conor

MMA bez „gwiazd” przestanie istnieć. Smutne, ale prawdziwe. W momencie gdy w naszym sporcie zabraknie charakterystycznych osobowości, Mieszane Sztuki Walki wrócą do podziemia. Wycofają się sponsorzy, upadną organizacje, a ostatni fighterzy będą się bić po garażach.

Marketingowa machina rozpędziła się dość mocno ostatnimi laty, dlatego marki takie jak KSW i UFC mają się dobrze. Tu i ówdzie pojawiają się jednak głosy, że MMA osiągnęło apogeum popularności – rozpoznawalność dyscypliny może się utrzymać na podobnym poziomie, ale może być też gorzej. Są też tacy, którzy z uporem maniaka od lat powtarzają teksty o najszybciej rozwijającym się sporcie na świecie.

Prawda zapewne leży gdzieś po środku, jednak 2016 rok pokazał, że dyscyplina ma się dobrze i jej potencjalny upadek raczej nie jest kwestią najbliższych miesięcy, a może i lat. Gigantyczna robota promocyjna, jaką w tym i ubiegłym roku wykonał pewien rudy pan z Irlandii sprawiła, że o UFC – a w dalszej kolejności MMA – usłyszała ogromna liczba Kowalskich i Smith’ów tego świata.

Pojawiają się jednak obawy o to, co będzie dalej, gdy zabraknie Conora McGregora. Nie musi być wcale źle. Swego czasu zabrakło Basa Ruttena, Chucka Liddela, Randy’ego Couture’a czy (najgłośniejszy przykład) Georgesa St. Pierre’a. Po nich pojawiły się nowe, nawet mocniejsze nazwiska. Jeszcze przed wspomnianym McGregorem rozbłysła gwiazda Rondy Rousey, która zeszła ze sceny po brutalnej pacyfikacji w boju z Holly Holm. „Rowdy” jednak wraca już niedługo do oktagonu i w wypadku gdy uda jej się pokonać Amandę Nunes, wszyscy szybko zapomną o tamtym blamażu. Tak jak zapomnieli o porażce Conora z Nate’em Diazem.

UFC zdaje się nawet nie ukrywać, na czyim zwycięstwie zależy im bardziej. Materiały promocyjne są zdominowane przez Rousey, a jej rywalki jest tyle, co kot napłakał.

Na horyzoncie pojawiło się sporo osobistości z potencjałem – część wykorzystała swoją szansę, inni koncertowo spieprzyli. Jednym z fighterów, który miał szansę na wielką karierę i wielkie pieniądze, był Sage Northcutt. Jego debiutowi w Ultimate Fighting Championship towarzyszył ogromny hype. „Super”, wyszukany przez Danę White’a na jednej z lokalnych gal, swoją osobowością i akrobatycznym talentem przyciągał ogromną rzeszę ludzi. Dziś już wiemy, że z tej mąki chleba nie będzie. Być może zbyt wcześnie skreślam tego pana, ale ostatnie walki, w tym dwie porażki, nie napawają optymizmem na przyszłość. Materiał na mistrza to nie jest, a fani kochają tych najlepszych.

Z drugiej strony, na plecach Northcutta całkiem nieźle wypromował się Mickey Gall, o którym spore grono odbiorców usłyszało już po tym jak spacyfikował emerytowaną gwiazdę wrestlingu, CM Punka. 24-letni Amerykanin prowadzi swoją karierę wręcz podręcznikowo. Ma zaledwie cztery zawodowe walki na koncie, a wyrasta na jednego z najpopularniejszych zawodników MMA na świecie. Warto odnotować, że ostatnie dwie ofiary sam sobie wybrał i nie zamierza schodzić z obranej wcześniej drogi do sukcesu. Po zwycięstwie z Sage’em wskazał kolejny cel. Padło na Dana Hardy’ego, który w przyszłym roku ma powrócić do oktagonu po czteroletniej przerwie od startów.

„Well played” – stwierdził niejeden obserwator z zachodu, inny za to pokręcił nosem. Ale o to właśnie chodzi – mało komu Gall jest teraz obojętny.

„Paige&Sage” – znamy hasło? Nieaktualne. Nie tylko lokomotywa, ale i cały pociąg został wykolejony. Northcutt przegrał, więc i łączona z nim na dwóch galach VanZant musiała. Ale spokojnie, również i tym razem włodarze UFC nie mają powodu do smutku. Weteranka amerykańskiego „Tańca z Gwiazdami”  została pokonana przez kolejną zawodniczkę z ogromnym marketingowym potencjałem. Mowa o „The Karate Hottie”, która skutecznie przyciąga spojrzenia męskiej części widowni, a i ta żeńska z zazdrością łypie okiem. Co ważne, jej urodzie towarzyszą nie tylko umiejętności z zakresu MMA, ale i akrobatyki:

Having a Blast

Michelle Waterson showed off her athleticism at UFC workouts. Check out her highlights below.

Posted by MMAFighting.com – The Mixed Martial Arts News Website on Freitag, 16. Dezember 2016

Dziewczyny nie da się nie lubić.

