Profile: Wanderlei Silva

-1

Wanderlei

Wanderlei Silva, a właściwie Wanderlei Cesar de Silva – bo takie jest prawdziwe nazwisko Brazylijczyka, urodził się 13 lipca 1976 roku w Kuryrybie. Swą pierwszą walkę NHB (No Holds Barred) stoczył w październiku 1996 roku podczas gali BV6, gdzie już w trzeciej minucie znokautował swego oponenta Dilsona Filho. W  Brazilian Vale Tudo 10 zmierzył się z niejakim Marcelao, który poddał się po niespełna 20 sekundach walki z powodu kontuzji ramienia. Silva kolejne walki stoczył w IVC, gdzie zwyciężył przez KO/TKO takich zawodników jak: Sean Bormet, Egidio da Costa, Mike Van Arsdale, Adrian Serrano oraz Eugene Jackson. Wanderlei w IVC (IVC 2) zalicza także swoją pierwszą porażkę – z Arturem Mariano, który rozciął mu łuk brwiowy (dokładnie okolice powieki), w wyniku czego lekarz zmuszony był przerwać walkę, ponieważ rana ciągle krwawiła i zalewała oko Wanderleia.

Pomiędzy pojedynkami w IVC Silva zawalczył także w UFC Brazil (październik 1998), gdzie odniósł jedną z najcięższych porażek w karierze. Wschodząca gwiazda UFC, Vitor Belfort rozprawił się „Wandem” już w 44 sekundzie starcia. Seria kilkunastu celnych ciosów teleportowała Silvę z jednego końca oktagonu na drugi i zapewniła Belfortowi zwycięstwo przez efektowne TKO.

W maju 1999 roku Wanderlei powraca do UFC (UFC 20) i w pięknym  stylu – kolano w głowę – rozprawia się z Tonnym Petarrą.  Cztery walki później Brazylijczyk otrzymuje szansę walki o mistrzostwo wagi półciężkiej UFC, jednak Tito Ortiz okazuje się być tego wieczoru lepszy i pokonuje Silvę przez jednogłośną decyzję sędziowską.

W 2000 roku Wanderlei dostaje się do japońskiej organizacji PRIDE FC, z którą związuje się na długi czas. Walka z Toddem Mediną rozpoczyna jego marsz po pas wagi średniej (waga średnia w PRIDE FC to  odpowiednik półciężkiej – do 205 funtów – w UFC), a po drodze pokonuje między innymi: Guya Mezgera, Dana Hendersona, Kazushiego Sakurabę i Shungo Oyamę.

Do walki o tytuł mistrza dochodzi na PRIDE 17: Championship Chaos, gdzie po raz drugi pokonuje japońską megagwiazdę – Kazushiego Sakurabę – przez techniczny nokaut. Od tej pory przez 5 (słownie pięć! – p-i-ę-ć) długich lat nikt nieo dbierze mu tego tytułu!

Podczas PRIDE 20 „The Axe Murderer” stacza pojedynek z gwiazdą K-1 Mirko Filipovicem. „Cro Cop” w owym czasie stawiał dopiero pierwsze kroki w MMA, dlatego pojedynek z mistrzem PRIDE  odbywał się na specjalnych zasadach (ukłon w stronę Chorwata). Zakontraktowano 5 pięciominutowych rund, po upływie których – w przypadku braku KO, TKO lub poddania – miano ogłosić remis. Walka była wyrównana, choć przeważał Brazylijczyk, i nie rozstrzygnęła się przed czasem, więc zgodnie z ustaleniami – ogłoszono remis.

W listopadzie 2002 roku Wanderlei po raz pierwszy stanął w obronie posiadanego pasa. Hiromitsu Kanehara nie był jednak w stanie nawiązać równorzędnej walki z mistrzem i jego narożnik w 3. minucie pierwszej rundy rzucił ręcznik, tym samym poddając swojego zawodnika.

Podczas Eliminacji do MW Grand Prix 2003 Silva po raz trzeci pokonuje Kazushiego Sakurabę, tym razem przez piękne KO (dwa szybkie ciosy posłały Japończyka na deski w bardzo, ale to bardzo sugestywny sposób!). W rundzie finałowej GP „Wand” zwyciężył japońską gwiazdę judo – Hidehiko Yoshidę. Na tej samej gali (PRIDE Final Conflict 2003) pokonał również Quintona Jacksona (TKO) i zdobył tytuł mistrza Grand Prix wagi średniej.

