Esther Lin / MMAFighting

Jan Błachowicz to człowiek-zagadka. Ten niepozorny półciężki co rusz nas zaskakuje – często pozytywnie, ale musimy też przełykać gorzkie pigułki, jakie nam serwuje. Kiedy podjął decyzję o zostawieniu „ciepłej posadki” w KSW na rzecz najbardziej wymagającej organizacji MMA na świecie, wielu fanów przecierało oczy ze zdumienia. Tu, w Polsce, miał zapewnione dobre zarobki i lokalnych sponsorów, co pozwalało mu na życie w godnych warunkach. „Cieszyński Książę” chciał jednak czegoś więcej. Nie pieniędzy – Janek pragnął rywalizacji z najlepszymi zawodnikami MMA na świecie.

Tą decyzją zaskarbił sobie szacunek fanów – oczywiście tych, którzy nie odwracają się od zawodnika już po pierwszej porażce. Ci bardziej wnikliwi obserwatorzy zdawali sobie doskonale sprawę z tego, że na Błachowicza w UFC nie będą czekać łatwe walki. Ale Janek właśnie tego chciał – sportowej rywalizacji, nawet kosztem – początkowo – mniejszych zarobków.

Debiutu w Ultimate Fighting Championship nie mógł sobie wymarzyć lepszego. W październiku 2014 roku odebrał duszę Ilirowi Latifiemu. Po tej walce wybuchła prawdziwa euforia. Polak miał szybko piąć się w rankingach, by w ciągu roku-dwóch zyskać status pierwszego pretendenta do tytułu mistrza. Niedługo później pojawiło się rozczarowanie.

UFC pokładało wielkie nadzieje w Błachowiczu, dlatego już w drugiej potyczce dostał miejsce na karcie walk tuż przed najważniejszą walką wieczoru na pierwszej, historycznej gali w Polsce. Zwycięstwo z Jimim Manuwą miało dać Jankowi przepustkę do walk ze ścisłą czołówką wagi półciężkiej. Niestety, wszystko zakończyło się nie tak, jak powinno.

Błachowicz zawalczył bardzo asekuracyjnie, przespał pojedynek. Jak stwierdził jeden z trenerów, „Janek był chyba w grze komputerowej”, bo wydawało mu się, że zrobił dość dużo, by to jego ogłoszono zwycięzcą. Później było już tylko gorzej.

Po tym, jak odwołano jego walkę z Anthonym Johnsonem, Błachowicz został zestawiony z Coreyem Andersonem, co miało być swego rodzaju „walką na przetarcie”. Owszem, tarć w tym boju było sporo – plecami o matę. „Beastin 25/8” zdominował Polaka zapaśniczo i niemal pogrzebał nadzieje na to, że Polak podbije UFC. Co gorsza, nad Błachowiczem zawisło widmo wyrzucenia z Ultimate Fighting Championship.

Dana White i spółka postanowili jednak dać jeszcze jedną szansę naszemu rodakowi. Na gali w Chorwacji zestawiono go z Igorem Pokrajacem, gdzie – zgodnie z oczekiwaniami – zwyciężył. Malkontenci znaleźli w tym boju sporo powodów do narzekań, wierni fani zyskali nadzieję, że po gorszych czasach będzie już tylko lepiej. Niestety, tak się nie stało.

Włodarze UFC kolejny raz postanowili rzucić Polaka na głęboką wodę. Tym razem zestawiono Polaka z niedawnym pretendentem do pasa mistrzowskiego, Alexandrem Gustafssonem. Wynik był łatwy do przewidzenia. „Cieszyński Książę” nie znalazł drogi do zwycięstwa, ale pokazał bardzo przyzwoitą stójkę. Techniki uderzane od zawsze były jego asem w rękawie, dlatego spodziewano się, ze w w kolejnym boju – tym razem z Patrickiem Cumminsem, Janek wreszcie pokusi się o nokaut. A co! Przecież garda tego ostatniego jest tak dziurawa, jak polskie drogi…

Rozczarowanie po tej walce było spore, chociaż kibice przyzwyczajeni do chimeryczności Janka, mogli się tego spodziewać. Dlatego też przed jego potyczką z Devinem Clarkiem oczekiwania nie były zbyt duże.

