Nastula – Van Gogh sztuk walki!

-1

Nastula

Chyba nastała odpowiednia pora, żeby profil Pawła Nastuli ujrzał światło dzienne. Niedługo jego debiut w polskim MMA, machina marketingowa ruszyła, wszyscy się dwoją i troją, aby gala MCC – której Paweł jest twarzą, stała nie tylko na dobrym poziomie, ale, aby była wydarzeniem, jakiego polski rynek mieszanych sztuk walki jeszcze nie widział. Oczywiście, w całym tym przedsięwzięciu nie mogło zabraknąć ekipy MMARocks! w kooperacji z ForumRing, a i ja dołożyłem swoją cegiełkę. Poniżej świeżutki profil Pawła! Zapraszam.

Kiedy pisze się artykuł o Pawle Nastuli, nie sposób pominąć jego zdumiewających osiągnięć sportowych, nie sposób także pominąć tego, jakim Paweł jest człowiekiem, i w końcu tego, kim jest dla tysięcy polskich (i nie tylko) fanów tak judo, jak i MMA. Ja postanowiłem zacząć od tego ostatniego, wszak bez wiernych kibiców nawet najlepszy sportowiec byłby tylko artystą tworzącym „sztukę dla sztuki” – zupełnie niepotrzebną, taką, która przechodzi bez echa, a za jakiś czas nikt o niej nie pamięta.
Paweł na pewno nie jest autorem takiej sztuki. A jeśli już porównywać go do artysty, to stoi co najmniej na równi z Van Gogh’iem czy Michałem Aniołem, którzy w swych dziedzinach osiągnęli doskonałość! Nastula taki poziom osiągnął w sztukach walki. Nie tylko dokonał nadzwyczajnych rzeczy. Ba! jego wyczyny wyryły trwały ślad w historii. Kiedy ludzie kochający sztuki walki będą za kilka pokoleń wymawiać nazwisko „Nastula”, będą to robić z takim samym zachwytem jak my dzisiaj!

Kiedy w 1994 roku Paweł rozpoczął swoją „krucjatę” na tatami całego świata, całe ówczesne środowisko judo nie mogło wyjść z podziwu. 3,5 roku (1200 dni) bez przegranej! Zwycięstwa z ponad dwustoma przeciwnikami! Zdobycie wszystkiego, co było do zdobycia (złoty medal Mistrzostw Europy, 1994; złoty medal Mistrzostw Świata, 1995, 1997; złoty medal olimpijski, 1996) i zdeklasowanie całej ówczesnej czołówki, było swoistym trzęsieniem ziemi.

Nikt wcześniej nie dokonał czegoś takiego! Sukcesy przeniosły się na popularność tak w kraju, jak i poza granicami. O Pawle było głośno, mówiono w superlatywach, a prasa patrzyła na naszego mistrza przychylnym okiem…wszystko to jednak do czasu. Jak to w naszym kraju bywa, gdy sportowiec wygrywa jest noszony na rękach, kiedy nie daj Boże przegra jest – w najlepszym wypadku – zapominany. Nie inaczej było z Pawłem. Gdy dobra passa skończyła się (do czego w dużej mierze przyczyniła się zmiana kategorii wagowych z -95kg do -100kg) zniknęła sława, zniknęły tłumy kibiców. Nie zniknęła tylko miłość Pawła do sztuk walki, wspierana przez garstkę prawdziwych fanów.

Gdy w 2005 roku „Nastek” przyjął ofertę walk w Pride FC, znów rozpętała się burza. „Nastula w krwawych walkach”, „Mistrz schodzi na złą drogę”, „Walka dla pieniędzy” – to tylko niektóre z tytułów jakże „ambitnych i fachowych” artykułów, jakie w owym czasie się ukazały.

Sytuacja w Kraju Kwitnącej Wiśni wyglądała dokładnie odwrotnie. Sukcesy w judo (zwłaszcza zwycięstwo w Jigoro Kano Cup – prestiżowym turnieju, gdzie obcokrajowcy triumfują niezwykle rzadko) przyniosły Nastuli w Japonii statut legendy. Paweł jest tam najbardziej znanym Polakiem, a jego książka „Moje Judo” jest najczęściej czytaną pozycją tego typu na tamtejszym rynku.
Gdy 26 czerwca 2005 roku Paweł wchodził na ring Saitama Super Arena, by zmierzyć się z Rodrigo Nogueirą, przedstawiany był jako „The Real Rickson” – ukłon w stronę mocno naciąganego rekordu jednego z członków rodziny Gracie.

