Christopher Hyde-USA TODAY Sports

UFC Fight Night 121 przejdzie do historii jako rekordowa gala.

Powyższe zdanie brzmi intrygująco, ale rzeczywistość rozczarowuje. Sobotnie wydarzenie spod szyldu Ultimate Fighting Championship przejdzie do annałów statystyk związanych z MMA jako najdłuższa gala UFC w historii. Dziesięć z trzynastu pojedynków (w tym pięciorundówka Marcina Tybury z Fabricio Werdumem) zakończyło się decyzją sędziów. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby sporo z tych starć nie ciągnęło się jak flaki z olejem.

Swoją cegiełkę do budowy nudnego wydarzenia dołożyli Polacy. O ile potyczka Tybury z legendarnym „Vai Cavalo’ momentami mogła wywołać emocje, to występ Adama Wieczorka da się z powodzeniem odtwarzać dzieciom przed snem jako skuteczny usypiacz.

Inną sprawą jest to, że „Siwy” zdobył cenną wygraną w debiucie w największej organizacji MMA na świecie. Widowiskowości było tam okrągłe zero, ale nowy zielony kwadracik na sherdogowym profilu Polaka prezentuje się całkiem-całkiem. W końcu styl Anthony’ego Hamiltona rzadko pozwala rywalom rozwinąć skrzydła.

Zapewne z obawy przed skracaniem dystansu i ciągłym dążeniem do klinczu Amerykanina, nasz rodak nie otworzył się zupełnie w stójce. Dodajmy do tego długą przerwę od startów i stres debiutanta. Liczę, że drugi pojedynek będzie ciekawszy – chyba że Polak znowu trafi na „zamulacza”, a da się w wadze ciężkiej kliku takich miśków znaleźć.

Jeśli jednak matchmakerzy UFC nie będą szukać za daleko, to może nas czekać kapitalne starcie. Na gali w Australii debiutował bowiem jeszcze jeden zawodnik, który daleki jest od przytulanek w klatce. Popisał się świetnym skończeniem walki, za co otrzymał dodatkowy bonus pieniężny. Tai Tuivasa, bo o nim mowa, mógłby być kolejnym oponentem Adama Wieczorka. W boju z 24-letnim „Bam Bamem” moglibyśmy liczyć na fajerwerki, ale też… strach przed wizją ciężko znokautowanego Polaka.

***

Smak porażki Marcina Tybury można określić jako słodko-gorzki. Tutaj, tak jak po walce Wieczorka, można doszukać się zarówno plusów jak i minusów. Do negatywów na pewno zaliczymy po prostu werdykt. Pochodzący z Uniejowa zawodnik przegrał zdecydowanie i nie ma co do tego żadnych wątpliwości.

Stójka Polaka niestety wciąż wymaga kilku szlifów. Pięściarsko jest tylko poprawnie – wiele ciosów nie dochodzi, a część jest pchana. Do tego sporo dziur w gardzie – jeśli nie zostaną załatane, może się to kiedyś źle skończyć. Na ten moment jest za dużo chaosu, ale…

„Tybur”, mimo wszystko, w ostatnich latach bardzo poprawił umiejętności strikerskie. Wyraźny progres mogliśmy zauważyć już podczas treningów w naszym kraju pod okiem Roberta Złotkowskiego, gdzie w oczy rzucały się zwłaszcza świetne wysokie kopnięcia Polaka. Teraz w Jackson Wink MMA Academy tendencja w aspekcie stójkowym wciąż może być wzrostowa.

Nie tylko to daje sporą nadzieję na przyszłość. Warto odnotować, że Marcin poprawił również defensywne zapasy i (nieco) kondycję. Tybura wykazał się opanowaniem i widać po nim było chęć realizacji założeń taktycznych. Dobre przygotowanie na pięć rund walki udowodnił zrywem w ostatniej rundzie. Szkoda, że nie udało się skończyć rywala – byłby kolejny doskonały – po Piotrze Strusie – powrót tego weekendu.

Piekielnie doświadczony w bojach na najwyższym poziomie Werdum okazał się poprzeczką nie do przeskoczenia. Brazylijczyk kolejny raz pokazał profesjonalne podejście do walk. Pozaoktagonowe wybryki nie miały żadnego przełożenia na dyspozycję w klatce.

Marcin spadł z wysokiego konia, ale upadek nie był bolesny. Wielu obserwatorów spodziewało się szybkiej porażki przez poddanie, tymczasem Polak pokazał się przyzwoicie w boju z zawodnikiem numer dwa w swojej dywizji. Dlatego też w kolejnej walce zapewne dostanie rywala z pierwszej dziesiątki, a w najgorszym wypadku – piętnastki rankingu wagi ciężkiej. Może to być przegrany boju Ngannou vs. Overeem, Derrick Lewis, Alexander Volkov albo Curtis Blaydes.

15 KOMENTARZE

  1. Marcin ładnie przegrał, ale nie widzę nadmiernych powodów do spuszczania się z tego powodu. Widać progress, ale też to że to nadal Polska szkoła polowania na jeden cios, brak kombinacji i bardziej złożonych akcji.

  2. A co tam, Wieczorek vs Tuivasa albo Godbeer czy Tybura vs Overeem/Ngannou na marcowej gali w Anglii to nawet spoko wizja. :shy:

  3. W 4 rundzie po tym haju myślałem, że mnie z łóżka na podłogę wypierdoli, ale zabrakło Marcinowi pójścia za jebnięciem. Emocje były, ale Fabrycy to jednak szczwana bestia. ; (

  4. Mina Wieczorka po ogłoszeniu werdyktu, bezcenna.

    Widać, że Adam ma ambicje i nie zadowala się samymi zwyciestwami oby więcej polskich zawodników tak do tego podchodzło. Lepsze niezadowolenie po zwycięstwie niż radość po porażce.

  5. Marcin musi zrobić krok do tyłu. TOP3 to jednak krok zbyt duży na ten moment kariery, tym bardziej, że wcześniej rozpadł się jego klub, przeprowadził się do Stanów itd.. Walka z Werdumem świetnie pokazała nad czym trzeba pracować. Powinien przez jakiś czas omijać cwaniaków z pierwszej piątki i sukcesywnie się rozwijać. Myślę, że ciężka praca i 4-5 walk pozwolą Marcinowi osiągnąć maksimum możliwości.

  6. Patrząc na to, że to był 2-3 zawodnik na świecie, to Marcin dał dobrą walkę.

    Raczej wszyscy się spodziewali, że to za głęboka woda, ale przynajmniej Tybur już zna głębokość tego basenu – wie ile mu brakuje do ścisłego topu 🙂 myślę, że dobrze się pokazał i notowania spadną mu tylko trochę i nie na długo

  7. Marcin został Werdumowi rzucony na pożarcie. Brazol nie dał rady go pożreć. Liczę , że do następnej walki UFC korzystniej dobierze rywala Marcinowi.

  8. W walce z Werdumem zabrakło przede wszystkim blokowania kopnięć na korpus które dużo tlenu Marcinowi zabrały i zadawania ciosów z kontry. Za mało kombinacji bokserskich, za dużo pojedynczych ciosów.

    Ja z chęcią Marcina bym zobaczył z Top 5 jeszcze raz. Ta porażka dała więcej niż wszystkie wygrane, oby do przodu Marcin ! Trzymam dalej kciuki !

  9. Najgorsze jest to ze generalnie walki Polakow (nie Polek) sa nudne nie porywaja i jedyna ciekawosc dla ktorej je ogladamy to taka ze sa to nasi rodacy