Profile: Mauricio Rua
24 01 2010
Mauricio Milani Rua urodził się 25. listopada 1981 roku w Kurytybie. Trening sztuk walki rozpoczął stosunkowo późno – w wieku 15-tu lat zaczął trenować muay-thai natomiast dwa lata później rozpoczął naukę brazylijskiego jiu-jitsu. Idąc śladami swojego starszego brata – Murilo – Mauricio wstąpił do słynnej akademii Chute Boxe gdzie rozpoczął treningi MMA między takimi sławami jak Wanderlei Silva.
Zawodowy debiut młodszego z braci Rua miał miejsce 8. listopada 2002 roku, wtedy to podczas Meca World Vale Tudo 7 wysokim kopnięciem odesłał do krainy snów Rafael’a Capoeira’e. Kolejne dwa pojedynki stoczył na następnych galach tejże organizacji i tam też właśnie (stopując Angelo Antonio) zaprezentował światu swą późniejszą „firmową akcję”, która przez długi czas uważana była za jego najpotężniejszą broń. Mowa oczywiście o stompach i sooccerkickach, z których Rua – jak mało który zawodnik – potrafił zrobić nie tylko narzędzie destrukcji ale także w pewien sposób podporządkował mu pozostałe aspekty swej gry. Trzecią ofiarą „Shogun’a” w Meca był uznany Evangelista Santos, którego Mauricio – podobnie jak poprzednich oponentów – pokonał już w pierwszej rundzie (TKO).
Poskromienie „Cyborga” otwarło Brazylijczykowi drogę do organizacji IFC, gdzie 6-tego września 2003 startuje w turnieju wagi półciężkiej. W ćwierćfinale pokonuje Erik’a Wanderley’a (TKO w drugiej rundzie) jednak półfinałowy przeciwnik, późniejszy zwycięzca całego turnieju – nieporównywalnie bardziej doświadczony Renato Sobral – okazuje się być lepszym i poddaje Rua’ę duszeniem gilotynowym w trzeciej rundzie.
Pomimo przegranej walki Mauricio zwraca na siebie uwagę japońskich promotorów, którzy zamierzają niebawem ruszyć z serią mniejszych gal PRIDE (cykl Bushido) tym samym piąty październik tego samego roku bez wątpienia jest datą w której zaczyna się kolejny etap w karierze „Shogun’a”. Podczas Pride Bushido 1 w pierwszej rundzie Rua stompami zatrzymuje Akirę Shoji, i tą tendencję (zwycięstwa w pierwszej rundzie uzyskane dzięki stompom, soocerkickom i uderzeniom w parterze) utrzymuje przez kolejne cztery walki stopując kolejno Akihiro Gono, Yasuhito Namekawa’e, Hiromitsu Kanehara’e, oraz – w pierwszej rundzie MW GP – Quinton’a Jackson’a.
Wyżej wymieniony turniej, czyli 2005 PRIDE middleweight grand prix (przypominam, że waga MW PRIDE to limit – 205 funtów) okazał się jednym z najlepszych jakie japoński kolos zorganizował i bezdyskusyjnie przeszedł do historii PRIDE i całego MMA. Na ten stan rzeczy złożyło się kilka czynników. Przede wszystkim wyśmienita obsada. Do turnieju stanęła ówczesna śmietanka wagi średniej (min. Rogeiro Nogueira, Dan Henderson, Wanderlei Silva, Vitor Belfort, Alistair Overeem, Kevin Randleman, Kazuhiro Nakamura, Ricardo Arona, Dean Lister, Kazushi Sakuraba, Igor Vovchanchyn, czy wspomniany w ostatniej linijce poprzedniego akapitu – Quinton Jackson).
Następnym elementem dodającym całemu grand prix niezapomnianego smaczku była toczona w tle wojna pomiędzy dwoma największymi brazylijskimi teamami (Brazilian Top Team i Chute Boxe) a samo zakończenie GP, czyli sensacyjna wygrana efektownie walczącego Kurytybańczyka było wspaniałym zwieńczeniem całego turnieju.