Porażka w tej walce najpewniej zakończyłaby przygodę Błachowicza w UFC i zostawiła po sobie zapach zmarnowanej szansy, pozbawionych złudzeń i najzwyklejszego smutku. Tymczasem to, co pokazał Janek w tym boju… Ooo, to było coś! Kapitalne duszenie, jakim poddał rywala, będzie wspominane jeszcze bardzo długo. „Legendarna polska siła”, o jakiej wspominano po walce z Latifim powróciła i to w świetnym stylu.

Apetyty fanów znowu zostały pobudzone, dlatego spodziewano się dobrej postawy Janka w potyczce z Jaredem Cannonierem. Co ciekawe, bukmacherzy, nauczeni doświadczeniem, postawili Polaka przed tym bojem w roli wyraźnego underdoga. Przecież Polacy z reguły przegrywają z umięśnionymi murzynami – i nie ma w tym grama rasizmu.

Predykcje znawców mniejszych i większych okazały się chybione. Janek pokazał najlepszą formę w całej karierze i świetnie poprowadził pojedynek pod kątem taktycznym. Obecność Roberta Jocza w narożniku ewidentnie mu służy. Owszem, można się przyczepić do kilku aspektów (zwłaszcza kondycji), ale stójka i zapasy w tej potyczce były tip-top.

Błachowicz, który ponad trzy lata temu dokonał mocnego zwrotu w swojej karierze, wreszcie zdaje się kroczyć po właściwej ścieżce. Teraz ma na koncie dwie wygrane z rzędu i niemal pewne miejsce w czołowej piętnastce oficjalnego rankingu wagi półciężkiej UFC. Wszystko zaczyna się ze sobą zgrywać, a Janek pokazuje, że mimo wielu lat spędzonych w ringach i klatkach, można dokonać progresu umiejętności.

„Cieszyński Książę” daje emocje, które mało kto potrafi wyzwolić w naszym grajdołku Mieszanych Sztuk Walki. Osobiście liczę na kolejne zwycięstwa Błachowicza. Jeśli takowe się nie pojawią – płakać nie będę. Janek jest ostatnim, który zasłużył na to, by wieszać na nim psy. Polak swoją postawą w oktagonie (i poza nim) zapracował na dozgonny szacunek fanów.

59 KOMENTARZE

  1. Janek i wszyscy, którzy mają odwagę gonić za marzeniami- dozgonny szacunek.

    Gość ryzykuje kasę ,zdrowie, falę hejtu w razie przegranej. Ma do stracenia wszystko, a i tak robi swoje.

    Dlatego Jano i Jemu podobni- czy wygrywają czy przegrywają, zawsze z Nimi całym sercem.

    :applause::sparta:

  2. Przecież Polacy z reguły przegrywają z umięśnionymi murzynami – i nie ma w tym grama rasizmu.

    Nie dosc, ze rasizm do jasnoskorych to i ksenofobia. #StopPolakozercom

  3. Felietonem bym tego nie nazwał… i bardzo dobrze. Krótko, zwięźle i na temat! Świetnie się czytało!

    Tych felietonów, a raczej rozprawek to często po prostu nie da się czytać. Bo napisane fajne, ale często staaaasznie rozwleczone.

  4. Janka ludzie lubia bo jest spoko gosciem. Nie cwaniakuje i twardo dazy do celu.

    A nawet po debiucie w ufc sie wodeczki z kibicami napije.

    Zdrowia Jano!

  5. Dlaczego? Bo Janek to pozytywna mordeczka, taki ziomek, którego każdy miał w klasie. Nie był to klasowy śmieszek, który zawsze przypierdolił coś takiego, że nawet stara raszpla nauczycielka popuszczała w gacie. Janek nie był też alpha male casanovą, który co tydzień na przerwie ciągnął ślimaka z nową dupcią. Janek nie był też badboyem, który palił kiepy na kozaka przed wejściem do szkoły, był raz na izbie dziecka i handlował mieszanką podbiału, majeranku i śladowych ilości marihuany jakimś totalnym frajerom. Nie był kujonem, nie był ofiarą losu, nie był nikim bardzo wyróżniającym się.