Nie zapominajmy o zawodnikach ze sporym potencjałem, którzy od dłuższego czasu rządzą w swoich dywizjach, ale brakuje im „tego czegoś” by zyskać status „super-gwiazdy”. Mam na myśli Dominicka Cruza i Joannę Jędrzejczyk. Jest jeszcze Demetrious Johnson, król wszelkich rankingów pound for pound, ale on pewnej granicy nie przeskoczy – walczy w zbyt niskiej wadze. Taka prawda, większym w MMA łatwiej się przebić.

Cruz walczy co prawda w wadze o oczko wyżej, a Joanna jest zawodniczką wagi słomkowej, ale ich wyróżnia jedna rzecz – charyzma. Tego nie da się wypracować, z tym się rodzisz. Cruzowi trudno się było promować, gdy przez długi czas pauzował z powodu kontuzji, jednak to medialne zwierze od pewnego czasu pokazuje pazury i pracuje na swoją markę.

Co do naszej Asi, to problemem była niewystarczająca umiejętność władania językiem angielskim i łączenie obowiązków medialnych w USA z zamieszkaniem w Polsce. Obie bariery zostały zniesione i zobaczymy, jak „JJ” to wykorzysta.

Jest jeszcze Jon Jones, który jako „czarny charakter” może sprzedawać sporo PPV. Jednak z nim sytuacja jest skomplikowana jak w telenoweli brazylijskiej i nie byłbym pewien, czy nie zrobi znowu jakiejś głupoty dzień po zakończeniu zawieszenia.

Jak widać, nie jest w UFC tak źle, a nie wspomniałem jeszcze o wielu osobistościach, z których „mogą być ludzie” jak Stephen Thompson czy Khabib Nurmagomedov.

***

Gorzej sprawy się mają w naszej największej rodzimej organizacji. Gwiazdy KSW gasną, a ich potencjalni następcy nie spełniają pokładanych w nich oczekiwań. Przez ostatnie lata dwoma komorami serca pompującego krew w żyłach nadwiślańskiego MMA byli Mariusz Pudzianowski do spółki z Mamedem Chalidowem. Od dawna zadawano sobie pytanie, co stanie się z Konfrontacją Sztuk Walki, gdy zabraknie tych dwóch jegomości. I właśnie powoli nastaje ten moment. Mistrz wagi średniej  związał się z ACB, co może wpłynąć na częstotliwość jego występów w organizacji Kawulskiego i Lewandowskiego. „Pudzian” z kolei coraz głośniej trąbi o sportowej emeryturze.

Próby wykreowania nowych gwiazd przez KSW kończyły się różnie. Spore środki włożono w promocję Jana Błachowicza i Karoliny Kowalkiewicz, którzy… uciekli do UFC. Następca „Cieszyńskiego Księcia”, Tomasz Narkun – chociaż bardzo się stara – nie porywa tłumów. Z kolei miejsce Kowalkiewicz miała zająć Katarzyna Lubońska. 24-letnia fighterka zamiast pogromić niemal nikomu wcześniej nie znaną Ariane Lipski, przegrała z nią przez brutalny nokaut, a kolejnej szansy w potyczce z Dianą Belbitą również nie wykorzystała.

KSW ma też znakomitych Ankosiaków w osobach Mateusza Gamrota i Borysa Mańkowskiego. Mateusz jeszcze nie zdążył się przebić do świadomości niedzielnego fana w takim stopniu jak „Diabeł Tasmański”, ale i jemu sporo brakuje do popularności Pudziana czy Chalidowa. Być może przyszłoroczny udział w telewizyjnym reality show zapewni mu status celebryty.

Na swoją markę dość skutecznie pracuje Artur Sowiński, jednak porażka z Marcinem Wrzoskiem stopuje mu karierę. „Zombie” świetnie wypada w mediach, ale obawiam się, że polska widownia nie oszaleje na jego punkcie. Czy tego chcemy, czy nie, lud przychylniej patrzy w stronę wojowników z wyższych wag.

Tam mieliśmy do niedawna bardzo popularnego Michała Materlę, ale jego przyszłość w KSW jest niepewna – z wiadomych powodów. Na polu bitwy o miano super-gwiazdy dość skutecznie walczył Karol Bedorf. Do czasu. 33-letni Berserkero-Ankosiak stracił niedawno pas mistrza wagi ciężkiej na rzecz zawodnika z Brazylii, którego nazwisko dziś mało kto pamięta. Nie, Fernando Rodrigues Jr. nie będzie u nas gwiazdą.

To, że nie jest wesoło w kwestii wyraźnych postaci w KSW, pokazał angaż „Popka”. Konfrontacja Sztuk Walki musiała wrócić na freakową ścieżkę, czyli cofnąć się o ładnych kilka lat. Najpewniej nie był to jednorazowy strzał, ale chyba wszyscy się zgodzą, że Paweł Mikołajuw nie jest materiałem na długofalowy związek z MMA.

Zdecydowanie zaczyna brakować dużych nazwisk w polskich organizacjach. Znany z FEN Akop Szostak po kolejnych porażkach zdecydował się zawiesić karierę, a Tyberiusz Kowalczyk raczej nie przyciąga tylu ludzi, na ilu można było początkowo liczyć. „Tyberian” ma jeszcze trochę czasu na przebicie się do mainstreamu. 