W rundzie otwierającej (23 kwiecień ) Rua pokonał więc „Rampage’a”, – mszcząc tym samym swego brata, który przegrał Quintonem dwa miesiące wcześniej – w ćwierćfinale po wspaniałej bitwie zwyciężył mniejszego z braci Nogueira (26 czerwiec), natomiast w półfinale szybko zastopował Alistair’a Overeem’a po czym w finale jeszcze szybciej rozprawił się z Ricardo Arona’a (28. sierpień, obie walki zakończone w pierwszej rundzie).
Po tak niesamowitym triumfie w świadomości fanów „Shogun” jawił się jako największy talent ówczesnego MMA, ktoś, kto po odejściu legendarnego Wanderlei’a Silva’y zasiądzie na tronie kategorii do 93 kg i podobnie jak on nie zejdzie z niego przez długie lata.
Los miał jednak inne plany odnośnie „Shogun’a” i znacząco pokrzyżował jego szybka drogę na szczyt middleweight. Kiedy podczas PRIDE 31: Unbreakable (22. luty 2006) Rua staje naprzeciw podstarzałego Mark’a Coleman’a nikt nie przewiduje innego zakończenia niż szybkie TKO na korzyść Mauricio. Zgodnie z przypuszczeniami walka kończy się szybko – już w pierwszej rundzie – jednak wynik starcia był szokiem dla wszystkich fanów mieszanych sztuk walki. Rua będąc obalonym przez Coleman’a upada tak niefortunnie, że łamie rękę i nie jest w stanie podjąć dalszej walki w efekcie przegrywa przez TKO. Burda jaka wybuchła na ringu po gongu z pewnością jest jednym z najbardziej charakterystycznych bad blood’ów japońskiego MMA, a sam „Shogun” w wyniku kontuzji musiał pauzować kilka miesięcy. Mauricio na ring powraca 10. września ’06 w pojedynku z Cirille’em Diabate, którego stompami zatrzymuje w pierwszej rundzie. W następnej walce, podczas pierwszej gali PRIDE w USA (PRIDE: The Real Deal, 21. październik ’06) Rua zmusza do odklepania (kneebar) Kevin’a Randleman’a natomiast podczas gali sylwestrowej zwycięża decyzją Kazuhiro Nakamura’ę. Druga gala w stanach (PRIDE: Second Comming, 24-ty luty 2007) przynosi „Shogun’owi” szybkie KO na Alistair’rze Overeem’ie i na tym pojedynku kończy się wieszczona Mauricio przez wszystkich droga na szczyt. Przynajmniej na kilka lat.
Kiedy japoński gigant niespodziewanie upada Rua – podobnie jak większość zawodników PRIDE – przechodzi do UFC, które szybko wyrasta na największą organizacje świata. 22. września 2007 „Shogun” po raz pierwszy w karierze przekracza próg oktagonu UFC. Jego rywal, zwycięzca pierwszego sezonu The Ultiamte Fighter’a – Forrest Griffin – mimo iż uznawany jest za dobrego zawodnika z góry skazywany jest na porażkę. „Shogun” w LHW – podobnie jak „Cro Cop” w HW – typowany była na tego który z przytupem rozgromi całą ówczesna czołówkę UFC i szybko zdobędzie pas organizacji. Analogicznie jak w przypadku Filipovic’a i debiut Brazylijczyka był wielkim rozczarowaniem. Rua szybko stracił siły i w oktagonie był jedynie kontrastem dla znakomicie przygotowanego Griffin’a. Ostatecznie w trzeciej rundzie Forrest zapina szczelne RNC zmuszając Mauricio do trzykrotnego klepnięcia w podłoże.
