W ubiegły weekend  w świecie mieszanych sztuk walki miały miejsce dwa istotne wydarzenia.

Do Sztokholmu ponownie zawitało UFC ze swoją sto dziewiątą galą Fight Night, w walce wieczoru której Alexander Gustafsson odnotował jeden z najlepszych występów w karierze i udowodnił, że ani myśli porzucać planów sięgnięcia po pas mistrzowski. Po drugiej stronie Bałtyku Konfrontacja Sztuk Walki zorganizowała zaś swoje trzydzieste dziewiąte wydarzenie, podczas którego – jak się miało okazać – po same brzegi wypełniła PGE Narodowy nienawistnymi hejterami.

Zważywszy na fakt, że KSW 39 pobiło wszelkie rekordy, a już na pewno rekordy nowożytne, i było szeroko komentowane i komplementowane w mediach, ze swojej strony postaram się poruszyć temat wymieniony jako pierwszy, który w kraju został w całości przyćmiony przez “Koloseum”. Choć nie zamierzam omawiać walki “Maulera” ani tym bardziej rozpisywać się w kwestii jej znaczenia dla kategorii półciężkiej. Skupię się natomiast na jednym, malutkim punkcie szwedzkiego UFC – na otwierającym je występie Marcina Helda.

Na wstępie winien jestem jednak drobną uwagę. Wydaje mi się bowiem, że niniejszy artykuł nie będzie ani specjalnie odkrywczy, ani jakoś szczególnie inspirujący. Myślę, że każdy fan śledzący karierę sportowca z Tychów jest w stanie samodzielnie przetrawić temat i wyciągnąć z niego własne, może nawet bardziej zasadne wnioski. W tym miejscu z pewnością ciśnie się na usta pytanie: to po co w takim razie ten tekst, w jakim celu? – i jest to pytanie właściwe. Już na nie odpowiadam. Bo tak wypada.

Wypada, gdyż Marcin Held jest nie tylko jednym z najlepszych polskich zawodników mieszanych sztuk walki. Jest on pewnego rodzaju ikoną, sztandarowym przykładem fightera – kropka. Tu nie potrzeba żadnych innych dopowiedzeń. Dla kibiców ceniących w MMA aspekt sportowy tyszanin od wielu lat jawi się jako ten, który kroczy wyboistą ścieżką wiodącą na szczyt szczytów. Ścieżką, która leży z dala od medialnych fleszy, łatwych walk i prostych decyzji. Ścieżką, która wymaga pracy i poświęceń, ścieżką, która nie chroni od ryzyka. Ścieżką, której trakt nie gwarantuje sukcesu materialnego i popularności – której droga może skończyć się zanim ów szczyt szczytów znajdzie się choćby w zasięgu wzroku. Tą własnie ścieżką, tym właśnie szlakiem od lat kroczy Marcin Held i to wystarczający powód, dla którego ów tekst mu się dziś po prostu należy.

