Historia polskiego MMA w zasadzie od samego początku jest nierozerwalnie związana z historią mieszanych sztuk walki na świecie. Polscy zawodnicy już wiele lat temu bili się bowiem nie tylko nad Wisłą, ale również w innych krajach. Także u nas konfrontowali się rywale pochodzący nie tylko z Polski i nie tylko Europy. Nasi zawodnicy walczyli również dla największych i najbardziej cenionych organizacji na świecie. Oczywiście nie od samego początku, ale stopniowo ten proces postępował i dziś starcie np. Marcina Tybury z taką legendą jak Andrei Arlovski wydaje się być czymś bardzo naturalnym, chociaż nadal niezwykle emocjonującym. Podobnie wygląda sytuacja w przypadku pojedynku Jana Błachowicza z Alexandrem Gustafssonem czy Jimim Manuwą.

Warto jednak zajrzeć do przeszłości, żeby przekonać się z jakimi największymi nazwiskami świata mieszanych sztuk walki konfrontowali się niegdyś polscy zawodnicy i na jakim etapie kariery byli wówczas ci, którzy dziś święcą tryumfy na arenie międzynarodowej.

Bez wątpienia największą i najbardziej rozpoznawalną na świecie gwiazdą MMA jest dziś Conor McGregor. Irlandczyk, którego historia przypomina amerykański sen i dojście w życiu od statusu pucybuta do milionera, ma w swojej zawodowej karierze również polski akcent. W roku 2011 doszło bowiem do jego walki z Arturem Sowińskim. Starcie odbyło się w Irlandii, podczas gali Celtic Gladiator i nie było udane dla naszego reprezentanta. Conor wygrał je w drugiej rundzie przez techniczny nokaut. Niecały rok później natomiast Irlandczyk był już mistrzem Cage Warriors w wadze piórkowej. Następnie zdobył drugi pas tej organizacji, tym razem wagi lekkiej i trafił do UFC, gdzie również wywalczył dwa mistrzowskie tytułu.

Mimo porażki Artur Sowiński nie żałuje jednak, że zdecydował się wówczas na starcie z McGregorem. Jak sam wspomina, w tamtych czasach walczył zawsze, gdy tylko pojawiła się kolejna okazja i starał się zbierać jak największe doświadczenie.

To była kolejna walka, którą wziąłem bez zastanowienia. Dosłownie trzy tygodnie wcześniej pokonałem Cengiza Danę, podczas KSW 16. Oczywiście zdecydowanie się na walkę z Conorem nie było do końca rozsądne, ponieważ po mocnym okresie przygotowawczym, niezalenie od przebiegu walki, powinno się wejść na okres roztrenowania. Walka to ogromne obciążenie i fizyczne i psychiczne, po którym należy odpocząć. Ja natomiast musiałem wejść od razu w nowy okres sparingowy, żeby się przygotować. Conor jest leworęczny, więc potrzebowałem odpowiednich treningów. Patrząc z perspektywy czasu widzę, że było to nierozsądne, ale z drugiej strony nie należy żałować rzeczy, które w życiu się robiło. Gdyby nie to, że się zdecydowałem, nie miałbym teraz w swojej historii walki z Conorem.

Warto też nadmienić, że rok później Artur Sowiński starł się również z Artemem Lobovem, kolegą Conora McGregora, który również walczyć dziś dla organizacji UFC. Tym razem pojedynek była bardzo wyrównany, jednak Polak przegrał go na punkty. Ostatecznie, po złożeniu protestu przez drużynę Artura, wynik pojedynku został zmieniony na no contest.

Drugą walką, o której na pewno warto wspomnieć pisząc o największych gwiazdach światowego formatu toczących lata temu boje z Polakami, jest pojedynek Michała Fijałki z Yoelem Romero Palacio. Do boju tego doszło w roku 2010, podczas gali w Dąbrowie Górniczej. Polak przegrał to starcie zdecydowanie i chociaż pod koniec walki Romero zadał nielegalne kolano i wydawało się, że przegra przez dyskwalifikację, ostatecznie to Kubańczyk został ogłoszony zwycięzcą. Co ciekawe, dla Romero było to dopiero drugie zawodowe starcie w karierze, a Andrzej Janisz komentujący walkę powiedział wówczas.

