Przed nami UFC 94 a na nim wyjątkowy pojedynek. W walce o tytuł mistrzowski UFC w kategorii wagowej do 170 lbs zmierzą się obecny posiadacz pasa wagi półśredniej Georges St. Pierre, oraz mistrz wagi lekkiej B.J. Penn.
Rewanżowe starcie zawodników którzy niemal całkowicie „wyczyścili” swoje kategorie wagowe będzie według wielu pojedynkiem o miano najlepszego zawodnika pound for pound a takich walk na pewno nie ogląda się często. Zbliżające się starcie jest tak ciekawe, że i jego analiza musi być „dostosowana do okoliczności”, dlatego poniżej wydanie specjalne naszej redakcyjnej „lupy”.

Wygrany zgarnia wszystko.

Yoshi: Gdy St. Pierre i Penn niemal trzy lata temu po raz pierwszy skrzyżowali rękawice żaden z nich nie posiadał tytułu mistrzowskiego, tym bardziej żaden z nich nie był uważany za najlepszego zawodnika bez podziału na kategorie wagowe.
Co prawda pojedynek miał zapewnić zwycięzcy walkę o tytuł, jednak zasadniczo było to starcie byłego mistrza welterweight (Penn – notabene, oficjalnie nikt nigdy nie odebrał mu tego tytułu w walce) i dobrze zapowiadającego się młodzika (St. Pierre) po którym jeden z nich miał zmierzyć się z będącym wówczas na fali Mattem Hughesem. Jak się miało okazać owa walka będzie dla obu fighterów początkiem drogi na sam szczyt, początkiem drogi z której kresu jeden zabierze wszystko, drugi natomiast będzie musiał zadowolić się gorzkim smakiem porażki.

Podczas UFC 58: USA vs. Canada oktagon z podniesionymi rękami opuszczał GSP. Wielu jednak po dziś dzień uważa, że to Hawajczyk jest zwycięzcą tej walki i rzeczywiście, patrząc na zakrwawioną twarz St. Pierre’a można mieć wątpliwości co do słuszności werdyktu. Całą pierwszą rundę zdecydowanie wygrywa B.J., który kontroluje Kanadyjczyka celnymi prostymi, szybko rozbijając nos „Rush’a”. Oczywiście George stara się nawiązać wyrównaną walkę i ciągle naciera, jednak wysokie oraz niskie kopnięcia są całkowicie neutralizowane przez świetnego technicznie Penn’a podobnie zresztą jak próba sprowadzenia walki na ziemię. Druga runda przebiega niemal identycznie jak pierwsza, jednak po kilku minutach „The Prodigy” wyraźnie zaczyna opadać z sił co nie umyka uwadze zdeterminowanego GSP. Kanadyjczyk narzuca własne tempo, jest aktywniejszy i udaje mu się wykonać takedown umożliwiający mu ataki z góry. Runda dla GSP. Ostatnia „pięciominutówka” to tylko uwypuklenie przewagi St. Pierre’a raz po raz sprowadzającego Amerykanina na ziemię. Oczywiście nie ma tu jakiejś totalnej dominacji bo B.J. ciągle trafia prostymi, stara się obalić GSP a podczas walki z pleców wykonuje próbę gogoplaty, jednak o wiele lepiej przygotowany fizycznie Kanadyjczyk wygrywa tę rundę jeszcze bardziej zdecydowanie niż drugą. Mimo iż twarz St. Pierre’a nie przemawia zbytnio za jego zwycięstwem, to karty sędziowskie i punktacja jasno wskazują go jako triumfatora tego pojedynku.

Dziś rewanżowa walka  Penn’a i GSP ma już zupełnie inny status aniżeli pierwsza. Zarówno B.J. jak i Georges przez te trzy lata mocno się rozwinęli. St. Pierre zdobył i obronił tytuł mistrza wagi półśredniej, Penn z kolei zeszedł kategorie niżej i zdobył pas wagi lekkiej. Zdecydowane zwycięstwa sprawiły, że na horyzontach UFC  powoli zaczynało brakować dlań zawodników co spowodowało, że w ten weekend stanął naprzeciw siebie po raz kolejny a ten który tym razem opuści oktagon z uniesionymi rękoma na trwałe zapisze się na kartach historii mieszanych sztuk walki.

