Szumnie zapowiadana dziewiąta Konfrontacja Sztuk Walki o dźwięcznie brzmiącym podtytule „Powrót Mistrzów” za nami. Czy spełniła pokładane w niej nadzieje? Zapraszam na recenzje.

Najpierw przyjrzyjmy się karcie:

Turniej:
Antoni Chmielewski vs. Yusuke Masuda
Jan Błachowicz vs. Martin Zawada
Aleksiej Olijnik vs. Daniel Dowda
Aziz Karaoglu vs. Vitor Nobrega

Superfight:

Maciej Górski vs. Edvardas Norkeliunas
Jordan Radev vs. Grzegorz Jakubowski
Mamed Khalidov vs. Valdas Pocevicius

Trzeba przyznać, że rozpiska wyglądała imponująco. Pojawiały się głosy, że takiej gali w nadwiślańskim kraju jeszcze nie było. Rzeczywiście na papierze KSW 9 prezentowało się fenomenalnie. Bardzo mocna obsada turnieju (Zawada, Chmielewski, Olejnik, Dowda, Błachowicz, plus trzej obcokrajowcy) w połączeniu z arcyciekawymi superfights: Maciej Górski kontra znany z K-1 GP Europe Edvardas Norkeliunas, pożegnalna walka Grześka Jakubowskiego, oraz oczywiście gwarancja dobrego show w postaci Mameda Khalidova. Czego chcieć więcej?

Już mówię czego. Przede wszystkim zmienienia oprawy. Ja nie wymagam od organizatorów bóg wie czego, show a’la PRIDE. Rozumiem, nie ten budżet. Ale skoro wzorują się na japońskiej organizacji, niech robią to konsekwentnie. Z jednej strony doskonały hymn Konfrontacji, niezwykle klimatyczny, z drugiej bełkot hip-hopowców. Już nie wnikam, czy komu się taki rodzaj muzyki podoba, jednak Kasta ma takie pojęcie o profesjonalnym zapowiadania co ja o szydełkowaniu (o nawet mi się przy okazji hip-hopu zrymowało…). Ciągnąc dalej wątek zapowiadania gali…czy naprawdę pan w garniturze (nie pamiętam nazwiska) musi sześć razy powtarzać imię i nazwisko zawodnika? Publiczność naprawdę zrozumie kiedy w zapowiedzi padnie raz imię zawodnika, nie trzeba tego powtarzać co 20 sekund.
Teraz przejdźmy do żenady jaką był „freestajl” wykonywany przez Kate i Tede, tak niezwykle sprytnie promowany przez organizatorów…powiem krótko – pomysł nietrafiony. W ten sposób widzów nie przyciągniemy.
Kolejny minus oprawy to śmieszne (śmieszne? Żenujące!) występy taneczne (raz przy okazji wejścia Jakubka, dwa kiedy na ring wchodził Khalidov). Nie chce być uszczypliwy jednak to „show” (cudzysłów celowy) przypominało co najwyżej wytęp osiedlowej grupy tanecznej „RETRO” a nie profesjonalny taniec.
Najbardziej jednak rażącym błędem jest sędziowanie! Niekonsekwencja z jaka jest prowadzone jest niedopuszczalne, i stwarza śmieszne sytuacje, jednak ten temat poruszę w dalszej części.
Żeby jednak zachować obiektywizm, trzeba dodać, że zdecydowanej poprawie uległ komentarz. Pan Janisz (choć nie ustrzegł się pomyłek i kilku niepotrzebnych informacji – jak np. tekst o Antku Chmielewskim) sprawnie okraszał walki komentarzem, a Juras świetnie go uzupełniał.
Przejdźmy jednak do sedna każdej gali, czyli do walk.