Chyba będziemy z zaciekawieniem obserwowali człowieka, który nazywa się Yoela Romero Palacio. Człowieka, który był wicemistrzem olimpijskim w zapasach w Sydney, był też rok wcześniej mistrzem świata. Człowieka, który toczy drugą walkę w MMA w życiu.

Dziś Romero toczy swoje boje na samym szczycie wagi średniej organizacji UFC, a 9 czerwca podczas gali UFC 225 w Chicago zawalczy o pas mistrzowski z Robertem Whittakerem.

W roku 2010 doszło do jeszcze jednego pojedynku, w którym Polak zmierzył się z ważną postacią ze świata MMA. Mowa tu o starciu Mariusza Pudzianowskiego z Timem Sylvią, byłym mistrzem UFC wagi ciężkiej. Oczywiście Silvia był już wówczas po drugiej stronie szczytu swojej kariery w mieszanych sztukach walki, ale bez najmniejszych problemów poradził sobie z „Pudzianem”, dla którego była to dopiero trzecia walka w nowej dyscyplinie sportu.

Mogłem walczyć dłużej, ale nie miało to sensu, zabrakło mi kondycji. Ciągle się uczę. Podjąłem ryzyko, ale jeszcze o mnie usłyszycie. Jeszcze będę zwyciężał w MMA.

Mariusz Pudzianowski takimi słowami skwitował swoje starcie z byłym mistrzem UFC, który już nigdy nie powrócił do konfrontacji na najwyższym, światowym poziomie.

Na początku tekstu wspomniałem o pojedynku Jana Błachowicza z Alexandrem Gustafssonem, do którego doszło w roku 2016. Co ciekawe, Błachowicz nie był jednak pierwszym Polakiem, który zmierzył się z popularnym Szwedem. Osiem lat wcześniej zrobił to Krzysztof Kułak. Do starcia obu zawodników doszło nad Wisłą, podczas gali KSW Extra, która została zorganizowana w Dąbrowie Górniczej. Niestety podobnie jak w przypadku Błachowicza, również Krzysztof Kułak przegrał z Gustafssonem, który dosłownie rok później trafił pod skrzydła organizacji UFC.

Teraz natomiast Gustafsson, który miał okazję walczyć o mistrzowski pas największej amerykańskiej organizacji, chce ponownie doprowadzić do pojedynku, w którym na szali zostanie położone to najważniejsze trofeum świata MMA.

Cofając się jeszcze bardziej w historii Polskiego MMA, nie można oczywiście zapomnieć o Pawle Nastuli, który toczył swoje boje z jednymi z największych nazwisk ówczesnego świata mieszanych sztuk walki. W roku 2006 walczył bowiem z Joshem Barnettem, a wcześniej z Aleksandrem Emelianenko.

Najważniejszym jednak rywalem Nastuli był wówczas Antonio Rodrigo Nogueira. Do starcia doszło w roku 2005. Dla naszego mistrza olimpijskiego w judo była to nie tylko pierwsza walka w japońskiej organizacji Pride, ale również pierwsza walka MMA w ogóle, a przeciwnik zdecydowanie nie należał do łatwych. Antonio Nogueira, ówcześnie był jednym z najlepszych zawodników wagi ciężkiej na świecie oraz byłym mistrzem Pride w tej kategorii wagowej. Miał za sobą 29 stoczonych walk z czego wygranych 24. Pojedynkował się natomiast z takimi zawodnikami jak: Fedor Emelianenko, Sergei Kharitonov, Heath Herring, Mirko Filipovic, Dan Henderson, Semmy Schilt, Mark Coleman czy Gary Goodridge.

Wspominając przegrany pojedynek z Nogueirą, Nastula powiedział, że jak startuje się w najlepszej lidze na świecie, trzeba walczyć z najlepszymi i dodał:

To było wielkie wyzwanie i wspominam je dobrze. Patrząc teraz z perspektywy tych kilkunastu lat, może bym pewne rzeczy inaczej zrobił, ale generalnie jest to fajna kartka z historii. I muszę przyznać, że mój start w organizacji Pride, która śmiem twierdzić, była najlepsza na świecie, to wspaniałe przeżycie, wspomnienie, którego nikt mi nie odbierze. Jestem jedynym Polakiem, który miał przyjemność startować w tej największej organizacji na świecie i mam co wspominać.