Na 28 gali PRIDE, zatytułowanej „High Octane” doszło do najpiękniejszego nokautu w dziejach ludzkości (bez wątpienia). Z całą pewnością, gdyby Jackson wiedział jak zakończy się jego drugie starcie z Silvą, nie wyszedłby tego dnia z domu. Walka była zacięta, jednak, gdy Wanderlei w drugiej rundzie złapał Jacksona w tajski klincz, po czym zaczął efektownie uderzać kolanami, nokaut wisiał w powietrzu. Kiedy jedno z kolan czysto doszło do szczęki Jacksona, ten bezwładnie osunął się na rozpięte liny i dyndał na nich niczym zwłoki na szubienicy. Akcja-klasyk – to trzeba zobaczyć.

W sylwestra 2004 roku „The Axe Murderer” zmierzył się z kolejnym mistrzem K-1 – Markiem Huntem. Po trzech – trzeba dodać, iż zaciętych – rundach sędziowie przyznali zwycięstwo Nowozelandczykowi (pas mistrzowski nie był stawką walki). Decyzja ta wzbudziła wiele kontrowersji, gdyż Hunt ważył 125 kilogramów, a więc o ponad 30 kg więcej od Brazylijczyka!
W 2005 roku Wand przystąpił do kolejnego GP wagi średniej. W dwóch pierwszych rundach pokonał Japończyków: Hidehiko Yoshidę (PRIDE Total Elimination 2005) oraz Kazuhiro Nakamurę (PRIDE Critical Countdown 2005), jednak w rundzie finałowej (PRIDE Final Conflict 2005) uległ swemu rodakowi Ricardo Aronie, który pokonał go przez jednogłośna decyzje sędziowską.

Nowym mistrzem Grand Prix został jednak Mauricio Rua (ówczesny partner treningowy i przyjaciel Wanderleia zarazem), który pomścił przegraną swego kompana, nokautując Aronę już w pierwszej rundzie.

Podczas Pride Shockwave 2005 doszło do rewanżowej walki pomiędzy Silvą a Aroną, której stawką tym razem był już pas mistrzowski. Pojedynek zakończył się niejednogłośną decyzją sędziowską na korzyść reprezentanta Chute Boxe, jednak trzeba zaznaczyć, że była to mocno kontrowersyjna decyzja. Ricardo przeważał i według wielu to on od tej pory powinien nosić pas mistrza wagi średniej.

W 2006 roku Wanderlei przystępuje do GP wszechwag. W pierwszej rundzie zdecydowanie (TKO) pokonuje Kazuyuki Fujitę, by w drugiej rundzie przegrać z Mirko Filipovicem przez brutalne KO.
Rewanżowa walka z „Cro Copem” w żadnym aspekcie nie przypominała ich pierwszego pojedynku. Chorwat był szybszy, uderzał celniej, a swą dominację podkreślił celnym lewym high-kickiem, którym posłał Silvę do krainy snów. Ta porażka nie była jednak ostatnią, bo już kilka miesięcy później „Wand” po raz drugi staje do walki z Danem Hendersonem i przegrywa przez nokaut, tracąc tym samym pas mistrzowski.

Gdy UFC przejęło PRIDE FC, Brazylijczyk oczywiście przeszedł do amerykańskiego giganta i był tam promowany jako gwiazda. W grudniu 2007 dochodzi do jednej z najbardziej wyczekiwanych walk „PRIDE FC vs. UFC”, czyli Wanderlei Silva vs. Chuck Liddell.

Pojedynek z pewnością spełnił pokładane w nim nadzieje, był prawdziwą wojną. Walkę wygrał Amerykanin, jednak zwycięstwo zawdzięczał jedynie dwóm taktycznym sprowadzeniom do parteru, po których od razu powrócił do stójki.

Po trzech porażkach z rzędu Wanderlei stanął naprzeciw Keitha Jardine’a (który zwyciężył m.in. z Liddellem) i zafundował mu bardzo szybkie KO (już w 36 sekundzie).