Polskie MMA ma się znakomicie i rośnie w siłę, sęk jednak w tym, że spora część tych najbardziej uzdolnionych albo podpisała kontrakt z największą organizacją MMA świata albo do tego dąży. Jest też czeczeńska organizacja ACB, która szturmem podbija świat Mieszanych Sztuk Walki i zbiera wszystkich najmocniejszych zawodników, którzy jeszcze nie zdążyli podpisać kontraktów wyłącznościowych. ACB „podebrało” KSW m.in. Michała Andryszaka, Aslambeka Saidowa czy Yasubeya Enomoto i raczej na tym się nie skończy. Spore kwoty za walki skuszą jeszcze niejednego zawodnika.

Nie mam zamiaru udzielać biznesowych rad szefom polskich organizacji, bo po pierwsze – nie od tego jestem, po drugie – ufam, że wiedzą, co robią. Jako fan po prostu mam nadzieję, że poszukiwania zawodników MMA porywających tłumy zakończą się sukcesem, bo jak napisałem na początku: MMA bez „gwiazd” przestanie istnieć.

48 KOMENTARZE

  1. KSW będzie mieć ciężki orzech do zgryzienia. ACB i UFC raczej istnieć nie przestaną

    KSW przestanie istnieć. I po problemie

  2. KSW przestanie istnieć. I po problemie

    Gdybym miał do wyboru noc z Adrianą Limą lub delegalizację KSW to sorry Adriana.

  3. Gdybym miał do wyboru noc z Adrianą Limą lub delegalizację KSW to sorry Adriana.

    Myślę: "nie znam fajterki, wygogluje sobie" i się zawiodłem.

    Naciągane 4/10.

  4. Gdybym miał do wyboru noc z Adrianą Limą lub delegalizację KSW to sorry Adriana.

    Średnia. I już starowinka trochę. W tym wieku to kobiety nadają się już tylko do lepienia pierogów. No ale wiadomo – zdarzają się też amatorzy kwaśnych jabłek…

    Pozdrawiam, Paweł Zarzeczny

  5. Ja nie widze w tym zadnego problemu. Na koncu i tak wygrywa czysty sport, a pajace byli, sa i beda.

  6. Faktycznie istnieje problem z promocją nowych gwiazd w Polsce i wcale się nie zapowiada, aby miało być z górki. Po części jest to moim zdaniem wina przegapionego odpowiedniego momentu po całym bumie na MMA w momencie debiutu Pudziana na promocję MMA jako sportu, a nie jako show tworzonego przez konkretnych zawodników. Nie chodzi mi tu konkretnie o promocję samych zawodników. Tych na wysokim poziomie medialnym lub takim poziomie chociaż, który zapewni sprzedaż biletów/ppv, wypromować się kilku udało. Jednak dany zawodnik, to dla organizacji w pewnym sensie "surowiec nieodnawialny", że się tak brzydko wyrażę. Nie da się promować gal na tych samych nazwiskach bez końca. KSW bardzo mocno zaufało i uwierzyło w promocję na plecach Pudziana samych trzech liter nazwy "KSW". Po części to się udało, ale to też ma swoją wyporność. Ludzie mają wokół siebie mnóstwo rozrywki i są dość wybredni. Dlatego samo "KSW" im nie wystarcza i pytają dalej "A kto będzie walczył?". Nazwa organizacji spełnia doskonały nośnik symbolu w samym informowaniu, reklamie eventu w sensie, że szybko informacja się rozchodzi wśród ludzi np. "W ten weekend KSW" i tym podobne hasła. Jednak później pada to problemowe pytanie o to, kto bierze udział w gali. Samo pytanie jest zasadne, lecz intencje się za nim kryjące, już z reguły są rozczarowujące, ponieważ pytający zazwyczaj zainteresują się dalej galą w przypadku występu Chalidowa, Pudziana, Materli, teraz Popka i może niektórzy ze względu na Bedorfa i Borysa. W innym przypadku większość "odpuszcza" oglądanie. Nie odkrywam tym Ameryki, ale moim zdaniem jak już napisałem na samym początku problem tkwi w tym, że ludzi nawet za bardzo nie interesuje sam sport jako ciekawe dla oka wymiany w stójce, techniczny parter itp. Ludzi interesują występy konkretnych ludzi, a właściwie czy zwyciężą, ewentualnie czy efektownie. Przechodząc do sedna – MMA musiałoby zainteresować ludzi w Polsce jako ciekawy sport, złożony z wielu płaszczyzn, z logicznymi zasadami, logicznymi drabinkami. Ludzie musieli by zacząć myśleć o tym sposób bardziej analityczny coś w stylu "a co się stanie jeśli ten wygra z tym, bo z tym już walczył…". Aby się tak stało wydarzenia jednej organizacji nie mogą się odbywać raz na kwartał, bo brakuje zwyczajnie ciągłości tych wydarzeń i ludzie to traktują (w pewnym sensie oczywiście) bardziej jak koncert niż jak mecz ligowy piłki nożnej czy inne wydarzenie sportowe. Piszę tu głównie o KSW, bo to oni wyznaczają trend i pryzmat postrzegania MMA w naszym kraju. Nie składa się to w jedną całość, przez co elektryzuje ludzi w większości na ten jeden wieczór cztery razy do roku. Rozumiem, że w takim formacie jaki teraz prezentuje KSW, robienie większej ilości gal na ten moment jest nieopłacalne. Dlatego właśnie uważam, że KSW przegapiło trochę moment na promocję samego sportu i stworzenie jakieś logiki w oczach widzów zaraz po największym szale na MMA po debiucie Pudziana. Wtedy społeczeństwo chłonęło wszystko jak gąbka, wszystko było świeże i tak rozbłysła choćby gwiazda Mameda. A w tym momencie to jest trochę taka niemądra sytuacja, że ludzie oglądają, ale nie do końca rozumieją. Jakieś 75% ludzi zapytanych na ulicy nie odpowie poprawnie na pytanie w jakiej kategorii wagowej walczy ich ulubieniec Mamed Chalidow. Żaden Popek już niestety tego nie zmieni i wniosek według mnie jest taki, że KSW się samo ograniczyło przez swoją formułę i delikatnie zapędziło w kozi róg. Ale jak to się mówi, z każdej sytuacji jest jakieś wyjście… 🙂