Wychowanek Sławomira Szamoty trafił do UFC w ubiegłym roku, czym wprawił swoich kibiców w prawdziwą euforię. Trzeba bowiem pamiętać, jak bardzo wyczekiwany był angaż Helda w największej organizacji świata. W zasadzie Marcin przez fanów przymierzany był do  występów w organizacji braci Fertitta już od końca 2010 roku i w sporą konsternację wprowadził ich on wiążąc się w kolejnym roku długoterminową umową z organizacją Bellator. Był to ruch bardzo nietypowy. Większość walczących w MMA krajanów wybierała wówczas albo KSW, które gwarantowało szybki skok popularności w krótkim terminie, albo starało się o angaż w UFC pojedynkując się na mniejszych galach. Bellator był problematyczny, gdyż jako druga organizacja świata wiązał swoich fighterów restrykcyjnymi kontraktami (nie było więc mowy o pojedynkach i budowaniu popularności nad Wisłą), jednocześnie nie był w stanie zagwarantować rozwoju, jaki swoim zawodnikom oferowało UFC. Była to więc spora ekstrawagancja ze strony zawodnika i jego sztabu. Zajmujący się karierą Helda Szamota był jednak przekonany o słuszności tej decyzji, argumentując, że organizacja Bjorna Rebneya będzie dla Marcina idealnym miejscem do nabrania doświadczenia i wypromowania się na amerykańskim rynku. Jak się miało okazać po latach – miał całkowitą rację. Przygoda tyszanina z Bellatorem trwała pięć lat, podczas których stoczył on czternaście pojedynków, zwyciężył turniej wagi lekkiej i był pretendentem do pasa mistrzowskiego. Przez ten okres Marcin rozwijał się jako zawodnik, nabierał doświadczenia i chęci sprawdzenia się w najlepszej lidze świata. Zmiany w zarządzie organizacji umożliwiły mu rozwiązanie kontraktu i znalazł w końcu sposób wydostania się z coraz mniej korzystnego układu. Gdy w sierpniu ubiegłego roku do mediów przedostała się informacja o umowie się z UFC, wśród fanów można było usłyszeć jedno słowo: nareszcie.

Gdyby wtedy zapytać jednego z nich o to, jak potoczą się losy trenującego w Ankos MMA sportowca, to przeważały by bardzo śmiałe prognozy, łącznie z tymi mówiącymi o wywalczeniu przez niego pasa mistrzowskiego. Z całą pewnością żaden z wróżbitów nie przewidział by jednak tego, że Held w kilka miesięcy przegra trzy walki z rzędu i będzie zagrożony zwolnieniem z kontraktu – co niestety miało miejsce. Listopadowa porażka z Diego Sanchezem w Meksyku, styczniowa przegrana z Joe Lauzonem w Phoenix i ostatni, majowy nokaut z ręki Damira Hadzovica w Sztokholmie składają się na fatalny bilans 0-3, który nie oddaje ani potencjału Helda, ani tym bardziej nie zaspokaja pokładanych w nim nadziei polskich fanów. Można, rzecz jasna, w tym miejscu argumentować, że przecież w Meksyku zaważyła niespotykana wręcz wysokość nad poziomem morza, która negatywnie odbiła się na zdrowiu Polaka; można dowodzić, że z Lauzonem wina leży po stronie sędziów, którzy całkowicie błędnie ocenili pojedynek… można w końcu zauważyć, iż Hadzovic dostawał lanie przez dwie rundy a nokaut był wynikiem głupiego błędu Marcina. Można. Nie zmieni to jednak stanu faktycznego, w którym Held ma trzy porażki na koncie a Sean Shelby w samej tylko kategorii lekkiej posiada stu zawodników, a kolejnych stu z całego świata domaga się angażu. Okolicznością przemawiającą za Polakiem jest zbliżająca się wielkimi krokami gala w sopockiej Ergo Arenie na której byłby on wartością dodaną, lecz nie ma pewności czy estymacja UFC będzie podobna.

W ocenie sytuacji ścierają się dwa prądy. Jeden, prezentowany przez znaczną większość obserwatorów znad Wisły, zwraca uwagę na wyjątkowego pecha fightera Ankosu i zauważa, że nieszczęśliwy splot wydarzeń nie pozwolił Heldowi na pokazanie swojego potencjału. Drugi pogląd jako przyczynę porażek Marcina ukazuje wysoki poziom zawodników UFC i nieuniknioną weryfikację dostających się tam zawodników – w tym Polaków, którzy nie radzą sobie w kierowanej przez Danę White’a organizacji zbyt dobrze. Nie za bardzo mam ochotę rzucać w tym momencie wyświechtanymi powiedzeniami i głosić, że prawda leży pośrodku, jednak nie mogę pozbyć się wrażenia, że w tym przypadku tak właśnie jest. Z jednej strony widzieliśmy przecież pojedynek z Lauzonem: w pełni wygrany przez Helda, który ze zwycięstwa został zwyczajnie okradziony przez sędziów. Widzieliśmy także starcie z Sanchezem, które toczyło się w ekstremalnie trudnych warunkach i gdyby nie one, Marcin mógłby i w tej walce dać radę. Ostatni bój również można uznać za wyjątkowo pechowy, bo do momentu nokautu toczył się on pod dyktando tyszanina i gdyby nie niefortunne zejście do nóg, z pewnością dziś świętowali byśmy zwycięstwo Marcina. Z drugiej strony nie sposób odmówić racji tym, którzy mówią, że pewna weryfikacja jednak nastąpiła. Bo przecież Sancheza można odprawić przed czasem tak jak zrobił to Iaquinta czy Lauzon, będącego dość daleko od ścisłej czołówki Lauzona można było zdominować znacznie bardziej a Hadzovica Marcin w ogóle powinien skończyć przed czasem. Jeśli myśli się o nawiązaniu walki ze ścisłą czołówką, to tak właśnie powinno być.

