Mam dla was dwa wywiady z pierwszym Polakiem jakiego zobaczymy w najlepszej obecnie organizacji na świecie czyli UFC Tomaszem „Gorylem” Drwalem.

Oba wywiady oraz zdjęcia zostały udostępnione dzięki uprzejmości człowieka znanego w pewnych kręgach jako mkimura. Dzięki wielkie za pomoc i pozdrawiam.

Pierwszy wywiad przeprowadzony został przez niemiecki serwis grandanpound.de którego angielską wersje dostarczył mkimura a przetłumaczył na polski Stalowiec_87. Jest to wywiad z 27 lipca.

Cześć Tomek, twoja ostatnia walka zakończyła się zwycięstwem nad Holendrem Andre Fyeetem podczas gali FightClub Berlin, co powiesz o tym starciu?

Po krótkiej wymianie ciosów, przeszliśmy do parteru, gdzie Fyeet chciał założyć mi dźwignię na staw skokowy, co jednak absolutnie mnie nie bolało. Uderzałem więc dalej i zobaczyłem następnie swą szansę w poddaniu go na ziemi, założyłem duszenie i wygrałem.

Czy nie przeszkadzało Ci, że twój przeciwnik był aktualnym mistrzem Europy WFCA, a walka mimo, że na zasadach WFCA, nie była toczona o tytuł?

Nie, naprawdę mi mi to ani trochę nie przeszkadzało.

Jakie były twoje początki w sportach walki i poźniej w MMA?

Zacząłem trenować Karate Kyokushin, następnie przeszedłem z All Style Karate do kick-boxingu. Krótko po tym usłyszałem po raz pierwszy o brazylijskim Jiu-Jitsu i zacząłem trenować to z kumplami, oglądając filmiki instruktażowe. Teraz może się to wydawać śmieszne, ale wtedy nie było nikogo, kto mógłby uczyć BJJ w Polsce. Później zacząłem treningi w klubie Grappling Kraków, gdzie metody podchodziły już pod MMA. Po tylko 3 miesiącach treningu BJJ, stoczyłem nierozstrzygnięty bój z Piotrkiem Bagińskim, jednym z najlepszych polskich chwytaczy. Była to piekielnie ciężka walka w klatce, 30 minut bez żadnych przerw na złapanie tchu.

Następnie walczyłem na Colloseum, turnieju organizowanym przez Marcina Blicharskiego; krótko po tym miałem pierwszą walkę za granicą, w Berlinie. Nienawidzę o tym mówić, ale przegrałem tam z Ulfem Fritzmannem, który przyłapał mnie armbarem. Tak bardzo mnie to dręczyło, że w miesiąc później powróciłem tam i pokonałem go w rewanżu przez KO. Wtedy się to wszystko zaczęło.

Skąd wzięło się twoje przezwisko „Goryl”?

Dostałem je od moich przyjaciół, jak jeszcze byłem mały, ale nie mam pojęcia, dlaczego tak mnie nazwali.

Opowiedz nam, gdzie trenujesz i jak wygląda twój tygodniowy plan?

Trenują w moim własnym gymie w Krakowie, raz na dzień, dodatkowo z zajęciami kondycyjnymi rano. Gdy zbliża się jakaś walka, znacząco wzrasta intensywność mojego treningu.

Dziesięć z twoich trzynastu zwycięstw, odniosłeś przez KO albo TKO – to imponująca ilość. Czy podczas treningu kładłeś wyjątkowy nacisk na siłę ciosów, czy podobnie jak u Dana Hendersona, jest to dar, który wyssałeś z mlekiem matki?

Zawsze byłem stójkowiczem i jestem przekonany, że solidna stójka znaczy w MMA więcej niż poddania. MMA rozwija się coraz prężniej i jest coraz trudniej poddać przeciwnika. Dlatego ja wolę dobijać ich ciosami.

Rok 2006 był dla Ciebie rokiem kontuzji, nie mogłeś wtedy stoczyć żadnej walki, co się wtedy działo i czy jesteś już całkowicie wyleczony?

To był ekstremalny pech, najpierw miałem uraz lewego kolana, spowodowany przez moją kostkę, a następnie przyszedł czas na prawe kolano! W tym czasie byłem częściowo w depresji.

W twoim powrocie w styczniu 2007 roku pokazałeś jednak, że nie pokryłeś się „ringową rdzą”, gdy walczyłeś z Litwinem Valdasem Poceviciusem.