  7. Faktycznie istnieje problem z promocją nowych gwiazd w Polsce i wcale się nie zapowiada, aby miało być z górki. Po części jest to moim zdaniem wina przegapionego odpowiedniego momentu po całym bumie na MMA w momencie debiutu Pudziana na promocję MMA jako sportu, a nie jako show tworzonego przez konkretnych zawodników. Nie chodzi mi tu konkretnie o promocję samych zawodników. Tych na wysokim poziomie medialnym lub takim poziomie chociaż, który zapewni sprzedaż biletów/ppv, wypromować się kilku udało. Jednak dany zawodnik, to dla organizacji w pewnym sensie "surowiec nieodnawialny", że się tak brzydko wyrażę. Nie da się promować gal na tych samych nazwiskach bez końca. KSW bardzo mocno zaufało i uwierzyło w promocję na plecach Pudziana samych trzech liter nazwy "KSW". Po części to się udało, ale to też ma swoją wyporność. Ludzie mają wokół siebie mnóstwo rozrywki i są dość wybredni. Dlatego samo "KSW" im nie wystarcza i pytają dalej "A kto będzie walczył?". Nazwa organizacji spełnia doskonały nośnik symbolu w samym informowaniu, reklamie eventu w sensie, że szybko informacja się rozchodzi wśród ludzi np. "W ten weekend KSW" i tym podobne hasła. Jednak później pada to problemowe pytanie o to, kto bierze udział w gali. Samo pytanie jest zasadne, lecz intencje się za nim kryjące, już z reguły są rozczarowujące, ponieważ pytający zazwyczaj zainteresują się dalej galą w przypadku występu Chalidowa, Pudziana, Materli, teraz Popka i może niektórzy ze względu na Bedorfa i Borysa. W innym przypadku większość "odpuszcza" oglądanie. Nie odkrywam tym Ameryki, ale moim zdaniem jak już napisałem na samym początku problem tkwi w tym, że ludzi nawet za bardzo nie interesuje sam sport jako ciekawe dla oka wymiany w stójce, techniczny parter itp. Ludzi interesują występy konkretnych ludzi, a właściwie czy zwyciężą, ewentualnie czy efektownie. Przechodząc do sedna – MMA musiałoby zainteresować ludzi w Polsce jako ciekawy sport, złożony z wielu płaszczyzn, z logicznymi zasadami, logicznymi drabinkami. Ludzie musieli by zacząć myśleć o tym sposób bardziej analityczny coś w stylu "a co się stanie jeśli ten wygra z tym, bo z tym już walczył…". Aby się tak stało wydarzenia jednej organizacji nie mogą się odbywać raz na kwartał, bo brakuje zwyczajnie ciągłości tych wydarzeń i ludzie to traktują (w pewnym sensie oczywiście) bardziej jak koncert niż jak mecz ligowy piłki nożnej czy inne wydarzenie sportowe. Piszę tu głównie o KSW, bo to oni wyznaczają trend i pryzmat postrzegania MMA w naszym kraju. Nie składa się to w jedną całość, przez co elektryzuje ludzi w większości na ten jeden wieczór cztery razy do roku. Rozumiem, że w takim formacie jaki teraz prezentuje KSW, robienie większej ilości gal na ten moment jest nieopłacalne. Dlatego właśnie uważam, że KSW przegapiło trochę moment na promocję samego sportu i stworzenie jakieś logiki w oczach widzów zaraz po największym szale na MMA po debiucie Pudziana. Wtedy społeczeństwo chłonęło wszystko jak gąbka, wszystko było świeże i tak rozbłysła choćby gwiazda Mameda. A w tym momencie to jest trochę taka niemądra sytuacja, że ludzie oglądają, ale nie do końca rozumieją. Jakieś 75% ludzi zapytanych na ulicy nie odpowie poprawnie na pytanie w jakiej kategorii wagowej walczy ich ulubieniec Mamed Chalidow. Żaden Popek już niestety tego nie zmieni i wniosek według mnie jest taki, że KSW się samo ograniczyło przez swoją formułę i delikatnie zapędziło w kozi róg. Ale jak to się mówi, z każdej sytuacji jest jakieś wyjście… 🙂

    Dzięki za merytoryczny komentarz. 🙂

  8. Dzięki za merytoryczny komentarz. 🙂

    jak ja bym ci taki napisal, to nawet bys nie zwrocil uwagi.

    dobry tekst, ale na polskie mma mam wyjebane i niech ksw upada, nie bede za nimi tesknic

  9. jak ja bym ci taki napisal, to nawet bys nie zwrocil uwagi.