Możliwe więc, że oczekiwania w stosunku do Helda były zbyt duże. Zarówno te ze strony fanów jak i te, jakie zawodnik stawia samemu sobie. Być może potrzeba jeszcze czasu i głębszych zmian w grze fightera i, paradoksalnie, te trzy porażki mogą wyjść mieszkającemu w Poznaniu tyszaniniowi na dobre. Wszak w UFC można odnaleźć wiele przykładów, można wskazać wielu zawodników, którzy po bardzo słabym okresie odbili się – nie chcę napisać, że od dna, bo trudno w przypadku UFC mówił i jakimkolwiek dnie – i zdołali przebić się do ścisłej czołówki. Pozostaje mieć nadzieję, że tak własnie będzie z Marcinem Heldem, złotym dzieckiem polskiego MMA… którym pozostanie niezależnie od wszystkiego.

Sklep MMARocks
Chief Financial Officer | Shareholder of MMAROCKS. Columnist. Does not avoid political topics. Radical for Capitalism.

39 KOMENTARZE

  1. W końcu jakiś felieton, krótki, ale lepszy taki niż żaden.

    Na końcu wkradła się literówka "ufc mówił". Tak poza tym ciężko się nie zgodzić, że prawda leży pośrodku. Moim zdaniem oczekiwania były jednak zbyt duże, przecież każdy widział jak został zweryfikowany Brooks, który z Marcinem nie miał większych problemów. Oby Marcin wyciągnął wnioski, chciałoby się go widzieć w jakimś klubie w stanach, ale pewnie nie ma na to szans.

  2. Oby Marcin wyciągnął wnioski, chciałoby się go widzieć w jakimś klubie w stanach, ale pewnie nie ma na to szans.

    Ale czemu nie ma zadnych szans? Bez wyjazdu nie bedzie progresu. Jak to pieknie powiedziala Gadelha: "Jak robiac wciaz to samo oczekujesz innych wynikow?"

    Nie podoba mi sie rowniez nazywanie Marcina zlotym dzieckiem polskiego MMA. Raz, ze to jest dodatkowe obciazenie, a dwa, ze nie widze ku temu w obecnej sytuacji zadnych podstaw.

    Jest tam, gdzie jest. Jest jak jest. Talent ma, ale mysle, ze nadszedl czas na powazne "meskie" decyzje. Zadne zlote dziecko, zadne sentymenty i tak dalej. Jezeli traktuje swoja kariere powaznie to musza przyjsc drastyczne zmiany. Musi wyjsc ze swojej strefy komfortu. Z tym bedzie ciezko. Mam wrazenie, ze Marcin bardzo nie lubi zmian…

  3. … paradoksalnie, te trzy porażki mogą wyjść mieszkającemu w Poznaniu tyszaniniowi na dobre. …