Antonio Rodrigo Nogueira, podobnie jak sam Nastula, zakończył już karierę w MMA i przebywa dziś na sportowej emeryturze. Wcześniej jednak, po zniknięciu z rynku japońskiego Pride miał okazję wywalczyć tymczasowy pas mistrzowski organizacji UFC i trafić do jej Galerii Sław.

W roku debiutu Pawła Nastuli w organizacji Pride, doszło do jeszcze jednego ciekawego pojedynku Polaka z innym ważnym nazwiskiem w historii światowego MMA. Łukasz Chlewicki podczas gali w Finlandii zmierzył się bowiem z Demianem Maią. Polak przegrał to starcie przez poddanie w pierwszej rundzie. Ciekawe jednak jest to, że podobnie jak w przypadku Yoela Romero Palacio i jego starcia z Michałem Fijałką, pojedynek z Chlewickim był dla Demiana Maii dopiero drugą walkę w zawodowej karierze. Dwa lata później Brazylijczyk trafił do organizacji UFC, w której walczy do dziś.

Niestety dla Łukasza ta walka była ostatnią przed wieloletnią przerwą od startów.

Miałem poważną kontuzję związaną z kręgosłupem. Wyszły w końcu całe lata treningów na macie i przeciążeń. Zanim trafiłem do specjalistów minęło nieco czasu. Początkowo lekarze mówili, żebym zostawił sport, że to już koniec kariery i powinienem zająć się czymś innym. Stwierdziłem jednak, że będę walczył do końca. Nie potrafiłem zrezygnować ze sportu. Nie wyobrażałem sobie innego życia. Na szczęście miałem cały czas wsparcie w bliskich i rodzinie. Wprawdzie nie do końca chcieli żebym wracał do MMA, ale zawsze mogłem na nich liczyć. W końcu w warszawskim szpitalu MSWiA udało się laserowo wykonać zabieg, była to nowatorska metoda, miałem więc dużo szczęścia.

Warto też przypomnieć, że w roku 2013 Łukasz miał okazję zmierzyć się również z Paulem Dalyem, z którym walczył i przegrał podczas gali Cage Warriors w Anglii.

Oczywiście powyżej wspomniane pojedynki są tylko małą cząstką tego, co działo się na przestrzeni lat w historii polskiego MMA, ale uwzględniają te największe nazwiska. Całość można dopełnić jeszcze np. historią Krzysztofa Soszyńskiego, który walczył i wygrał z Benem Rothwellem w roku 2006, jeszcze zanim obaj fighterzy trafili do organizacji UFC. Później Polak mieszkający w Kanadzie miał okazję dwa razy pojedynkować się też ze Stephanem Bonnarem.

Wspominając dawne czasy nie można też oczywiście zapomnieć o Tomaszu Drwalu, który w roku 2007 zmierzył się w oktagonie UFC z Thiago Silvą i Rousimarem Palharesem. Do tego można także dodać Marcina Helda, który walczył w Bellatorze z Michaelem Chandlerem oraz Borysa Mańkowskiego, który miał okazję spróbować swoich sił w pojedynku z Mairbekiem Taisumovem.

Zapewne ciekawych walk z interesującymi nazwiskami można by znaleźć więcej, historia polskiego MMA jest bowiem bardzo bogata. Warto więc od czasu do czasu do niej zajrzeć i zobaczyć gdzie, kiedy i z kim mierzyli się polscy zawodnicy MMA i jakie rezultaty osiągali w tych konfrontacjach.

31 KOMENTARZE

  1. Fajny temat, przypomni trochę historii kibicom Popka :jjsmile:

    Mimo, że walki były w zdecydowanej większości przegrane, to nikt mi nie odbierze emocji towarzyszących oglądaniu na żywo walki Nastuli z Nogueirą

  2. W graplingu już to inaczej wygląda. W tym Polacy walczyli i walczą z prawdziwymi kozakami. I też wygrywali. No i Andrju z Tajsonem też walczył 😉 fajny artykuł

  3. Ja na to patrzę zupełnie inaczej. Romero nie był gwiazdą jak walczył z Fijałką. Conor nie był gwiazdą gdy walczył z Kornikiem. Maia nie był gwiazdą gdy walczył z Chlewickim. Status gwiazdy w czasie pojedynku z naszym rodakiem mieli jedynie Big Nog, Barnett i Emelianenko z którymi mierzył się Nastula. To był absolutny top topu podczas swojego prime'u. No może jeszcze Sylvia, ale on był już raczej na równi pochyłej podczas walki z Pudziao.

