Fot: Esther Lin / MMAFighting

MMA to piekielnie ciężki biznes, o czym po raz kolejny przekonał się Dana White do spółki z nowym szefostwem. Kiedy robisz wszystko, dwoisz się i troisz, by wykreować nową gwiazdę, ta zawodzi w najgorszym możliwym momencie. Jeszcze niedawno ulokowano masę środków i energii, by wypromować duet „Page&Sage”, by ten spieprzył sprawę koncertowo.

Najpierw oczekiwania fanów i włodarzy organizacji zawiodła Paige VanZant, która po pokonaniu trzech kolejnych „cukinii”, została zdemolowana w boju z bardziej solidną Rose Namajunas. Niedługo później został wykolejony pociąg z ogromem oczekiwań wobec Sage’a Northcutta. Prowadzony najłatwiejszą z możliwych dróg, nie potrafił doprowadzić do zwycięstwa z nikomu wcześniej nie znanym Bryanem Barbareną, który brutalnie obnażył braki parterowe nader uprzejmego pięknisia.

Kiedy starania Ultimate Fighting Championship w promowaniu kolejnej postaci stają się bardzo widoczne, możemy odliczać dni do momentu, w jakim napompowany „hype” się skończy. Ot, statystyka. Dlatego też przed wczorajszą galą nie mogłem wyzbyć się przeczucia, że Michelle Waterson, promowana z wszystkich możliwych stron, nie uniesie ciężaru oczekiwań.

Bezwzględną pacyfikatorką marzeń speców od PR-u UFC znowu okazała się Namajunas, która pokiereszowała buźkę uroczej VanZant, by w następnej kolejności odebrać szansę walki o pas mistrzowski Michelle Waterson.

Watch the final two minutes of tonight's co-main event as Rose Namajunas sets up her finish over Michelle Waterson.Amazing work by THUG!

Posted by UFC on FOX on Samstag, 15. April 2017

Miejsce „Karate Hottie” jest w dywizji atomowej. Zawodniczka wyraźnie odstaje warunkami fizycznymi od koleżanek z wagi słomkowej i głównie to będzie jej przeszkadzać w wyścigu o złoto. Trenująca pod skrzydłami Grega Jacksona i Mike’a Winklejohna Waterson notuje progres umiejętności i po zwycięstwie z VanZant zyskała sporą popularność, jednak teraz jej droga do statusu supergwiazdy znacznie się wydłuży. Możesz dostać zastrzyk promocyjny od organizacji i jej zaprzyjaźnionych mediów, ale jak nie będziesz wygrywać – zapomnij o miłości mas. Wschodząca gwiazda przygasła i na jakiś czas przestaniemy być bombardowani jej nazwiskiem w mediach społecznościowych.

Natura nie znosi próżni, dlatego już chwilę wcześniej przygotowała grunt pod wzrost nowej gwiazdy. Tuż przed walką Namajunas z Waterson w oktagonie pojawili się Ronaldo Souza z Robertem Whittakerem, by dać świetne show. Młody, gniewny Australijczyk zaistniał w wyobraźni fanów Mieszanych Sztuk Walki jako wyśmienity uderzacz, który dał lekcję w stójce „staremu wydze” z Brazylii.

LATER GATOR! Robert Whittaker MMA is making his move in the middleweight division. HUGE finish.

Posted by UFC on FOX on Samstag, 15. April 2017

„Jacare” jeszcze niedawno był poważnym kandydatem do boju o mistrzostwo wagi średniej, a tymczasem przemielił go (do dzisiaj) mało znany Whittaker. I ta wygrana dała „Żniwiarzowi” więcej niż sześć poprzednich razem wziętych.

Robert może nie jest „wyszczekany” jak Michael Bisping czy Conor McGregor, ale to sportowiec, który ma w sobie „to coś”, by stać się wielką personą świata MMA.

Nie to co taki Demetrious Johnson… Gość właśnie wyrównał rekord legendarnego już Andersona Silvy w liczbie obron pasa mistrzowskiego, a niemal wszyscy mają to gdzieś. UFC daje numer jeden wszelkich rankingów pound for pound na rozpiskę gali on FOX zamiast numerowanej, a fani otwarcie przyznają, że walki „Myszy” ich nie interesują. Może Johnsonowi brakuje charyzmy, by porywać tłumy? A może to po prostu nie jest sport dla niskich ludzi?

Zdaje się to być, niestety, brutalną prawdą. Gdyby wspomniany McGregor bił się w wadze muszej, to raczej nie zyskałby swojej obecnej rozpoznawalności. Z drugiej strony, organizacja może oczekiwać swoje, my swoje, a sam zainteresowany ma po prostu inne cele i nie starajmy się go uszczęśliwiać na siłę. Na horyzoncie pojawia się walka z Codym Garbrandtem, ale Demetrious woli poczekać, „bo obrona”, „bo Dillashaw”, „bo tworzę historię”. Niech mu będzie – jego plany, jego życie.

Galę UFC on FOX 24 w ostatecznym rozrachunku należy zaliczyć do udanych, a ciekawie po niej zrobiło się zwłaszcza w dywizji koguciej, do której niedawno zawitał także mistrz WSOF Marlon Moraes.

Aljamain Sterling wrócił na ścieżkę zwycięstw, a udany debiut w organizacji zanotował 23-letni Tom Duquesnoy. Urodzony we Francji „Fire Kid” zyskał rozgłos w środowisku jako mistrz wagi piórkowej BAMMA i wielu wyczekiwało jego występów w największej organizacji MMA na świecie. W boju z Patrickiem Williamsem udowodnił swoją przynależność do światowej czołówki kategorii z limitem 135 funtów i świetnym nokautem w drugiej rundzie wzbudził apetyt na więcej.

Pierwsza odsłona walki nie do końca szła po myśli Francuza. Nieopierzony Duquesnoy również swoje przyjął, dlatego ciężko w chwili obecnej mówić o nim jako o materiale na przyszłego mistrza Ultimate Fighting Championship.

Warto odnotować także kolejne zwycięstwo Alexandra Volkova. Były mistrz wagi ciężkiej organizacji Bellator i M-1 jeszcze w 2015 roku przegrał dwie kolejne walki i nie spodziewano się po nim zbyt wiele, a tymczasem wygrał cztery kolejne starcia, w tym dwa w UFC. Po niezbyt imponującym debiucie w boju z Timothym Johnsonem, zaprezentował się bardzo przyzwoicie w potyczce z Royem Nelsonem. 28-letni Rosjanin raczej nie jest materiałem na mistrza Ultimate Fighting Championship, ale groźny w stójce „Drago” będzie odsiewał ziarna od plew w parku zawodniczym królewskiej kategorii wagowej.

Mariusz Hewelt

10 KOMENTARZE

  1. Pan Barry na tym zdjęciu wygląda jakby go ten chłopiec po lewej w jaja kopnął

    Albo jak samurai

  2. Fajno sie czyta. Nawiązując do tematu. Najlepiej drzec ryja,wszystkich wyzywać,grac w reklamach płatek śniadaniowych i spomojnoe czekać na grube figury.