    Ziomuś, kiedy Ty napisałeś komentarz dłuższy niż na trzy zdania? :śmiech: Na pewno bym zauważył :nono:

  10. ACB i UFC raczej istnieć nie przestaną

    No właśnie nic pewnego. Ktoś ma jakieś informacje o rentowności ACB? Robią mnóstwo gal, sypią hajsem na lewo i prawo. Transmisja jest za darmo, a i tak oglądalność jest słabiutka, przynajmniej ta na youtube. Kontraktu z telewizją na stałe podobno nie mają. Frekwencja na galach poza pojedynczymi eventami ponoć padaka. Jeśli rzeczywiście to tylko hobby znudzonego bogacza, to pewnego dnia, bez ostrzeżenia, po prostu jebnie z hukiem. Czego im nie życzę bo gale pod względem poziomu sportowego i organizacji są zajebiste.

  11. Ziomuś, kiedy Ty napisałeś komentarz dłuższy niż na trzy zdania? :śmiech: Na pewno bym zauważył :nono:

    w hp ostatnio najebalem teksta dlugiego :mamed:(nie o kupie)

  12. W Ufc nie ma co wątpić. Zawsze jak przygasa jakaś gwiazda to pojawia się nowa, jaśniejsza. Oby Conor nie był apogeum tylko tą jaśniejsza gwiazda.

    W Polsce wszystko wskazuje na to że punk maksymalnej popularności już był. Jedyna możliwość to polski mistrz ufc. Niestety JJ nie zdziała już w Polsce za dużo. Zbyt dużo osób jest sceptycznie nastawiona na walki kobiet. Ba, sam byłem przeciwny jak oglądałem np boks.

    Można się martwić Ksw ale to prywatna firma dorosłych ludzi. Jak zyski będą spadać to pewnie sprzedadzą markę większemu  graczowi. Do końca życia i tak są już pewnie ustawieni

  13. Średnia. I już starowinka trochę. W tym wieku to kobiety nadają się już tylko do lepienia pierogów. No ale wiadomo – zdarzają się też amatorzy kwaśnych jabłek…

    Pozdrawiam, Paweł Zarzeczny

    Ty jesteś zdrowy? Kobieta 35 lat to już nie tego? To nawet jeszcze kurwa milf nie jest. Boże… mam nadzieję że to był żart. Ona za chuda, a nie za stara jest.( nie chcący pas mi się wkleił)

  14. @Szady dobry tekst. Nie ma co tu dużo gadać, KSW niknie, niknie i zniknie. ACB podbiera zawodników Ci lepsi pouciekali do UFC. Bezapelacyjnie jeśli chodzi o sprzedanie swojej osoby to numerem jeden jest Aśka i myślę że jeszcze przez długi czas będzie tyn numerem jeden. Jeśli chodzi o facetów to Krzychu Jotko coś tam próbuje ale daleko mu jeszcze do Aśki.

  15. Dobrze napisane, ale… Same truizmy bro. Liczyłem, że rozłożysz na czynniki pierwsze polskie mma, znajdziesz odpowiedzi na wszystkie pytania, a przynajmniej na te, które sam zadajesz.

    Jaki jest koń, każdy widzi.

    Najsmutniejsze jest to, że nie tylko Ty nie znasz odpowiedzi na zagadki polskiego świata ememej:travolta:

  16. Czy jest naiwnością z mojej strony przypuszczać, że ludzie, którzy widzieli prawie każdą galę począwszy od sławetnej KSW 12, potrafią już w jakiejś mierze rzeczowo ocenić wartość sportową pojedynku? Że potrafią docenić a nawet rozsmakowywać się w ekwilibrystyce parterowej Gamrota czy stójce Mańkowksiego? Rozsmakowywać się, z pewnością na tym etapie, będzie stwierdzeniem o wiele na wyrost. No, poza paroma tzw „hardkorowymi fanami MMA”, z których, jakby nie patrzeć, wielu nastało właśnie po KSW 12. I bynajmniej nie mam z tym problemu. Ale powróćmy do „doceniania”. Weźmy tych, którzy nie są przypadkowymi odbiorcami gal KSW czy też nie oglądają ich od przypadku do przypadku. Ilu kiedykolwiek zdecydowało się wybrać na trening MMA? Pewnie paru tak. Paru nielicznych, którzy odważyli się udać do jakiegoś okolicznego gymu. Zapewne już przy recepcji mieli ochotę brać nogi za pas. Ci nieliczni poczuli zapachy sali, mat, potu oraz mniej czy bardziej profesjonalnego, ale zwykle bardzo życzliwego podejście trenera. Ale też nieopisaną satysfakcję z przysposobienia sobie choćby umiejętności prawidłowego wyprowadzania najprostszego ciosu. Zgoła inny świat niż ten z przed monitora gdzie wszystko wydaje się łatwe i oczywiste.