Złośliwy los po raz kolejny dał o sobie znać, gdyż w czasie walki Mauricio odnowiła się kontuzja kolana, której nabawił się podczas przygotowań w wyniku czego musiał przejść poważną operację i do walk powrócił dopiero w styczniu 2009! Zapewnienia, że zmiana gymu (w 2008 roku opuścił Chute Boxe i wraz z bratem założył swą własna akademie – Universiade Da Luta – na Kurytybie) spowodowała, iż będzie przygotowany na 100% okazały się być bez pokrycia. Będący jedną noga na emeryturze Mark Coleman (17-tego stycznia podczas gali w Dublinie doszło do rewanżu obu zawodników) sprawił „Shogun’owi” nie lada problemy a sam pojedynek był jedną z najbardziej żenujących walk dekady. O ile przygotowanie kondycyjne – a właściwie jego brak – dziadka Colemana można jeszcze zrozumieć, o tyle fakt, iż Rua słaniał się na nogach już po dwóch minutach walki jest niezrozumiały i godny potępienia. Gromy jakie z ust fanów zleciały na Brazylijczyka mimo wygranego (TKO pod koniec trzeciej rundy) pojedynku były zatem jak najbardziej uzasadnione.
Podczas UFC 97 w Montrealu formę „Shoguna” przetestować miał wieloletni mistrz LHW UFC – Chuck Liddell. Będący u schyłku kariery „Iceman” stawiany był w roli faworyta, jednak przygotowanie Brazylijczyka było w tej walce nieporównywalnie lepsze niż z pojedynku z Coleman’em i ostatecznie Mauricio już w pierwszej rundzie znokautował przeciwnika.
Wydawało się, że Rua jest na dobrej drodze do powrotu do formy z PRIDE, jednak największy sprawdzian miał przyjść szybciej niż się spodziewano.
Świeżo koronowany mistrz wagi półciężkiej – niepokonany Lyoto Machida – potrzebował oponenta. Matchmakerzy UFC z braku innych rywali „wolnych” w najbliższym terminie (24. październik 2009) postanowili zestawić go z mającym dobrą prasę po znokautowaniu legendy oktagonu „Shogunem”.
Praktycznie nikt nie dawał w tej walce szans Mauricio, ba, uważano że jego styl walki będzie wodą na młyn dla walczącego z kontry „Dragon’a”, który bardzo szybko odeśle swego rodaka z powrotem na salę treningową. Jakież było zdziwienie fanów, kiedy w niemal szachowym pojedynku Rua jako pierwszy w UFC zaczął „urywać” Machida’dzie kolejne rundy! Doskonale obrana strategia (atakowanie pojedynczymi ciosami, i odpowiadanie kopnięciami na proste Lyoto) sprawiła, że sfrustrowany Machida momentami sam zaczął konstruować – nie zawsze skuteczne – ataki.
Co prawda po pięciu rundach sędziowie przyznali zwycięstwo „Dragon’owi” (była to jedna z najbardziej wyrównanych walk minionego roku i punktacja w każdą ze stron mogła być równie przekonująco uzasadniona) jednak śmiało można stwierdzić, że dopiero w tej walce „Shogun” pokazał swój talent.
Jako jedyny obnażył słabe punkty Machidy (min. przygotowanie kondycyjne) i – tak naprawdę – w tej walce pokazał znacznie więcej niż przez całą karierę w PRIDE. Dostrzegł to także Dana White, który zaraz po walce zapowiedział szybki rewanż obu zawodników, a dojdzie do niego już niebawem – 8-go maja w Montrealu podczas UFC 113! Jak tym razem potoczy się walka? Czy pas zmieni właściciela?
Bez względu na wynik rewanżowego starcia powrót Mauricio do świetnej dyspozycji przynosi ogromne pokłady świeżości do – i tak fenomenalnej – dywizji półciężkiej największej organizacji świata a potencjalne rewanże z „Rampage’m”, „Griffin’em, czy całkiem nowe zestawienia – np. z Rashad’em – będą niemniej emocjonujące niż druga walka z Lyoto!!



Shogun to moj ulubiony LHW i baardzo chcialbym zeby wygral z Machida, choc moim zdaniem mimo tego jak wygladal ich ostatni pojedynek to znowu faworytem bedzie Lyoto.
Też bardzo go lubię, no i oczywiście pamiętny Pride z 2005 roku.