Warunki fizyczne.

TJ: Waga półśrednia w UFC wypełniona jest zawodnikami, którzy z powodzeniem mogliby walczyć dywizję wyżej. St. Pierre wchodzący do klatki waży na ogół 190-195 funtów, być może minimalnie mniej niż więksi fizycznie Fitch i Alves ale większość zgodzi się, że fizycznie jest najsilniejszym fighterem w swojej dywizji, czego dał przykład w walce z wspomnianym Fitchem. Penn, w całej swojej karierze, najcięższy był w wale z Lyoto Machidą w 2005 roku kiedy stanął na wadze ważąc 187 funtów, o 28 mniej niż jego przeciwnik a na tą walkę, jak donosi jego obóz, celują w 168-170 funtów. Przewaga fizyczna będzie zdecydowanie po stronie Kanadyjczyka i jest to jeden z ledwie garstki pewników przed tą walką. Należy jednak pamiętać, że Penn potrafi z powodzeniem walczyć z znacznie cięższymi przeciwnikami, jak choćby kiedy pokonał będącego wówczas u szczytu kariery Matta Hughesa. Pozostałe namacalne atrybuty fizyczne są, jakby powiedział Mike Goldberg, „praktycznie identyczne” – GSP jest wyższy o 2,5 cm i będzie miał nieznaczną przewagę zasięgu (sugerując się pomiarami z UFC 58 będzie ona wynosić 7,5 cm).

Ludzie narzekają, że B.J. dosłownie cierpi na przerost ambicji, bowiem jego wymiary nie pozwalają mu bezkarnie skakać kilka dywizji w górę, ale tak naprawdę w poprzednich walkach jego zgubą nie była mała postura lecz mizerne przygotowanie kondycyjne. Podobno między innymi nad tym aspektem ciężko pracowano podczas niesamowicie długiego obozu przygotowawczego Penna w Hilo. O kondycje GSP obawiać się nie trzeba, w walce z Fitchem narzucał tempo przez całe 25 minut i nie wydawał się po tym czasie szczególnie zmęczony. Podstawowe pytanie brzmi jak bardzo poprawi się kardio u Hawajczyka. W ostatniej swojej walce Penn dobrze zniósł 15 minut boksowania z Sherkiem, ale GSP nie tylko nie ograniczy się do stójki ale też narzuci szybsze tempo walki. Ostatnim razem Penn walczył dłużej niż kwadrans w 2003 roku a nawet wtedy jego ofensywa w „mistrzowskich rundach” wyraźnie zwolniła. Plusem jest to, że zdaje sobie sprawę z tego jakiego wysiłku wymaga pełna pięciorundowa walka ale z drugiej strony nigdy nie jest dobrym znakiem to, że większy, cięższy i silniejszy przeciwnik będzie również lepiej przygotowany kondycyjnie, a przed taką właśnie perspektywą stoi Penn.

Standing game.

Yoshi: Nikt chyba nie zaprzeczy, że sobotniego wieczoru stanął naprzeciw siebie dwaj wybitni zawodnicy mma. Stójka zarówno jednego jak i drugiego wywindowała poziom techniczny strikingu w mieszanych sztukach walki (wraz ze strikiniem Andersona Silvy) do nieosiągalnego dla wielu zawodników pułapu. W sobotę według mojej opinii w tej materii przewagę będzie miał mieszkaniec Hilo. Mimo całej wszechstronności GSP, to Penn jest skuteczniejszym uderzaczem – co zresztą pokazała ich pierwsza walka.

Hawajczyk właściwie operuje jedynie ciosami bokserskimi, od czasu do czasu stosując niskie kopnięcia ale to właśnie boks jest najgroźniejszą bronią B.J. Sam Freddie Roach wyraził się o stójce Penna (bokserskiej gwoli ścisłości), że według niego jest najlepszą w mixed martial arts a kto jak kto, jednak trener min. Mike’a Tysona czy Manny’ego Pacquaio zna się na rzeczy. Przebieg walki w stójce nie będzie zatem znacząco odbiegał od tego z 2006 roku – Penn będzie punktował St. Pierre’a stopniowo rozbijając jego twarz. Kanadyjczyk nie znajdzie raczej recepty na proste B.J. a to że dysponuje lepszymi kopnięciami nie będzie miało żadnego znaczenia – Jay Dee szybko je zneutralizuje.