  4. z tych ostatnich to bym dodał jeszcze całkiem świeże zestawienie Tybury z Werdumem.

    Bedorf walczyl z Werdumem w jakims turnieju grapplingowym i tez przegral 😀

    na ADCC w 2007r.

  5. Fajny artykul. Ja bym dodal jeszcze walke Materla – Cyborg. Nie wiem czy to tylko moje odczucie ale ta walka w owych czasach wydawala mi sie czyms mega i utkwila mi do dzisiaj w pamieci.

  6. Taki artykuł byłby fajniejszy gdybyśmy te walki wygrali, a tak to mozna podsumować jako "wpierdole które dostali polacy od znanych zawodników"

  7. Fajny temat…pozwolę sobie na lekki sentyment i przypomnienie kilku ciekawostek jako dinozaur forumowy.

    Jak Nastula walczył w PRIDE nikt generalnie nie znał w Polsce nazwy MMA. Mówiło się o walkach bez zasad, walkach w klatkach albo po prostu o PRIDE 😉

    Przed walką z Minotaurem do ostatniej chwili był w GI, mówił że spodziewali się iż Antonio będzie do walki wychodził w GI i zaskoczył ich jego brak…strasznie mnie to rozśmieszyło, to tak jak by w ogóle nie oglądali jego walk wcześniej.

    Na głębszą wodę nie mogli naszego Pawła rzucić, Nogueira dopiero co stracił pas w walce z Fedorem, był poza nim niewątpliwie najlepszym ciężkim w swoim absolutnym prime…młodszym forumowiczom napomknę, że tam w Japonii nigdy nie było żadnych badań 😀

    Nastek pokazał się naprawdę zajebiście, w każdej walce coraz lepiej, z Barnettem zabrakło tak niewiele do zwycięstwa…do dziś zastanawiam się, jak by mogła potoczyć się jego kariera, gdyby na początek dostawał średniaków zamiast samego topu, gdyby mógł stopniowo rozwijać umiejętności, gdyby w PL były lepsze kluby i zawodnicy, gdyby przede wszystkim PRIDE nie upadł z hukiem. Takie tam gdybanie…zostały piękne wspomnienia. Dużo osób, wśród nich ja, zainteresowało się tym sportem właśnie wtedy, właśnie przez Nastulę i PRIDE.

    Mauler był zastępstwem w przeddzień gali. Po kilkunastogodzinnej zmianie jako ochroniarz wsiadł prosto do samolotu, przyleciał do Warszawy i niemal z marszu wpierdolił Kułakowi, który zawsze kreował się na nie wiadomo kogo. Przypomnę też, że Szwed był dużo później zestawiony na walkę z Jankiem, do której nie doszło przez kontuzję Janka. W każdym razie pamiętam mocną bekę z Kułaka.

    Większa beka była tylko z Kornika, że przegrał z jakimś rudym kompletnym no-namem z dupy 🙂 potem powtórka z Lobovem, zmieniona na szczęście dla niego na no-contest. Ludzie odradzali mu wyjazdów 😉

    Maia jeszcze dłuuuugo nie był nikim znanym, ale wiadomo było już wtedy że to Brazol i bardzo utytułowany parterowiec. Przewagę w tym aspekcie było widać od razu, a tu Sasza podejmował z nim grę parterową…gameplan na walkę był niestety z dupy….jeszcze to zakończenie pechowe :/

    Yoel gdy został ściągnięty (było to zastępstwo) nazwany został (przez mmarock) najbardziej utytułowanym sportowcem w MMA w Polsce po Pawle Nastuli 🙂 walka jaka była każdy widział, kto nie widział niech nadrobi, jak facet w drugiej walce w życiu rzuca jednym z najlepszych zawodników w PL w swojej wadze jak workiem zgniłych kartofli, a i w stójce go robi. Walka pozostawiła na forum ogromną dawkę niesmaku do Sztangi, który próbował wyłudzić zwycięstwo po faulu.