    Był za to tym pozytywnym mordziatym ziomkiem, który miał przeciętno-dobre oceny, siedział sobie spokojnie, nic nie odpierdalał, nie szalał, po prostu normalny uśmiechnięty ziomek, z którym dało się pogadać o wszystkim. Taki ziomek z rodzaju, że po latach patrzysz na jego profil na fejsie i widzisz, że ma fajną żonę, dwójkę dzieci, auto, dom, żyje na poziomie i nie obnosi się z tym. I lubi sobie popykać w gierki 😀

    Taki jest właśnie Janek kurwiaki jebane, nie da się go nie lubić, jest jednym z nielicznym polskich zawodników mma, który nie jest jakimś patusem, nie jest gangusem, nie jest kondonem czy innym wykolejeńcem, tylko normalnym, trochę introwertycznym gościem. I porzucił bycie dużą rybę w przyciasnym akwarium, w którym wodę zmieniają 4 razy w roku :awesome: (ale już w każdym przyszłym maja 5-6 razy zmieniać!), na jebitne oceanarium, gdzie jest kilkaset ryb i przebić się do powierzchni jest naprawdę trudno.

  6. Dlaczego? Bo Janek to pozytywna mordeczka, taki ziomek, którego każdy miał w klasie. Nie był to klasowy śmieszek, który zawsze przypierdolił coś takiego, że nawet stara raszpla nauczycielka popuszczała w gacie. Janek nie był też alpha male casanovą, który co tydzień na przerwie ciągnął ślimaka z nową dupcią. Janek nie był też badboyem, który palił kiepy na kozaka przed wejściem do szkoły, był raz na izbie dziecka i handlował mieszanką podbiału, majeranku i śladowych ilości marihuany jakimś totalnym frajerom. Nie był kujonem, nie był ofiarą losu, nie był nikim bardzo wyróżniającym się.

    Był za to tym pozytywnym mordziatym ziomkiem, który miał przeciętno-dobre oceny, siedział sobie spokojnie, nic nie odpierdalał, nie szalał, po prostu normalny uśmiechnięty ziomek, z którym dało się pogadać o wszystkim. Taki ziomek z rodzaju, że po latach patrzysz na jego profil na fejsie i widzisz, że ma fajną żonę, dwójkę dzieci, auto, dom, żyje na poziomie i nie obnosi się z tym. I lubi sobie popykać w gierki 😀

    Taki jest właśnie Janek kurwiaki jebane, nie da się go nie lubić, jest jednym z nielicznym polskich zawodników mma, który nie jest jakimś patusem, nie jest gangusem, nie jest kondonem czy innym wykolejeńcem, tylko normalnym, trochę introwertycznym gościem. I porzucił bycie dużą rybę w przyciasnym akwarium, w którym wodę zmieniają 4 razy w roku :awesome: (ale już w każdym przyszłym maja 5-6 razy zmieniać!), na jebitne oceanarium, gdzie jest kilkaset ryb i przebić się do powierzchni jest naprawdę trudno.

    Ten moment, w którym wiesz, że głos na użytkownika roku Cohones został przyznany właściwie :dobry:

  7. Dlaczego? Bo Janek to pozytywna mordeczka, taki ziomek, którego każdy miał w klasie. Nie był to klasowy śmieszek, który zawsze przypierdolił coś takiego, że nawet stara raszpla nauczycielka popuszczała w gacie. Janek nie był też alpha male casanovą, który co tydzień na przerwie ciągnął ślimaka z nową dupcią. Janek nie był też badboyem, który palił kiepy na kozaka przed wejściem do szkoły, był raz na izbie dziecka i handlował mieszanką podbiału, majeranku i śladowych ilości marihuany jakimś totalnym frajerom. Nie był kujonem, nie był ofiarą losu, nie był nikim bardzo wyróżniającym się.

