Końcówka roku to zawsze najlepszy czas dla fanów MMA. Każda organizacja stara się jak najgłośniej, jak najlepiej i jak najmocniej zakończyć stary (a jednocześnie przywitać nowy) rok. Najlepszym przykładem na to zawsze były Pride’owskie Shochwave’y. Najwięcej gwiazd, największy budżet, największe show. Jeśli zapytasz jakiegokolwiek zawodnika, na jakiej gali zechciałby walczyć (niezależnie od organizacji) to na 99,9% odpowie – na gali sylwestrowej/noworocznej! Nic w tym dziwnego – największe show, to największa oglądalność, a to z kolei przekłada się na popularność zawodników. I na pieniążki oczywiście, ale ja nie o tym…
Tegoroczna „końcówka” była równie ciekawa – za nami (może za Wami, bo „Japończyki” dopiero się ściągają na mój HDD; )UFC 79: Nemesis, K-1 Premium Dynamite oraz nowopowstała Yarennoka. Która z gal wypadła najlepiej? Czy japońskie natarcie powiodło się? Jeśli chcecie wiedzieć co o tym myślę, czytajcie dalej. Dzisiaj recenzja UFC 79, kolejne gale wkrótce (jak tylko obejrzę).

Zacznijmy od wyników i tego, jak gala prezentowała się na papierze.
Zwycięzca pogrubionym drukiem:

Mark Bocek
vs. Douglas Evans – Decision

Roan Carneiro vs. Tony DeSouza -TKO
Dean Lister vs. Jordan Radev – Decision
Manvel Gamburyan vs. Nate Mohr – Submission (Ankle Lock)
James Irvin vs. Luis Arthur Cane -DQ (Knee to downed fighter)
Rich Clementi vs. Melvin Guillard -Poddanie (Rear-Naked Choke)
Lyoto Machida vs. Rameau Thierry Sokoudjou – Poddanie (Arm-Triangle Choke)
Eddie Sanchez
vs. Soa Palelei -TKO
Chuck Liddell vs. Wanderlei Silva – Decision
Georges St. Pierre vs. Matt Hughes – Submission (Armbar)

A trzeba przyznać że „siedemdziesiątka dziewiątka” prezentowała się naprawdę wyśmienicie. Machida vs. Sokoudjou, Liddel vs. Silva, Hughes vs. GSP…to główne danie, a na zakąskę np. Clementi vs. Guillard. Czego chcieć więcej (no dobra, może Fedora z Randy’m…;)? Ale przejdźmy do sedna, czyli do pojedynków (zassałem wersję z PPV, czyli widziałem tylko walki z Main Cardu + Manvel Gamburyan vs. Nate Mohr – więc skupię się na nich).

Manvel Gamburyan vs. Nate Mohr
Szybka akcja. Jak w klasycznej walce Striker vs. Grappler, Manvel pokazał swą wyższość i raz dwa sprowadził Nate’a na ziemię po czym założył pięknego Ankle Lock’a z gardy (G&P otwierające gardę, i „dźwigienka” – naprawdę fajna akcja) udowadniając tym samym, że czarnego pasa Judo nie otrzymał za piękne oczy.

Rich Clementi vs. Melvin Guillard
Czyli walka z „duszą”. Obaj napompowali dość duży bad blod (amerykance się cieszyły, reszta świata śmiała) i ogólnie był dość duży ogień. Malvin-pieniacz dość szybko pokazał, że na glebie potrafi niewiele, co Rich sprytnie wykorzystał zakładając Body-Triangle a następnie RNC. Oczywiście żeby było „Hollywoodzko” Guillard po odklepaniu zaczął się rzucać…na co Clementi tylko fachowo pomachał paluszkiem (polew na Maksa;). Walka godna uwagi.

Lyoto Machida vs. Rameau Thierry Sokoudjou
Na ta walkę czekałem chyba bardziej niż na pojedynek Silvy z Chuckiem. Z jakiego powodu? Chciałem się przekonać co tak naprawdę Soko potrafi. Jak sprawdzi się w parterze, w pełnym wymiarze czasu. I Machida okazał się świetnym testerem. Jak rzemieślnik drąży do doskonałości, tak Machida stopniowo dąży do wygrania swych walk. I tak było i tym razem. Thierry podczas wejścia miał na sobie maskę predatora, jednak najwyraźniej nie udało mu się przestraszyć Lyoto, który to krok po kroku dążył do poddania zawodnika Team Quest. I w końcu po trzeciej próbie Trójkąta Rękami Sokuodjou odklepał. Cóż, trzeba popracować nad parterem panie „Afrykański Zabójco”…i nad kondycja, bo ta tez nieco szwankowała!

Eddie Sanchez vs. Soa Palelei
Na ta walkę spuśćmy lepiej zasłonę milczenia…zwykły zapychacz. Ale czego można się spodziewać po Eddie’m „WyglądamJakBymMiał ZespółDowna” Sanchez’ie…
Pajacowanie w oktagonie i strojenie głupich min – w tym byłby mistrzem!
Szkoda że nowicjusz Palelei nie skopał mu dupska!

Chuck Liddell vs. Wanderlei Silva
Czyli „niekopiący Kick-Boxer” vs. „czarny pas BJJ, który nigdy nikogo nie poddał”…
Powiecie, że się uczepiłem…no fakt. Ale jestem zniesmaczony ta walką…tak zniesmaczony.
Dwóch zawodników MMA (podkreślam…MMA) a w walce były 2 obalenia, po których cwany Liddell od razu wstał (trzeba przyznać, taktycznie na 5+). No co to ma być? Ja nie chce w każdej walce pokazu przekroju jak w Hendo vs ‘Page ale na Boga bez przesady…żeby tak się bać parteru? I co to ma być MMA? Nie mówię, walka dobra, zażarta, cepy latały w powietrzu. Zastanawia mnie tylko jedno. Czy jakby do walki z Liddel’em/Silvą (obojętne) wyszedł jakiś typowy stójkowicz np. z K-1, jak by potoczyła się ta walka? Niech sobie to każdy z Was sam rozpatrzy, jednak z tymi cepami to ja ich nie widzę z top strikerami…a do parteru nie zejdą bo co by tam mieli robić? Leżeć?
Uwziąłem się, wiem, ale taki już jestem…nie odpowiada mi MMA w takim wydaniu!

Georges St. Pierre vs. Matt Hughes
Co tu dużo mówić. Teatr jednego aktora! Całkowita dominacja GSP! Masakra, Wietnam po prostu! Jestem pod ogromnym wrażeniem Kanadyjczyka. Tak zdominować Hughes’a, który przecież jest mega silnym zapasiorem. Obalać jak dziecko, parter – pełna kontrola. Matt po prostu w tej walce nie istniał! Czyżby czas na emeryturę? Natomiast co do GSP – takich zawodników chcę oglądać!

Cóż więc napisać na koniec. Gala bardzo dobra. Nawet przez moment zapomniałem że to UFC (jednak Goldberg szpanujący zegarkiem mi szybko przypomniał). Zdecydowanie dla GSP, Silvy i Liddel’a (mimo wszystko) oraz przegrywającego predatora trzeba zobaczyć!

Yoshihiro

Chief Financial Officer | Shareholder of MMAROCKS. Columnist. Does not avoid political topics. Radical for Capitalism.

1 KOMENTARZ

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.