Recka w środku posta

Matt Serra, mimo szczerych chęci, nie był w stanie zaskoczyć świata po raz drugi. Nie jestem z tych, którzy darują sobie okazje żeby poklepać się po plecach, więc nie ukrywam, że walka Serry z GSP potoczyła się zgodnie z moimi (no, nie tylko moimi) przewidywaniami. St. Pierre położył Serrę na plecy na samym początku i, poza sporadycznymi wymianami w stójce, absolutnie zdominował nowojorczyka w parterze. Przyznam się, że jestem wielkim fanem GSP i z nieskrywaną radością oglądałem, tak jak 21,000 z hakiem w Bell Centre, jego sobotni tryumf, ale z drugiej strony to była ta wielka walka wieczoru a stop Yves’a Lavigne’a nie należał do tych bezdyskusyjnych. Wszyscy chyba woleliby obejrzeć kolejną rundę niż stop z powodu kolan w żebra, zwłaszcza wtedy kiedy do końca rundy zostają sekundy, ale koniec końców rezultat byłby ten sam. GSP zrobił wszystko to co miał zrobić rok temu na UFC 68, więc po roku historia zatoczyła pewnego rodzaju koło. Nie ma za bardzo nawet o czym się rozpisywać, bo Kanadyjczyk, drugą walkę z rzędu, wygrywa a la flawless victory z Mortal Kombat.

Inaczej niż poprzednim razem Travis Lutter zrobił wagę do swojej walki z Richem Franklinem ale zdaje się, że poza tym nie specjalnie przygotował się na tą okazję. Po jednym „momencie” kiedy Rich najpierw wszedł w balachę, żeby potem z niej wyjść, Lutter nie pokazał nic oprócz fatalnej kondycji. Franklin może teraz zacząć passę, w trakcie której będzie walczył z kolejnymi ofiarami Andersona Silvy, następny w kolejce czeka Nate Marquardt.

Nie wiem czy elementem powszechnej wiedzy jest fakt, że w Kanadzie aborcja jest legalna. Jeśli nie był, to powinien już być po aborcji jaką Kalib Starnes dokonał na swojej walce z Nate’m Quarrym. Po poprzedniej walce Starnesa myślałem, że wreszcie poradził sobie z odpuszczaniem sobie, bo, pomimo, że przegrał z Belcherem, nie chciał się poddawać. Może nawet miałem rację jeśli chodzi o poddawanie się w trakcie walk bo takowej Starnes nawet nie raczył podjąć bo podczas 15 minut najgorszej walki transmitowanej na UFC w najbliższej przeszłości pokonał połowę dystansu dzielącą Montreal od jego domu w Kolumbii Brytyjskiej. Jak już tam dojdzie to mam nadzieje, że w skrzynce znajdzie zawiadomienie o rozwiązaniu kontraktu, na które tak bardzo zapracował.

Ważną lekcję od Quarry’ego powinien wynieść Charles McCarthy – jeśli już drwisz ze swojego przeciwnika podczas walki, to jeśli jej nie wygrasz, ryzykujesz wyjście na głupka (lekcję, którą powinien też przyswoić Kuniyoshi Hironaka). Złamana ręka nie kwalifikuje kogoś jak głupka tak jak, powiedzmy, tradycyjny nokaut ale i tak nastawianie szczęki przez McCarthy’ego nie wyszło mu na zdrowie. Bisping, zwłaszcza w stójce, wyglądał dobrze w wadze średniej i choć do walki o pas ma jeszcze daleką drogę, przynajmniej stoi na niej mniej zapaśników, którzy spędzają mu sen z powiek.

Mac Danzig nie miał łatwej przeprawy z Markiem Bocekiem ale, pomimo przegranej pierwszej rundy, udało mu się uniknąć mało zaszczytnego tytułu zwycięzcy TUFa, który przegrał pierwszą walkę w UFC. Nie da się nie zauważyć, że Danzig zrobił ogromne postępy od swojej walki z Machem i kto wie, w dopiero co układającej się wadze lekkiej w UFC, może zajść całkiem daleko jeśli wygra nawet trzy walki pod rząd. Dopóki jego walki akompaniuje muzyka Jedi Mind Tricks dopóty będę na nie czekał z niecierpliwością.

Pozostałych walk nie widziałem, poza, rzecz jasna, Goulet vs. Hironaka, w której oczywiście Goulet wylądował na deskach. Trafiło się kilka niespodzianek, walka Clementiego i Stouta podobno była bardzo dobra a Jason MacDonald „użył sobie” na Doerksenie już po zakończeniu walki.

Trochę na początku narzekałem ale UFC 83 było solidną galą. Poza anty-walką Quarry’ego i Starnesa, którą już wymazałem z pamięci, starcia były porządne ale brakowało tej jednej, wyjątkowej walki, która zmusiłaby mnie do zapamiętania UFC 83 na jakiś dłuższy okres. Krótko mówiąc „business as usual” czy jakby to tam było po francusku.

Jedyny człowiek na świecie, który wkręcił się w MMA walką Arlovski vs. Eilers. Poliglota. Entuzjasta i propagator indonezyjskiego przemysłu tekstylnego. Warszawiak od kilku pokoleń i dumny z tego faktu. Nie zawsze pisze o sobie w trzeciej osobie ale kiedy to robi jest to w polu biografia na MMARocks.pl

1 KOMENTARZ

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.