    Był za to tym pozytywnym mordziatym ziomkiem, który miał przeciętno-dobre oceny, siedział sobie spokojnie, nic nie odpierdalał, nie szalał, po prostu normalny uśmiechnięty ziomek, z którym dało się pogadać o wszystkim. Taki ziomek z rodzaju, że po latach patrzysz na jego profil na fejsie i widzisz, że ma fajną żonę, dwójkę dzieci, auto, dom, żyje na poziomie i nie obnosi się z tym. I lubi sobie popykać w gierki 😀

    Taki jest właśnie Janek kurwiaki jebane, nie da się go nie lubić, jest jednym z nielicznym polskich zawodników mma, który nie jest jakimś patusem, nie jest gangusem, nie jest kondonem czy innym wykolejeńcem, tylko normalnym, trochę introwertycznym gościem. I porzucił bycie dużą rybę w przyciasnym akwarium, w którym wodę zmieniają 4 razy w roku :awesome: (ale już w każdym przyszłym maja 5-6 razy zmieniać!), na jebitne oceanarium, gdzie jest kilkaset ryb i przebić się do powierzchni jest naprawdę trudno.

    Janek w jakimś wywiadzie mówił, że zdarzało się komuś po gębie w młodości dać i sie w subkultury bawił 😆

  8. Wiadomo że szacuneczek na wieki. Wstydzić się za to powinni ci, którzy dostają propozycje, mają szanse a wolą siedzieć w tym ciepłym bagienku. I nie przeszkadza im to że mówili o marzeniach, a potem jednak stwierdzają że marzenia nieaktualne, bo "mamy swoje UFC w Polsce".

  9. Janek w jakimś wywiadzie mówił, że zdarzało się komuś po gębie w młodości dać i sie w subkultury bawił 😆

    Pewnie chodzi o solówki w podbazie i szerokie skejtowskie spodnie. Nic obalającego moją teorię 😀

  10. Wstydzić się za to powinni ci, którzy dostają propozycje, mają szanse a wolą siedzieć w tym ciepłym bagienku. I nie przeszkadza im to że mówili o marzeniach, a potem jednak stwierdzają że marzenia nieaktualne, bo "mamy swoje UFC w Polsce".

    Mnie nawet nie drażni to, że nie chcą iść do UFC. Wolą zagrać bezpiecznie, ok. Ich sprawa. Mają serio dużo do stracenia i finansowo i wizerunkowo.

    Wkurwia mnie za to pierdolenie, że chcą do UFC, ale z góry wiadomo, że w najlepszym wypadku jest to wybieg dla podniesienia stawki w umowie w KSW.

    Tych, co pierdolą o UFC i nawet nie robią tego dla podniesienia kasy nawet nie komentuję.

  11. Zapracował tym że zamiast obijać ogórków 2 razy do roku za dobre siano, miał jaja i wybrał UFC pełne kozaków i spełnia ambicje sportowe. Cieszę się że jeszcze sa sportowcy w tej dyscyplinie dla ktorych poziom sportowy jest na 1 miejscu. Co by nie bylo zawsze za Jankiem!

  12. taka prawda, ze jakby przegral dwie walki to bylby hejtowany przez wszystkich, a jak wygral to nagle wszyscy go kochaja

    ja go szanuje za to, ze poszedl do UFC i sprawdzil swoje umiejetnosci, zamiast grzac posadke w KSW

  13. Konina tez miał słabe momenty i pasmo porażek z rak ludzi z którymi nie powinien przegrywać

    Były zmiany USADA go dojechała ale poprawił się w walkach i robił tak Seby wygrywać doczłapałam się na pretendenta był w topie

    Mam nadzieje ze Janek będzie taki sam ze widzimy jego wersje 3.0 a może nawet wyżej