Antoni Chmielewski vs. Yusuke Masuda
Masuda to trzykrotny mistrz Japonii w Zapasach, nie dawałem mu jednak większych szans z dwukrotnym mistrzem KSW – Antkiem Chmielewskim. Już na początku Japończyk próbował wejścia w nogi, jednak Antek prawnie zareagował, trochę przepychanki w narożniku, i Polak próbuje gilotyny, by po chwili zaatakować kimurą z gardy a następnie duszeniem trójkątnym. Masuda jednak zaprezentował doskonałe wyjścia z submission i walka powraca do stójki. Szybka wymiana ciosów, walka przenosi się do parteru i Antek atakuje anakondą, z której Yosuke szybko wychodzi. Gong wybija koniec rundy.
Kolejne rundy miały przebieg podobny do pierwszej, próby submission ze strony Chmielewskiego, świetne obrony ze strony Masudy.
Walka zakończyła się decyzja sędziowską – Chmielewski przechodzi do półfinału.

Jan Błachowicz vs. Martin Zawada
Zawada w tej walce pokazał, że w parterze nie ma nic do zaoferowania, kompletnie nic. Nawet walka defensywna nie specjalnie mu wychodziła, bo Błachoicz (który poczynił ogromne postępy) obchodził jego gardę jakby walczył z małym dzieckiem, zmieniając pozycję to z bocznej do dosiadu i odwrotnie.
Janek doskonale zrealizował swój game plan, nie bawił się w wymiany tylko szybko sprowadzał Zawadę do parteru, co zaowocowało jednogłośna decyzją i przejściem do półfinału.

Aleksiej Olijnik vs. Daniel Dowda
Aleksiej był jednym z faworytów do wygranej całego turnieju, i walka z Danielem utwierdziła mnie w tym przekonaniu. Świetna parterowa batalia z masą akcji (oraz kontrakcji), szkoda tylko, że bardziej przypominała Submission Fighting niż MMA (panowie nie specjalnie kwapili się do jakiegokolwiek G&P). Dowda pokazał, że jego ksywka – „Kociao” jest trafiona w stu procentach (co za gibkość!).
Jednak końcówka drugiej rundy dla polaka była prawdziwą drogą przez piekło. Daniel całkowicie opadł z sił, i dosłownie słaniał się na nogach, co jest moim zdaniem niedopuszczalne na tym poziomie! Olijnik przechodzi dalej, jednak kontuzja żeber uniemożliwiła mu dalszą walkę i zamiast niego w półfinale zobaczymy Daniela.

Aziz Karaoglu vs. Vitor Nobrega
Nobrege, ku mojemu zaskoczeniu wielu uważało za numer jeden turnieju, i upatrywało w nim zdecydowanego faworyta. Czy to przez pochodzenie Vitor’a i to ze ma czarny pas BJJ? Nie wiem. Faktem jest, ze Brazylijczyk czekał, czekał…no i się doczekał. Szybkiego KO z rąk Turka, który niespecjalnie przejął się „świetnymi referencjami” Nobregi. Szybka walka. Aziz w półfinale.

Maciej Górski vs. Edvardas Norkeliunas
Co tu dużo mówić, Górski poza dwoma obaleniami nie zrobił dosłownie nic. Jego walce w parterze daleko do doskonałości (mówiąc bardzo delikatnie). Norkeliunas bezproblemowo sweepował, przetaczał i obijał Maćka. Kiedy usłyszałem, że po dwóch rundach dominacji Edvardasa sędziowie zarządzili dogrywkę, myślałem że się przesłyszałem! Nieporozumienie. Ja wiem, że zawsze faworyzuje się swojego zawodnika, ale to był prawdziwy „wałek”! Jeszcze większe zdziwienie nastąpiło kiedy po dogrywce (w której przewagę sprowadzeniem zdobył Górski) sędziowie ogłosili zwycięstwo Norkeliunasa! Co to ma być? Takiej niekonsekwencji nie widziałem nigdzie. Skoro zasady mówią, że jeśli po dwóch wyrównanych rundach następuje dogrywka, to owe dwie pierwsze rundy nie liczą się w punktacji a sędziowie oceniają tylko trzy minutową rundę dodatkową. Pytanie numer jeden: jakim zatem prawem wygrał Edvardas, który w dogrywce nie zrobił nic? Górski także nie miał znaczącej przewagi, jednak sprowadzenie zagwarantowało mu zwycięstwo. Naprawdę jeśli powie się „A” i zarządzi niesprawiedliwą (trzeba to jasno powiedzieć) dogrywkę, to trzeba i powiedzieć „B” i uznać jej wynik. ŻE-NA-DA.