    To jest bardzo wygodny komunał (którego sam często lubię używać), najbardziej na dobre wyszłoby gdyby Marcin wszystko wygrał, lub gdyby chociaż dostał jeszcze jedną szansę.  Jeśli go zwolnią, znajdzie się w trudnej sytuacji, to nie jest już nastolatek, mogący wyżyć za kasę od rodziców. Aby utrzymać poziom, do którego jest przyzwyczajony,  potrzebuje sporo funduszy, do tego dochodzi dom, żona…  Organizacje, które mogą godnie zapłacić, nie wezmą Marcina po to, żeby odbudował rekord i wrócił do UFC. Nie będzie łatwo, Held wchodzi w ostry zakręt swojej kariery, oby wystarczyło mu sił, motywacji i wsparcia, by wrócić na odpowiednią drogę.

  4. Jeśli powiedzą mu "nara", to pozostaje liczyć na to, że zrobią kolejny TUF Retribution, w którym dadzą szanse i jemu.

  5. to po co w takim razie ten tekst, w jakim celu? – i jest to pytanie właściwe. Już na nie odpowiadam. Bo tak wypada.

    Ty to umiesz zachęcić do czytania, nie ma co 😛

  6. Odnoszę wrażenie, że obecna pozycja Polaków w UFC to niestety sufit dla tych którzy trenują w Polsce. Ciągle Ci sami oklepani sparingpartnerzy i być może przy całym szacunku niewystarczająco kompetentni trenerzy. Pokazuje to przykład Helda, Janka, Daniela (tu może być też brak motywacji), a teraz nawet Gamrota, który dał średni występ z Normanem. Mam nadzieję, że sytuacja nie powtórzy się z Tyburą, który póki co zdaje się ciągle rozwijać ale najbliższa walka z ciągle niebezpiecznym Arlovskim powinna dać nam odpowiedź.

    Inaczej wydaje się być z Krzyśkiem Jotko, który ciągle się rozwija i nawet pomimo ostatniej słabszej walki z Branchem faktem jest, ze znajduje się on w czołowej 10tce najlepszych zawodników na świecie w bardzo mocnej kategorii wagowej.

  7. Z treningami za granicą to w/g mnie sprawa może wyglądać tak.Przyjeżdżają nasze gwiazdy, które tam są nieznane i myślą,że cały sztab szkoleniowy będzie pracował tylko nad nimi. Ci natomiast mają swoich na których bardziej zwracają uwagę. (oczywiście nie dotyczy Aśki)

    Wydaje mi się,że przydomek "Złote dziecko" Held otrzymał po swoich zwycięzstwach w BJJ. Bardzo młody, utalentowany, poddawał starszych doświadczonych.Potem przełożyło się to na MMA

    ps.Pamiętam jak z kolesiami śmialiśmy się jaki Held jest zjeb.ny.W sylwestra zamiast bawić się na imprezie, wrzucił filmik z treningu BJJ. Sorry Marcin

  8. Czy odbije się dobrze, czy nie, mam wrażenie, że nie, oczywiście chodzi  mi o ostatnie KO, Marcin próbował skrętówki, to było widać, w Bellatorze bardzo często tego próbował, to wejście, to była jedna z jego najefektywniejszych gier, a teraz po tym KO, będzie miał opory, obawę przed powtórką, chociaż to było lucky kolano, ze względu na to, że koleś chciał kopnąć, a Marcin wbił się centralnie szczęką, w kolano, kurde, nie piszczel(który nie byłby chyba aż tak dewastujący), nie udo(co było by najlepszą opcją), tylko pieprzone kolano centralnie szczęką, kurde, liczę na to, ze dostanie kolejną okazję. Co do samej walki, szkoda, że Marcin walczył tak zachowawczo, on sam wiedział, że musi skończyć tą walkę, ale chciał narazie wygrać te 2 rundy i je wygrał, teraz mógł sobie pozwolić na walkę z dołu, walkę o leglocka, bo to było widać, tak jak wcześniej opisywałem, zaczynał swoją grę w 3 rundzie, nie ma co wróżyć, ale mam wrażenie, że wyczarowałby poddanie, jakąś dźwignią na nogę 🙁