    Jednocześnie zaczęła się wtedy wielka sympatia forumowa dla charyzmatycznego i sympatycznego Kubańczyka. I od razu debaty, czy ma szansę coś zawojować w światowym MMA. Jedni mówili, że za stary. Inni, że ważniejsze od wieku jest "obicie" i zniszczenie organizmu, że przy tym zestawie umiejętności dużo mu nie trzeba do czołówki i ma szansę ją dogonić. Miło mi się pochwalić, że należałem do tej drugiej grupy 😀

    Walka Tomka tylko wspomniana, a według mnie miała ogromne znaczenie dla polskiego MMA. Każdy, kto interesował się choć trochę sztukami walki, wiedział, że Polak będzie debiutował w UFC. Pierwsza walka, mimo iż nikt jej nie widział chyba z kilka lat (prelimsy kiedyś nie były transmitowane ani nigdzie dostępne) przeszła do legendy, każdy wiedział iż była gruba bitka. Sam Thiago potem prawie doczłapał się do pasa, zanim jego baba go wykończyła i zaczęła ciągnąć na dno.

    Na pewno zabrakło w tym zestawieniu wspomnianej już wyżej walki Cipka z Cyborgiem. Santos już od paru lat jest journeymanem, ale swojego czasu był solidnym zawodnikiem na poziomie światowym, walczącym na dużych galach itd. Fajnie Michał opowiadał o tej walce, że w sumie był w Brazylii by ćwiczyć BJJ. Nie trenował pod MMA, pomijając fakt że w ogóle chyba wcześniej nie ćwiczył zbyt uderzeń. Na galę zapisał go mistrz, bo uważał, że trzeba sprawdzić jego bjj w warunkach bojowych, a oprócz tego trzeba być wszechstronnym 🙂

    Jednej walki mi tu brakuje – Uszola z Zulusem.

    Teraz już zapomniany, ale swojego czasu Zulu to był niezły freak. Dodatkowo był synem starego Rei Zulu, mistrza walk ulicznych, który walczył 2x z Ricksonem Gracie.

    Zulu wychodził do tej walki jako mityczna bestia z dżungli, która miała ponad 40 KO na koncie. Od razu po walce z Uszolem zaimportowali go skosy do PRIDE i zestawiali w swoim stylu z czołówką.

    Na pewno warto też wspomnieć o Grzesiu Jakubku, który był jednym z chyba pierwszych Polaków zaczynających karierę MMA na jakimś międzynarodowym forum. To u niego między innymi ćwiczył Nastula do walk w PRIDE, bo miejsc w PL gdzie był ktoś znający się na MMA nie było więcej niż kilka

  8. Fajny temat…pozwolę sobie na lekki sentyment i przypomnienie kilku ciekawostek jako dinozaur forumowy.

    Jak Nastula walczył w PRIDE nikt generalnie nie znał w Polsce nazwy MMA. Mówiło się o walkach bez zasad, walkach w klatkach albo po prostu o PRIDE 😉

    Przed walką z Minotaurem do ostatniej chwili był w GI, mówił że spodziewali się iż Antonio będzie do walki wychodził w GI i zaskoczył ich jego brak…strasznie mnie to rozśmieszyło, to tak jak by w ogóle nie oglądali jego walk wcześniej.

    Na głębszą wodę nie mogli naszego Pawła rzucić, Nogueira dopiero co stracił pas w walce z Fedorem, był poza nim niewątpliwie najlepszym ciężkim w swoim absolutnym prime…młodszym forumowiczom napomknę, że tam w Japonii nigdy nie było żadnych badań 😀

    Nastek pokazał się naprawdę zajebiście, w każdej walce coraz lepiej, z Barnettem zabrakło tak niewiele do zwycięstwa…do dziś zastanawiam się, jak by mogła potoczyć się jego kariera, gdyby na początek dostawał średniaków zamiast samego topu, gdyby mógł stopniowo rozwijać umiejętności, gdyby w PL były lepsze kluby i zawodnicy, gdyby przede wszystkim PRIDE nie upadł z hukiem. Takie tam gdybanie…zostały piękne wspomnienia. Dużo osób, wśród nich ja, zainteresowało się tym sportem właśnie wtedy, właśnie przez Nastulę i PRIDE.