Japończycy bardzo wysoko postawili Polakowi poprzeczkę. „Minotauro” to ówczesny numer dwa wagi ciężkiej Pride FC, zawodnik o bajecznej technice i nieporównywalnie większym doświadczeniu w mieszanych sztukach walki! Jakby tego było mało, Brazylijczyk najlepiej czuje się w parterze (posiada czarny pas w brazylijskim jiu-jitsu), więc największy atut Pawła – parter, był znacząco zniwelowany. Nikt nie dawał Polakowi większych szans, twierdzono, że walka potrwa góra dwie minuty. Jakież było zdziwienie wszystkich, kiedy Nastula „chwycił Minotaura za rogi” i nawiązał wyrównaną walkę! Widać było potworną siłę „Nastka”, z którą Nogueira zdecydowanie sobie nie radził, przynajmniej nie tak, jak wszyscy tego oczekiwali. Próba gilotyny, czy też piękny sweep na Rodrigo sprawiły, iż serca wszystkich polskich kibiców MMA podeszły do gardeł! Nie wystarczyło to jednak do pokonania Brazylijczyka. Paweł pod koniec dziesięciominutowej rundy opadł z sił, Nogueira to wykorzystał, zdobył dosiad i atakował ground and pound, zmuszając sędziego do przerwania pojedynku. Mimo iż przegrana, ta walka pokazała, że Nastula przy odpowiednim treningu ma szansę na zwycięstwo nawet z czołowymi zawodnikami.

Kolejna walka Pawła odbyła się na gali sylwestrowej tego samego roku (Pride Shockwave 2005), gdzie walczą tylko największe sławy. Jego przeciwnikiem był Alexander Emelianenko (brat niepokonanego Fedora Emalianenko), zawodnik o bardzo mocnym uderzeniu oraz świetnym parterze (mistrz Sambo). Podobnie jak w swej pierwszej walce, Nastula skupił się na obaleniach i walce na ziemi. Podczas wyrównanego pojedynku w pewnym momencie uchwycił rękę Rosjanina, założył dźwignię łokciową (swoją sztandarową technikę z judo – /jap./ ‚Juji-Gatame’), doprowadzając publiczność do euforii! W dokończeniu techniki judoce przeszkodziły liny ringu (sam Emelianenko w wywiadzie po walce stwierdził, że gdyby nie liny, które przeszkodziły Nastuli, najprawdopodobniej zostałby poddany). W dalszej części starcia tak, jak podczas walki z Nogueirą, koszmarna dziesięciominutowa runda dała o sobie znać i Emelianenko założył duszenie, zmuszając Nastulę do odklepania. Wynik walki był wielkim rozczarowaniem, przecież, gdyby nie brak szczęścia (bo jak inaczej to nazwać?), Nastula opuszczałby ring z podniesionymi rękami. Druga porażka w MMA nie zniechęciła jednak Pawła – wręcz przeciwnie – zmotywowała go do jeszcze cięższej pracy, aby w kolejnej walce nawet brak szczęścia nie przeszkodził w zwycięstwie.

Edson Drago to zawodnik, z którym Paweł zmierzył się podczas PRIDE Critical Countdown Absolute (1 czerwca 2006). Brazylijczyk, który jest bardzo groźny w stójce, choć nie tak doświadczony, jak poprzedni rywale Polaka. I tutaj zła passa się odwróciła. „Nasty” całkowicie zdominował przeciwnika (skuteczne g’n’p z dosiadu) i ostatecznie zwyciężył przez balachę! Ta wygrana była potrzebna Nastuli jak powietrze. Dodała mu wiary w siebie, a efekty tego widać było w kolejnej walce 21 października 2006 roku podczas drugiej gali PRIDE w USA (PRIDE 32: The Real Deal).

Josh Barnett (były mistrz wagi ciężkiej UFC, obecnie uważany za nr 4 HW światowego MMA) był nie lada zaskoczony, kiedy Nastula nieomal posłał go na deski potężnym lewym. Walka od początku przebiegała pod dyktando Polaka. Gołym okiem widać było ogromne postępy w stójce (trening boksu z Krzysztofem Kosedowskim oraz ciężkie sparingi z czołowymi polskimi zawodnikami uderzanych sportów walki przyniosły efekty), a łatwość, z jaką mistrz olimpijski judo obalał Amerykanina (który przecież wywodzi się z zapasów w stylu klasycznym!) zdumiewała wszystkich. Podobnie jak doskonała kontrola pozycji w parterze. Do dziś się zastanawiam, jak mogło do tego dojść. Czy to chwilowa dekoncentracja, czy brak doświadczenia w dźwigniach na nogi, jednak Barnett niespodziewanie przetacza Nastulę, jednocześnie zakładając toe hold… Paweł zmuszony został do odklepania. Jeżeli wynik walki z Emelianenką nazwałem rozczarowaniem, to nie wiem jak opisać emocje towarzyszące temu starciu. Ogromny niedosyt. Z jednej strony całkowita dominacja Pawła, a z drugiej tak szybka i zdecydowana (poddanie) przegrana.
Szalę goryczy dopełniła informacja o wykryciu przez Amerykańską Komisję ds. Sportu obecności niedozwolonych środków w organizmie Polaka, a w efekcie dziewięciomiesięczne zawieszenie.
Kolejną kontrowersją wokół walki była decyzja sędziego – Herba Deana – o podniesieniu walki do stójki, kiedy Nastula – co istotne, aktywnie atakował z pozycji bocznej.

Nie zamierzam jednak snuć teorii spiskowych, jak mówi stare polskie przysłowie: „co się stało, to się nie odstanie”. Trzeba się skupić na chwili obecnej. Zawieszenie Pawła minęło, może on walczyć na całym świecie. Kilka dni temu wrócił z Team Quest (jednego z najlepszych klubów treningowych), gdzie pomagał w przygotowaniach Rameau Thierry Sokodjou i miał przyjemność ćwiczyć z takimi sławami, jak: Dan Henderson, Peter Graham czy wyżej wymieniony Kameruńczyk. Niewątpliwie była to wielka sprawa nie tylko dla samego Pawła (możliwość podpatrzenia jak trenują najlepsi), ale i dla całego polskiego MMA.

Obecnie Nastula podpisał kontrakt z nową polską organizacją MCC (Martial Combat Club) i już 31 maja wystąpi na warszawskim Torwarze w walce wieczoru. Po raz pierwszy od dziesięciu lat zawalczy w kraju! Jego przeciwnikiem będzie Japończyk Koji Kanechika, finalista japońskich eliminacji ADCC (najbardziej prestiżowej organizacji Submission Fightingu).
Oprócz MCC, Nastula podpisał kontrakt z japońską organizacją (są dwie możliwości – albo DREAM albo WVR – ja stawiam na tę pierwszą). Zobaczymy go zatem jeszcze w walce z najlepszymi!

Paweł Nastula to niezwykła postać. Sukces zawdzięcza swemu uporowi i litrom potu wylanym na treningach. Powinien być przykładem dla wszystkich przyszłych sportowców – nie tylko trenujących sztuki walki! Jeden z najlepszych judoków w historii, największa polska gwiazda tego sportu, a przy tym niezwykle skromny i sympatyczny człowiek. O swych rywalach zawsze wypowiada się z szacunkiem, bez niepotrzebnych zagrań marketingowych – on takiej sztucznej promocji nie potrzebuje! Jego umiejętności są dla niego wystarczającą reklamą!

 

HL do pobrania tutaj:
http://rapidshare.com/files/112118832/Pawe__322__Nastula…by_Yoshihiro.avi.html

Dalszy ciąg profilu

Niestety, niedługo potem wszyscy doznali szoku. Gala MCC została odwołana dzień przed startem. Wycofała się firma, która była odpowiedzialna za techniczne przygotowanie widowiska. Powodem było „niedotrzymanie warunków kontraktu przez organizatorów”. Organizator poinformował, że postara się zorganizować galę kilka miesięcy później, jednak nie udało się to.

Nastula został zatem zmuszony wyjechać do Kraju Kwitnącej Wiśni. Spośród japońskich organizacji wybrał Sengoku. Walka z koreańskim zapaśnikiem Dong Yi Yangiem nie potoczyła się jednak po myśli kibiców z Polski. Podczas gali Sengoku IV w Saitamie judoka przegrał w kontrowersyjnych okolicznościach przez techniczny nokaut. W pierwszej rundzie Yang dwukrotnie trafił Pawła w krocze. Po drugim uderzeniu Koreańczyk otrzymał żółtą kartkę, jednak widać było, że Nastula odczuwa dalej skutki obu ciosów. W drugiej pięciominutówce Dong Yi sprowadził Pawła do parteru, Nastula próbował wyciągnąć balachę, ale Koreańczykowi udało się uciec. Walka miała zostać wznowiona w stójce, jednak „Nastek” nie podnosił się i sygnalizował sędziemu ból krocza. Niestety, sędzia odebrał sygnały Pawła jako niezdolność do walki i orzekł koniec pojedynku przez TKO. Abstrahując od niejasnego rozstrzygnięcia walki, występ dżudoki pozostawiał wiele do życzenia. Możemy tylko się domyślać, czy dwa faule wpłynęły, aż tak znacząco na postawę zawodnika z Polski, czy też był tego dnia słabiej dysponowany.

Niemniej, sam zawodnik był niezadowolony z tego, jak się zaprezentował w starciu z Yangiem. Judoka żałował, że zamiast obalać przeciwnika i kontrolować pojedynek w parterze, chciał sprawdzić się w stójce. Po pojedynku sztab Nastuli próbował przekonać Japończyków do zmiany decyzji na no contest, ale nic nie wskórał. Mistrz olimpijski wyraził również chęć do natychmiastowego rewanżu z Koreańczykiem, jednak do takowego nigdy nie doszło.

Rok później Paweł Nastula zaskoczył wszystkich swoich kibiców i postanowił wystartować w programie „Taniec z gwiazdami”. Judoka zajął 6 miejsce odpadając w 7 odcinku. W tym samym roku (2008) nakręcony został film dokumentalny opowiadający o losach „Nastka”. Obraz Ikizama” wyreżyserował Tomasz Wysokiński, a sam pomysł na tę ekranizację – jak mówił judoka – wynikł zupełnie przypadkowo.

W 2009 roku zaczęły się negocjacje złotego medalisty z Atlanty z KSW, które zakończą się pomyślnie dopiero w marcu 2013. Na początek drogi „Super Express” opublikował artykuł, w którym napisał, że Nastula zmierzy się ze zwycięzcą walki Marcin Najman vs. Mariusz Pudzianowski. Autor tekstu nie omieszkał dodać notki o tym, iż Paweł powiedział, że żaden z jego potencjalnych rywali „nie ma z nim szans”. Dżudoka szybko zdementował, jakoby miał coś takiego powiedzieć. Niby nie wpłynęło to na relacje KSW – Nastula, ale nie był to zbyt dobry start. Tym bardziej, iż „Super Express” publikował kolejne kontrowersyjne tytuły, których bohaterem był Paweł i jego przyszłość w polskim MMA.

Tymczasem w jednym z wywiadów dla MMARocks „Nastek” zaznaczył, iż sytuacja z Sengoku wygląda coraz gorzej i najprawdopodobniej nie zawalczy w najbliższym czasie w Japonii.

Kibice czekali na pozytywne rozwiązanie rozmów z KSW, ponieważ chcieli zobaczyć swojego idola na rodzimej scenie. Maciej Kawulski – jeden z właścicieli Konfrontacji Sztuk Walki – uciął spekulacje na temat walki judoki z „Pudzianem”, jednak zastrzegł, iż negocjacje w sprawie występów Pawła w KSW nadal trwają. Ostatecznie Nastula odrzucił propozycję walki dla zespołu Martin Lewandowski i Maciej Kawulski i wybrał dużo mniejsze wydarzenie, czyli Fighters Arena w Łodzi. Fani byli mocno zawiedzeni, lecz w dalszym ciągu pragnęli zobaczyć swojego ulubieńca w Polsce. W końcu się to wydarzyło!

Na pierwszej odsłonie Fighters Arena w walce wieczoru skrzyżowali rękawice: jedyny Polak, który kiedykolwiek zawalczył w Pride FC oraz Yusuke Masuda. Początkowo próbowano zestawić judokę z jego niedoszłym przeciwnikiem z gali MCC, ale organizatorom nie udało się zakontraktować Japończyka. Masuda przystępował do pojedynku z „Nastkiem” po remisie i czterech przegranych (jedną z nich dopisał do swojego rekordu na gali KSW 9, kiedy to uległ Antoniemu Chmielewskiemu).

3 września 2010 roku w łódzkiej Atlas Arenie zdarzyło się to, na co czekali wszyscy fani MMA w Polsce. Judoka stoczył pierwszą w swojej historii walkę MMA przed polską publicznością. Niestety sam występ Nastuli trwał bardzo krótko. Złoty medalista z Atlanty potrzebował zaledwie 26 sekund na zatrzymanie Japończyka. Polak najpierw mocnym ciosem posłał rywala na deski, a potem zasypał go gradem uderzeń w parterze. Co prawda sędzia przerwał walkę nieco za wcześnie, ponieważ Masuda cały czas się bronił, ale prawdopodobnie nie wpłynęło to na ostateczny wynik starcia. Oczekiwania kibiców nie zostały zaspokojone. Tak krótki występ nie mógł zadowolić ludzi, którzy wiele lat czekali, aby zobaczyć kogoś, dla kogo oglądanie pierwszych występów Nastuli w Japonii, było przyczynkiem do zainteresowania się wszechstylową walka wręcz.

Na domiar złego, na początku marca 2011 roku Paweł ogłosił, że nie pojawi się na drugiej gali FAŁ. Według dżudoki, cytuję: „Niestety pomimo wielu próśb i ponagleń organizator do dziś, tj. 06.06.2011 [przyp. red.], nie zawarł ze mną żadnej pisemnej umowy, która określa obowiązki stron, zakres współpracy, warunki finansowe, przepisy walki, etc.”. Wywołany do tablicy organizator odpowiedział swoim oświadczeniem, w którym zarzucił Nastuli i jego menagmentowi między innymi to, że judoka nie chciał walczyć z żadnym z potencjalnych przeciwników, za to sam proponował rywali niskiej klasy, na których nie chciało zgodzić się FAŁ. Organizacja i zawodnik rozwiązali wzajemną współpracę, a kibice po raz kolejny doznali uczucia żalu.

Nastula wprawił jednak wszystkich w zadziwienie pięć miesięcy później. Były mistrz olimpijski ogłosił w programie „Fakty po Faktach” w TVN 24, że wystartuje w jesiennych wyborach do Sejmu RP z listy PSL. Niestety, a może na szczęście – „Nastkowi” nie udało się dostać do Parlamentu.

Radosne wieści dla polskich fanów MMA nadeszły kilkanaście dni po ogłoszeniu przez Nastulę chęci startu w wyborach. Judoka poinformował, iż zmierzy się z byłym dwukrotnym mistrzem olimpijskim w zapasach Andrzejem Wrońskim. Dla Wrońskiego miał to być debiut w MMA.

Przed pojedynkiem MMARocks przeprowadziło ankietę, na temat tego starcia. Udział w typowaniu wyniku wzięli m.in.: zawodnicy, bokserzy, redaktorzy oraz osoby związane ze światowym MMA, np. Jordan Breen i Tim Leidecker. W ogromnej mierze przeważały sądy, które mówiły o zwycięstwie Nastuli, ale niektórzy przewidywali niespodziankę i stawiali na Wrońskiego. Pojedynek mistrzów olimpijskich na Wieczorze Mistrzów w Koszalinie skończył się tak, jak przewidywała większość. „Nastek” potrzebował tylko 69 sekund na zastopowanie mniej doświadczonego w MMA i starszego o cztery lata rywala. Co ciekawe, zapaśnik nie szukał szybkiego obalenia, ale starał się walczyć w stójce. Nie przyniosło mu to nic dobrego. Już w pierwszej poważniejszej wymianie Nastula trafił Wrońskiego kombinacją lewy, prawy sierpowy, po której zapaśnik upadł na kolana. Seria kolejnych celnych ciosów w parterze w wykonaniu byłego zawodnika Pride FC zmusiła sędziego do zakończenia walki.

Niedługo potem Paweł ogłos swój kolejny pojedynek w Polsce, niestety znów dla małej organizacji. Tym razem po judokę sięgnęła bydgoska Streetfighters Team Cup. Paweł został zakontraktowany do walki wieczoru gali o długim tytule – Streetfighters Team Cup Walka Miasta: Bydgoszcz vs. Toruń. Zaczęto więc szukać przeciwnika dla mistrza olimpijskiego z Atlanty. Rozmawiano m.in. z Garym Goodrigem (ten jednak powiedział w rozmowie z MMARocks, że nie będzie już nigdy walczyć w MMA z powodu odniesionych urazów, jakich nabawił się podczas wieloletniej kariery) oraz Jamesem Thompsonem (ten wybrał walkę z Pudzianowskim na KSW 17). Ostatecznie organizatorom udało się zakontraktować Jimmy’ego „Tytana” Ambriza.

Na gali, która odbyła się 1 października 2011 roku polscy fani znów nie napatrzyli się zbyt długo na dżudokę. W swoim trzecim występie w Kraju nad Wisłą Paweł Nastula zanotował kolejne ekspresowe zwycięstwo. Po krótkiej wymianie ciosów, Amerykanin obalił „Nastka”. Gdy obaj znaleźli się na ziemi okazało się, że Ambriz doznał kontuzji ramienia, a dokładniej zerwał triceps i starcie zakończyło się przez TKO w pierwszej minucie i pięćdziesiątej sekundzie 1 rundy.

Po tej wygranej Paweł zrobił sobie kolejna przerwę, tym razem roczną. Jednak ta pauza w startach w MMA zakończyła się wspaniale. Podczas transmisji gali KSW 20 szefowie federacji poinformowali, że doszło do podpisania umowy z Mistrzem Olimpijskim w judo z 1996 roku i weteranem federacji Pride FC.

Niedługo potem, bo 3 listopada 2012 Nastula zaczął prowadzić wraz z Agnieszką Rylik program rozrywkowy MMAster, którego ostatnie odcinki emitowane są właśnie w tej chwili przez stację telewizyjną TVN Turbo.

Pierwsze starcie Nastuli dla Konfrontacji Sztuk Walki miało miejsce na gali KSW 22: Pride Time. Martin Lewandowski i Maciej Kawulski zakontraktowali dla Pawła zawodnika z Minesoty, legitymującego się wynikiem w MMA 15-3 – Kevina Asplunda. Nie był to rywal marzeń, ale najważniejsze było to, że dżudoka wystąpi w końcu na gali w Polsce, którą będą oglądać miliony widzów przed telewizorami i przepełniona fanami hala na warszawskim Torwarze.

Do wymarzonego startu Nastuli w najlepszej polskiej organizacji MMA doszło 16 marca 2013 roku – 4 lata po rozpoczęciu negocjacji (sic!) z M. Lewandowskim i M. Kawulskim. Sam pojedynek anonsowany był jako starcie, które ma wyłonić pretendenta do tytułu pierwszego mistrza KSW w wadze ciężkiej. Mistrz olimpijski nie miał żadnych problemów z odprawieniem Amerykanina. Nastula wciągnął swojego rywala do parteru i tam „powoli a konsekwentnie pracował nad poprawieniem swojej pozycji z bocznej, przez dosiad, do krucyfiksu. Z tej ostatniej złapał klucz na rękę, którym szybko poddał Asplunda”.

Jak wygląda przyszłość Pawła Nastuli – najlepszego polskiego judoki, mistrza olimpijski z Atlanty, jedynego polskiego zawodnika, który starował w legendarnej organizacji Pride FC, a aktualnie fightera KSW?

Na konferencji po gali KSW 22: Pride Time Paweł wraz ze zwycięzcą drugiego eliminatora – Karolem Bedorfem ustnie zgodzili się na walkę o pas mistrza KSW w wadze ciężkiej.

Teraz trzeba tylko czekać na to, co się wydarzy. Fani MMA mogą mieć tylko nadzieję, że przygoda „Nastka” z Konfrontacją Sztuk Walki nie skończy się tak, jak z poprzednimi polskimi organizacjami – po jednym pojedynku.

Autor „dalszego ciągu”: Shutruk

____________
Wszystkie walki karty głównej UFC, największej organizacji MMA na świecie – oglądaj na żywo tylko na antenie Extreme Sports Channel.
MMAStore-at-MMARocks_BJJ02
UDOSTĘPNIJ
Poprzedni artykułRonaldo Jacare: Chcę najtrudniejszego przeciwnika…
Następny artykułUFC kontra Elite
Współzałożyciel MMARocks i redaktor naczelny. Publicysta. Poza przelewaniem myśli na papier i organizacją pracy redakcji, w MMARocks zajmuje się także finanso-prawną stroną funkcjonowania portalu. Oprócz MMA komentuje również wydarzenia polityczno-ekonomiczne, m.in. dla PAFERE.