    #team_Held

  9. Czy odbije się dobrze, czy nie, mam wrażenie, że nie, oczywiście chodzi  mi o ostatnie KO, Marcin próbował skrętówki, to było widać, w Bellatorze bardzo często tego próbował, to wejście, to była jedna z jego najefektywniejszych gier, a teraz po tym KO, będzie miał opory, obawę przed powtórką, chociaż to było lucky kolano, ze względu na to, że koleś chciał kopnąć, a Marcin wbił się centralnie szczęką, w kolano, kurde, nie piszczel(który nie byłby chyba aż tak dewastujący), nie udo(co było by najlepszą opcją), tylko pieprzone kolano centralnie szczęką, kurde, liczę na to, ze dostanie kolejną okazję. Co do samej walki, szkoda, że Marcin walczył tak zachowawczo, on sam wiedział, że musi skończyć tą walkę, ale chciał narazie wygrać te 2 rundy i je wygrał, teraz mógł sobie pozwolić na walkę z dołu, walkę o leglocka, bo to było widać, tak jak wcześniej opisywałem, zaczynał swoją grę w 3 rundzie, nie ma co wróżyć, ale mam wrażenie, że wyczarowałby poddanie, jakąś dźwignią na nogę 🙁

    #team_Held

    jakby jebnal szczeka to by polamal i tyle, on zajebal skronia, dlatego odrazu odplynal

  10. Czy odbije się dobrze, czy nie, mam wrażenie, że nie, oczywiście chodzi  mi o ostatnie KO, Marcin próbował skrętówki, to było widać, w Bellatorze bardzo często tego próbował, to wejście, to była jedna z jego najefektywniejszych gier, a teraz po tym KO, będzie miał opory, obawę przed powtórką, chociaż to było lucky kolano, ze względu na to, że koleś chciał kopnąć, a Marcin wbił się centralnie szczęką, w kolano, kurde, nie piszczel(który nie byłby chyba aż tak dewastujący), nie udo(co było by najlepszą opcją), tylko pieprzone kolano centralnie szczęką, kurde, liczę na to, ze dostanie kolejną okazję. Co do samej walki, szkoda, że Marcin walczył tak zachowawczo, on sam wiedział, że musi skończyć tą walkę, ale chciał narazie wygrać te 2 rundy i je wygrał, teraz mógł sobie pozwolić na walkę z dołu, walkę o leglocka, bo to było widać, tak jak wcześniej opisywałem, zaczynał swoją grę w 3 rundzie, nie ma co wróżyć, ale mam wrażenie, że wyczarowałby poddanie, jakąś dźwignią na nogę 🙁

    #team_Held

    schodził do skrętówki bo chciał wygrać efektownie, ale nie zawsze się da… nie wiem, kto to jemu wmówił, że musi wygrać przed czasem… wygrał by na punkty, to na pewno dostałby Gdańsk, a jak tam by wygrał, to by go nie zwolnili. Great fighter with a bad plan

  11. Przecież Marcin już wcześniej mówił że nie chce odejść zagranicę, bo tam nikt nie będzie otaczał go szczególną opieką, tylko będzie jednym z dziesiątek zawodników. Problem w tym że nie widzę żeby ktoś w Polsce specjalnie układał mu gameplany, albo "sterował" jego karierą. Co innego jednak Aśka która wyjechała do USA jako topowa gwiazda, a co innego Marcin który ma bilans 0-3 i wyjeżdżając teraz do USA nie może liczyć na traktowanie jak ktoś wyjątkowy.

  12. To prawda, tam będzie jednym z wielu bo na wyjątkowe traktowanie trzeba sobie zapracować. Pytanie jednak czy sam wyjazd i zmiana metod treningowych, sparingpartnerów oraz trenerów nie wystarczyłyby do przeskoczenia pewnego poziomu. Idąc za przykładem Ankosu w stójce tam nie widać za bardzo progesu u zawodników. Poza Borysem i Longerem, który zawsze miał kopyto a teraz go może po prostu poukładali.