Nie na długo jednak  brazylijski zawodnik przerwał pasmo porażek, bo Quinton Jackson ani myślał zakończyć ich trylogii trzema porażkami. Na UFC 92 (27-12-2008) „Rampage” z nawiązka rewanżuje się Silvie za dwie wcześniejsze porażki, ciężko nokautując go w czwartej minucie rundy pierwszej.
Po tej przegranej Silva postanowił zejść kategorie niżej, a pierwszym krokiem ku temu była walka z Richem Franklinem w tzw. „catchweight”, w tym przypadku było to 195 funtów. Niestety zła passa nie opuściła Wanderleia i w tej walce również poniósł klęskę.

Następny pojedynek Brazylijczyka zaplanowano na pierwszą galę UFC w Australii – UFC 110 (21.02.2010). Pojedynek zakontraktowano w normalnym limicie 185-ciu funtów, a kolejnym oponentem Silvy był Anglik – Michael Bisping.

Bez wątpienia „Wand” to jeden z najbardziej charyzmatycznych zawodników MMA. Owa charyzma wynika z niezwykle agresywnego stylu walki, dzięki któremu zyskał popularność, rzeszę fanów, a nawet naśladowców pokroju żałosnego Fabio Silvy. Jego słynny „staredown” wciąż pokazywany jest na najnowszych highlightach, a nokauty, stompy oraz socerkicki, jakie zafundował swoim przeciwnikom trwale zapisały się na kartach krótkiej jak na razie historii MMA.
Największą wadą stylu „Wanda”, a jednocześnie tym co przyniosło mu rozgłos, jest jego „jedno wymiarowość”. W swoich walkach ogranicza się praktycznie do stójki, a umiejętności parterowe (posiada czarny pas bjj) wykorzystuje jedynie do obrony. Oczywiście nikt nie ma mu tego za złe, ba! chyba nie chciałbym oglądać „Wanda” walczącego o poddanie, jednak słaba obrona przed obaleniami oraz średnie (trzeba to jasno powiedzieć) umiejętności parterowe mogą, i zapewne będą wykorzystywane przez jego rywali.

Przez długie lata Silva był twarzą PRIDE FC oraz jednego z najlepszych niegdyś teamów treningowych – brazylijskiego Chute Boxe.

Co prawda rekord Brazylijczyka „napompowany” jest zwycięstwami z japońskimi „kelnerami”, na swym koncie ma kilka kontrowersyjnych decyzji (jak, np. walka z Aroną) oraz można zarzucić mu (a raczej władzom PRIDE FC), że zbyt rzadko bronił pasa, jednak nie można odebrać mu zwycięstw nad wieloma świetnymi zawodnikami ( „Rampage”, Henderson, Yoshida, Nakamura, Fujita czy w końcu Jardine). Nie można też odebrać mu dobrych, mimo że przegranych, walk z Huntem, Liddellem czy Franklinem oraz pięknego pojedynku z „Cro Copem” (pierwsza walka).  Nie można także odebrać mu tego, że jest wielkim wojownikiem, który podejmuje każde wyzwanie niezależnie od tego, jakie by ono nie było! Postawa pełna podziwu, zwłaszcza w dzisiejszych czasach, w których managerzy zawodników dobierają przeciwników dla swych podopiecznych tak, by mieli oni łatwiejszą drogę do większych pieniędzy.

____________
Wszystkie walki karty głównej UFC, największej organizacji MMA na świecie – oglądaj na żywo tylko na antenie Extreme Sports Channel.

MMAStore-at-MMARocks_BJJ02
UDOSTĘPNIJ
Poprzedni artykułLyoto Machida vs. Thiago Silva na UFC 89
Następny artykułFrank Shamrock vs. Ken Shamrock w 2008?
Współzałożyciel MMARocks i redaktor naczelny. Publicysta. Poza przelewaniem myśli na papier i organizacją pracy redakcji, w MMARocks zajmuje się także finanso-prawną stroną funkcjonowania portalu. Oprócz MMA komentuje również wydarzenia polityczno-ekonomiczne, m.in. dla PAFERE.