TJ: W założeniach tej debaty to ja miałem argumentować za GSP ale w kwestii stójki muszę przyznać Yoshiemu rację. St. Pierre swojego czasu był nazywany nawet czołowym strikerem wagi półśredniej ale było to spowodowane bardziej tym, że za przeciwników miał zapaśników z bardzo podstawową stójką na tle których Kanadyjczyk ze swoim stylem czerpiącym z kyokushin wyglądał na wirtuoza, wystarczy przywołać tylko bezbłędny pokaz stójki w drugiej walce z Hughesem. Matt Serra jednak obnażył braki w stójce St. Pierre’a, nie tylko w pierwszej walce ale też w drugiej kiedy GSP zdecydowanie nie miał ochoty na stanie z nowojorczykiem, który, swoją drogą, rewelacyjnym strikerem nie jest. Myślę jednak że kopnięcia mogą być dla St. Pierre’a przydatną bronią. B.J. nie jest ekspertem w wyłapywaniu ich a nawet jeśli to GSP naskakał się po oktagonie na jednej nodze broniąc obalenie więcej niż niejeden zawodnik w całej swojej karierze.

Yoshi: Podobnie jak Ty nie uważam żeby Penn był w stanie obalić (czy też zadać powalający cios) GSP przechwytując jego nogę po kopnięciu. Miałem bardziej na myśli fakt, iż mimo że Amerykanin rzadko stosuje kopnięcia, to obrony przed nimi ma opanowane wprost proporcjonalnie do poziomu swojego wyszkolenia bokserskiego (spójrz na rzadko spotykane w mma bloki low kicków przy pomocy golenia, czy też zobacz jak instynktownie przeskoczył nisko „wystrzeloną” nogę GSP w ich pierwszej walce). Krótko mówiąc, jeżeli St. Pierre poważnie myśli o wygraniu tego pojedynku,  nie powinien upatrywać swej szansy w strikingu.

Grappling.

TJ: Moim zdaniem ta walka rozstrzygnie się właśnie w parterze. St. Pierre już w pierwszym pojedynku udanie sprowadzał Penna do parteru ale większość przypisywała ten wyczyn zmęczeniu Hawajczyka niż umiejętnościom zapaśniczym St. Pierre’a. Potem wszyscy byli zdziwieni kiedy GSP zaczął dominować urodzonych zapaśników jak  Koscheck i Fitch. Na obecną chwilę St. Pierre jest według mnie najlepszym zapaśnikiem w mma, jeśli chodzi o adaptowanie tej dyscypliny na potrzeby walki. Penn ma fantastyczną obronę przed obaleniami ale nie wystarczy to na Kanadyjczyka. GSP nie będzie go obalał jak chce ale spodziewam się, że jego procent skuteczności będzie oscylował w granicach 60-65%. Oprócz bycia fenomenalnym zapaśnikiem St. Pierre dysponuje również świetnym ground-and-pound, ale nie był w stanie zrobić za dużo krzywdy nawet zmęczonemu Pennowi w pierwszej walce. Być może spowodowane to było obawą przed bjj Hawajczyka. Grappling Penna jest na najwyższym światowym poziomie, mimo to nie uważam, żeby był w stanie poddać GSP. Kiedy walka trafi do parteru B.J. będzie lądował na dole i stamtąd będzie szukał okazji do poddania lub przetoczenia.

Yoshi: Nie mam wątpliwości, że zapasy Kanadyjczyka są najlepszymi jakie możemy oglądać w oktagonie, jednak co do ich skuteczności w walce z B.J. nie mam już takiej pewności. Przede wszystkim Penn niemal klei się do podłoża i sprowadzić na ziemię jest go naprawdę ciężko. Jak wspomniałeś w ich pierwszej walce GSP dokonywał tego głównie dzięki zmęczeniu Hawajczyka – w pierwszej rundzie kiedy Penn był jeszcze „świeży” Georges nie dał rady przenieść walki na ziemię. Naturalnie rozumiem, że St. Pierre od tego czasu poczynił ogromne postępy (największe właśnie w kwestii zapasów) jednak walczył głównie z zawodnikami mającymi swe korzenie w „antycznym grapplingu” a z Penn’em, który znakomicie łączy uderzenia i obrony przed sprowadzeniami nie będzie mógł sobie pozwolić na tyle co z Fitch’em czy Koschck’iem.