        Czy zatem przez te 25 gal wiemy już co to jest Omoplata, Pedelada,Backfist, Crucifix, Double Leg Takedown, Gogoplata, Hammer Fist, High Kick, Mata Leao, Gumowa Garda, Obalenie, Taktarov, Keylock, Kimura, Kneebar, KO, Leglock, Sweep, Tajski Klincz, Technical Knock Out (TKO), Triangle Armbar, Duszenie Trójkątne, Trójkąt Rękoma, Submission, Superman Punch, Supless, Motyla Garda, Neck Crank, Stomp, Zapaśnicze sprowadzenie do parteru, Skrętówka, Flying Knee, Balacha, Pozycja Boczna, Low Kick, Middle Kick, Slam? A czy powinniśmy to widzieć? Czy możemy mieć do siebie pretensje, że nie jesteśmy „hardocorowymi fanami” i nie zadaliśmy sobie wysiłku aby je zgłębić? I czy nie wychodzimy z założenia, że właściwie nie ma to  AŻ takiego znacznie, bo przecież liczy się szoł – epickie otwarcia, świtała, blaski, dymy, ring girls, Borek i  niepowtarzalne zapowiedzi Kasty? Czy jeżeli słyszymy czasem, że KSW STAWAŁO na głowie, aby zakontraktować danego znamienitego zawodnika, to czy także zadbało o to, abyśmy rozumieli DLACZEGO wiele za niego zapłaciła i dlaczego zwycięstwo nad TYM konkretnym zawodnikiem jest cenne? Czy zadbała chociaż o to, abyśmy rozróżniali zapasy od grapplingu? Proszę sobie we własnym zakresie udzielić odpowiedzi na to pytanie…

        Czy można się zgodzić, że z gali na galę zaczynaliśmy być bardziej wybredni, nawet do tego stopnia, że samemu Mamedowi czy innym topowym zawodnikom byliśmy gotowi zarzucić indolencję? Z pewnością można wierzyć, że panowie K&L ściągają najlepszych topowych zawodników, niezwiązanych kontraktami z innymi federacjami. Ja tego nie kwestionuję? Zresztą co miałbym im zarzucać, jeżeli sam dopiero niedawno liznąłem tego sportu i jestem tylko trochę bardziej obeznany od „Janusza”. Po prostu nie potrafię ocenić czy ten zawodnik jest dobry czy słaby. Potrafię ocenić jak się mniej więcej prezentuje na tle swojego przeciwnika i czy jest znacząca różnica poziomów. I tylko tyle. Może być tak że obydwaj to są dla mnie nołnejmy, lub też jednego z nich znam i „coś” mogę powiedzieć o jego umiejętnościach, ale najczęściej tylko wydaje mi się, że mogę. Ale jeżeli obydwaj walczą słabo, to wcale nie ma przeszkód, aby Juras w komentarzu wmówił mi, że walczą świetnie. Bo on ZNA ten sport. Oczywiście nie widze powodu, dlaczego miałby zmyślać, ale nie znienia to faktu, że musze mu zaufać na słowo. Oczywiście potrafimy ocenić przeciwników na tle Mamdeda czy pudziana. Ten pierwszy z finezją, zwykle przy pierwszej lepszej okazji, kończy walkę efektywnym poddaniem. Jak znajduje się ktoś taki jak Sakurai czy Cooper, to popadamy w zachwyt/zdumienie „jak to on tak długo jest w stanie się oprzeć Mamdeowi?!?”. Drugi rozpędem cielska przewala przeciwników i albo ich „ubija” albo już do końca rudny nie pozwala im powstać. I to się niestety w przypadku tego pana nie zmieniło.

  17. Krótka odpowiedź dla uspokojenia autora.

    W nas, ludziach, czy kobietach, istnieje pewien "gen wojny", faceci lubią się bić, rywalizować, i uwaga: kochamy przecież oglądać jak dwóch humanoidów niszczy zwoje podczas walki. MMA jako MMA znam od kiedy pamiętam (czyli nie pamiętam od kiedy), ale hardkorowo wjechałem w temat nie przez treningi (wtedy kicka), tylko szukając po necie wideo ze zwykłych stritfajtów hehe. Pamiętam, że chyba kilka osób pisało, że miało podobne. Wspominając te walki ćpunków, recydywistów, przypadkowych pojebów, gangusów…. łezka się w oku kręci. Patrzysz na typa, myślisz "jebaniutki wielki est, skokszony, łysy, wydziarany, zrobi dym. no jak nic wygryzie krtań oponentowi po czym zesra mu się do mordy, a po wszustkim spuści sie 30cm kutachem na kamerę – co za potwór kuźwa!". A tu taki dostaje czystego strzała i się wysypuje, tłumaczy, że  wszczepionkę to chamsko, a w ogóle to on myślał, że nie można kopać, że jednak nie dziś, że da rewanż, bo mu się pizza przypala:D

    Haha widzę, że cieszą się Wam mordeczki, wiecie o czym piszę doskonale – znamy to bro!

    Co do gwiazdek – sam zauważyłeś, one się zawsze "skądś" biorą. Osobowość samca alfa, trochę PR-szpeców i masz megagwiazdę. Ludzie potrzebują instynktownie liderów, silne jednostki, to takie prymitywne przyzwyczajenie ułatwiające przetrwanie w toku ewolucji.  Ale ja dziś niespójnie piszę, do tego mi miga bateria w lapku kurwa życie kureskie. Pozdro

  18. Spokojnie. Nie było Rondy, Conora, a organizacja UFC bardzo się rozwijała. Będzie dobrze. MMA zaczyna uprawiać coraz więcej osób, będzie więcej gwiazd.