    U Marcina wiadomo jak jest, Gamer też ostatnio się nie popisał, a Bedorf wiadomo.

  13. Reasumując, pewnego poziomu już nie przeskoczy bo za długo był w chujowym Bellatorze. O sukcesie w UFC może pomarzyć, a jak przyjdzie do Kup Sobie Walkę to będą wojny na śmierć i życie z Gejmerami i innymi wielkimi gladiatorami.

  14. Ale czemu nie ma zadnych szans? Bez wyjazdu nie bedzie progresu. Jak to pieknie powiedziala Gadelha: "Jak robiac wciaz to samo oczekujesz innych wynikow?"

    sam Marcin powtarzał, że nie chce się przenosić do USA.

    Wygląda trochę jakby w pewnym momencie rozwoju się po prostu zatrzymał, a reszta idzie do przodu.

  15. Nie chcę hejtować ale nie wiem czy mi się uda. Czy angaż w UFC nie zbiegł się z przeniesieniem do Ankosu? Wcześniej Marcin jeździł po świecie trenować, Anglia, Nova Uniao itp. Teraz osiadł w Poznaniu. Poza Aśką (kobiece mma jednak rządzi się innymi prawami) nikomu nie wyszło dobrze (na razie oprócz Tybura) pozostanie i trenowanie w Polsce. Jotko jako jeden z odnoszących największe sukcesy trenuje za granicą. No jest jeszcze Stasiak i nie wiem jak jest w jego przypadku. Janek szybko zakończył współpracę z Ankosem. Nie wiem dlaczego ale tak się stało. Wydaje mi się, że polskie kluby są ok na występy w KSW czy innych mniejszych organizacjach ale na UFC to za mało.

  16. Jak to pieknie powiedziala Gadelha: "Jak robiac wciaz to samo oczekujesz innych wynikow?"

    Nie Gadelha tylko pewien Niemiec żydowskiego pochodzenia.

  17. Nie Gadelha tylko pewien Niemiec żydowskiego pochodzenia.

    Niespełniony austriacki akwarelista z jednym jajem szaleńczo zakochany w burningowaniu dżewiszów > Gadelha z oboma cohones

  18. Nie znam się to się wypowiem, tym bardziej, że widzę w tym tekście kilka moich myśli które przelałem na ekran w jednym z postów (chociaż może Jakub tego nie czytał i sobie tylko robię hype, że się wyróżniłem).

    Powtórzę to co pisałem wcześniej- polskie MMA jest słabe. I jest to punkt wyjścia, który jednocześnie zamyka dyskusję. Wszelkie przykłady pokazują, że jeśli polski zawodnik spróbuje w ówczesnej UFC to dostaje w cymbał. Dlatego większość kisi się w KSW, gdzie ma kasę, rozpoznawalność w Polsce i może żyć, razem z kibicami, w ułudzie, że są świetnymi fajterami i gdyby tylko chcieli to podbiją świat. Utwierdza ich w tym przekonaniu także, nieustanny bełkot K&L o tym jacy są wspaniali- zawodnicy i właściciele, jak bardzo wszyscy ociekają zajebistością, że mogą się równać z UFC. Problem jest taki, że jak ktoś pójdzie do UFC lub ściągną walkę kogoś kto w tym UFC był i nie jest ostatnim ogórem z Amazonki, to następuje weryfikacja. I robi się przykro, zwłaszcza kibicom karmionym tymi bzdurami.