    Mauler był zastępstwem w przeddzień gali. Po kilkunastogodzinnej zmianie jako ochroniarz wsiadł prosto do samolotu, przyleciał do Warszawy i niemal z marszu wpierdolił Kułakowi, który zawsze kreował się na nie wiadomo kogo. Przypomnę też, że Szwed był dużo później zestawiony na walkę z Jankiem, do której nie doszło przez kontuzję Janka. W każdym razie pamiętam mocną bekę z Kułaka.

    Większa beka była tylko z Kornika, że przegrał z jakimś rudym kompletnym no-namem z dupy 🙂 potem powtórka z Lobovem, zmieniona na szczęście dla niego na no-contest. Ludzie odradzali mu wyjazdów 😉

    Maia jeszcze dłuuuugo nie był nikim znanym, ale wiadomo było już wtedy że to Brazol i bardzo utytułowany parterowiec. Przewagę w tym aspekcie było widać od razu, a tu Sasza podejmował z nim grę parterową…gameplan na walkę był niestety z dupy….jeszcze to zakończenie pechowe :/

    Yoel gdy został ściągnięty (było to zastępstwo) nazwany został (przez mmarock) najbardziej utytułowanym sportowcem w MMA w Polsce po Pawle Nastuli 🙂 walka jaka była każdy widział, kto nie widział niech nadrobi, jak facet w drugiej walce w życiu rzuca jednym z najlepszych zawodników w PL w swojej wadze jak workiem zgniłych kartofli, a i w stójce go robi. Walka pozostawiła na forum ogromną dawkę niesmaku do Sztangi, który próbował wyłudzić zwycięstwo po faulu.

    Jednocześnie zaczęła się wtedy wielka sympatia forumowa dla charyzmatycznego i sympatycznego Kubańczyka. I od razu debaty, czy ma szansę coś zawojować w światowym MMA. Jedni mówili, że za stary. Inni, że ważniejsze od wieku jest "obicie" i zniszczenie organizmu, że przy tym zestawie umiejętności dużo mu nie trzeba do czołówki i ma szansę ją dogonić. Miło mi się pochwalić, że należałem do tej drugiej grupy 😀

    Walka Tomka tylko wspomniana, a według mnie miała ogromne znaczenie dla polskiego MMA. Każdy, kto interesował się choć trochę sztukami walki, wiedział, że Polak będzie debiutował w UFC. Pierwsza walka, mimo iż nikt jej nie widział chyba z kilka lat (prelimsy kiedyś nie były transmitowane ani nigdzie dostępne) przeszła do legendy, każdy wiedział iż była gruba bitka. Sam Thiago potem prawie doczłapał się do pasa, zanim jego baba go wykończyła i zaczęła ciągnąć na dno.

    Na pewno zabrakło w tym zestawieniu wspomnianej już wyżej walki Cipka z Cyborgiem. Santos już od paru lat jest journeymanem, ale swojego czasu był solidnym zawodnikiem na poziomie światowym, walczącym na dużych galach itd. Fajnie Michał opowiadał o tej walce, że w sumie był w Brazylii by ćwiczyć BJJ. Nie trenował pod MMA, pomijając fakt że w ogóle chyba wcześniej nie ćwiczył zbyt uderzeń. Na galę zapisał go mistrz, bo uważał, że trzeba sprawdzić jego bjj w warunkach bojowych, a oprócz tego trzeba być wszechstronnym 🙂

    Jednej walki mi tu brakuje – Uszola z Zulusem.

    Teraz już zapomniany, ale swojego czasu Zulu to był niezły freak. Dodatkowo był synem starego Rei Zulu, mistrza walk ulicznych, który walczył 2x z Ricksonem Gracie.

    Zulu wychodził do tej walki jako mityczna bestia z dżungli, która miała ponad 40 KO na koncie. Od razu po walce z Uszolem zaimportowali go skosy do PRIDE i zestawiali w swoim stylu z czołówką.