    Ze zacznie walczyć tak żeby wygrywać czy to decyzja czy poddaniem

    Jak będzie trzeba i okazja obalić przeleżeć ale wygrać

    Taka inteligencja i większa dojrzałości w oktagonie

    Na to liczę

  14. Konina tez miał słabe momenty i pasmo porażek z rak ludzi z którymi nie powinien przegrywać

    Były zmiany USADA go dojechała ale poprawił się w walkach i robił tak Seby wygrywać doczłapałam się na pretendenta był w topie

    Mam nadzieje ze Janek będzie taki sam ze widzimy jego wersje 3.0 a może nawet wyżej

    Ze zacznie walczyć tak żeby wygrywać czy to decyzja czy poddaniem

    Jak będzie trzeba i okazja obalić przeleżeć ale wygrać

    Taka inteligencja i większa dojrzałości w oktagonie

    Na to liczę

    U Janka najwiekszy problem to kondycja i swego czasu defensywne zapasy

    w stojce to on nawet Gustafsona rozpierdalal

  15. Mnie nawet nie drażni to, że nie chcą iść do UFC. Wolą zagrać bezpiecznie, ok. Ich sprawa. Mają serio dużo do stracenia i finansowo i wizerunkowo.

    Wkurwia mnie za to pierdolenie, że chcą do UFC, ale z góry wiadomo, że w najlepszym wypadku jest to wybieg dla podniesienia stawki w umowie w KSW.

    Tych, co pierdolą o UFC i nawet nie robią tego dla podniesienia kasy nawet nie komentuję.

    Dla mnie tutaj idealnym przykładem jest Wrzosek. Kiedyś było tak:

    "Sajewski is out, put me back in!!! I will kill for one more shot in @ufc at any weight! @UFCEurope @MMA_Matchmaker @seanshelby @danawhite"

    A potem:

    "Byłem w UFC, jest przereklamowane".

  16. U Janka najwiekszy problem to kondycja i swego czasu defensywne zapasy

    w stojce to on nawet Gustafsona rozpierdalal

    Zgadzam się

    Temu Guss uciekał do parteru i wylezal  zwycięstwo

    Tamta porażka moim zdaniem przyniosła mu sporo plusów

    A Guss jak na gościa co jest brany pod uwagę jako kandydat na mistrza od kilku lat nie zabłysnął

    Kolejna walka z Gussem i naprawdę Jano ma wielkie szanse

  17. Janek musial zatoczyc pelen obrot, zaliczajac po drodze przygode w Poznaniu i grupe trenera Jeleniewskiego, aby wrocic do punktu wyjscia. Wszystko dlatego, ze podjal wyzwanie i szukal rozwiazan, ktore pozwola mu im sprostac. Ja mocno w niego zwatpilem, ale on sam nie i to jest najwazniejsze. Dzisiaj moze sie szeroko usmiechac sluchajac, pochodzacej zaledwie sprzed kilkunastu tygodnie, wypowiedzi Macieja Kawulskiego, ze w KSW nie ma miejsca dla Blachowicza. Oczywiscie, ze nie ma, bo jego miejsce jest w UFC, a celem walka z najlepszymi.

  18. Dzisiaj moze sie szeroko usmiechac sluchajac, pochodzacej zaledwie sprzed kilkunastu tygodnie, wypowiedzi Macieja Kawulskiego, ze w KSW nie ma miejsca dla Blachowicza. Oczywiscie, ze nie ma, bo jego miejsce jest w UFC, a celem walka z najlepszymi.

    Ale z tym Kawul sie chyba zgadza.

    Mega go szanuję jako zawodnika. Uważam, że to jest seria niefartów w jego życiu, że on tak przegrywa, bo zasługuje na dużo więcej i to w ogóle nie jest prawda, że to jest przeciętny zawodnik. Może spokojnie walczyć z czołówką i spokojnie może z czołówką wygrywać.

    Nie ma miejsca, ale od razu po przegranych chyba.

  19. Ale z tym Kawul sie chyba zgadza.

    Nie ma miejsca, ale od razu po przegranych chyba.

     Wiem, ze nadal maja niezle relacje. Chodzilo mi raczej o dynamike zdarzen. W pazdzierniku pytano o ewentualne  miejsce dla Janka w KSW, w grudniu pytamy o walki z swiatowym Top 10.