    Spójrzmy np. na wagę ciężką, która ogólnie w MMA jest dosyć śmieszna, ale to co się wyrabia w KSW to już jest jakaś patologia. Wieloletnim mistrzem był niejaki Karol, człowiek który całe życie poszukuje cardio i jeszcze go nie znalazł. W czołówce jest człowiek brudnopis, który podobno był świetnym zawodnikiem K-1 i uchodzi za stójkowicza, ale niestety przez 20 lat nie nauczył się prawidłowej techniki zadawania ciosów prostych i sierpów. Kolejnym zawodnikiem, pewnie zawalczy o pas, z czołówki jest były strongmen, człowiek trenujący 8 lat MMA i wciąż nie umiejący wyprowadzić ciosu którym by uderzał a nie pchał, wyjątkowy antytalent ruchowy, od którego lepiej na tarczach wyglądają ludzie po 3 miesiącach treningów, amatorskich, boksu. No to jak można traktować poważnie taką organizację?

    Jest niby fajny Gamrot, kocur, człowiek który wszystko wygrywa. Niestety wygrywa w KSW. K&L lekko się podpalili i ściągnęli mu przeciętnego, odrzuconego, zawodnik z UFC. I o mały włos Gamrot by nie przegrał. Wygrał ale, jak w popularnym dowcipie, niesmak pozostał. Bo został obnażony i nie ma co już mówić o jakimś podboju UFC. Pytanie raczej czy wygra rewanż.

    Ad meritum. Marcin Held. Sympatyczny zawodnik, nadzieja polskiego MMA, na którym ogniskują się marzenia wszystkich, że wreszcie będzie liczący się, ba! może nawet mistrz a co się będziemy ograniczać, czlowiek dający świetne walki. NIestety brutalne fakty są takie, że się nie sprawdził, przegrał wszystko w UFC. JAk pisałem już wcześniej, jak pisał Jakub, można mówić o pechu, o sędziach etc. etc. ale jak jesteś naprawdę świetny to wygrywasz tak, ze nikt nie ma wątpliwości. A MArcin nie walczył z żadną czołówką. To nie jest hejt, to jest tylko stwierdzenie faktów.

    Ciężko to pisać, bo Marcin się stara, nie robi siebie wielkiego mistrza, nie cwaniakuje. Hejtem można rzucić w blogera ze sztywnym kręgosłupem, w balasa który zaprasza do lizania jaj jego psów, w wielbiciela ISIS,  w mało rozgarniętego berserkera i kilku innych. W Marcina nie, i dlatego tak trudno się pogodzić, że Held nie jest i nie bedzie żadną gwiazdą światowego MMA.

    Dochodzi jeszcze jedna kwestia, zależna od Helda. Miejsce treningów. Talentu nie przeskoczy, warunków fizycznych także ale zawsze może się poprawić. W Ankosie, ani w żadnym innym klubie w Polsce, nie zrobi już postępów. Jeśli w ogóle marzy o byciu porządnym zawodnikiem w skali świata, to powinien spakować mandżur i wyjechać na stałe do topowego klubu i dzień w dzień trenować z topowymi zawodnikami.

  19. Trzeba się z tym pogodzić, że styl Marcina(oparty głównie na BJJ) jest mało skuteczny na poziomie UFC, bo zawodnicy tam mają za dobre obrony przed poddaniami, a walcząc o poddanie(tym bardziej typowo w stylu Marcina) raczej jest się z dołu, więc ciężko wtedy decyzję wyciągnąć…

    Żeby to było skuteczne to trzeba być wirtuozem jak Maia, a do tego jeszcze brakuje Heldowi parę lat ciężkich praktyk i doświadczenia na najwyższym poziomie…

    Albo trzeba by zmienić styl…

  20. Myślałem, że era nowożytna zaczęła się jakieś 2.000 lat temu. Jak tak dalej jednak pójdzie, to chyba będzie tutaj news, o tym, że trzeba zmienić kalendarze. Bowiem Narodziny Chrystusa zostały przyćmione przez legendarne KSW Colloseum…

    Coś mnie ominęło, czy Włodarze KSW zostali także Włodarzami MMArocks?

    Pyta "zawistny hejter"

  21. M. Held poszedł o wielel wyżej. Gdyby walczył w KSW byłby mistrzem.  Teraźniejszy mistrzowie tej federacji jakiim jest KSW nie mają szans w UFC, dlatego jest jak jest.