  19. Krótka odpowiedź dla uspokojenia autora.

    W nas, ludziach, czy kobietach, istnieje pewien "gen wojny", faceci lubią się bić, rywalizować, i uwaga: kochamy przecież oglądać jak dwóch humanoidów niszczy zwoje podczas walki. MMA jako MMA znam od kiedy pamiętam (czyli nie pamiętam od kiedy), ale hardkorowo wjechałem w temat nie przez treningi (wtedy kicka), tylko szukając po necie wideo ze zwykłych stritfajtów hehe. Pamiętam, że chyba kilka osób pisało, że miało podobne. Wspominając te walki ćpunków, recydywistów, przypadkowych pojebów, gangusów…. łezka się w oku kręci. Patrzysz na typa, myślisz "jebaniutki wielki est, skokszony, łysy, wydziarany, zrobi dym. no jak nic wygryzie krtań oponentowi po czym zesra mu się do mordy, a po wszustkim spuści sie 30cm kutachem na kamerę – co za potwór kuźwa!". A tu taki dostaje czystego strzała i się wysypuje, tłumaczy, że  wszczepionkę to chamsko, a w ogóle to on myślał, że nie można kopać, że jednak nie dziś, że da rewanż, bo mu się pizza przypala:D

    Haha widzę, że cieszą się Wam mordeczki, wiecie o czym piszę doskonale – znamy to bro!

    Co do gwiazdek – sam zauważyłeś, one się zawsze "skądś" biorą. Osobowość samca alfa, trochę PR-szpeców i masz megagwiazdę. Ludzie potrzebują instynktownie liderów, silne jednostki, to takie prymitywne przyzwyczajenie ułatwiające przetrwanie w toku ewolucji.  Ale ja dziś niespójnie piszę, do tego mi miga bateria w lapku kurwa życie kureskie. Pozdro

    Coś w tym jest.

    MMA jest specyficznym sportem. Pokazuje to choćby ilość freaków chcących podjąć rękawice w MMA właśnie. Któż nie pizgał się w szkole za garażami po lekcjach. Przecież MMA, to nic innego niż taka bójka, tylko że z sędzią na pokładzie – zdaje się wielu tak właśnie do tego podchodzi. Nie pójdą w boks czy judo, bo "tam to trzeba trenować" (hehe). MMA umrzeć- nie umrze, a wydaje mi się, że limit popularności również nie został jeszcze osiągnięty. Jestem dobrej myśli. Tylko sam bardzo bym chciał, żeby głównymi gwiazdami walk w klatce nie były jakieś randomy- celebryty czy emeryci z innych dziedzin sportów walki czy innych dziedzin sportów w ogóle, czytaj strongmani czy kulturyści, tylko pełnoprawni zawodnicy, tej chyba najbardziej wymagającej poświęcenia i umiejętności dyscypliny sportowej. Naprawdę jestem rad, że popularność tego sportu na świecie ciągnie dziś McGregor (czy wcześniej GSP czy Ronda), niż jakby miał to robić powiedzmy Lennox Lewis, który stwierdziłby, że w boksie mu szło to i w MMA pójdzie czy Jason Statham, który stwierdzi, że coś tam ze sportów walki ogarnia. W Polsce jest niestety jeszcze troszkę inaczej. Zobaczymy jak to się rozwinie.

  20. Coś w tym jest.

    MMA jest specyficznym sportem. Pokazuje to choćby ilość freaków chcących podjąć rękawice w MMA właśnie. Któż nie pizgał się w szkole za garażami po lekcjach. Przecież MMA, to nic innego niż taka bójka, tylko że z sędzią na pokładzie – zdaje się wielu tak właśnie do tego podchodzi. Nie pójdą w boks czy judo, bo "tam to trzeba trenować" (hehe). MMA umrzeć- nie umrze, a wydaje mi się, że limit popularności również nie został jeszcze osiągnięty. Jestem dobrej myśli. Tylko sam bardzo bym chciał, żeby głównymi gwiazdami walk w klatce nie były jakieś randomy- celebryty czy emeryci z innych dziedzin sportów walki czy innych dziedzin sportów w ogóle, czytaj strongmani czy kulturyści, tylko pełnoprawni zawodnicy, tej chyba najbardziej wymagającej poświęcenia i umiejętności dyscypliny sportowej. Naprawdę jestem rad, że popularność tego sportu na świecie ciągnie dziś McGregor (czy wcześniej GSP czy Ronda), niż jakby miał to robić powiedzmy Lennox Lewis, który stwierdziłby, że w boksie mu szło to i w MMA pójdzie czy Jason Statham, który stwierdzi, że coś tam ze sportów walki ogarnia. W Polsce jest troszkę inaczej. Zobaczymy jak to się rozwinie.

    Instynkt potrzeby przynależności też tu działa. I tak jest ze wszystkim ziomuś,  jakieś tam przykładowo szachowe elity też na pewno świrują pawiana, newsy, fora piszą, są 'hardkorowcy', legendy i Janusze w każdej dziedzinie. My wiemy mniej więcej historię Kasparowa (albo i nie) a jakby Cie taki szachowy cwaniak u niego w dyskusji przemielił, to czułbyś się zapewne malutki jak koreański fiutek. I odwrotnie, kazałbyś mu wymienić 3 zawodników, zaparowałyby mu tylko paczałki Chociaż oni pewnie nie martwią się o los swojej dyscypliny:D trzaby zrobić kiś risercz, ale wystarczy, że i tak ledwo znajduje ostatnio trochę spokoju, żeby napisać posta dłuższego od "war heldzik!"