Walka przebiegała dokładnie wedle mojego planu, przeciwnika miałem cały czas pod kontrolą. Ponieważ stójka to moja najmocniejsza broń, chciałem walkę prowadzić w ten sposób i to się udało.

Niestety pech trzymał się jeszcze Ciebie, ponieważ superwalka z Mamedem Khalidovem podczas Full Contact Prestige 3 w lutym, nie mogła dojść do skutku, z powodu kontuzji ramienia. Co myślisz o Mamedzie i jak ważna jest dla Ciebie walka przeciw niemu, np. o tytuł?

Mamed jest nieobliczalny, ale szczerze mówiąc, nie walczył on jeszcze z żadnym silnym zawodnikiem, dlatego nie byłby on dla mnie problemem. Przecież mam teraz inne plany.

Od wprowadzenia rankingu European Top Ten, znajdujesz się ciągle w najlepszej piątce, teraz na czwartym miejscu, za weteranem bodogFIGHT Moise Rimbonem. Do czasu gdy zatelefonował do Ciebie ostatnio Joe Silva, matchmaker z UFC, nie intersowały się Tobą żadne większe organizacje. Jak czujesz się teraz w elicie świata MMA?

Jestem oczywiście bardzo szczęśliwy! To jest wielka szansa i planuję ją w pełni wykorzystać. Już od dłuższego czasu na to czekałem i jeśli moje przygotowania pójdą gładko, dam z siebie wszystko, żeby wygrać.

Co sądzisz o UFC i czy już widziałeś rozpiskę „swojej” przyszłej gali?

Po wykupieniu PRIDE, UFC jest bez wątpienia numerem jeden. Popatrz tylko na nazwiska na tej rozpisce: Hendo, Rampage, Cro-Cop, co za wydarzenie!

W jakiej kategorii wagowej będziesz na stałe walczył? Startujesz wprawdzie w wadze półciężkiej, ale większość znawców mówi, że byłoby sensowniej zejść na jakiś czas do wagi średniej (83,5 kg), aby z większym powodzeniem walczyć na międzynarodowych galach. Co o tym sądzisz?

Dobrze czuję się w wadze 93 kg i nie marnuję czasu na jakieś „wagowe dywagacje”. I nie zamierzam w żaden sposób sondować moich szans w tej kategorii.

W Niemczech jest już duża liczba fanów, którzy chcą wiedzieć, jak Ci idzie. Zawalczyłeś już, jak pisze powyżej, klika razy w tym kraju i wyrobiłeś sobie tam renomę. Kiedy niemieccy kibice będą Cię mogli jeszcze podziwiać na ringu lub w klatce? Masz coś w planach?

W istocie bardzo chętnie walczę w Niemczech, ponieważ dobrze się tu czuję i myślę, że ludzie mnie znają. Problem tkwi w tym, że będzie trudno znaleźć dla mnie przeciwnika, tego nie przypuszczam nawet ja, tylko mój manager Marcin. Musiałem opuścić już wiele gal, ponieważ nikt nie chciał ze mną walczyć, albo żądano za dużo pieniędzy. Tak jest jednak nie tylko ze mną, także Grzesiek Jakubowski uskarża się na to. On jest bardzo znany w Europie, ale nic mu to nie daje.

Musi to być frustrujące, kiedy jest się unikanym przez przeciwników. Masz jednak jakiegoś przeciwnika, z którym chętnie powalczyłbyś? Kto by to był, gdybyś miał możliwość wyboru?

Chcę po prostu walczyć tylko przeciwko najlepszym, jak każdy inny wojownik. Mam nadzieję, że kiedyś dostanę taką szansę i będę mógł udowodnić, że dorosłem do tego zadania.

Tomasz, życzymy Ci wszystkiego dobrego i dużo szczęścia w walce z Thiago Silvą podczas UFC 75. Mamy nadzieję, że powalczysz jeszcze kiedyś w Niemczech. Czy masz jeszcze ostatnie słowa dla naszych czytelników i fanów w Niemczech, Austrii i Szwajcarii?

Bardzo mnie cieszy, że mam tylu fanów w tych krajach. Mam nadzieję, że będzie jeszcze możliwość, pokazania się wam w jakiejś dobrej walce. Wielkie dzięki za Wasze wsparcie!

Drugi wywiad zaraz się pojawi na stronce.

1 KOMENTARZ

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.