Gdybyśmy nawet przyjęli, że owe 60-65% skuteczności takedownów GSP sprawdzi się i walka przez większość czasu toczyć będzie się w parterze, to na usta ciśnie się jedno nurtujące pytanie. Jak Kanadyjczyk radzi sobie walcząc z pleców? Chyba jeszcze nie mieliśmy przyjemności oglądać „Rush’a” walczącego gardą, a gdy zdecyduje się walczyć przez większą część starcia z Penn’em na ziemi ten element jego gry prawdopodobnie zostanie w końcu należycie przetestowany. Nie zrozum mnie źle, w żadnym wypadku nie pomijam tego iż po takedownie GSP wyląduje u góry, nie pomijam także dobrego bjj Kanadyjczyka a tym bardziej znakomitego g’n’p. Po prostu tak jak uważam że St. Pierre posiada najlepsze umiejętności zapaśnicze przystosowane do walk w MMA, tak samo sądzę że Penn dysponuje najlepszym parterem w tej formule i według mnie jest jednym z nielicznych (obok Aokiego i może Hansena) zawodnikiem który jest w stanie wygrać rundę na punkty walcząc z dołu. Dlatego myślę, że B.J. wyłapie wszelkie drobne błędy GSP i doprowadzi do zmiany pozycji przetaczając/sweepując Kanadyjczyka, a walcząc z góry sprawdzi wartość jego czarnego pasa w brazylijskiego jiu-jitsu.

TJ: Wygrać rundę z dołu to jedna rzecz, wygrać rundę z dołu przeciw GSP to coś zupełnie innego. Jego umiejętności z gardy są istotnie wielką niewiadomą, bo póki co jedynie Fitch był w tej pozycji przez kilkanaście sekund, zanim nie został sweepnięty ale GSP nie dostał swoich szlifów w bjj w jakimś kanadyjskim McDojo. To jest gość, który tydzień po walce z Fitchem pojechał do Brazylii szlifować grappling a nie liczył na zdolności nabyte w obozie, który nawet nie przyznaje pasów jak Hughes i Pulver. Gdyby doszło do sytuacji w której GSP znajdzie się na plecach, czego absolutnie nie wykluczam, raczej widzę go stosującego maksymalnie defensywną gardę obliczoną na stand-up ze strony sędziego albo odepchnięcie Penna.

Peryferia.

TJ: Obydwaj zawodnicy mieli w przeszłości kłopoty poza klatkowe, które przekładały się na ich występy w samej walce. Jeśli chodzi o B.J.’a to głównie nakreśliliśmy to omawiając kondycję, ale Penn miał też reputację zawodnika nie koniecznie przykładającego się do treningów, co usilnie próbowano nam pokazać w Primetime. Według rozmaitych źródeł jednak, które odwiedzały Penna w trakcie jego przygotowań Hawajczyk trenuje jak nigdy i nie należy się obawiać, że wejdzie do klatki nieprzygotowany. Ten sam program malował również obraz St. Pierre’a jako absolutnie kompletnego fightera, ale nie tak dawno przecież przyznał się do zlekceważenia Matta Serry co doprowadziło do jednej z największych niespodzianek 2007 roku. GSP wyniósł z tej porażki cenną lekcję i w kolejnych walkach wydawał się nie do zatrzymania.

Ciekawym elementem może być obecność jednego z najlepszych strategów w mma, Grega Jacksona, odpowiedzialnego za m.in. zwycięstwa Jardine’a i Evansa nad Liddellem. St. Pierre już powiedział, że Jackson opracował dla niego plan walki z Penn’em, który, podobno, ma odbiegać od sposobu walki dotychczasowych przeciwników B.J.’a. Tym niemniej obecność Jacksona w narożniku i wykonanie jego instrukcji nie oznacza automatycznej wygranej zwłaszcza jeśli ma się do czynienia z przeciwnikiem kalibru Penna. Hawajczyk, mimo to, nie jest znany z podchodzenia do walki szczególnie przenikliwie więc można to zinterpretować jako atut po stronie mistrza wagi półśredniej.