    Może na szachowych inbach dzieją się rzeczy, które zawstydziłyby @Charles Bronson ? czy @kaczka41 ?

  21. Może na szachowych inbach dzieją się rzeczy, które zawstydziłyby @Charles Bronson ? czy @kaczka41 ?

    Patrząc na historię pojedynków Kasparova z Karpowem, te "symboliczne" szachy wydają się być naprawdę ciekawymi (doliczmy tutaj pojedynki USA vs Russia za czasów zimnej wojny i robi się jeszcze ciekawiej). I umówmy się, że tam w czołówce popularności nie ma ludzi z przypadku.

  22. Co do samego MMA i poziomu zajarania nim… no nie oszukujmy się jak się ma koło trzydziechy i interesuje się tym "od zawsze"…

    Żebym miał na galę wstać pierwszy raz od kilku chyba lat, musiało nadejść 205 w Nowym Jorku… niby się wbija na to cohones od lat strona startowa itd… już dawno chciałem to napisać, co napisał ostatnio @Nilg

    miał chłop sporo racji

    ja dodam tylko, że to co w MMA najpiękniejsze, już jest pewnie za nami…

  23. Jak widać, nie jest w UFC tak źle, a nie wspomniałem jeszcze o wielu osobistościach, z których "mogą być ludzie" jak Stephen Thompson czy Khabib Nurmagomedov.

    Prędzej w roli gwiazdy widziałbym Tonego niż Khabiba. 4 lata starszy od ruska, ale 32na liczniku to chyba też nie wyrok. Parę lat mógłby się na fali utrzymać jako super star. Oczywiście, jeżeli Tony utrzyma dyspozycję w klatce. Dużo też wyjaśni ich ewentualna walka.

    Zdecydowanie zaczyna brakować dużych nazwisk w polskich organizacjach. Znany z FEN Akop Szostak

    Znanych…Akop 😀

    W Polsce gwiazd na miarę Pudziana nie widać. Ale przy obecnej formule jaką prowadzi KSW czy są im aż tak potrzebni? 4 gale w roku to nie jest wybitnie dużo. Tworzy się postać Borysa, pewnie niedługo większe środki pójdą w inwestycję Gamera i a w ramach kryzysu sięgną po Popkopodobną osobowość czy emerytowanego sportowca innej dyscypliny jak Janikowski. Pięściarz Diablo Włodarczyk już zapowiadał chęć sprawdzenia się w mma i pewnie tą jedną, debiutancką walkę (chyba, że udałoby się efektownie wygrać) włodarze KSW na pewno potrafili by sprzedać. A gdyby to jednak nie wypaliło i emerytowani sportowcy nie pociągnęli by publiki za sobą to zawsze może uderzyć w inną branżę. Oświecimski (łysy z Pitbulla) ma swoje 5 minut i penie jakby było trzeba dostałby telefon z propozycją. Dążę do tego, że polskie mma gdy będzie trzeba to będzie się ratować potężnymi freakami przy których jest nadzieja, że wytworzy się prawdziwa gwiazda mieszanych sztuk walki, która szerzej zadomowi się w świadomości niedzielnych oglądaczy mma.

  24. Gdyby nie "Pudzian and friends" to Janusze nie ogladaliby KSW ale prawda jest taka, ze ja tez zajebiscie sie bawie ogladajac Pudziana, Koksa (choc jego walka byla akurat dramatycznie slaba, oprocz cepa po ktorym Ozdobe na chwile odcielo i tak smiesznie reka zarzucil 😀 ) i innych cyrkowcow 😀 a nawet ci, ktorzy zawsze po KSW pisza, ze to lipa, kupa itd. i tak zawsze to ogladaja… W PrideFC zawsze byly freak fight'y a PrideFC bylo najlepsze 🙂

  25. Mimo trzeciej w nocy, az się zalogowałem ci rzadko się zdarza. Zajebisty artykuł, mądrego aż miło poczytać 🙂

  26. Obiecałam, że Cie trochę pohejtuję więc: SŁABE 2/10 😆

    /ban duubertowa

    edit: kurna, nie działa 🙁

  27. /ban duubertowa

    edit: kurna, nie działa 🙁

    Huehuehue 😀

    Możemy to rozwiązać w klatce 😀

    KSW 666: Wojna płci 😀

  28. Nie rozumiem dlaczego nikt nie promuje takiego Kamila Mosgalika. Wywiady z nim obejrzy wiecej osob niz same walki. @duubertowa do Zabrza masz nie daleko.  Na co czekasz?

  29. Ciekawe spostrzeżenia @Szady. Główny problem polega na tym, że jak pokazuje praktyka, największe zainteresowanie na polskim, choć nie tylko, rynku MMA dotyczy postaci, które teoretycznie powinny być na marginesie tego sportu lub w ogóle do niego nie trafić.  Tutaj póki co jedynym wyjątkiem jest jednak Mamed, ale mam wrażenie, że nawet w jego przypadku, obok talentu i umiejętności, duże znaczenie miała jego "odmienność" wynikajaca z pochodzenia. Najlepiej oddaje to wypowiedz Tomka Narkuna, który sam przyznaje, ze z Londynu ludzie zapamietli jego wywiad a nie KO na Goranie.