    Na pewno warto też wspomnieć o Grzesiu Jakubku, który był jednym z chyba pierwszych Polaków zaczynających karierę MMA na jakimś międzynarodowym forum. To u niego między innymi ćwiczył Nastula do walk w PRIDE, bo miejsc w PL gdzie był ktoś znający się na MMA nie było więcej niż kilka

    Dobry post, świetnie się czyta.

  9. Swego czasu głośno było o walkach Mameda z Jorge Santiago. Warto pamiętać o pojedynku Asi Z Julią Bieriezikową. Była ona nr1 u Ruskich i od  tamtej walki fachowcy wróżyli dużą karierę JJ.

    Oprócz pojedynku Pudziana z Sylvią na pamiętnej gali bił się Juras, a samą galę otwierał nijaki Stipe Miotić.  Chodzić po tej samej klatce  co Stipe z automatu równa się błogosławieństwem bogów MMA. I wuj z tym, że Go nikt wtedy nie znał

  10. Fajny temat…pozwolę sobie na lekki sentyment i przypomnienie kilku ciekawostek jako dinozaur forumowy.

    Jak Nastula walczył w PRIDE nikt generalnie nie znał w Polsce nazwy MMA. Mówiło się o walkach bez zasad, walkach w klatkach albo po prostu o PRIDE 😉

    Przed walką z Minotaurem do ostatniej chwili był w GI, mówił że spodziewali się iż Antonio będzie do walki wychodził w GI i zaskoczył ich jego brak…strasznie mnie to rozśmieszyło, to tak jak by w ogóle nie oglądali jego walk wcześniej.

    Na głębszą wodę nie mogli naszego Pawła rzucić, Nogueira dopiero co stracił pas w walce z Fedorem, był poza nim niewątpliwie najlepszym ciężkim w swoim absolutnym prime…młodszym forumowiczom napomknę, że tam w Japonii nigdy nie było żadnych badań 😀

    Nastek pokazał się naprawdę zajebiście, w każdej walce coraz lepiej, z Barnettem zabrakło tak niewiele do zwycięstwa…do dziś zastanawiam się, jak by mogła potoczyć się jego kariera, gdyby na początek dostawał średniaków zamiast samego topu, gdyby mógł stopniowo rozwijać umiejętności, gdyby w PL były lepsze kluby i zawodnicy, gdyby przede wszystkim PRIDE nie upadł z hukiem. Takie tam gdybanie…zostały piękne wspomnienia. Dużo osób, wśród nich ja, zainteresowało się tym sportem właśnie wtedy, właśnie przez Nastulę i PRIDE.

    Mauler był zastępstwem w przeddzień gali. Po kilkunastogodzinnej zmianie jako ochroniarz wsiadł prosto do samolotu, przyleciał do Warszawy i niemal z marszu wpierdolił Kułakowi, który zawsze kreował się na nie wiadomo kogo. Przypomnę też, że Szwed był dużo później zestawiony na walkę z Jankiem, do której nie doszło przez kontuzję Janka. W każdym razie pamiętam mocną bekę z Kułaka.

    Większa beka była tylko z Kornika, że przegrał z jakimś rudym kompletnym no-namem z dupy 🙂 potem powtórka z Lobovem, zmieniona na szczęście dla niego na no-contest. Ludzie odradzali mu wyjazdów 😉

    Maia jeszcze dłuuuugo nie był nikim znanym, ale wiadomo było już wtedy że to Brazol i bardzo utytułowany parterowiec. Przewagę w tym aspekcie było widać od razu, a tu Sasza podejmował z nim grę parterową…gameplan na walkę był niestety z dupy….jeszcze to zakończenie pechowe :/

    Yoel gdy został ściągnięty (było to zastępstwo) nazwany został (przez mmarock) najbardziej utytułowanym sportowcem w MMA w Polsce po Pawle Nastuli 🙂 walka jaka była każdy widział, kto nie widział niech nadrobi, jak facet w drugiej walce w życiu rzuca jednym z najlepszych zawodników w PL w swojej wadze jak workiem zgniłych kartofli, a i w stójce go robi. Walka pozostawiła na forum ogromną dawkę niesmaku do Sztangi, który próbował wyłudzić zwycięstwo po faulu.