  22. Myślałem, że era nowożytna zaczęła się jakieś 2.000 lat temu. Jak tak dalej jednak pójdzie, to chyba będzie tutaj news, o tym, że trzeba zmienić kalendarze. Bowiem Narodziny Chrystusa zostały przyćmione przez legendarne KSW Colloseum…

    Coś mnie ominęło, czy Włodarze KSW zostali także Włodarzami MMArocks?

    Pyta "zawistny hejter"

    Ironii to byś nie zauważył nawet jakby Cię w twarz strzeliła :D.

  23. Myślałem, że era nowożytna zaczęła się jakieś 2.000 lat temu. Jak tak dalej jednak pójdzie, to chyba będzie tutaj news, o tym, że trzeba zmienić kalendarze. Bowiem Narodziny Chrystusa zostały przyćmione przez legendarne KSW Colloseum…

    Coś mnie ominęło, czy Włodarze KSW zostali także Włodarzami MMArocks?

    Pyta "zawistny hejter"

    To jest jeden z problemów dzisiejszych czasów, że czasami się można pogubić, gdy przy każdym zdaniu nie jest zaznaczone, czy to na poważnie czy tak dla jaj. Przeczytaj jeszcze raz wizualizując, że w pierwszym paragrafie przy wypowiedziach dotyczących legendarnego KSW są mrugające buźki jak np.:wink:.

  24. Zawsze mogę napisać, że wyczułem ironię, a następnie wpisałem trollującego posta, na którego parę osób się złapało  😛

    #wojna_hybrydowa #KSW_PR

  25. Pragnę także zauważyć, że jestem rekordzistą świata w biegu na 100 metrów. Wczoraj biegłem po fajki tuż przed zamknięciem Lidla ii uzyskałem czas 14,72 sekund za 100 metrów.

    Ponoć, ktoś kiedyś osiągnął lepszy rezultat ale ja się do nich nie porównuje, bo mieli mało "normatywne" czasomierze a mój czas był mierzony jedynym słusznym i "normatywnym" zegarkiem analogowym firmy Casio

    PS. Słowo normatywne nie ma tutaj żadnego sensu, ale brzmi inteligentnie więc warto było je użyć

  26. Uważam Ankos za bardzo dobry klub na skalę naszego kraju, jednak mimo wszystko do UFC potrzeba czegoś więcej. W dotychczasowych walkach widać było minimalne braki, które z zagranicznym sztabem może dałoby się wyeliminować. Poprawa stójki, gameplanu to przede wszystkim. Szkoda, że Marcin tak niechętnie podchodzi do treningów za granicą. Pamiętam jak w jednym wywiadzie lub transmisji live twierdził, że jest trochę zawiedziony pobytem w ATT z powodu mniejszego zainteresowania poszczególnymi zawodnikami. Wiadomo, że to chłopaki tam byli, nie ja, jednakże uważam, iż po przenosinach na stałe podejście by się zmieniło. Wiadomo, wiążę się to z większymi kosztami, poświęceniem się rozłąką z rodziną itd, ale coś za coś. Mimo wszystko #TeamHeld cały czas, wierzę, że dostanie jeszcze szansę na UFC Gdańsk, tutaj urwie komuś szkitę a później będzie tylko lepiej :chuck::bleed:

  27. Pragnę także zauważyć, że jestem rekordzistą świata w biegu na 100 metrów. Wczoraj biegłem po fajki tuż przed zamknięciem Lidla ii uzyskałem czas 14,72 sekund za 100 metrów.

    Ponoć, ktoś kiedyś osiągnął lepszy rezultat ale ja się do nich nie porównuje, bo mieli mało "normatywne" czasomierze a mój czas był mierzony jedynym słusznym i "normatywnym" zegarkiem analogowym firmy Casio

    PS. Słowo normatywne nie ma tutaj żadnego sensu, ale brzmi inteligentnie więc warto było je użyć

    My man  ! :cohon: