Urodzony 17.07.1980 roku w Groznym Khalidov od zawsze interesował się sportem. Jak sam mawia, w Czeczenii sztuki walki są bardzo popularne. Z tego powodu w 1992 roku sam postanawia spróbować sił na sali karate. Trenujący wówczas głownie dla siebie Mamed zapewne nawet nie podejrzewał, iż w przyszłości będzie jednym z najlepszych zawodników MMA i przebojem wedrze się do pierwszej dziesiątki światowych rankingów wagi średniej!

Dwa lata po rozpoczęciu treningów okinawskiej sztuki walki w Czeczenii wybuchła wojna, w wyniku czego Khalidov zmuszony był przenieść się na bardziej neutralne tereny na granicy rosyjsko-czeczeńskiej, tam też ukończył szkołę średnią. W 1997 roku Mamed otrzymał szansę, by studiować za granicą. Spośród kilku państw do wyboru postanowił przyjechać do Polski. Przez rok we Wrocławiu intensywnie uczył się języka polskiego, by w końcu zostać przeniesionym do Olsztyna – na studia na kierunku Zarządzanie i Administracja.  Równocześnie z nauką przedmiotów Khalidov kontynuował również naukę sztuk walki (boks, tae-kwon-do oraz zapasy). Gdy w 2004 roku w Olsztynie powstał klub Arrachion MMA Olsztyn, Mamed bez wahania zaufał kadrze trenerskiej (całkowicie słusznie, jak się później miało okazać), w pełni angażując się w treningi w Arrachionie.

Pierwsze dwie zawodowe walki Mameda (maj i wrzesień 2004) były zupełnie nieudane. Jak mówią dziś jego trenerzy, powodem szybkich porażek (TKO i poddanie w pierwszych rundach podczas gal Shooto Lithuania) była błędnie obrana strategia. Grudzień tego samego roku przynosi galę Shidokan Poland, a z nią pierwszą wygrana Khalidova – Paweł Klimiewicz musiał uznać wyższość Czeczena, którego to sędziowie wskazali jako zwycięzcę. W marcu i maju 2005 Mamed bierze udział w galach MMA Sport (1 i 2), gdzie odnotowuje wygrane w pierwszych rundach nad Markiem Krajewskim (poddanie po zadanych ciosach) oraz z Adamem Skupniem (KO w wyniku wysokiego kopnięcia), ustanawiając najszybszy nokaut w kraju – już w szóstej sekundzie walki. Pechowe dla Czeczena gale Shooto Lithuania wraz z kolejną ich edycją (Gladiators 2) przynoszą trzecią, i jak na razie ostatnia porażkę w karierze Mameda (Valdas Poceevicius złapał go w szczelną gilotynę już w drugiej minucie pierwszej rundy).

Seria ośmiu zwycięstw z rzędu – w której pokonał  tak uznanych zawodników, jak Andre Reinders oraz Jacek Buczko – doprowadziła Mameda do rosnącej w siłę organizacji – KSW. Podczas siódmej edycji Konfrontacji Sztuk Walki (02.06.2007) Czeczen w pierwszej rundzie stopuje Alexandra Stefanovica (TKO), czym zasłużył na występ podczas kolejnej edycji Konfrontacji (15 września tego samego roku), wpierw jednak poddaje (dźwignią na kolano) w drugiej rundzie Igora Pokrajca na gali Boxing Explosion 2. Od tej pory Khalidov podejmuje współpracę z KSW, gdzie zalicza kolejne cztery wygrane, pokonując kolejno: Martina Zawadę (poddanie), Dave’a Dalgliesha (poddanie), Petra Ondrusa (decyzja) oraz rewanżuje się Poceviciusowi (poddanie).
13 października 2008, a konkretniej gala KSW Extra przyniosła jeden z najbardziej niesprawiedliwych werdyktów w historii polskiego MMA. Mamed Khalidov, tocząc wyrównana, aczkolwiek zwycięska walkę z solidnym Danielem Taberą, był całkowicie pewien swej wygranej, gdy regulaminowy czas walki dobiegł końca. Ku zaskoczeniu zawodnika, jego narożnika oraz zgromadzonej widowni sędziowie ogłosili trzyminutową dogrywkę, której zwycięzca również mógł czuć się jedynie „polski Czeczen”. Sędziowie po raz kolejny jednak sprawili niemiła niespodziankę ogłaszając remis!