  20. … bo jego miejsce jest w UFC, a celem walka z najlepszymi.

    Nie każdy może być mistrzem, to zależy od wielu zmiennych, sama rywalizacja z największymi może przynosić wielką satysfakcję. Jak już Janek skończy karierę to zostanie mu kilka fajnych wspomnień, kop na wątrobę Latifiego, dobra bitka z Gusem, mega duszenie w stójce i pewnie coś co jeszcze przed nim.  Przy okazji pozna wielu ciekawych ludzi w branży i zobaczy trochę świata, to bezcenne rzeczy.

    Zawodnicy tacy jak on, na bardzo dobrym poziomie sportowym (np. Borys albo Gamer), muszą iść dalej i szukać wyzwań, inaczej skończą wypaleni, z depresją jak Mamed, albo oddalą się od sportu jak Karol Bedorf. Obserwując naszych zawodników w UFC wydaje mi się, że pieniądze zarabiane w KSW nie muszą być największym atutem polskiej organizacji, w zasadzie wszyscy Polacy walczący za oceanem jakoś sobie radzą.

  21. Nie każdy może być mistrzem, to zależy od wielu zmiennych, sama rywalizacja z największymi może przynosić wielką satysfakcję. Jak już Janek skończy karierę to zostanie mu kilka fajnych wspomnień, kop na wątrobę Latifiego, dobra bitka z Gusem, mega duszenie w stójce i pewnie coś co jeszcze przed nim.  Przy okazji pozna wielu ciekawych ludzi w branży i zobaczy trochę świata, to bezcenne rzeczy.

    Zawodnicy tacy jak on, na bardzo dobrym poziomie sportowym (np. Borys albo Gamer), muszą iść dalej i szukać wyzwań, inaczej skończą wypaleni, z depresją jak Mamed, albo oddalą się od sportu jak Karol Bedorf. Obserwując naszych zawodników w UFC wydaje mi się, że pieniądze zarabiane w KSW nie muszą być największym atutem polskiej organizacji, w zasadzie wszyscy Polacy walczący za oceanem jakoś sobie radzą.

    Dokladnie. Ponadto, wbrew pozorom, wystepy dla swiatowego giganta otwieraja znacznie wiecej drzwi i mozliwosci po zakonczeniu kariery zawodniczej.

  22. Dlaczego? Bo Janek to pozytywna mordeczka, taki ziomek, którego każdy miał w klasie. Nie był to klasowy śmieszek, który zawsze przypierdolił coś takiego, że nawet stara raszpla nauczycielka popuszczała w gacie. Janek nie był też alpha male casanovą, który co tydzień na przerwie ciągnął ślimaka z nową dupcią. Janek nie był też badboyem, który palił kiepy na kozaka przed wejściem do szkoły, był raz na izbie dziecka i handlował mieszanką podbiału, majeranku i śladowych ilości marihuany jakimś totalnym frajerom. Nie był kujonem, nie był ofiarą losu, nie był nikim bardzo wyróżniającym się.

    Był za to tym pozytywnym mordziatym ziomkiem, który miał przeciętno-dobre oceny, siedział sobie spokojnie, nic nie odpierdalał, nie szalał, po prostu normalny uśmiechnięty ziomek, z którym dało się pogadać o wszystkim. Taki ziomek z rodzaju, że po latach patrzysz na jego profil na fejsie i widzisz, że ma fajną żonę, dwójkę dzieci, auto, dom, żyje na poziomie i nie obnosi się z tym. I lubi sobie popykać w gierki 😀

    Taki jest właśnie Janek kurwiaki jebane, nie da się go nie lubić, jest jednym z nielicznym polskich zawodników mma, który nie jest jakimś patusem, nie jest gangusem, nie jest kondonem czy innym wykolejeńcem, tylko normalnym, trochę introwertycznym gościem. I porzucił bycie dużą rybę w przyciasnym akwarium, w którym wodę zmieniają 4 razy w roku :awesome: (ale już w każdym przyszłym maja 5-6 razy zmieniać!), na jebitne oceanarium, gdzie jest kilkaset ryb i przebić się do powierzchni jest naprawdę trudno.