Antoni Chmielewski vs. Jan Błachowicz
Najbardziej z tej walki zaciekawiła mnie „obrotówka” Chmielewskiego, a właściwie próba obrotówki. Proponuję zostać przy parterze…Janek natomiast doskonale poradził sobie i w tej walce. Świetne obrony przed sprowadzeniami, świetne próby submission. Po drugiej próbie trójkąta, Błachowicz przechodzi do triangle armbar i zmusza Antka do odklepania. Błachowicz w finale!

Daniel Dowda vs. Aziz Karaoglu
Daniel dość łatwo poradził sobie z Turkiem, przechodząc od jednej do drugiej pozycji w międzyczasie próbując wielu submission (balacha, keylock, znów balacha itd.). Podejrzewam, że gdyby nie zmęczenie obyło by się bez rundy dodatkowej, bo walka zakończyła by się przez tap out.
Daniel przechodzi do finału, jednak zmęczenie nie pozwala mu kontynuować i zastępuje go Aziz.

Jordan Radev vs. Grzegorz Jakubowski
Tutaj zdecydowanie największe rozczarowanie gali. Pożegnalna walka „Jakubka” przerodziła się w mało wyszukana komedię. Już na samym początku błąd organizatora – Gilbert Yvel (który sędziował kilka pojedynków) dopuścił Grześka do walki, mimo tego iż nie miał on suspensora. To może następnym razem zezwolimy na walkę bez ochraniaczy na zęby, „bo zawodnik tego sobie życzy”?
Później było tylko „lepiej”. Radev czterokrotnie (o ile dotrze policzyłem) uderza Grześka w krocze, a Eavel dopiero po trzecim faulu odejmuje Jordanowi punkt. Nawet nie wspominam, że powinno być No Contest albo nawet dyskwalifikacja, bo cztery razy pod rząd trafić w krocze tym samym uderzeniem to raczej przypadkowo nie można! Kolejna sprawa to decyzja sędziowska, znowu chybiona. Pierwszą rundę wygrał Grzesiek (ponieważ odjęto punkt Radevowi), drugą wygrał Jordan. Dlaczego zatem nie zarządzono dogrywki? Parodia…

Mamed Khalidov vs. Valdas Pocevicius
Tutaj niespodzianki być nie mogło. Szybkie Flying knee, a później szczelnie zapięta gilotyna zmuszająca Valdasa do poddania się. Ładny rewanż za 2005 rok, jednak chcemy czegoś więcej. Czekamy na EliteXC i porządnego rywala, bo krajową scenę Mamed już dawno zdominował (no chciałbym jeszcze zobaczyć walkę z Tomkiem Drwalem – yeeah)!

Aziz Karaoglu vs. Jan Błachowicz
Właściwie zwycięzca turnieju był już znany, i nie trzeba było długo czekać n potwierdzenie. Janek szybko wchodzi w nogi Turka, sprowadza go do parteru, atakuje G&P będąc w gardzie Aziza, lekko slamuje oponenta, przechodzi gardę, boczna, north-south i koniec. Karaoglu klepie w wyniku założonej balachy. Jan Błachowicz zwycięzcą KSW 9!

Podsumowując gala bardzo rozczarowuje. Zdecydowanie nie sprostała oczekiwaniom, świetna rozpiska posypała się (kontuzja Olijnik’a, zmęczenie Dowdy). Dodatkowo żałosne sędziowanie sprawiło, że miejscami aż źle się oglądało niektóre walki (via Górski, czy Jakubowski). Z pozytywów na pewno miło zaskoczył Błachowicz, który zaliczył ogromny progres, dodatkowo prezentując bardzo przemyślany game plan.
Napisze tak…”na bezrybiu i rak ryba”. Mam nadzieję, że niedługo konkurencja na polskim „bezrybiu” sprawi, że będziemy mogli wybierać pomiędzy kilkoma tłustym okazami, a nie zadowalać się małymi płotkami.

Chief Financial Officer | Shareholder of MMAROCKS. Columnist. Does not avoid political topics. Radical for Capitalism.

1 KOMENTARZ

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.