    Jednocześnie zaczęła się wtedy wielka sympatia forumowa dla charyzmatycznego i sympatycznego Kubańczyka. I od razu debaty, czy ma szansę coś zawojować w światowym MMA. Jedni mówili, że za stary. Inni, że ważniejsze od wieku jest "obicie" i zniszczenie organizmu, że przy tym zestawie umiejętności dużo mu nie trzeba do czołówki i ma szansę ją dogonić. Miło mi się pochwalić, że należałem do tej drugiej grupy 😀

    Walka Tomka tylko wspomniana, a według mnie miała ogromne znaczenie dla polskiego MMA. Każdy, kto interesował się choć trochę sztukami walki, wiedział, że Polak będzie debiutował w UFC. Pierwsza walka, mimo iż nikt jej nie widział chyba z kilka lat (prelimsy kiedyś nie były transmitowane ani nigdzie dostępne) przeszła do legendy, każdy wiedział iż była gruba bitka. Sam Thiago potem prawie doczłapał się do pasa, zanim jego baba go wykończyła i zaczęła ciągnąć na dno.

    Na pewno zabrakło w tym zestawieniu wspomnianej już wyżej walki Cipka z Cyborgiem. Santos już od paru lat jest journeymanem, ale swojego czasu był solidnym zawodnikiem na poziomie światowym, walczącym na dużych galach itd. Fajnie Michał opowiadał o tej walce, że w sumie był w Brazylii by ćwiczyć BJJ. Nie trenował pod MMA, pomijając fakt że w ogóle chyba wcześniej nie ćwiczył zbyt uderzeń. Na galę zapisał go mistrz, bo uważał, że trzeba sprawdzić jego bjj w warunkach bojowych, a oprócz tego trzeba być wszechstronnym 🙂

    Jednej walki mi tu brakuje – Uszola z Zulusem.

    Teraz już zapomniany, ale swojego czasu Zulu to był niezły freak. Dodatkowo był synem starego Rei Zulu, mistrza walk ulicznych, który walczył 2x z Ricksonem Gracie.

    Zulu wychodził do tej walki jako mityczna bestia z dżungli, która miała ponad 40 KO na koncie. Od razu po walce z Uszolem zaimportowali go skosy do PRIDE i zestawiali w swoim stylu z czołówką.

    Na pewno warto też wspomnieć o Grzesiu Jakubku, który był jednym z chyba pierwszych Polaków zaczynających karierę MMA na jakimś międzynarodowym forum. To u niego między innymi ćwiczył Nastula do walk w PRIDE, bo miejsc w PL gdzie był ktoś znający się na MMA nie było więcej niż kilka

    Super post udzielaj sie wiecej bo widac ze wiedza jest duza…

  11. Borutę pamiętasz ?

    No ba.

    Przez jakiś czas był tutaj bardzo akywny, bo było to jeszcze jedno z ostatnich miejsc, gdzie jeszcze nie miał bana 😉 do czasu oczywiście.

    Prał też rzecz jasna swoje osobiste brudy, atakował np złomiarzy, wdawał się w kłótnie z zawodnikami, forumowiczami, redaktorami…jak wszędzie w sumie.

    Ale nadawał na pewno kolorytu, a i w wielu sprawach jak nie podchodził emocjonalnie to miał dużo ciekawych i bekowych rzeczy do powiedzenia

    Super post udzielaj sie wiecej bo widac ze wiedza jest duza…

    No dzięki 😉

    Udzielam się na ile mam czasu i ochoty. Kiedyś to na dzień dobry odpalałem zawsze mmarocks, czytałem wszystkie tematy i większość komentarzy…do tego również inne portale.

    Po pierwsze było tego wszystkiego wtedy mniej, po drugie ja miałem więcej czasu. Nie jestem już dawno studenciakiem, a sport poszedł do przodu jak żaden w tym czasie.

    Po trzecie była inna ekipa i użytkowników i redaktorów. Nie będę ukrywał, że czasem po prostu jestem zniechęcony i/lub zażenowany, dlatego też zrobiłem sobie w sumie nie wiem…ok rok przerwy od forum

  12. Tym razem pojedynek była bardzo wyrównana,

    Mała literówka.

    Ogólnie duży plus za dłuższy tekst 🙂