Yoshi: Racja, zawsze lepiej mieć cień strategii niż nie mieć jej wcale. Zastanawia mnie tylko fakt jaką można znaleźć lukę w grze takiego fightera jak Penn – kogoś kto nie posiada „złych nawyków” jak Liddell, czy też wyraźnych braków w poszczególnych elementach walki jak Griffin. Do głowy przychodzi mi pytanie czy ten tajemniczy plan o którym wspomina GSP nie jest zwykłym mydleniem oczu mającym nieco zmącić spokój Hawajczyka?

Werdykt.

Yoshi: Typować ten pojedynek to nieco jak budować domek z kart. Skrzętnie układasz  jedną po drugiej starając się przewidzieć wszystkie możliwości. Każde za i przeciw. Kiedy jesteś niemal pewny trafności swej diagnozy i kładziesz ostatnia kartę, niewielki podmuch wiatru zmieniający jedną drobnostkę w przebiegu walki burzy całą konstrukcję zmuszając cię do ponownego prześledzenia wszystkiego po raz kolejny. Gdy dochodzisz do nowych, bardziej trafnych – jak sądzisz wniosków kolejna mała rzecz którą przeoczyłeś każe ci analizować wszystko po raz kolejny.

Odkąd walka St. Pierre vs. Penn II została oficjalnie ogłoszona starałem się w myślach wytypować tego który ma większe szanse na wygranie tej walki. Co ciekawe im dłużej myślałem nad zbliżającą się walką, moje typy zmieniały się z jednego zawodnika na drugiego by przy kolejnej analizie znowu powrócić do pierwotnego wniosku.
Dziś bardziej skłaniam się ku zwycięstwie B.J.’a który jest bardziej techniczny i przeważa w najbardziej znaczących strefach walki (stójka i parter). St. Pierre będzie miał przewagę jedynie w zapasach a to przy odpowiednim przygotowaniu kondycyjnym Penn’a (złego kardio Hawajczyka w tej walce po prostu w ogóle nie biorę pod uwagę – byłby to dowód totalnej ignorancji i głupoty/naiwności Penn’a) nie wystarczy by przekonać sędziów do przyznania zwycięstwa Kanadyjczykowi. B.J. Penn przez decyzję.

TJ: To że Penn nie będzie miał złego kardio, nie oznacza, że szybciej się nie zmęczy. Ta myśl jest niejako fundamentem mojej analizy sobotniej walki. Osobiście uważam również, że GSP ma przekrojowo lepszy parter niż Penn, choć ten drugi ma oczywiście przewagę w jiu-jitsu. Można jednak argumentować w dowolną stronę i świadczy to jedynie o tym jak wyrównany jest ten pojedynek. Przewiduję, że w pierwszej rundzie, ewentualnie dwóch St. Pierre będzie próbował walczyć z nim stójce, mimo że jest to igranie z ogniem, tylko dlatego, że w ostatnich walkach wyraźnie próbuje na początku pokazać, że jest silniejszy od oponenta w jego, teoretycznie, najsilniejszym punkcie.

Niezależnie od tego czy ta strategia przyniesie sukces czy wręcz przeciwnie wraz z upływem czasu St. Pierre będzie próbował penetrować obronę przed obaleniami Penna z – jak napisałem, przyzwoitą skutecznością. Niemal niemożliwe jest skończenie Penna, nawet w jego przegranej z Hughesem było o wiele więcej „T” niż „KO” ale kiedy wydarzenia zaczną iść nie po myśli Hawajczyka zaczyna walczyć słabiej. St. Pierre jest na tyle dobry, żeby sfrustrować Penna mieszając obalenia i ground-and-pound ze sporadycznymi wymianami w stójce, w których powinien przejąć kontrolę w „mistrzowskich” rundach. St. Pierre przez decyzję.

Chief Financial Officer | Shareholder of MMAROCKS. Columnist. Does not avoid political topics. Radical for Capitalism.

1 KOMENTARZ

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.