Przełom w karierze Khalidova nastąpił w październiku ’08, gdy menadżerowie Czeczena (a jednocześnie promotorzy KSW) zakontraktowali mu walkę za oceanem na gali ShoXC: Challenger Series. Khalidov zmierzył się wtedy z Jasonem Guidą, którego zastopował w drugiej rundzie (TKO) po wale prowadzonej w pięknym stylu. Niestety dla Khalidowa niedługo po jego debiucie za oceanem, organizacja, dla której walczył (EliteXC – ShoXC to cykl mniejszych gal tejże organizacji), zbankrutowała. Kolejna walka Mameda to pojedynek o tytuł międzynarodowego mistrza KSW (15.05.2009 podczas KSW XI) z weteranem PRIDE FC – Brazylijczykiem Danielem Acacio. Wbrew powszechnym opiniom o trudnej przeprawie dla Khalidova, ten odegrał  teatr jednego aktora, nokautując rywala efektowną kombinacją już w pierwszej rundzie! Torwar oszalał, a fani domagali się występu walczącego dla Polski zawodnika w dużej zagranicznej organizacji.

Długie miesiące negocjacji, plany kończące się fiaskiem (starty w Japonii, później w Affliction przeciwko mniejszemu z braci Nogueira) i gromy spadające ze strony fanów na managerów Mameda – tak w skrócie można opisać 6 miesięcy przymusowego pauzowania Czeczena.
Dopiero pod koniec roku nastąpił przełom – negocjacje z WVR i ewentualny występ w Sengoku!
Szczęśliwie dla Khalidova i całego rodzimego MMA negocjacje zakończyły się sukcesem. Siódmy listopada miał być najważniejsza datą w zawodowej karierze olsztyńskiego zawodnika, miał on wystąpić na Sengoku 11 w walce wieczoru! W walce z nie byle kim – należy dodać – bo z samym mistrzem wagi średniej Sengoku, Brazylijczykiem George Santiago (plasowanym wówczas jako czwarty zawodnik MW światowego MMA)!

Nikt oprócz fanów Mameda, jego rodziny, klubu i managerów nie dawał Czeczenowi większych szans na pokonanie tak doświadczonego zawodnika. Po raz kolejny jednak Mamed utarł nosa niedowiarkom, pokazując, że w Polsce można od podstaw wyszkolić zawodnika zdolnego rywalizować na samym wierzchołku światowego MMA!

Od samego początku pojedynku Brazylijczyk unikał stójki, przyjął kilka low kicków Mameda, uniknął firmowej obrotówki Czeczena i przenosił walkę na ziemię. Tam jednak ku zaskoczeniu wszystkich nie był w stanie nic zrobić Khalidovowi, który kontrolował walkę z półgardy, a gdy nadarzył się dogodny do ataku moment, uderzył serią młotków (walcząc z pleców!) i już drugim z nich mocno naruszył rywala.
Późniejszy sweep i seria g’n’p zmuszająca sędziego do interwencji była tylko formalnością.
Niestety, stawką tej walki nie był pas mistrzowski. Tym bardziej szkoda, ponieważ sytuacja finansowa Sengoku była mocno niepewna i być albo nie być organizacji wisiało na włosku.
Na szczęście, sytuacja Khalidova jest zupełnie inna niż po upadku EliteXC – Mamed przebojem wdarł się do pierwszej dziesiątki rankingów wagi średniej i na brak ofert raczej narzekać już nie powinien.

Zainteresowanie Czeczenem wyraziło już Strikeforce, trwają też negocjacje z Bellatorem, a kontakty w Japonii (nawet po upadku Sengoku) też nagle nie wyparują. Powodów do zmartwień zatem nie ma, a najważniejsze dla Mameda jest to, aby w tym momencie skupić się na treningu i udowodnić wszystkim niedowiarkom, że zdemolowanie Santiago nie było wynikiem przypadku, a znakomitych umiejętności!

Chief Financial Officer | Shareholder of MMAROCKS. Columnist. Does not avoid political topics. Radical for Capitalism.