Jeden z moich ulubionych zawodników. A Pridef MW GP z 2k5 to najlepsze zawody jakie świat widział. Ah te stare dobre czasy…To se newruci
Świetny profl!
Oby Shogun odrodził się w 100%…. niestety, UFC jest świetną firmą, ale brakuje jej 2 rzeczy -- atmosfery i rozszerzenia zakresu dozwolonych technik.
@domenico -- “..ale brakuje jej 2 rzeczy – atmosfery i rozszerzenia zakresu dozwolonych technik.” -- Atmosferę to oni mają, na swój sposób -- amerykańską ! Także pisanie, że nie ma atmosfery, chyba jest niezbyt trafne. Oczywiście nie ma magii “kultu” sportu walki, jak ma to miejsce w Azjii. Co do drugiej części Twojej wypowiedzi -- jestem za ! Zamienić łokcie, na stompy
Btw. Świetny profil.
Dzieki za profil
Oby Shogun pokazał teraz jeszcze dosadniej,że jest lepszy od Lyoto. żeby nie było niejasności.
według mnie najlepszy zawodnik lhw na świecie. Świetny profil:)
panowie w tych profilach mogla byc byc jeszcze jakas tabelka wygrane, przegrane, remis badz wypisane wszystkie walki cos takiego jak na wikipedii.
To otwórz sobie na kartach obok sharedoga i youtuba. Ja czasami tak robie jak czegoś nie pamiętam
Dobry profil tylko widze jeden błąd tam przy wymienianiu zawodników występujących na turnieju w 2005 roku zamiast rodrigo rogeiro
Oczywiście masz rację.
Widać większy z braci zapisał się w mym umyśle znacznie bardziej niż mniejszy
Dzięki za czujność, poprawione.
“Otwarł, otwarła, otwarło, otwarli, otwarły to formy poprawne, ale rzadsze niż otworzył, otworzyła, otworzyło, otworzyli, otworzyły. „Nie mogąc znaleźć drzwi wyjściowych, otwarłam okno i postanowiłam z niego wyskoczyć” – czytamy w książce Sny – klucz do podświadomości. Do śmiechu to nie jest.
— Mirosław Bańko, PWN”
Brakuje mi ocen poszczególnych umiejętności zawodników , czegoś na wzór profili zawodników z mma-core tylko , że tu za punktacje odpowiadała by redakcja
Fajny profil najlepszego LHW na świecie .
Wydaje mi się, że w tekście zamiast 5ty październik powinno być 5tego października, ale głowy nie dam
Bardzo fajny art, a co do samej walki rewanżowej to bankowo jedna z tych, które w 2010 będą najciekawsze
Octagon -- bez przesady, tylko nie łokcie. Ja bym osobiście był za dodaniem kolan na głowę w parterze i przywróceniem (?) takich łokci za jakie dostał DQ Jon Jones.
Jesli cos to NA Kurytybie
“Włożyłem” obie formy w google i spotkałem zdania zarówno z jedną jak i z drugą więc wydaje mi się, że obie mogą być poprawne. Jeśli jednak ktoś ma jakąś regułkę tłumaczącą dlaczego powinno być “tak a nie inaczej” poprawię bez wahania
Literówka przy “niepokonany Lyoto Machina”. Bardzo dobry profil ogółem.
Zdanie “urodził się na Kurytybie ” jest tak samo poprawne jak “urodził się na Warszawie ” .
“Na” Kurytybie można wygrać rajd, bo jest to również nazwa toru wyścigowego
Octagon -- jasna sprawa, mają atmosferę. Wszystko ma JAKĄŚ atmosferę.
E, akurat “Lyoto Machina” moglo zostac, fajna ksywa ;-]
good job Yoshi.
“Poskromienie „Cyborga” otwarło Brazylijczykowi” po jakiemu to?
Po czesku.
Bardzo dobry art Yoshiro.
Nie chciałbym byc posądzony o czepialstwo ale zakradł się jeszcze jeden mały błąd -- Pride Second Coming a nie Comming