielkiej walki. Shamrock zaczął agresywnie. Jego poprzednie porażki w Japonii wynikały między innymi ze słabego przygotowania kondycyjnego, dlatego nie chciał, żeby sytuacja się powtórzyła i miał zamiar zakończyć walkę tak szybko, jak to tylko możliwe. Ortiz okazał się jednak zbyt dobry, również w stójce.

„Zdominowałem Kena, tak jak nikt się tego nie spodziewał” – podsumował Ortiz na konferencji prasowej po walce. „Kiedy go chwyciłem, poczułem, że nie jest wcale taki silny. Zaskoczyło mnie to. Złapałem go jak szmacianą lalkę”.

Ortiz był znany przede wszystkim jako świetny zapaśnik, który kocha ground and pound. Od dłuższego czasu zawodnik z Kalifornii pracował także nad umiejętnościami w stójce, co dało zauważalne efekty w starciu z Shamrockiem. „Tito jest napędzany przez najlepszych zawodników na świecie” – komentował Rogan. „Są więksi od niego, tak jak Ricco Rodriguez. Są lepsi w jiu jitsu, są lepsi w kickboxingu. Tito jest w niesamowitej formie, naprawdę przygotował się na tę walkę”.

Ken Shamrock pokazał ogromne serce do walki. Przez trzy długie rundy był konsekwentnie rozbijany przez wszechstronne ataki ze strony Tito Ortiza. Jego twarz zalała się krwią, Joe Rogan skomentował, że Ken wygląda jakby został trafiony przez haubicę. Walka wieczoru UFC 40 to był spektakl jednego aktora. „Huntington Beach Bad Boy” sprawił swojemu rywalowi jednostronne lanie, jednak Ken zniósł wszystko dzielnie jak prawdziwy wojownik. Po piętnastu minutach starcia, narożnik poddał swojego zawodnika.

Ken Shamrock zachował klasę po porażce. Przyznał, że Tito Ortiz był lepszy od niego. Później co prawda opowiedział o kontuzji więzadeł, ale z pewnością to nie uraz zdecydował o wyniku tego hitowego pojedynku. To imponująca wszechstronność i ogromne umiejętności Tito Ortiza, który już w 2002 roku był zdecydowanie lepszym zawodnikiem MMA od Kena Shamrocka.

Zarząd Zuffa był niezwykle zadowolony po zakończeniu UFC 40. Konferencje prasowe, cała promocja tej gali, wszystko się opłaciło. UFC w końcu odniosło długo oczekiwany sukces, który mógł tylko zwiastować nadejście lepszych czasów dla organizacji. Gala UFC 40 jest kluczowa dla całej historii MMA. Ortiz i Shamrock udowodnili Zuffa, że na tym sporcie można zarobić pieniądze. Organizacja od miesięcy przynosiła straty i kto wie jak potoczyłyby się losy UFC, gdyby nie przełomowa walka wieczoru gali w Las Vegas.

W międzyczasie ogłoszony został powrót kolejnej gwiazdy z dawnych czasów, Davida „Tanka” Abbotta. Joe Silva był wściekły na tę decyzję. Uważał, że Abbott przyniesie więcej problemów niż korzyści, do tego nigdy nie przyciągał aż takich tłumów. Fani mimo wszystko byli ciekawi powrotu Tanka, ale nie odbiło się to na sprzedaży kolejnej gali z jego udziałem.

Kibice zamiast powrotem Abbotta, ekscytowali się innym starciem, które czekało na horyzoncie. Ludzie chcieli zobaczyć pojedynek Tito Ortiza z Chuckiem Liddellem, który zapracował sobie na miano pretendenta numer jeden w kategorii półciężkiej. „Iceman” już wcześniej wywalczył sobie szansę walki o pas, jednak był zdeterminowany, żeby wszystko zaryzykować i zawalczyć na UFC 40 z Renato Sobralem. Dana White dziwił się decyzji Liddella, który mógł po prostu czekać spokojnie na walkę z Ortizem. Chuck jednak nie lubił czekać, tylko walczyć. Na słynnej gali znokautował Brazylijczyka wysokim kopnięciem i jeszcze bardziej umocnił się na pozycji zawodnika, który stanowi największe zagrożenie dla długo panującego Tito Ortiza.

Jeszcze przed końcem 2002 roku każdy nie mógł się doczekać pojedynku Ortiza z Liddellem. Każdy, z wyjątkiem samego Tito…

17 KOMENTARZE

  1. Piękne czasy , :applause:  dzięki @Cactus .

    Pamiętam że myślałem że Ortiza teraz to już nikt nie pokona bo obejrzałem jakaś zapowiedź UFC gdzie mówił że trenuje 6 godzin dziennie :rofl:  W następnej walce Couture zabrał go do szkoły i dał dosłownie parę klapsów w upokarzającej walce. Za chwilę jeszcze większy wpierdol od Chucka haha

  2. Specjalnie dla Was odkopałem hl i wrzuciłem tam skąd go (być może) szybko nie usuną. Polecam

    Co walka to legendarny zawodnik, i ta agresja, przypomniałem sobie dlaczego to  polubiłem.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.