    Dobra, masz ten głos na użytkownika roku. Kręć taką bajerę na krakowskich spotkaniach… a przepraszam, Ty na nie nie przychodzisz 🙁

  23. Weekend mi upłynął pod znakiem melanżu, ale na Janka zostawiłem sobie kilka % baterii weekendowej.

    Bardzo, bardzo się cieszę, że Jan zaliczył kolejne W do rekordu, to musi budować. Te dwie wygrane były pewne, nie wygrane o mały włos, o werdykt w każdą stronę. Gify z walki Janka jak trafia, obala, czuję się pewnie w oktagonie i ma się wrażenie, że wie co robi, mogę oglądać w kółko. Janka najciężej mi się krytykuje po przegranych, bo wydaje mi się szczerym gościem i jak mówi, że coś nie zagrało i sam nie wie co, to faktycznie tak jest, a nie jest to zatuszowanie braków czy lenistwa.

    Jak dostanie Shoguna na Marzec i go odpali, to przestawi mnie na tor, na którym byłem po jego walce z Latifim.

  24. Albo jak po wylocie z ufc gdy zdobył pas ksw, to "moje drimsy się kam czrunęły"

    Nie gryzie się ręki, która karmi. Musicie się, gniewni, tego nauczyć… 😉

  25. Odnoszę wrażenie, że czytałem już taki "felieton" co najmniej 8 razy. Po każdej walce Błachowicza któryś z krakowskich ancymonów pisze dokładnie to samo w komentarzach…

  26. Dlaczego? Bo Janek to pozytywna mordeczka, taki ziomek, którego każdy miał w klasie. Nie był to klasowy śmieszek, który zawsze przypierdolił coś takiego, że nawet stara raszpla nauczycielka popuszczała w gacie. Janek nie był też alpha male casanovą, który co tydzień na przerwie ciągnął ślimaka z nową dupcią. Janek nie był też badboyem, który palił kiepy na kozaka przed wejściem do szkoły, był raz na izbie dziecka i handlował mieszanką podbiału, majeranku i śladowych ilości marihuany jakimś totalnym frajerom. Nie był kujonem, nie był ofiarą losu, nie był nikim bardzo wyróżniającym się.

    Był za to tym pozytywnym mordziatym ziomkiem, który miał przeciętno-dobre oceny, siedział sobie spokojnie, nic nie odpierdalał, nie szalał, po prostu normalny uśmiechnięty ziomek, z którym dało się pogadać o wszystkim. Taki ziomek z rodzaju, że po latach patrzysz na jego profil na fejsie i widzisz, że ma fajną żonę, dwójkę dzieci, auto, dom, żyje na poziomie i nie obnosi się z tym. I lubi sobie popykać w gierki 😀

    Taki jest właśnie Janek kurwiaki jebane, nie da się go nie lubić, jest jednym z nielicznym polskich zawodników mma, który nie jest jakimś patusem, nie jest gangusem, nie jest kondonem czy innym wykolejeńcem, tylko normalnym, trochę introwertycznym gościem. I porzucił bycie dużą rybę w przyciasnym akwarium, w którym wodę zmieniają 4 razy w roku :awesome: (ale już w każdym przyszłym maja 5-6 razy zmieniać!), na jebitne oceanarium, gdzie jest kilkaset ryb i przebić się do powierzchni jest naprawdę trudno.

    Ładnie odpierdolone.

  27. Dobra, masz ten głos na użytkownika roku. Kręć taką bajerę na krakowskich spotkaniach… a przepraszam, Ty na nie nie przychodzisz 🙁

    Ty, bo niedługo jest spotkanie, na którym ja prawdopodobnie będę, a Ty nie, tak, że tego :no dawaj:

  28. Ty, bo niedługo jest spotkanie, na którym ja prawdopodobnie będę, a Ty nie, tak, że tego :no dawaj:

    To jedyne z 10 na przestrzeni 2 lat ::jondance::